dwulatek, zabawa,zabawka dla dwulatka, matka

Prawdziwe historie: Byłam ciocią mojego dziecka

Ukrywała to przez dwadzieścia lat. Jej syna wychowywała starsza siostra. Jak rodzinna tajemnica wyszła na jaw? Poznaj poruszającą historię Moniki.
dwulatek, zabawa,zabawka dla dwulatka, matka
Z sercem przepełnionym bólem wpatrywałam się tępo w zimny marmur grobowca... Po mojej twarzy powoli spływały łzy, napis na płycie rozmazywał się coraz bardziej, aż stał się zupełnie nieczytelny…

Siostra zabrała naszą tajemnice do grobu... pomyślałam

Nad kim płakałam? Nad moją siostrą, która odeszła tak nagle z tego świata?
A może nad sobą i tajemnicą, którą nosiłam w sercu? Straciłam właśnie nadzieję, że kiedyś zostanie ujawniona...
Joanna już tego nie zrobi. A ja pewnie nigdy nie znajdę w sobie tyle odwagi, żeby wszystko naprawić! Tchórzyłam przez całe dorosłe życie...
Nie tylko dlatego, że prawie dwadzieścia lat temu dałam słowo mojej siostrze. Także dlatego, że… wstydziłam się zawsze tego, co wtedy zrobiłam! Poddałam się, chociaż przecież mogłam walczyć.
Ale, czy naprawdę mogłam?
Redakcja poleca: HIV a ciąża - jakie jest ryzyko zakażenia dziecka? Wywiad z ekspertem
HIV w ciąży to nie wyrok! Dr Ernest Kuchar wyjaśnia, że odpowiednio wykryty i leczony wirus HIV zmniejsza niemalże całkowicie ryzyko przeniesienia się wirusa na dziecko.

To była taka typowa, wakacyjna miłość!

A teraz walczyłam sama ze sobą, żeby nie pogrążyć się w rozpaczy! Moje życie leżało w gruzach przez tę jedną decyzję! Kiedy ją podejmowałam, byłam jeszcze dzieckiem… I tak naprawdę to nie ja ją podjęłam, ale mama i moja siostra, Joanna, starsza o osiem lat!
Tamto lato było wyjątkowo piękne i upalne. Zdałam właśnie do drugiej klasy liceum i pojechałam na wakacje do babci, w Bory Tucholskie. Staruszka trochę już niedomagała, miałam więc mnóstwo swobody i... Rafała za towarzysza, przystojnego studenta.
Woził mnie na motorze, jak jakąś księżniczkę, prawił komplementy jak dorosłej kobiecie. Nietrudno się domyśleć, że zabujałam się w nim bez pamięci i... został moim pierwszym mężczyzną. Kochaliśmy się w polu, w zbożu, które szumiało nam nad głowami, na jego dżinsowej kurtce…
Dla mnie to było coś wyjątkowego, dla niego pewnie tylko kolejna letnia przygoda. Wyjechał bez pożegnania, nie zostawiając swojego adresu, a ja wróciłam do domu ze złamanym sercem i w ciąży.
Początkowo zresztą nawet mi do głowy nie przyszło, że mogę mieć dziecko. Rafał używał przecież prezerwatywy, a miesiączki miałam jeszcze nieregularne, jak to często bywa u nastolatek.
Owszem, byłam jakaś taka ospała, ale uważałam, że to z przemęczenia, bo w szkole od razu wzięli nas do galopu…
Grunt, że kiedy mama z przerażeniem stwierdziła, co się ze mną dzieje – bo z łazienkowej szafki nie znikały podpaski, a moje dżinsy stały się lekko przyciasne – na aborcję chyba było już za późno.
Zresztą, nie mam pojęcia, czy w ogóle podjęłybyśmy wtedy taką decyzję…
– Taki wstyd! Taki skandal!
I co ty, dziecko, zrobisz z tym dzieckiem? – załamywała ręce mama, która nigdy nie miała
w życiu lekko.

Mama z siostrą uknuły sprytny plan!

Po odejściu naszego taty, który wiele lat temu założył inną rodzinę, mama z poświęceniem wychowywała mnie i siostrę. I dobrze wiedziała, co to znaczy samotne macierzyństwo! Nie miałam pojęcia, co mam zrobić ze swoją ciążą i byłam nią przerażona! Nie wiedziałam także, gdzie mam szukać teraz Rafała, więc żaden happy end w postaci nagłego ślubu nie wchodził w grę...
Mój pierwszy kochanek wynajmował pokój u sąsiadów babci i zapłacił za pobyt gotówką, więc nie bawili się w sprawdzanie mu dowodu osobistego.
Wypytywani teraz o jego adres wyrazili zaciekawienie, dlaczego mama ich tak wypytuje o tego przystojniaka, który całe dnie spędzał w towarzystwie jej młodszej córki... Dlatego w końcu zaprzestała poszukiwań, przestraszona, że wszystko się wyda i ludzie we wsi wezmą nas na języki!
Zrozpaczona sytuacją musiała potem bez mojej wiedzy naradzać się z Joanną. W końcu nagle obie przedstawiły mi swój prosty plan na przyszłość. Moją i mojego dziecka...
– Będziemy udawali wszyscy, że to jest dziecko Joanny!
– A Wiktor? – zdumiałam się. – Co on na to?
Wiktor był mężem Asi, pobrali się ledwie rok wcześniej.
To prawda, że szwagier przebąkiwał coś, iż szybko chce mieć dzieci... Ale żeby aż tak szybko i to w dodatku cudze?
– Wiktor rozumie wyjątkowość tej  sytuacji i na wszystko się zgadza! – zapewniły mnie jednak  obie. – W ten sposób twoje dziecko będzie miało normalną rodzinę, czyli oboje rodziców, którzy pracują i potrafią je wychować!
I tak na ostatnie miesiące ciąży zostałam wysłana do sióstr zakonnych, które prowadziły szkołę dla takich dziewczyn, jak ja, co to zeszły na złą drogę. Miałam w klasie dwie inne „ciężarówki” i koleżankę uzależnioną od narkotyków.
W moim starym liceum i wśród naszych sąsiadów rozpowszechniono wersję, że musiałam pilnie zamieszkać ze schorowaną babcią, aby służyć jej pomocą. Nie mam pojęcia, czy ktoś w to uwierzył...

Zobacz także: Prawdziwe historie:  Zosia Samosia


Czułam, że gram główną rolę w czarnej komedii

Tymczasem Joanna zaczęła chodzić z przemyślnie uszytą poduszką pod ubraniem, co wydaje się chwytem nieco filmowym, lecz doskonale zdało wtedy egzamin.
Kiedy na początku czerwca urodziłam Jasia, trzymałam go w rękach tylko przez moment, jako mojego synka. Pamiętam dobrze jego delikatną skórę, pod którą rysowały się misterne, fioletowe żyłki. I prawie bezwłose, ciężkie powieki. Chwilę później przejęła go ode mnie Joanna i… od tej pory to do niej mówił „mamo”!
Ja zostałam dla Jasia tylko ciocią. Kochaną, ale... ciocią!
Od początku z całych sił starałam się zapomnieć o tych dziewięciu miesiącach, kiedy nosiłam tego chłopca pod sercem. Udawałam sama przed sobą, że tego nigdy nie było!

Był szczęściem czy też jakimś fatum?

A on rósł jak na drożdżach! I ciągle był jedynakiem...
Mijały bowiem lata, a Joanna jakoś nie mogła zajść w ciążę z Wiktorem, aby urodzić ich wspólne dziecko.
– Z pani organizmem jest wszystko w porządku, z pana zresztą także! To musi być jakaś blokada psychiczna! – powiedzieli im w końcu lekarze, bezsilni po przeprowadzeniu wielu badań. – Musicie państwo trochę się odprężyć, zmniejszyć stres… – poradzili, rozkładając ręce.
I Wiktor zmniejszył go sobie tak, że wdał się w romans z koleżanką z pracy. A ona błyskawicznie zaszła z nim w ciążę!
– Musisz zrozumieć, że to wina tylko twojej matki i twoja, iż nasze małżeństwo się rozpadło! Ja nigdy nie chciałem usynowić Jaśka! Marzyłem o własnych dzieciach, ale wy mnie do tego zmusiłyście. I to są efekty! Zablokowałem się z tobą, a z Grażyną wyszło mi od razu!
Wiktor na pożegnanie zrzucił całą winę za swoją zdradę na Joannę i naszą rodzinę.
Co za ironia losu! Zrezygnowałam z syna, żeby miał pełną rodzinę i kochającego ojca,
a teraz i tak Joanna została samotną matką… – myślałam zaskoczona rozwojem sytuacji.
Może jeszcze wtedy dałoby się wszystko „odkręcić”? Jaś był malutki, ledwie czteroletni
i pewnie jakoś by przeżył zamianę mamy. A ja miałam już 21 lat i dobrą pracę w sklepie. Mogłam go sama wychowywać, ale…
Kiedy przyszłam z tą propozycją do Joanny, tuliła Jaśka jak skarb, powtarzając w kółko, że tylko on jej został w życiu…

Nie mogłam siostrze odebrać mojego dziecka... nie wtedy gdy rzucił ją mąż

W tej sytuacji nie mogłam jej odebrać chłopca! Była tak znękana psychicznie, że długo bałam się nawet, iż może się targnąć  na swoje życie!
Znalazłam się w punkcie bez wyjścia! Przez kolejne lata patrzyłam tylko biernie, jak Jasiek rośnie i mężnieje bez ojca, bo Wiktor zerwał wszystkie kontakty z synem. To prawda, nie próbował odwołać adopcji i słał regularnie sowite alimenty, ale w ogóle nie interesował się „nie swoim” dzieckiem.
To pewnie dlatego Jasiek tak ciężko przechodził przez okres dojrzewania... Wpadł w jakieś podejrzane towarzystwo, pojawiły się kłopoty z alkoholem.
Pomagałam Joannie, jak mogłam, żeby go z tego wyciągnąć! Pamiętam dobrze nasze rozmowy, gdy starałam się wbić Jaśkowi do głowy, że źle robi tak postępując. Wtedy, nieświadomie, zranił mnie do głębi...
Nie jesteś moją matką, żeby mi prawić morały! – wykrzyczał mi. Zabolało jak diabli!
A potem stwierdził:
– Co ty możesz wiedzieć o dzieciach? Nie masz nawet swojej rodziny!

Próbowałam się od niego odsunąć!

To prawda, skończyłam 34 lata i nadal byłam samotna. Pewnie dlatego, że w wieku 16 lat przeżyłam już porywy serca i pamiętałam, jak to się może skończyć. Od urodzenia Jasia byłam psychicznie dorosła,
a jakoś nie trafił mi się nikt, z kim mogłabym stworzyć teraz poważny związek. A może raczej ja nikogo takiego nie szukałam, zaangażowana psychicznie w wychowanie Jaśka?
Postanowiłam nieco się odsunąć i spróbować zacząć żyć własnym życiem!
Przecież on jest synem Joanny! – powtarzałam sobie. – A ja mogę urodzić sobie teraz własne dzieci! Ile tylko zechcę!
Zaangażowałam się w związek z handlowcem, który współpracował z naszym sklepem. Krzysiek okazał się naprawdę przyzwoitym facetem, był starszy ode mnie o dwa lata i też już marzył o założeniu rodziny
i stabilizacji. Zdecydowaliśmy się na małżeństwo i weszliśmy w nie, jak w ciepłe kapcie, wygodne dla obojga.
Po dwóch latach urodziła się Malwinka, nasza śliczna córeczka. Kiedy po raz pierwszy wzięłam ją na ręce, poczułam w sercu ukłucie. Z tymi fioletowymi żyłkami wyglądała zupełnie jak Jasiek… Kiedyś…
Tymczasem Jasiek, teraz już dziewiętnastoletni chłopak wyjechał na studia aż do Gdyni.
– Co mu strzeliło do głowy z tą Szkołą Morską? Prawie go teraz nie widujesz!  – mówiłam zdenerwowana Joannie.
– Jaśkowi to odpowiada, jest typem samotnika, a takim łatwiej na morzu – stwierdziła tylko moja siostra, pozornie pogodzona z sytuacją.
– Ten chłopak wyraźnie przed czymś ucieka, ale to chyba normalne u większości młodych ludzi! Dorośnie i wtedy osiądzie na lądzie! Zobaczysz! – twierdził mój mąż, który polubił małomównego Jaśka.
– Oby mu się szybko odmieniło, bo po jego wyjeździe Joanna wyraźnie zmizerniała – stwierdziłam smutno.
Ale to nie studia Jasia zaszkodziły mojej siostrze, tylko choroba. Joanna po odejściu Wiktora i wielu latach starania się o własne dziecko chyba nie chciała mieć do czynienia z lekarzami ginekologami, bo lekceważyła okresowe badania.
Dowiedziałam się o tym, gdy w ciągu zaledwie ośmiu miesięcy zabrał ją w porę niewykryty rak szyjki macicy...
Teraz właśnie stałam na cmentarzu i płacząc nad moją siostrą jednocześnie użalałam się nad własnym losem... 

Czytaj także: Prawdziwe historie: Zamienione córki



Tak nagle pojawił się na tym cmentarzu!

To ona była przecież jedynym łącznikiem pomiędzy mną a Jaśkiem! Co będzie teraz? Przestanę go widywać, czy będzie chciał czasami odwiedzić ciotkę? Wiedziałam, że w sumie nie mam szans na to, żeby do mnie przyjeżdżał i zwierzał mi się ze swoich miłości, żebym poznała jego narzeczoną wcześniej niż na ślubie. A jego dzieci  a moje wnuki? Nie do mnie będą przyjeżdżały na wakacje!
Co ja najlepszego zrobiłam te dwadzieścia lat temu? Straciłam wtedy syna, a teraz traciłam go po raz drugi!
Znowu szloch wstrząsnął moim ciałem, a wtedy ktoś delikatnie objął mnie od tyłu i przytulił do siebie.
Jasiek?!
Nigdy do tej pory mnie tak nie dotykał! Dopiero teraz, nad grobem matki…
Bałam się nawet poruszyć, bo było mi tak dobrze w ramionach mojego syna…
– Musiało ci być ciężko przez te wszystkie lata! – szepnął nagle jakoś tak czule Jasiek do czubka mojej głowy.
– Słucham? – nie zrozumiałam, o czym mówi.
–  Widziałem się z ojcem! – odsunął mnie nagle i spojrzał mi bystro prosto w oczy. – Powiedział mi wszystko i uważam, że powinniśmy porozmawiać! Wreszcie zupełnie szczerze, po raz pierwszy w życiu!
I wyprowadził mnie jak dziecko z cmentarza, osłupiałą.
– Wiktor ci powiedział? Co?... – nie śmiałam nawet marzyć
o tym, że Jasiek już wie wszystko! Ale wiedział!
To ty mnie urodziłaś! Twoja siostra mnie tylko wtedy adoptowała! – wypalił.
– Nie tylko! Ona cię wychowała! Poświęciła się dla ciebie! – zaprotestowałam od razu.
– Nie chodzi teraz o moją mamę! Kochałem ją i zawsze będę kochał! Ale czułem, że… ty dla mnie też nie jesteś taką zwykłą ciocią. Od kiedy odszedł tata, zawsze byłaś niedaleko mnie! Kiedyś przeglądałem zdjęcia z dzieciństwa. Albo stoisz obok, albo cię nie ma, bo właśnie ty je robiłaś! Ciotki moich kolegów nigdy nie były tak zaangażowane. Tłumaczyłem sobie, że mamie jest ciężko, a ty jesteś samotna i możesz mi poświęcać czas, ale podświadomie czułem, że tutaj chodzi o coś innego!
Bałem się jednak odkryć tę tajemnicę przed śmiercią mamy, a potem na pogrzebie po raz pierwszy od wielu lat zobaczyłem ojca. Był jak obcy facet! Postanowiłem go szczerze zapytać, dlaczego mnie ani trochę nie kocha, przecież w gruncie rzeczy jestem fajnym człowiekiem! No i… umówił się ze mną na spotkanie, właśnie dzisiaj.

Wyciągnął wtedy od ojca całą prawdę

Kto by pomyślał, że to Wiktor wyjawi nasz sekret? Wydawał się taki obojętny…
– Ojciec powiedział, że jest mi winien wyjaśnienia i teraz, po śmierci mamy, nie czuje się już zobowiązany do zachowania tajemnicy. Opowiedział mi o tym lecie sprzed dwudziestu lat i studencie na motorze. Nigdy go nie znalazłaś?...
– Próbowałam, ale mi się nie udało… – mruknęłam.
– Wiesz, ja nie mam o to do ciebie pretensji, chciałaś dobrze i miałaś wtedy tylko 16 lat! – powiedział łagodnie.
– Porzuciłam cię! – wyjąkałam, zdruzgotana.
– Nie porzuciłaś! Wcale ze mnie nie zrezygnowałaś! – zapewnił mnie. – Ja tego nigdy tak nie czułem, naprawdę!
Czułem raczej, jakbym miał dwie mamy – ciebie i Joannę. Ona była od wychowywania, a ty mnie zawsze rozpieszczałaś.
– Kiedyś mi powiedziałeś, że nie jestem twoją matką…
– Chciałem ci dokuczyć, byłem głupi… Potem żałowałem, że już do nas tak często nie przychodzisz, ale może i dobrze się stało, bo poznałaś przynajmniej Krzyśka! To fajny gość...
Uśmiechnęłam się do swojego syna radośnie.
– I co teraz? – ośmieliłam się go wreszcie zapytać. Przyszłość już nie była koszmarem...
– Chcesz powiedzieć o mnie mężowi? Nie mam nic przeciwko temu! – stwierdził Jasiek.
– Oczywiście, jeśli jednak chcesz zachować tajemnicę, to...
– Koniec z tajemnicami! – odetchnęłam z ulgą i uśmiechnęłam się. Jasiek też się rozpromienił.
– Jest twoim synem? – Krzysiek zdziwił się, ale nie wyglądał na wstrząśniętego. – Coś takiego! To ja jestem od dwudziestu lat ojcem i nic o tym nie wiem? – dodał tubalnie, a potem podszedł do Jaśka.
Witaj w rodzinie, synu! – powiedział serdecznie.

Nie sądziłam, że poskładam szczęśliwą rodzinę

Jasiek teraz przyjeżdża do nas często, u nas jest jego dom. Nie prosiłam go, aby mówił do mnie „mamo”, ale w końcu sam zaczął to robić.
Gdy nazwał mnie tak pierwszy raz, poczułam, jakby ostatnie dwadzieścia lat przestało istnieć... Jakbym znów trzymała małego Jaśka w ramionach, jak wtedy, gdy przyszedł na świat.
Jednak los się dopełnił i mój syn ma prawdziwą rodzinę. Mnie i mojego męża, który zaakceptował go bez słowa!

Czytaj także: Prawdziwe historie: Męska decyzja, wspólne szczęście.
Oceń artykuł

Ocena 6 na 4 głosy

Zobacz także

Popularne tematy