Oceniamy porodówki w ramach akcji Fundacji "Rodzić po ludzku"
fot. AdobeStock

„Byłam skupiona na karierze. Dopiero wizyta u wróżki pomogła mi zrozumieć, że najbardziej na świecie pragnę być matką"

Nagle mój wzrok padł na kwiaty, które trzymałam na kolanach. Ułożyłam je jakoś dziwnie. Główki podtrzymywałam przedramieniem, a łodygi opierały się na moich kolanach. Dokładnie tak, jak się trzyma niemowlę.
Oceniamy porodówki w ramach akcji Fundacji "Rodzić po ludzku"
fot. AdobeStock
Efekt rytuału przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. W końcu dowiedziałam się, co jest dla mnie najważniejsze. Zapukałam do drewnianych, starych drzwi bez żadnego napisu. W progu stanęła niska blondynka o krótko ostrzyżonych włosach, szarych oczach i promiennym uśmiechu.

Nie tego się spodziewałam

Idąc do wróżki, stworzyłam sobie w głowie obraz kobiety z czarnym kokiem, nieprzeniknionym spojrzeniem i nieodłącznym czarnym kotem na kolanach. Od kilkunastu lat pracowałam jako florystka. W naszym miasteczku otwierano pierwszą galerię handlową. Było tam przeznaczone miejsce na kwiaciarnię. Myślałam o tym, żeby po latach harowania dla kogoś, wreszcie założyć swój biznes.

Miałam już trzydziestkę na karku i gdzieś tam kiełkowała mi myśl, żeby zostawić coś po sobie dzieciom. Na razie ich nie miałam. Ale przecież kiedyś z pewnością znajdę na to czas Myślałam o swoim biznesie. Ale bałam się, czy sobie poradzę. Kiedy się pracuje dla kogoś, wychodzisz z roboty i masz wszystko w nosie. A jak masz swoją kwiaciarnię, harujesz całą dobę.

Liczyłam na to, że wróżka powie mi, co mnie czeka

Odniosę sukces czy zbankrutuję? Weszłam do pokoju. Panowała w nim jasność, a nie mrok. Nigdzie też nie było też kryształowej kuli.
– Proszę, usiądź – powiedziała kobieta. – Mam na imię Kornelia.
– A ja Zofia – odparłam.
– Widzę, że jesteś sceptyczna. Ludzie nazywają mnie wróżką, ale ja określam siebie jako medium. Dostrajam się do energii osoby, która mnie odwiedza. Prowadzi mnie jej duchowa aura i korzystam z intuicji.

Kornelia przymknęła na moment oczy. Potem otworzyła je i spojrzała na mnie tak intensywnie, że poczułam ciepło na policzkach. Zaczęłam się nerwowo kręcić na krześle. Wróżbitka ujęła mnie za rękę.
– Stoisz przed trudnym wyborem.

„Łatwo zgadnąć, skoro tu jestem”, pomyślałam. Nie chciałam zdradzać żadnych szczegółów i naprowadzać wróżki na właściwy tor.
– Pragniesz zacząć coś nowego, wymagającego dużego nakładu sił, czasu i pracy – powiedziała kobieta.
Serce zaczęło mi mocniej bić.
Boisz się spełnić swoje marzenie. Ale ten strach nie bierze się znikąd.

Kornelia pochyliła się i chwyciła mnie za drugą rękę

Miałam wrażenie, że poraził mnie prąd. Poczułam mrowienie w opuszkach palców. Za oknem ciemne chmury zasłoniły słońce i zrobiło się ciemno jak w nocy.
– Wiem, jaki rytuał musimy zastosować – odezwała się Kornelia.
Zaintrygowana patrzyłam, jak wychodzi z pokoju i wraca z lustrem. Potem przyniosła jeszcze miseczkę z wodą i ściereczkę, po czym zabrała się za mycie zwierciadła.
– Teraz przekonamy się, czego tak naprawdę pragniesz – powiedziała.
– A jeżeli ja nie wierzę w magię? – zapytałam z powątpiewaniem.
Nie musisz. Ten rytuał jest tak silny, że pokona sceptycyzm każdego. Im bardziej czegoś pragniesz, tym fale mózgowe są silniejsze i mają większą moc. Jeżeli skupisz się na swoich pragnieniach, żeby je zwizualizować, mogą one stać się tak silne, że po pierwsze je zobaczysz, a po drugie spełnią się, stając rzeczywiste.

Kornelia zapaliła trzy wielkie świece, ustawiła przede mną zwierciadło i zaciągnęła ciężkie zasłony.
– Musisz wiedzieć, do czego dążysz. Najlepiej znaleźć coś, co będzie to marzenie symbolizowało, i trzymać podczas rytuału, aby uzyskać powiększenie tego symbolu w odbiciu.

Rozejrzałam się po pokoju szukając atrybutu swoich pragnień

W wazonie stały piękne, wysokie, czerwone mieczyki. Idealny atrybut przyszłej kwiaciarki. Wyciągnęłam je z wody i wytarłam końcówki. Potem usiadłam, trzymając je w rękach.

– Teraz wyjdę. Nie chcę w jakikolwiek sposób zakłócać rytuału. Powinnaś skupić się na swoich pragnieniach, sięgnąć do samego dna duszy i je wydobyć – oświadczyła Kornelia. – Potem proszę tak długo patrzeć w szklaną taflę, aż ujrzysz wszystko bardzo wyraźnie. To, co się tam pokaże, stanie się prawdą – zapewniła wróżka.

Jej ostatnie słowa zabrzmiały jak zaklęcie. Ale nie w głowie mi było wyśmiewać się z tej kobiety. Wczułam się w sytuację i zrozumiałam, że to moja szansa, by w końcu dotrzeć do prawdy o tym, co mnie czeka. Kornelia zamknęła za sobą drzwi, a ja wygodnie usadowiłam się w fotelu. Patrzyłam w lustro, chcąc ujrzeć siebie przygotowującą piękne wiązanki za kontuarem swojej nowej kwiaciarni, wypełnionej tłumem klientów. Próbowałam chwilę, ale nic się nie zadziało.

Nagle mój wzrok padł na kwiaty, które trzymałam na kolanach. Ułożyłam je jakoś dziwnie. Główki podtrzymywałam przedramieniem, a łodygi opierały się na moich kolanach. Dokładnie tak jak się trzyma niemowlę! Nagle spojrzałam w lustro i zobaczyłam siebie, bardzo wyraźnie.

Karmiłam piersią małe dziecko

Jadło łapczywie, a ja z miłością mu się przyglądałam. To był tak prawdziwy obrazek, tak wyraźny, że zaparło mi dech w piersiach. Zamknęłam oczy. Wypełniło mnie uczucie lekkości, jakiego nigdy dotąd nie zaznałam. Kilka razy odetchnęłam bardzo głęboko i znowu spojrzałam w szklaną taflę. Nadal byliśmy tam razem. Ja i moje dzieciątko.

W tej chwili zrozumiałam, że tego właśnie pragnę najbardziej na świecie. Nie wiem, dlaczego nie uświadomiłam sobie, że tak naprawdę pragnę zostać matką. W ferworze pracy nie dostrzegałam tego, to co było dla mnie najważniejsze!

– Zosiu, czy już wiesz, co jest twoim największym marzeniem? – z zamyślenia wyrwał mnie łagodny głos Kornelii.
– Tak, już wiem – odpowiedziałam, z żalem, ponieważ obraz w lustrze zniknął. – Ale skąd pani o tym wiedziała? Bo wiedziała pani, prawda? – upewniłam się.

Kobieta uśmiechnęła się ciepło.
– Biła od ciebie tak silna aura, że musiałabym być totalną dyletantką, żeby tego nie wyczuć. Cieszę się, że pomogłam ci to zrozumieć.

Rok później znowu zapukałam w stare ciężkie drzwi I znowu w progu stanęła Kornelia. Od razu skierowała swoje spojrzenie na moją córeczkę, którą trzymałam na rękach.
– Ach, to wy! – uśmiechnęła się.
– Przyszliśmy, żeby pani podziękować – odezwał się mój mąż, wręczając Kornelii wielki bukiet pięknych czerwonych mieczyków. Nie wierzyłam, że wróżka pomoże mi podjąć decyzję o macierzyństwie...

Zosia, lat 29

Zobacz też:
Redakcja poleca: Redaktorki Mamotoja.pl o byciu mamą [CHWILA WZRUSZEŃ NA DZIEŃ MATKI]
Na co dzień tak jak i Wy jesteśmy mamami. Z wszystkimi tego, radosnymi i nie tylko radosnymi, konsekwencjami. Posłuchaj, co jest najpiękniejsze w byciu mamą dla dziewczyn z Mamotoja.pl i... napisz nam swoją własną historię!
Oceń artykuł

Ocena 5 na 1 głos

Zobacz także

Popularne tematy