GRY
 
 

Boa niszczyciel

Kiedyś miałam psa, potem miałam koty, teraz mam dziecko. Wiem, nieelegancko jest porównywać człowieka ze zwierzęciem.

Kiedyś miałam psa, potem miałam koty, teraz mam dziecko. Wiem, nieelegancko jest porównywać człowieka ze zwierzęciem. Dziecko to nie kot, dziecko to nie pies Pawłowa, a gołębia nie można wyuczyć komponowania sonat. Niby tak, ale…

Choć pies był wiernym i czułym towarzyszem mego okresu dzieciństwa i dorastania (zmarł jako sędziwy 17-latek), to jednak był niszczycielem. Mimo usilnych prób wychowawczo-szkoleniowych nie dało się mu wytłumaczyć, by np. nie gryzł gości czy nie ściągał ze stołu tortu urodzinowego. Ojciec co parę lat musiał wymieniać podrapane i wygryzione drzwi od pokoju, w którym psa zamykaliśmy, gdy przychodzili goście, czyli obcy, których to pies nie akceptował. Wymiana drewnianych drzwi w czasach socrealu nie była łatwa – znalezienie trzeźwego stolarza, ściąganie z Kurpiów drewnianych drzwi, transportowanie ich na dachu poloneza...
Gdy wracałam po pracy do kotów – Irka i Świrka, w przedpokoju witały mnie pogryzione kosztowne tenisówki firmy Adidas. Kapcie „pochowane” pod łóżkiem lub w spiżarni, bo koty akurat tam się nimi bawiły. Przegryziony kabel od laptopa (!) – cudem nie zwęgliły się porażone prądem. Potłuczona filiżanka zostawiona na stole po śniadaniu. Mimo że centralny punkt mieszkania „zdobił” specjalny koci drapak, kanapa w chiński kwiatowy wzór bardziej odpowiadała kocim pazurom. Po dwóch latach wstydziłam się pokazać ją tapicerowi, nadawała się tylko na śmietnik.
Pies i koty były cudowne, ale nie da się ukryć, iż niszczenie sprawiało im większą radość niż budowanie. Kto ma psa, który po sobie sprząta i sam skleja potłuczone talerze, powinien opublikować esej w „Wiedzy i Życiu”. Teraz mieszkam z Kubą i mam wrażenie, że bezustannie usuwam szkody, czasem bezpowrotne, których dokonał. Dziecko woli gwałtownym ruchem zburzyć konstrukcję z klocków, niż tworzyć takową. Od znajomej graficzki dostał kredki świecowe. W ciągu dwóch dni połamał wszystkie. Codziennie dziękuję Opatrzności za to, że pod nami nikt nie mieszka, tylko jest biuro, bo w ślicznym Kubusiu drzemie omen. Gdy się budzi, a czyni to tenże omen często, chwyta zabawki i… wali nimi o podłogę. Z siłą godną górnika z wiertłem, a nie 18-miesięcznego dziecka. Jasne, czasem to walenie o podłogę jest formą ekspresji złości, zwrócenia na siebie uwagi. Ale niszczenie ewidentnie sprawia wielu dzieciom radość. Twarz Kuby rozpromienia wielki uśmiech, gdy rozkręca kolejne zabawki czy wyciąga rośliny z ziemi. Fakt, że niszczenie może bawić, to jedno ze smutniejszych odkryć, jakich dokonałam od czasu, gdy zostałam rodzicem.
Przed chwilą Kubuś wyrwał lalce Barbie obie nogi. Kto przedstawia aniołki jako małe dzieci, jest w błędzie. Własnego dziecka czasem lękamy się bardziej niż egzaminu. Ostatnio, gdy obejrzałam powyrywane przez rozjuszonych kibiców stadionowe ławki, pomyślałam, że niektóre dzieci z fazy sadystyczno-niszczycielskiej nigdy nie wyrastają…   

Tekst: Agata Passent/Syndykat Autorów
Redakcja poleca: Szczepienia ratują życie, a dziecko może je polubić! Przekonuje Wojciech Mikołuszko
Szczepienie może być punktem wyjścia do rozmowy na temat chorób. Dziecko może przestać bać się szczepień i zainteresować się nauką - mówi Wojciech Mikołuszko, dziennikarz i popularyzator nauki.

Ocena (0 oceny)

0.0
Doładuj
Przeładuj