Chciał, żebym usunęła ciążę
fot. Adobe Stock, ryanking999

„Chciał, żebym usunęła ciążę, bo nie był na nią gotowy. Zapowiedziałam mu pozew o alimenty i rzuciłam słuchawką”

Lekarz pewnie myślał, że to ze wzruszenia, ale ja płakałam z rozpaczy. Byłam załamana, ale ani przez moment nie przeszło mi przez myśl usunięcie ciąży.
Chciał, żebym usunęła ciążę
fot. Adobe Stock, ryanking999
To nie tak miało wyglądać! Oboje z Radkiem mieliśmy za sobą długie związki, które wyglądały inaczej niż to sobie wyobrażaliśmy. I jak wielu młodych ludzi baliśmy się zobowiązań. Bezpieczniej było spotykać się bez żadnych wiążących deklaracji. Było miło, ale po wszystkim każde z nas wracało do siebie i zajmowało się swoimi sprawami.

Prawdę mówiąc, gdzieś w głębi duszy czułam potrzebę prawdziwej miłości, ale zagłuszałam ją. Już raz to przeżyłam i nic dobrego z tego nie wyniknęło.

Tylko płacz, krzyk i złamane serce

Bałam się, że ten scenariusz się powtórzy, dlatego do znajomości z Radkiem podchodziłam ostrożnie. On również całkiem niedawno rozstał się z partnerką, a poza tym… No cóż, po prostu był niedojrzały. Z kimś takim na własne życzenie nie wpakowałabym się w poważny związek. A jednak tkwiłam w tym dziwnym układzie.

Układzie, który zakończył się… ciążą. Nawet nie zorientowałam się, że coś jest nie tak. Żyłam tak szybko, że nie zwracałam uwagi na sygnały, które wysyłał mój organizm. Poszłam do ginekologa na rutynową wizytę. Jakież było moje zdumienie, kiedy lekarz po badaniu zaczął mi gratulować...

– Jest pani w ciąży! To już koniec drugiego miesiąca. Nie zorientowała się pani?
Dobrze, że leżałam na tym przeklętym fotelu, inaczej pewnie bym się przewróciła.
– W ciąży? Ja? Nie! Musiała zajść jakaś pomyłka! Ja nie jestem… – zawahałam się, po czym się poprawiłam: – Ja nie mogę być w ciąży!
– Wykonamy jeszcze USG, ale jestem pewien, że tylko potwierdzi moją diagnozę.

Aborcja? Nigdy! Coś takiego w ogóle nie wchodziło w grę!

Dziesięć minut później nie miałam żadnych wątpliwości. Wprawdzie to, co na ekranie pokazał mi lekarz, jeszcze nie przypominało człowieka, ale głośnego bicia serca, które rozległo się z głośników, nie można było pomylić z niczym innym. Wybuchłam płaczem.

Lekarz pewnie myślał, że to ze wzruszenia, ale ja płakałam z rozpaczy. Byłam załamana. Przecież się zabezpieczałam. Fakt, że czasem się zakręciłam i zapomniałam o pigułce, ale pozostałe brałam raczej regularnie, więc uznałam, że szansa zajścia w ciążę jest raczej nikła.

Wiedziałam jedno: mimo iż nie planowałam tego dziecka, w chwili w której się o nim dowiedziałam, obudziły się we mnie pokłady nieznanych dotychczas uczuć. Myśl o tym, że zostanę matką, wciąż wydawała mi się irracjonalna, ale uznałam, że w końcu będę musiała się do niej przyzwyczaić. Nie usunęłabym ciąży. Po prostu nie! To nie wchodziło w grę. Myślałam, że mi serce pęknie, kiedy poinformowałam Radka o ciąży, a aborcja była właśnie pierwszą rzeczą, jaką mój niedoszły narzeczony zasugerował.

– Nie ma opcji – wycedziłam przez zęby. – Nie usunę ciąży, więc od razu wybij sobie ten pomysł z głowy. Przez dłuższą chwilę siedział bez słowa, zastanawiając się nad czymś intensywnie.
– Potrzebuję czasu – wypalił w końcu. – Nie tak się umawialiśmy i… No, to trochę komplikuje nasze sprawy. Zadzwonię, w porządku?

Ale nie zadzwonił. Minął tydzień, dwa, potem trzy, w końcu miesiąc. Z niedowierzaniem wpatrywałam się w telefon, ale na wyświetlaczu nie pojawiło się imię Radka.
„Uciekł? Tak po prostu? Zostawił mnie samą w ciąży?” – w głowie mi się to nie mieściło. Wciąż jeszcze miałam nadzieję, że się odezwie. Jasne, umawialiśmy się na niezobowiązujący związek, ale sytuacja się zmieniła – trzeba było się do niej dostosować i stawić czoła problemom – to było dla mnie oczywiste. Dla Radka, jak widać, nie.

Mimo iż miałam już trzydziestkę na karku, nadal mieszkałam z rodzicami

Mieliśmy duży, dwupiętrowy dom, rodzice zajmowali parter, a ja piętro. Wiedziałam, że nie mogę dłużej utrzymywać przed nimi ciąży w tajemnicy. W końcu się zorientują, najprędzej mama, bo miała jakiś szósty zmysł. Zresztą, pewnie już się czegoś domyślała. Postanowiłam obwieścić im tę radosną nowinę podczas niedzielnego obiadu.

– Jestem w ciąży… – wypaliłam między rosołem a schabowym.
Rodzice zamarli, ale tylko na chwilę. W zasadzie dobrze przyjęli tę wiadomość, w końcu nie byłam nastolatką, miałam pracę, stabilną sytuację zawodową, tylko… No właśnie. Tylko faceta brakowało.
– Kto jest ojcem? – zapytała mama.
– Nie ma ojca – odparłam nonszalancko, chociaż w środku wszystko we mnie buzowało. – To tylko moje dziecko, będę wychowywać je sama.
Rodzice spojrzeli na siebie spanikowani.
Zuza, chyba zdajesz sobie sprawę, że rodzicielstwo wymaga ogromnych wyrzeczeń. Łatwiej by ci było, gdybyś miała wsparcie… – zaczęła mama ostrożnie.
– Niestety, ojciec mojego dziecka nie jest zainteresowany ani mną, ani rzeczonym dzieckiem – wyjaśniłam. – I błagam, nie wracajmy już do tego tematu.

Moi rodzice nie są konserwatywni. Pochodzę z nowoczesnej, postępowej rodziny

Dlatego moją mamę, po początkowym szoku wywołanym wiadomością, że zostanę matką, na dodatek samotną, dopadła radość z powodu rychłego pojawienia się wnuka na świecie. Tata był nieco bardziej powściągliwy, martwił się o mnie, ale widziałam, że też jest zadowolony z tego, że wkrótce zostanie dziadkiem.

Mijały kolejne tygodnie. Skupiłam się na tym, aby w pracy dokończyć wszystkie projekty, zanim pójdę na urlop macierzyński. Starałam się nie myśleć o Radku, ale wychodziło mi to raz lepiej, raz gorzej. W końcu on sam postanowił o sobie przypomnieć. Kiedy zobaczyłam jego imię na wyświetlaczu telefonu, zdębiałam.
– Słucham? – odebrałam drżącym głosem.
– Zuzka? Eeee, słuchaj… myślałem trochę o tym. Ja… głupio przyznać, ale chyba sytuacja mnie przerosła. Nie planowałem dziecka. To znaczy nie teraz. Nie jestem gotowy. Może kiedyś, ale…
– Oszczędź sobie – wycedziłam. – Za kilka miesięcy otrzymasz pocztą pozew o alimenty – rozłączyłam się.

Nie planował dziecka! Nie jest gotowy! Facet, który przekroczył już trzydziestkę! Jeśli nie teraz, to kiedy będzie gotowy? Wydawało mi się, że Radek jest takim wiecznym Piotrusiem Panem. Tacy jak on nigdy nie dorastają.

Pogodziłam się już z tym, że będę samotną matką. Czas mijał, dziecko w brzuchu kopało, a ciąży już w żaden sposób nie mogłam ukryć przed koleżankami i współpracownikami. W pracy wiadomość o tym, że spodziewam się dziecka, wywołała niemałe poruszenie. Koleżanki z działu szeptały po kątach, chociaż oficjalnie uśmiechały się i gratulowały odmiennego stanu. Kilka osób zapytało wprost, kto jest ojcem, ale nie miałam zamiaru się nikomu spowiadać. Skoro nie podzieliłam się tą wiadomością z rodzicami, nie zamierzałam rozpowiadać tego obcym osobom.
– To moje dziecko. Tylko moje – odpowiadałam niezmiennie.
– To znaczy, że skorzystałaś z banku nasienia? – dociekały te najbardziej wścibskie znajome z pracy.
– Powiedzmy….

Byłam pewna, że z Radkiem spotkamy się dopiero w sądzie

Zbliżało się Boże Narodzenie. Od dziecka to był mój ulubiony czas w roku. Zapach choinki roznosił się po domu, a imponująca ilość potraw na świątecznym stole sprawiała, że aż ślinka ciekła. Jako mała dziewczynka z niecierpliwością czekałam na prezenty, ale wyrosłam już z tego. Dziś obecność bliskich była dla mnie najważniejsza.

Mimo zaawansowanej ciąży (termin porodu miałam wyznaczony na luty) pomagałam mamie w przygotowaniach. Czułam się bardzo dobrze, wciąż pracowałam, chociaż mój ginekolog wręcz wyganiał mnie na zwolnienie lekarskie. Dlaczego więc miałabym nie pomóc mamie? Podczas klejenia pierogów zapytała mnie:
– A ojciec dziecka gdzie spędza święta?
Westchnęłam i pokręciłam głową.
– Mamo, nie naciągniesz mnie na zwierzenia – powiedziałam. – Prawdę mówiąc, nie mam pojęcia, gdzie on spędza święta i niewiele mnie to interesuje. Nie mamy ze sobą kontaktu od czasu, jak zadzwonił do mnie trzy miesiące temu.
– Rozmawiałaś z nim? – podekscytowała się mama.

Najwyraźniej nadal liczyła na szczęśliwe zakończenie tej całej historii. Ja nie miałam złudzeń.
– Rozmową nazwać tego raczej nie można. Poinformował mnie, że nie jest gotowy, aby zostać ojcem, a ja uprzedziłam go, że za kilka miesięcy otrzyma wezwanie do sądu.
– Wy, młodzi, bardzo komplikujecie sobie życie. Kiedyś wszystko było prostsze. Jeśli kobieta była w ciąży, szybko brało się ślub, zanim brzuch zacznie być widoczny i żyło się ze sobą aż do śmierci.
I zobacz, mamo, ile było nieszczęśliwych małżeństw – westchnęłam. – Możemy zmienić temat?
Mama zaczęła więc kolejną drażliwą kwestię – kiedy pójdę na L4?
– Musisz nabrać sił przed porodem!
– Po Nowym Roku nie wracam już do pracy – zapewniłam ją.

W domu unosił się obłędny zapach barszczu i kompotu z suszu. Z głośnika płynęły słowa najpiękniejszych polskich kolęd, a przy stole czekał już niecierpliwie tato ubrany w najlepszą koszulę. Pierwsza gwiazdka pojawiła się na niebie, więc niespiesznie rozpoczęliśmy wigilijną kolację.

Właśnie zaczęliśmy się dzielić opłatkiem, kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi

Mama odruchowo spojrzała na czwarte, wolne nakrycie, które zgodnie z tradycją zostawialiśmy dla zbłąkanego wędrowca i zapytała:
– Spodziewamy się kogoś?
Odpowiedź na to pytanie była oczywista – nie czekaliśmy na nikogo, od lat świętowaliśmy w tym samym składzie.
– Pójdę sprawdzić, kto to – powiedziałam.
Oniemiałam, kiedy za drzwiami zobaczyłam… Radka!
– Co ty tutaj robisz?

Nie chciałam tego przyznać nawet przed samą sobą, ale nadal mi się podobał. Chciałam być wobec niego obojętna, ale reagowałam na jego obecność instynktownie. Kochałam go, chociaż od miesięcy oszukiwałam się, że to nie miłość.
– Mogę wejść? – odpowiedział pytaniem na pytanie.
– Ale… po co? Już wystarczająco namieszałeś w moim życiu!
Nagle w korytarzu zmaterializowała się moja mama.
– Proszę, zapraszamy do środka! Pan, jak rozumiem, jest ojcem?
– Ojcem? – Radek nie zrozumiał.
– Ojcem dziecka Zuzy!
– A, tak, tak, rzeczywiście – zreflektował się i przywitał z moją mamą.

Radek już zdejmował płaszcz, kiedy odzyskałam władzę nad językiem.
– Mamo, Radek właśnie wychodzi!
– Jak to wychodzi, jak dopiero przyszedł? – zdziwiła się mama. – Zapraszamy, właśnie zaczynaliśmy kolację.
– Mamo, chyba się nie zrozumiałyśmy – spróbowałam raz jeszcze, ale mama nadepnęła mi na stopę, wysyłając tym samym ostrzegawczy sygnał.

Wepchnęła Radka do pokoju, zamknęła za nim drzwi i zatrzymała mnie w holu

Spojrzała na mnie gniewnie i powiedziała:
– Słuchaj, Zuzka, ja wiem, że masz do tego mężczyzny żal, bo zostawił cię w tak ważnym i trudnym momencie, ale są święta – czas cudów. W święta nikt nie może być sam i pamiętaj, że każdy zasługuje na drugą szansę – westchnęła. – Nawet nie potrafisz sobie wyobrazić, ile trudu kosztowało tego młodego człowieka, żeby przyjść tutaj w taki dzień, narażając się na gniew rodziców kobiety, której zrobił brzuch i zniknął. To dobrze o nim świadczy, że jednak przyszedł.
– Ale ja nawet z nim nie porozmawiałam! – zaprotestowałam. – Nie wiem, czego chce!
– A czego może chcieć, skoro postanowił spędzić z tobą Wigilię? Oj, Zuzka, niby takaś mądra, a taka głupia! – stwierdziła mama. – Porozmawiacie po kolacji, teraz idziemy jeść.

Radek zdążył się już zapoznać z moim ojcem. Mama weszła do salonu, wcisnęła mi w dłoń opłatek i popchnęła w stronę ojca mojego dziecka.
– Eee… – wymamrotałam. – Wszystkiego najlepszego.
– Zuzka, ja… – zaczął, ale nie pozwoliłam mu skończyć.
– Porozmawiamy później.

Podzieliliśmy się opłatkiem i usiedliśmy do stołu, przy którym atmosfera była nerwowa. Marzyłam, aby kolacja już się skończyła. Chciałam jak najszybciej pogadać z Radkiem. Po kolacji zaciągnęłam go na górę.
– Dlaczego tutaj przyszedłeś? – od razu przeszłam do rzeczy.
– Zuzka, ja już od dłuższego czasu wariuję. Żałuję, że cię zostawiłem. A gdy pomyślałem o tym, że miałbym dzisiaj być bez ciebie, bez dziecka…
– Kiedy się taki rodzinny zrobiłeś? – prychnęłam.
– Nie wiem. Nie mam pojęcia, co się ze mną dzieje, ale… Chcę być z tobą. Chcę spróbować. Mam zostać ojcem, Zuzka! Ojcem! Czy ty to rozumiesz?
– Rozumiem bardzo dobrze.
– Przepraszam, że cię zostawiłem. Sytuacja mnie przerosła, ale już zrozumiałem i… Czy mi wybaczysz?

Mama miała rację. Święta to czas cudów. To nie tak, że Radek przeprosił i już wszystko było dobrze. Potrzebowałam czasu, aby znowu mu zaufać, ale udało nam się i dziś tworzymy szczęśliwą rodzinę. A najbliższe święta spędzimy po raz pierwszy we troje – ja, Radek i nasza córeczka.

Zuzanna, lat 32

Zobacz także:
Redakcja poleca: Redaktorki Mamotoja.pl o byciu mamą [CHWILA WZRUSZEŃ NA DZIEŃ MATKI]
Na co dzień tak jak i Wy jesteśmy mamami. Z wszystkimi tego, radosnymi i nie tylko radosnymi, konsekwencjami. Posłuchaj, co jest najpiękniejsze w byciu mamą dla dziewczyn z Mamotoja.pl i... napisz nam swoją własną historię!
Oceń artykuł

Ocena 5 na 1 głos

Zobacz także

Popularne tematy