mama z córką na wakacjach
fot. fotolia

Urodziłam i z księżniczki stałam się fajną babką

Dzieci wszystko zmieniają, wiadomo. Życie jest inne, obowiązki inne, odpowiedzialność większa. Oprócz tych całkiem poważnych aspektów macierzyństwa, dostrzegam jeszcze jeden: dzieci zmieniają to, jakie jesteśmy - ja na przykład jestem fajniejsza. Też tak macie?
Karolina Stępniewska
mama z córką na wakacjach
fot. fotolia
W moich "przeddzieciowych" czasach byłam niezłą księżniczką! Co prawda pracującą, ale ustawiłam się tak, żeby pracować popołudniami i wieczorami, a spać do 13.00. Zarywałam noce na spotkaniach towarzyskich, a pensje przeznaczałam na tylko na siebie. Teraz zawsze jest coś ważniejszego niż drogie książki, DVD już nie kolekcjonuję, bo pokochałam minimalizm (tak, dzięki dzieciom i ich zabawkom, które z nami zamieszkały), a koszt podróżowania muszę mnożyć razy cztery, więc nawet plecak i hostele przestały być oczywiste.
 
To nie będzie jednak tekst o tym, jak to kiedyś było mi dobrze i łatwo, a teraz jestem uciśnioną Matką Polką, która musi sobie kawior od ust odejmować, żeby napoić dzieci tranem norweskim. Nie. To będzie tekst o tym, jak to dzięki dzieciom stałam się naprawdę fajną babką, którą całkiem łatwo rozpieścić.

Randka: pojedziemy po wodę?

No naprawdę! Czy myśląc "randka" macie przed oczyma elegancko nakryty stół w przytulnej restauracji? A możecie widzicie się stojących na moście, nad wami rozgwieżdżone niebo, w tle wieża Eiffla? Ja ostatnio pojechałam z lubym do sklepu na weekendowe zakupy spożywcze. I czułam się jak na randce! Byliśmy sami, nikt nas nie poganiał, nikogo nie zbieraliśmy z podłogi... Cieszyliśmy się swoją dorosłą obecnością.

A jeśli chodzi o randkę wszech czasów, to najczulej wspominam moment, kiedy dzieci pojechały do babci, a on przyszedł po mnie do pracy i poszliśmy na spacer. Czułam się jak w liceum, kiedy mój ówczesny chłopak czekał na mnie po lekcjach pod drzwiami szkoły! Bezcenne. Czy gdybym nie miała dzieci, takie "randki" zapierałyby mi dech w piersiach z radości?
Redakcja poleca: Macierzyństwo wzbudza w Joannie Kulig skrajne uczucia. Jakie i dlaczego?
Jaki jest sposób aktorki na łączenie pracy zawodowej i rodzicielstwa? Co sądzi na temat macierzyństwa? Zobaczcie materiał wideo!


Sama w domu. Nic się nie dzieje!

Śpią. Pojechały do babci. Cisza. Wyłożyłam się na kanapie, nadrabiam serialowe zaległości, piję wino i jest mi wspaniale. Oto moja recepta na udany sobotni wieczór! A pomyśleć, że jeszcze dziewięć lat temu wydzwaniałabym do znajomych i usychała z nudów, martwiąc się o swoją towarzyską pozycję, bo weekendowy wieczór w domu oznaczał, że oto jestem najsmutniejszym i najsamotniejszym człowiekiem świata. Dziwna byłam, serio.

5 minut do wyjścia, a ja w piżamie? Spokojnie!

Plan działania jest prosty: nastaw kawiarkę, obudź dzieci, wróć do kuchni, przygotuj śniadanie (3 do zjedzenia w domu, jedno na wynos), uciesz się na widok ubranych dzieci wykrzykujących "niespodzianka!", pogoń je 1000 razy, żeby szybciej jadły (możesz w tym czasie szybko łykać kawę, wędrując pomiędzy kuchnią a łazienką, ze szczoteczką do zębów w jednej dłoni, a kubkiem w drugiej), zagoń je do łazienki (zęby!), zapleć warkocz córce, 100 razy powtórz, by wkładały buty i kurtki. To wszystko oczywiście w rytm mantry: "szybko, szybko, bo się spóźnimy".

Na samym końcu odkryj, że ty sama jesteś jeszcze w piżamie i bez makijażu. Dramat? Skądże! 5 minut i jesteś gotowa do wyjścia, przecież zęby już umyłaś, a resztę kawy przelejesz do kubka termicznego i zabierzesz ze sobą. Jak to fajnie nie być tą kobietą, która potrzebowała dwóch godzin na osiągnięcie perfekcji w wyglądzie. Kogo obchodzi perfekcja? Poza tym zauważyłam, że kiedy położę się spać z mokrymi włosami to rano mam całkiem wyględne loki.

Trochę mniej, trochę bardziej

Nigdy szczególnie nie przejmowałam się rzeczami typu: sobotnie porządki, lśniący samochód, kartki urodzinowe. To się nie zmieniło. Owszem, sprzątanie trzeba odfajkować, ale jeśli mam do wyboru zresetowanie się po tygodniu gonitwy a umycie podłóg, wybieram relaks. I myślę, że to też sprawia, że jestem mniej księżniczką, a bardziej fajną babką. Zrelaksowana jestem lepszą mamą, lepszą partnerką, lepszym człowiekiem.

Nauczyłam się też odpuszczać z perfekcjonizmem: dzieci nie muszą być wychowywane od linijki, dorosłam już do tego, że świat się nie zawali, jeśli obejrzą kolejną bajkę lub pójdą w weekend spać o godzinę później (trochę to trwało, zanim się tego nauczyłam, przyznaję!). Może kiedyś nawet przestanę być taką maniaczką kontrolowania i nadzorowania rzeczywistości?

Tylko tyle? Cudownie!

Odkąd jestem mamą cieszą mnie małe rzeczy. Potrafię docenić drobiazgi i czerpać radość z dobrego śniadania, udekorowanej choinki, kubka gorącej czekolady. Nie czekam niecierpliwie na więcej, nie stawiam sobie wysoko poprzeczki, a moje ambicje z "zawojuję cały świat" zmieniły się w "chcę mieć jak najwięcej czasu na życie". 

Kiedyś, z właściwą sobie egzaltacją, uważałam, że piękne widoki wywołują smutek. Już tak nie myślę, bo moje pierwsze skojarzenie z pięknym widokiem, to moje dzieci śpiące w swoich łóżeczkach – zakopani w pluszakach, kołdry na podłodze, spokojne oddechy. To naprawdę robi mi dzień!

Ciekawa jestem, czy macie podobne obserwacje. Czy też jesteście teraz mniej księżniczkami i diwami, a bardziej szczęśliwymi, fajnymi babkami?
Oceń artykuł

Ocena 6 na 3 głosy

Zobacz także

Popularne tematy