Teraz i audiobooki szkodzą dzieciom?

Nawet nie zdajesz sobie sprawy, ile dla rozwoju dziecka znaczy czytanie mu na głos bajki. Żaden audiobook nie da tego twojemu maluchowi! - mówi psycholog.
Agnieszka Majchrzak
Audiobook czy czytanie na głos? Co lepsze dla dziecka
fot. Adobe Stock



Wydawało się, że audiobook to genialny sposób na to, aby jednak przeczytać książkę, kiedy zupełnie nie mamy na to czasu – sprzątamy, gotujemy, a jednocześnie, jakby nie patrzeć, pochłaniamy lekturę. Ale psycholodzy ostrzegają, że to, co dobre dla dorosłych, nie koniecznie dobrze robi dzieciom. Zwłaszcza kilkuletnim maluszkom.

Nic nie zastąpi głosu rodzica

- To nieporozumienie – mówi o puszczaniu małym dzieciom audiobooków pediatra prof. Barry Zuckerman, kierownik Wydziału Pediatrii z Boston University School of Medicine. Jak podkreśla, w ten sposób tracimy to, co jest w czytaniu dziecku najważniejsze - obecność rodzica. Wtedy mózg malucha rozwija się najlepiej.

"Nic nie jest w stanie zastąpić obecności rodzica. Badania pokazały, że mózg pracuje słabiej, kiedy dziecko widzi i słyszy czytającą mamę na ekranie, niż kiedy ma ją obok" - powiedział prof.
Redakcja poleca: Niepokojące objawy podczas nauki chodzenia - film
Jakie zachowanie dziecka, które zaczyna chodzić, powinno skłonić rodziców do wizyty lekarskiej? Doradza pediatra.

Wieczór i tylko my we dwoje

Jak mówi psycholog, po całodniowym pędzie i załatwianiu tysiąca spraw wieczorem przychodzi "ekskluzywna chwila", gdy czas się zatrzymuje i dziecko ma mamę albo tatę tylko dla siebie. Czytanie może stać się wówczas jedną z najprzyjemniejszych czynności, jakie wspólnie mogą wykonywać.

Ale warto też kilka razy dziennie usiąść z dzieckiem na trzy do pięciu minut i poczytać razem. Dziecko dostaje komunikat: mama lub tata jest tylko dla mnie. "Żadna zabawka nie da takiej korzyści. To dlatego wiele dzieci zachowuje najważniejsze książki jeszcze przez lata dorastania" - podkreśla psycholog.

Przegrani na starcie

Dlaczego czytanie dziecku jest tak ważne? Prof. Zuckerman, który jest współzałożycielem "Reach Out and Read" ("Sięgnij i Przeczytaj"), krajowego programu na rzecz umiejętności czytania i pisania w USA, tłumaczy, że czytanie dwu-, trzyletniemu dziecku nie jest celem samym w sobie. Chodzi o dzielenie się z dzieckiem książką. Kiedy rodzic z zaangażowaniem omawia z dzieckiem bajkę, powtarza słowa i prosi o ich powtórzenie, to w ten sposób:
 
  • rozbudowuje słownictwo malucha;
  • stymuluje rozwój jego mózgu;
  • dziecko nabywa umiejętność uczenia się.

Dzieci, którym się nie czyta w domu, są już na progu edukacji w tyle. Mają mniejszy zasób słownictwa i mniejszą umiejętność rozumienia nowych informacji. Z badań wnika, że czterolatki w rodzinach z amerykańskiej klasy średniej potrafią rozpoznać 54 proc. liter, a pięciolatki 85 proc. W biedniejszych rodzinach ten poziom spada do 16 proc. u czterolatków i 20 proc. u pięciolatków.

A co kiedy dziecko nie lubi książek?

A co z dziećmi, dla których czytanie nie jest atrakcją? Tu wiele zależy od pomysłowości rodzica. Musi obserwować dziecko, reagować i dostosowywać się. I co ważne - celem czytania nie jest sama historia z książki, ale też rozmowa o niej.

Warto na początku pytać malucha o to, co widzi na obrazku, podawanie właściwych nazw. Z czasem jest to już rozmowa dotycząca treści książki. Zatrzymujemy się, aby zapytać dziecko: jak myślisz, co wydarzy się dalej? Dlaczego on tak zrobił? Czy czułeś się kiedyś podobnie? Jak się czujesz, kiedy o tym słuchasz?

 
 

Rodzice wiedzą, ale nie mają czasu

Ale nie jest aż tak źle z czytaniem dzieciom. Profesor podkreślił, że współcześni rodzice są bardziej świadomi, jaką wartość ma czytanie dziecku. Choć wiedza nie zawsze przekłada się na działanie.

Profesor jako przykład podał rodziców z Chin, którzy uważają, że warunkiem sukcesu ekonomicznego jest nie tylko ciężka praca, ale i dogłębne wykształcenie, dlatego kładą ogromny nacisk na rozwój dziecka od pierwszych chwil po narodzinach. Z kolei w Singapurze rodzice kochają nowinki technologiczne i tradycyjną książkę czytaną przez mamę lub tatę zastępują audiobooki.

Czytanie książek zawsze uważane było za kopalnię wiedzy. Jak widać, nic się w tej sprawie nie zmieniło. Tylko czasy zmieniają się w zawrotnym tempie i nikt na nic nie ma czasu. Jak to wszystko pogodzić? Napiszcie w komentarzach, czy udaje się wam codziennie czytać książkę swoim maluszkom. A może z tymi audiobookami to jednak przesada i wystarczy umiar w korzystaniu z nich? Przecież są sytuacje, kiedy bardzo nam się przydają, np. w długiej podróży. Nie jedną mamę ratowało puszczanie nagranych bajek! Podzielcie się swoim zdaniem!

Źródło: wyborcza.pl
   
Doładuj
Przeładuj

Popularne tematy

To Cię zainteresuje

Narzędzia dla mam

Więcej

Rozwój przez zabawę

Majówka z dzieckiem