Bajka na dobranoc: Sól – opowiada Pani Wieczorynka [WIDEO]

Bajka na dobranoc o soli kamiennej, która bardzo chciała być solą morską – z morałem mówiącym o tym, że każdy może mieć marzenia i je realizować.

Zobacz inne z serii: Bajki na dobranoc Pani Wieczorynki (8)

Bajki na dobranoc publikowane były na naszym Facebooku przez całe lato, w każdy weekend w ramach akcji Lato z Mamo, To Ja. Opowiadała je Agata Romaniuk, czyli Pani Wieczorynka, którą dzieci i rodzice poznali już wcześniej, w czasie izolacji wywołanej przez pandemię. Dziś zachęcamy do posłuchania ostatniej już bajki z całego cyklu. Obejrzyjcie (wystarczy odtworzyć nasz film) lub przeczytajcie „Sól” (tekst bajki publikujemy niżej). Zapraszamy!

„Sól” – bajka na dobranoc Pani Wieczorynki

Opowiem wam dziś bajkę o… soli. Tak! Dlaczego nie może być bajka o soli? Są bajki o zajączkach, o księżniczkach, o dinozaurach, o smokach. A sól? Bardzo rzadko występuje w bajce.

To była taka sól, która mieszkała w szufladzie z przyprawami. Mieszkały tam goździki, oregano, pieprz, gałka muszkatołowa, curry i różne egzotyczne przyprawy, ale mieszkała też sól w małym słoiczku. Była bardzo często używana. Mama z córeczką, jak gotowały zupę, to zawsze sięgały po sól i mówiły: „O, trochę trzeba dosolić! O, ziemniaki niesłone!”. Więc sól była w ciągłym użyciu. Ale miała jedno ogromne zmartwienie. Bardzo chciała być solą morską, a była solą kamienną. I cały czas narzekała innym przyprawom:
– Och, jakbym była solą morską, to bym miała dużo lepsze wakacje. Podróżowałabym sobie na plażę i chodziła po piaseczku i mogłabym się rozsypać na wydmach albo na molo w Sopocie. A jak jestem solą kamienną, to nuda. Jestem taka skamieniała, siedzę sobie w słoiczku i nie mam żadnych przyjemności. Nikt mnie w ogóle nawet nie wypuszcza z szuflady.
Na to odpowiadał jej pieprz:
– O Boże, sól, no, każdy jest, jaki jest. Ja przykładowo jestem pieprz czarny, a też wolałbym być świeżo mielony albo kolorowy, albo biały, albo coś. Ale siedzę tu sobie w torebce i używają mnie od czasu do czasu, chociaż tata to kicha strasznie, jak mnie używa, więc zawsze mówi: „tylko bez pieprzu, tylko bez pieprzu!”.
Na co sól odpowiadała:
– O, no może ty tak masz, ty tak masz, że nie masz takich jakichś wielkich marzeń, ale wiesz, ja to bym chciała ruszyć w podróż albo mieć przynajmniej jakieś nowe zastosowania. Bo tak to tylko ciągle solą mną zupę ogórkową, ziemniaki, ryż i jajecznicę. Nuda! Ja już po prostu jak tylko otwierają szufladę, to myślę, o rany, znowu to samo, znowu to samo…
Na co odpowiedziało jej oregano:
– A ty co sobie myślisz? Ja to w ogóle jestem tylko sypany na pizzę. Też nuda. Ale za to czkam, bo pizza zazwyczaj w czwartki, to już wiem, że jak wtorek, to po wtorku środa, a po środzie czwartek i wtedy jest pizza i wołają: „a gdzie jest oregano?” i ja wtedy się wystawiam z szuflady i jestem bardzo zadowolony, że mną sypią.
Na co odpowiedziały jeszcze goździki:
– A my to, przepraszam bardzo, my to w ogóle jesteśmy rzadko używani, bo tylko do kompotu z jabłkami i jeszcze zimą, do grzanego wina i herbaty z pomarańczami. Więc mamy bardzo kiepsko, bardzo kiepsko. Czasem się rozsypiemy, pogubimy się i w ogóle. Więc ty, sól, może byś tak nie narzekała, tak bardzo?
Na co sól mówiła:
– No ja tak nie narzekam, ale chciałabym jednak mieć ciekawsze… Może mogłabym czasami posolić kisiel albo szarlotkę z jabłkami. Taki byłby chociaż żart albo coś, a tak, to jak?

Ale mama z córeczką nie były bardzo zainteresowane, żeby sól soliła szarlotkę z jabłkami albo kisiel, albo drożdżówkę, albo wiecie, owsiankę. Kto miałby ochotę na słoną owsiankę?

Ale córeczka, która nazywała się Hania, słyszała te nawoływania soli z szuflady i mówiła jej:
– Słuchaj, nie martw się, w przyszłym tygodniu, na koniec lata, jedziemy na chwilę na Hel, to wiesz co? Ja cię przesypię do takiego małego woreczka i zabiorę cię nad morze. Co prawda nie zrobisz się od tego solą morską, ale przynajmniej będziesz miała jakąś wycieczkę. A sól powiedziała:
– Olaboga, ale wspaniała okazja! Oczywiście, szykuję się, już pakuję wszystko, co mam. Czyszczę się do białości i jestem w gotowości!

I rzeczywiście Hania przesypała ją do małego lnianego woreczka, zabrała do plecaka i pojechali pociągiem nad morze. Pogoda była piękna, upały, mewy, wiatr wiał, a piaseczek był taki drobniutki. I na każdy spacer, i na każdą przechadzkę po promenadzie i na każde gofry Hania zabierała ze sobą woreczek z solą. I po troszeczku, po szczypcie nabierała soli i wypuszczała ją, a to na wiatr, a to na wodę, a to na piasek. A sól jaka była zadowolona i mówiła:
– Ho, ho, prawie jakbym była solą morską, ho, ho! Mogę nałykać się jodu. Oooo, lecę sobie na wydmy, o lecę na plażę w Orłowie, ho, ho, ho! Na rynek w Gdańsku wiatr mnie zaniesie! Coś takiego, to dużo lepiej, niż być tylko solą, która chce solić jajecznicę.

Powiem wam, że z tego wszystkiego taka nauczka, że każdy może mieć marzenia. Nawet jak jest solą kamienną, może marzyć o tym, żeby być solą morską. A w ogóle, to każdy ma prawo ruszyć w podróż, nawet jeśli tylko w małym woreczku. 
Bajki na dobranoc Pani Wieczorynki dostępne są na Facebooku Mamo, To Ja i w naszym serwisie. Zachęcamy do odsłuchiwania tych pięknych i mądrych opowieści dla najmłodszych przez cały rok! 

Zobacz także:
Oceń artykuł

Ocena 0 na 0 głos

Zobacz także

Popularne tematy