wpływ muzyki na rozwój dziecka
fot. Adobe Stock

Czym skorupka za młodu, czyli jak nie wychować dziecka na fana disco polo

O roli muzyki w rozwoju dziecka, muzycznym potencjale maluchów i o tym, jak nie wychować fana disco polo, opowiada Anna Weber, twórczyni Pomelody.
Karolina Stępniewska
wpływ muzyki na rozwój dziecka
fot. Adobe Stock

Pamiętam, jak w dzieciństwie wpatrywałam się zafascynowana w kręcącą się płytę winylową (zresztą zostało mi to do dziś!). Muzyka zawsze była bardzo obecna w moim życiu. Niestety próby nauki gry na instrumentach (pianino i gitara) skończyły się niepowodzeniem, bo nie mam za grosz talentu. Na szczęście nie przeszkadza mi to cieszyć się z muzyki, którą tworzą i odtwarzają inni. O roli muzyki w życiu małego człowieka rozmawiam z Anną Weber, założycielką systemu edukacji muzycznej online dla dzieci Pomelody.

Czy dziecko potrzebuje muzyki?

A czy dziecko potrzebuje języka? Tego chyba nigdy nie podajemy w wątpliwość, bo jasne jest dla nas, że język pełni funkcję komunikacyjną i ekspresyjną. Chcemy, by maluch mógł porozumieć się z innymi i czerpać przyjemność z budowania relacji, jaka z tego płynie. Chcemy również, by mógł wyrazić siebie: to, co czuje, myśli, kim jest. Zapominamy jednak, że muzyka też jest językiem. Powiedziałabym nawet, że jest pierwszym językiem dziecka. Jeszcze na długo, zanim wypowie ono pierwsze słowa, komunikuje i wyraża się melodią, rytmem, pulsem, pauzami. To wszystko buduje potem jego język ojczysty, ale zanim przybierze tę formę, jest po prostu muzyką. Oto jeden z najbardziej przekonujących mnie argumentów: każde dziecko rodzi się z „talentem” muzycznym, choćby po to, by nauczyć się mówić.

Jak muzyka wpływa na rozwój małego człowieka?

Obszary, w jakich muzyka wpływa na rozwój, można by wyliczać godzinami. Dotyczą one stymulowania pamięci, IQ i inteligencji emocjonalnej, rozwiązywania problemów, wspomagania nauki przedmiotów ścisłych, języków, umiejętności czytania ze zrozumieniem, rozładowywania napięć, rozwoju umiejętności społecznych. Muzyka wpływa na dziecko w sposób holistyczny – oprócz stymulowania mózgu, wyobraźni czy kompetencji społecznych, jest nierozerwalnie związana również z rozwojem ruchowym. Muzykowanie – czyli aktywne tworzenie muzyki, jest czynnością wyjątkową, stymulującą obie półkule mózgowe równocześnie.

W jaki sposób możemy zaszczepić w dziecku miłość do muzyki?

Miłości do muzyki nie trzeba dziecku wpajać. Do ok. 4 roku życia (gdzie najważniejsze jest pierwsze 12 miesięcy!) całe ciało malucha pragnie muzykować i tego potrzebuje. Ważne jest, by mu to umożliwić. A że dziecko wszystkiego uczy się poprzez naśladowanie swoich autorytetów (którymi w tym okresie są rodzice lub opiekunowie), jedyne, o co należy zadbać to to, by miało okazję do obserwowania muzykującego dorosłego i by następnie mogło go naśladować. Dokładnie tak samo, jak przy nauce chodzenia, mówienia, czy jedzenia – bo w swojej istocie muzykowanie jest tak samo naturalną umiejętnością.

Czy to ważne, z jaką muzyką dziecko ma do czynienia?

Proponowałabym, byśmy pomyśleli o muzyce jak o jedzeniu. Wyobraźmy sobie, że jedyna potrawa, jaką serwujemy dziecku to hamburger. Hamburger na śniadanie, hamburger na obiad i kolację. Nie jest to zbilansowana dieta, którą rodzic z przekonaniem zastosuje u malucha. Analogicznie – niestety – większość tzw. muzyki dziecięcej skomponowana jest w metrum dwudzielnym (czyli „um-pa-um-pa”) i tonacji durowej (czyli tej „wesołej do-re-mi-fa-sol-la-si-do”). Większość dziecięcych piosenek brzmi po prostu tak samo!
Tymczasem to właśnie różnorodne doświadczenia muzyczne tworzą więcej połączeń nerwowych w mózgu, kształtują zmysł estetyczny dziecka i zapewniają wszystkie „muzyczne składniki odżywcze” do tego, by mogło się zdrowo rozwijać.
Kiedy tworzyłam Pomelody, chodziło mi o to, by w jednym miejscu znalazł się zbiór piosenek, które sprawią dziecku radość, ale nie będą dziecięce – czyli tandetne i „na jedno kopyto”. I nie dotyczy to  tylko melodii i rytmu. Muzyka Pomelody zrywa z tradycyjnym podejściem do utworów dziecięcych. Jest pisana „jak dla dorosłego”. Ma maksymalnie stymulować rozwój wyobraźni, zmysłów i wrażliwości dziecka poprzez zróżnicowanie tonalne, rytmiczne, stylistyczne i szeroką gamę barw, form i instrumentariów. A ponieważ dziecko uczy się poprzez naśladowanie swoich autorytetów, muzyka została stworzona w taki sposób, aby sprawiała przyjemność w odbiorze również dorosłym.

Z muzyką podobnie jak z książkami – rynek jest pełen kiczowatych pozycji.

Gdy piosenki dla dzieci są w różnych stylach i aranżacjach, czerpią z wielu kultur muzycznych, naturalnie wnoszą bogactwo w warstwie melodycznej (różnorodność skal i tonacji), rytmicznej (różne metra i rytmy) i instrumentalnej (różnorodne instrumentarium). Przeciwieństwem bogatego muzycznie środowiska jest więc muzyka, która zawsze brzmi tak samo – uboga brzmieniowo, prymitywna w formie, tylko wesoła, tylko „na dwa”. 
A taka, niestety, otacza nasze dzieci w znakomitej większości. Atakuje maluchy z radia, telewizji, bajek, plastikowych zabawek czy z YouTube’a. Często jest jeszcze okraszona jakąś fatalną animacją… Należy więc wybierać muzykę zróżnicowaną. Ale warto również pamiętać o tym, że rodzic jest autorytetem dla dziecka – także muzycznym! To on modeluje zachowania w stosunku do muzyki. Nie chodzi o to, aby puszczać dziecku Mozarta, gdy samemu się go nie trawi. Dziecko w mig zdemaskuje ten fałsz.

Co jest ważniejsze: słuchanie płyt, śpiewu mamy, czy gra na instrumentach?

Słuchanie wartościowej muzyki to wspaniała czynność wpływająca na nastrój i stymulująca mózg, ale magia i prawdziwy rozwojowy potencjał zaczyna się wtedy, gdy tworzymy muzykę, a nie tylko biernie jej słuchamy.

A jeśli rodzic nie umie śpiewać ani grać na żadnym instrumencie?

Dziecko ma w sobie talent muzyczny. Choć znacznie bardziej wolę posługiwać się słowem „potencjał”, jako że słowo „talent” już samo w sobie sugeruje, że jest rzadkością i przytrafia się nielicznym. Rodzic właściwie tylko zapewnia odpowiednie warunki do tego, aby dziecko mogło się swobodnie rozwijać, by chciało śpiewać i tańczyć dlatego, że rodzic pokazał mu, że jest to tak naturalne, jak mówienie czy chodzenie. I ostatecznie maluch prędzej nauczy się czysto śpiewać, naśladując fałszującego rodzica, niż jeśliby w ogóle tego przykładu idącego z góry nie miał.

Może się jednak zdarzyć, że dziecko odziedziczy po rodzicach brak słuchu muzycznego?

Był taki czas, gdy całą odpowiedzialność zrzucało się na geny, jednak teraz coraz więcej mówi się o ogromnej roli środowiska i wychowania. Porównałabym to do nasionka potencjału muzycznego. Każde dziecko rodzi się z takim nasionkiem – niektóre są malutkie, inne całkiem sporych rozmiarów – i to jest ten element, który rzeczywiście zależy od genów. Ale nasionko zostaje posadzone w ziemi i od tej pory liczy się już tylko bogate środowisko, czyli odpowiednia gleba, ilość światła i wody. Chodzi o to, że nawet bardzo wielkie nasionko przy nieodpowiednim środowisku nie będzie rozwijać swojego pełnego potencjału. A jednocześnie bardzo mały potencjał muzyczny może zostać rozwinięty w kochającego muzykę dorosłego, który czysto śpiewa i rytmicznie się porusza, a przede wszystkim świetnie się przy tym bawi.

I w ten sposób nie wychowamy dziecka na fana disco polo?

Wróćmy do analogii do diety. Gdyby dać dziecku wybór, prawdopodobnie codziennie chciałoby jeść tylko słodycze, czy rzeczone hamburgery. Ale na początku to my decydujemy o tym, co jest dla niego właściwe. Nie przyprawiamy pierwszych dań, które podajemy niemowlakowi, rozszerzając dietę, bo chcemy, by jego kubki smakowe pracowały, rozpoznając różne smaki i uwrażliwiając się na nie. Jeśli jednak zaczniemy wszystko solić i wzmacniać, bardzo szybko okaże się, że nie smakuje mu nic niedoprawionego do granic możliwości. Niestety dziecięce piosenki typu disco polo są dokładnie takim przesolonym posiłkiem, od którego uzależniamy się bardzo szybko i nawet nie orientujemy się, kiedy przytłumia nasze zmysły, a co najgorsze – zmysły maluszków, które są na etapie rozwoju, kształtowania, poszukiwań i odkryć. Kluczem do sukcesu jest więc unikanie „muzycznego fast-foodu”. Nie ma oczywiście co się nadmiernie tematem stresować, ale na pewno warto skupić się na tym, by muzyka, jaka otacza dziecko na co dzień, była po prostu bogata i wartościowa. Wtedy nawet ten muzyczny hamburger raz na jakiś czas nie zaszkodzi. 
Anna Weber - żona, mama, kompozytorka, licencjonowana nauczycielka różnych programów muzycznych. Założycielka Pomelody (systemu edukacji muzycznej online dla dzieci). Youtuberka (Mama Lama – wraz z Olą Woźniak) i blogerka (Power of Melody).
[content:0_26969,0_1445,0_23117:CMNews]
Redakcja poleca: Dziecko słuchając muzyki szybciej zaczyna mówić
Muzyka rozwija wyobraźnię, kreatywność i umiejętność logicznego myślenia, a także przyspiesza naukę mowy. Sprawdź, jak wykorzystać muzykę w rozwoju niemowlaka.
Oceń artykuł

Ocena 5 na 1 głos

Zobacz także

Popularne tematy