Ojciec był cudownym dziadkiem, ale kiepskim tatą
fot. Adobe Stock

„Byłem zazdrosny o to, ile uczucia mój tata dawał moim dzieciom. Dla mnie był zimny i wymagający"

Chociaż zawsze miałem żal do ojca o to, że nie był wystarczająco ciepły i wyrozumiały, sam zachowywałem się wobec swoich dzieci tak samo... Czy musimy zawsze powtarzać błędy rodziców?
Ojciec był cudownym dziadkiem, ale kiepskim tatą
fot. Adobe Stock
Byłem w szoku na widok ojca, który czule przytula mojego nowo narodzonego synka. Wobec mnie zawsze był chłodny i szorstki. Tata wprost rozpieszczał wnuki, a ja nie mogłem pojąć, skąd w nim raptem taka zmiana!

 Moja żona się ze mnie śmieje, że próbuję uskuteczniać w naszym domu „zimny chów prosiąt”. Gdy pokazuję jej język, wzdycha teatralnie. A ostatnio stwierdziła całkiem poważnie, choć niby żartobliwie:
– Dzięki Bogu, masz w sobie jeszcze jakieś pokłady uczuć i humoru, choć trzeba trzech sztygarów, by się do nich dobrać.

Tych trzech sztygarów to ona i dwójka naszych pociech, oczywiście.

To nie tak, że stosuję zimny wychów wobec dzieci

Choć fakt, nie jestem typem, który rozpieszcza i pozwala sobie wchodzić na głowę, i rzeczywiście, nie jestem zbyt uczuciowy. Wszystko trzymam w środku i nie okazuję emocji. W każdym razie nie wylewnie. Taki już jestem. Tak zostałem wychowany. Nie pamiętam mojej mamy. Zmarła na raka, gdy miałem raptem pół roku. Nie znałem jej, więc tęskniłem nie tyle za nią, co za ideą matki.

Wychowywał mnie ojciec, choć cała rodzina nalegała, by oddał mnie dziadkom. Nawet dziś ojciec samotnie wychowujący dziecko to raczej rzadkość niż standard, a co dopiero wtedy. Ale mój się uparł, że da sobie radę z opieką nad niemowlakiem. Babcia narzekała, że tułam się po żłobkach, potem przedszkolach, ale ojciec nie zmienił zdania.

Czemu, skoro zachowywał się tak, jakby mnie nie lubił? Zajmował się mną z obowiązku, sentymentu czy na złość innym? Nie wiem. Nie rozmawialiśmy o tym.

Zmieniał temat za każdym razem, gdy pytałem o mamę

Albo o to, czemu mnie zatrzymał – kiedy podrosłem na tyle, by zrozumieć, że ten jego chłód i szorstkość wobec jedynego dziecka nie są normalne. Jako nastolatek już go nie pytałem o takie rzeczy. Już mi nie zależało, już nie chciałem wiedzieć. Co to zmieni? Byliśmy sobie obcy, choć niby najbliżsi. Tak było, jest i będzie. Po co drążyć temat?

Zresztą obu nam to odpowiadało. Ojciec się mnie nie czepiał, póki nie sprawiałem problemów i nikt się na mnie nie skarżył. A że byłem wycofany…? Taka natura, charakter taki. I już.

Kiedy poznałem Basię, usiłowała mnie trochę rozkręcić. Rozmawiała ze mną, pytała, co czuję, chciała, żebym się przed nią otworzył. Zależało jej na mnie, więc próbowałem, choć wyrywałem z siebie wyznania jak zęby ze szczęki. W końcu stwierdziła, że jestem, jaki jestem i takiego mnie chce. Musi wystarczyć, że raz wydusiłem z siebie „kocham cię”.

Grunt, bym tego nie odwołał. Nie zmierzałem. Kiedy zdecydowaliśmy się na ślub, tuż po studiach, ojciec nawet nie odłożył gazety, gdy przyszliśmy go o tym poinformować. Pokiwał głową, stwierdził, że świetnie, gratuluje, i wrócił do czytania rubryki sportowej.

Odmieniło mu się, gdy na świat przyszedł Adaś

Ja bałem się do niego podejść. Bałem się, że go uszkodzę, zepsuję, złamię. Wykręcę nóżkę przy przewijaniu, złapię nie tak i upuszczę na podłogę. Za to mój ojciec? Fachowo, jakby jeszcze wczoraj taśmowo przewijał noworodki, wziął go na ręce, przytulił i zaczął coś do niego mówić. Nie pamiętam co, bo ten widok mnie zszokował. Spodziewałem się rzuconego zza progu spojrzenia i stwierdzenia: „Byle dużo nie płakało”.

A ten zakochał się we wnuczku. Rozmawiał z Basią o wszystkim, co dotyczyło opieki, miał rady i pomysły, którymi chętnie się z nią dzielił. Jakby przez trzydzieści lat mojego życia był zakorkowany, a teraz ten korek sam wyskoczył! Bywał u nas niemal codziennie. Nosił Adasia na rękach godzinami, tak że ja się nie mogłem dopchać do własnego syna.

Znikał dyskretnie w drugim pokoju tylko wtedy, gdy Basia musiała nakarmić małego. Nie poznawałem własnego ojca. Gruchał nad wnukiem, biegał z wózkiem na spacery i odbierał każdy telefon od zatroskanej Basi.

– Dziewczyno, przestań dzwonić co pięć minut. Swojego nie uśmierciłem, to waszemu też krzywdy nie dam zrobić – burczał do słuchawki i się rozłączał, co mi relacjonowała ze śmiechem.

Zadziwiało mnie też, że kazał jej odpoczywać, odsypiać zarwane noce, zamiast łapać się za sprzątanie, gdy tylko znikną z małym za drzwiami. Mało tego. Mój ojciec radził mojej żonie, jak rozszerzać niemowlakowi dietę, jak robić z nim gimnastykę, zastrzegając od razu, że dokształca się na bieżąco, bo kiedyś obowiązywały inne reguły.

Kiedy Basia znów zaszła w ciążę, ojciec właściwie przejął opiekę nad Adasiem

Żeby moja żona w spokoju doczekała porodu, a potem zajęła się małą Gosieńką, na której punkcie mój ojciec dostał kompletnego bzika.
– Czemu się denerwujesz? To chyba dobrze, że dzieciaki mają dziadka na miejscu, pod ręką, na każde zawołanie. – Basia bardzo żałowała, że jej tata już nie żyje, a mama, mieszkająca czterysta kilometrów od nas, nie może odwiedzać wnuków tak często, jak by chciała. – Nie cieszysz się?
– Cieszę…
– Yhy, akurat! Ciągle mruczysz coś pod nosem, wychodzisz z domu pod byle pretekstem… – żona mi nie dowierzała.
– Bo nie mogę na to patrzeć! Baśka, on kroi Adamowi szyneczkę na maleńkie kwadraciki, żeby czteroletni dzieciak sobie zębów nie zużył!
– Ale przecież to rozczulające jest...
– Rozczulające? Raczej chore! Gośka nie może nauczyć się chodzić, bo jej z rąk nie wypuszcza.
– Zapewniam cię, że jeszcze się w życiu nachodzi, a na rękach u dziadka długo nie posiedzi. Coraz cięższa się robi, coś o tym wiem… – Basia potarła kręgosłup.
– Tak czy siak, nie podoba mi się to wszystko.
– Oj, czy ja słyszę przypadkiem nuty zazdrości w twoim głosie?
– Niby o co? O tę pokrojoną szynkę?
– O to też. Zawsze mówiłeś, że od maleńkości trzymał cię na dystans. Uczył samodzielności aż do przesady. Rzadko trzymał cię za rękę, co dopiero mówić o takim rozpieszczaniu.
– Och, przestań. Zupełnie nie o to chodzi – zaprotestowałem. – Po prostu...
– Co po prostu?
Wzruszyłem ramionami.
Porozmawiaj z nim i zapytaj. Ja mam swoją teorię. Nie, nie powiem ci – zastrzegła. – Musisz sam z nim porozmawiać.

Może miała rację.

Od kiedy pojawiły się dzieci, głównie się sprzeczaliśmy

To znaczy ja się wkurzałem, kiedy tata traktował swoje wnuki jak kaleki, niezdolne do wykonania jednego ruchu samodzielnie. Miałem dosyć podwójnego standardu: jednego domowego, drugiego dziadkowego. Adam był cwany i już zaczynał to wykorzystywać; raz dwa nauczy tego siostrę i będziemy mieć problem. Powinniśmy porozmawiać, ja i on, po męsku. Jak ojciec z ojcem.

Zdecydowałem, że odprowadzę go na przystanek autobusowy. Będziemy chwilę sami i w miejscu publicznym. Powiedziałem, co mi leżało na wątrobie. Ojciec początkowo co rusz mi przerywał, ale potem zamilkł i tylko słuchał.

Kiedy plułem żalem i pretensjami, dotarło do mnie, że Basia ma rację. Byłem zazdrosny o własne dzieci. A raczej o to, że one miały wszystko to, czego zabrakło w moim dzieciństwie. Czułem się zadbany, ale niekochany. Nie rozumiałem, dlaczego tata mnie odpycha, co zrobiłem źle.

Widać nie byłem dość dobrym dzieckiem, skoro ojciec nie okazywał mi uczucia, jakie dostawali od rodziców moi koledzy. Tak, tym oskarżeniem też w niego rzuciłem, skoro już jechałem po bandzie i byłem szczery do bólu, jak nigdy wcześniej.

Ojciec szedł powoli, wbijając wzrok w chodnik

– Kiedy… – odchrząknął, jakby coś przeszkadzało mu w gardle. – Kiedy twoja mama umarła, nie wiedziałem, co mam zrobić. Byłeś jedynym, co mi po niej pozostało, nie rzeczą, ale żywą istotą, coraz bardziej do niej podobną, do kobiety, którą kochałem i nadal kocham… Sukienki straciły jej zapach, listy znałem na pamięć. Tylko w tobie żyła jej cząstka. Żyła, rosła, rozwijała się. Masz jej oczy i uśmiech, Antek. I widziałem to w tobie każdego dnia.

Chciałem cię chronić za wszelką cenę, a jednocześnie bałem się. To był taki irracjonalny strach, że skoro straciłem ją, to stracę i ciebie. Nie chciałem cierpieć drugi raz tak samo. Nie chciałem przyzwyczajać się, a potem umierać z tęsknoty. Albo zostawić cię samego i bezbronnego, gdy naprawdę umrę. Nie chciałem, żebyś cierpiał, więc robiłem wszystko, żebyś stał się samodzielny, niezależny, silny. Żebyś sobie poradził, gdy mnie zabraknie.

I tak trwałem w czekaniu na śmierć, zamiast żyć z tobą i dla ciebie. Dopiero gdy Adaś pojawił się na świecie, a potem Gosia, zrozumiałem, jaki byłe głupi, ile straciłem przez ten lęk. Dni przeciekały mi przez palce, zmieniając się w lata, których już nie odzyskam. Dlatego teraz chcę nadrobić to wszystko.

Głupota, wiem, że niczego nie nadrobię, bo one to nie ty. Ale chcę, żeby choć wnuki wiedziały, że je kochałem, nawet wtedy, gdy już będą mnie tylko wspominać. Taką mam teraz strategię na przetrwanie. Pewnie równie głupią jak ta wcześniejsza, ale nie mam innej – westchnął i zamilkł.

Ja też nic nie mówiłem, bo nie miałem pojęcia, co powiedzieć na tak długie i krępująco wylewne wyznanie. Staliśmy na przystanku. Pojechał jeden autobus, potem kolejny i następny, a my wciąż trawiliśmy w milczeniu informacje, które wymieniliśmy.

To była pierwsza tak uczciwa rozmowa między nami

Jasne postawienie sprawy i wyjaśnienie, którego tak potrzebowałem przez całe moje życie. Zrozumiałem, że nie tylko ja byłem cholernie samotny przez te wszystkie lata. Ojciec odniósł równie bolesną stratę, a nawet większą, bo ja straciłem matkę, której nie znałem, a on ukochaną kobietę, miłość życia. Został sam, nigdy ponownie się nie ożenił i radził sobie, jak umiał. Być może pobłądził, ale skoro raz obrał kierunek, to nim podążał.

Teraz, gdy zrozumiał błąd, starał się go naprawić, oddając wnukom troskę i miłość, jakich mnie szczędził i znowu przesadził. Ale taki już był. Nie rozkładał na czynniki pierwsze tego, co się działo w jego głowie, po prostu działał. – Przepraszam cię, synku…

Wyciągnął w moją stronę dłoń, ale zignorowałem ten miły, choć grzecznościowy gest. To był czas na coś bardziej emocjonalnego. Objąłem go. Przytuliłem się do mojego ojca, a on mi na to pozwolił, więcej, po chwili wahania odwzajemnił uścisk. Mocno. To był jeden z najważniejszych dni w moim życiu.

Ojciec nie pojechał do domu, poszliśmy na piwo

Nawet wiele nie gadaliśmy o tym, co nas bolało, czego chcieliśmy, a wstydziliśmy się zrobić czy powiedzieć, niemniej puzzle zaczęły trafiać na właściwe miejsce i układać się w obraz człowieka, który kochał mnie na swój sposób. Dbał o mnie i nie chciał krzywdzić, ale niestety ranił, by samemu uniknąć zranienia. Kochał mnie i jednocześnie bał się mnie kochać. A ja?

Basia wciąż mi powtarzała, że muszę być bardziej czuły dla dzieci, bardziej wyrozumiały, nie odsuwać ich od siebie, chwalić częściej, niż strofować. Sądziłem, że przesadza – przecież daleko mi było do chłodu, z jakim odnosił się do mnie mój ojciec – ale wreszcie spojrzałem na siebie jej oczami i nie spodobało mi się to, co zobaczyłem.

Powielałem błędy mojego ojca. Postanowiłem złagodnieć. Z drugiej strony dałem ojcu szlaban na bezkarne rozpieszczanie wnuków. Nie zamierzałem mu ograniczać kontaktu z nimi, ale zarówno zimny chów, jak i nadopiekuńczość przynoszą więcej szkody niż pożytku. Należy znaleźć złoty środek. Nie byłem na tyle naiwny, żeby sądzić, że jedna rozmowa rozbije dzielący nas przez lata mur.

To, co obydwaj przeżyliśmy, zbyt mocno na nas wpłynęło, żeby móc to wszystko wymazać jednym uściskiem i jedną rozmową. Na pewno nieraz się jeszcze zetniemy, ale tamtego dnia – w trosce o dobro dzieciaków – położyliśmy podwaliny pod przyszłą relację, która jeszcze mogła być serdeczna.

Wróciłem do domu późnym wieczorem. Dzieci już spały, żona czekała. Nie robiła wyrzutów, że jestem nieco pijany. Wysłałem jej smsa, że się spóźnię, bo poszedłem z ojcem na piwo.

– I jak było?
– Dziwnie… Miałaś rację, byłem zazdrosny o to, co daje wnukom, a nie dawał mnie. O czas, o uwagę, śmiech, troskę, zabawę, obecność. Ale wyjaśniliśmy to sobie.
– Wybaczyłeś mu?
– Chyba tak. Już nie ma we mnie urazy, bo wiem, dlaczego się tak zachowywał. Co prawda kierował się jakąś pokręconą logiką, ale wreszcie, po trzydziestu trzech latach, przestałem mieć pretensje.
– Najwyższa pora.

Fakt. Dobrze, że pogadaliśmy, że mogłem pozbyć się swoich żalów, które siedziały we mnie od dzieciństwa. Kto wie, ile czasu mamy przed sobą, ja i on? Kto wie, w jakie strony kraju czy świata rzuci na los? Trzeba korzystać z okazji do pogodzenia się, póki ma się szansę, póki jesteśmy zdrowi i wszyscy razem.

Antoni, 33 lata

Zobacz też:
Redakcja poleca: Nie taka zwykła woda – jak Oliwka z AZS odzyskała radość życia dzięki pobytowi w Avène [WIDEO REPORTAŻ]
Nieprzespane noce, rozdrapane rany na całym ciele, bandaże chroniące przed zakażeniami... Oto codzienność dziecka chorego na atopowe zapalenie skóry. Oliwka, bohaterka tego reportażu, miała mnóstwo szczęścia – wygrała konkurs, w którym nagrodą był 3-tygodniowy pobyt w Uzdrowisku Avène. Zobacz, jakie efekty przyniosła jej kuracja Wodą termalną.
Oceń artykuł

Ocena 5 na 1 głos

Zobacz także

Popularne tematy