Babcia, która wychowuje wnuczkę
fot. Adobe Stock, NDABCREATIVITY

„Córka faworyzowała młodsze dziecko bo... było ładniejsze. To dziecko najlepiej czuło się w warsztacie mojego męża”

„Anetka wychowywała się praktycznie sama. Klara zajęta była Pati, którą wysłała na zajęcia baletowe. Anetka całe dnie spędzała z dziadkiem w jego warsztacie. Gdy podarowała Pati własnoręcznie zrobiony domek dla lalek, zamarliśmy z wrażenia"
Babcia, która wychowuje wnuczkę
fot. Adobe Stock, NDABCREATIVITY
Anetka to taka mądra, grzeczna i bardzo zdolna dziewczynka. Nie wiem, jak jej rodzice mogli tego nie dostrzegać!
 
Zawsze powtarzałam mojej córce: traktuj swoje dzieci sprawiedliwie, po równo obdzielaj je miłością. Sama nigdy nie wyróżniałam Klary ani jej brata, i proszę, jaki jest rezultat: do dzisiaj trzymają się razem i dzwonią do siebie przynajmniej raz dziennie!

Niestety, Klara nie bierze ze mnie przykładu i wyraźnie faworyzuje swoją młodszą córkę. Aż żal na to patrzeć...
 
Anetka urodziła się równo dziewięć miesięcy po ślubie swoich rodziców. Kiedy Klara przyszła do nas, aby ogłosić, że jest w ciąży, nie wydawała się szczęśliwa.
 
– Co ty, nie cieszysz się? – zapytałam z niedowierzaniem.
 
– Oj, cieszę się, cieszę – westchnęła cicho, bez entuzjazmu. – Ale wolałabym najpierw coś zobaczyć, gdzieś pojechać, osiągnąć coś w pracy…
 
– Głupia jesteś – powiedziałam jej wprost. – Najważniejsze, żeby zdrowe było! Inne kobiety latami się starają o dziecko!
 
Klara przygotowywała się do porodu, chodziła sumiennie do szkoły rodzenia, kupowała wyprawkę, ale jakoś z radości nie skakała. Za to Hubert, mój zięć, był zachwycony.
 
– Będzie chłopak, ja wam to mówię! – ekscytował się. – Będę z nim kopał piłkę, zabiorę go na wyprawę w góry…
 
– Ale najpierw ja przez kilka lat będę karmić, kąpać, zmieniać mu pieluchy – mruknęła Klara. – Zresztą, może to będzie dziewczynka i będę ją stroić w sukienki i czesać włosy w warkoczyki…

I co z tego, że mała nie ma urody księżniczki

Ale dziecko spłatało im obydwu psikusa. To znaczy, była to dziewczynka, ale…
 
– O Boże, toż to cała ciotka Aneta! – krzyknął podobno Hubert, kiedy ją tylko zobaczył. 
 
A trzeba wam wiedzieć, że ciotka Aneta to znana w naszej rodzinie brzydula. Co z tego, że ma doktorat i jest doskonałym weterynarzem… Rzeczywiście, mała Anetka odziedziczyła po niej czarne, poplątane włosy, nosek jak ziemniaczek i szerokie usta, ale ja i tak uważałam, że jest urocza.
 
– Daj spokój, mamo, to twoja pierwsza wnuczka – mówiła z kpiną Klara. – Uważałabyś ją za ósmy cud świata, nawet gdyby wyglądała jak żaba!
 
To prawda! Byłam zakochana w Anetce. Tym bardziej, że grzeczniejszego dziecka to ze świecą szukać. Wiem, co mówię, bo wciąż jeszcze pamiętam, ile się z Klarą namęczyłam! Mogłam ją kołysać w wózku godzinami, a kiedy tylko przestałam, natychmiast otwierała oczy. Anetka natomiast przesypiała grzecznie całe noce, ładnie jadła, nie miała kolek –  słowem, jakby w ogóle nie było dziecka. 
 
Córka szybko wróciła do pracy, zostawiając Anetkę pod moją opieką. Zajmowanie się wnuczką było dla mnie nieustającym źródłem radości. Mała wcześnie nauczyła się mówić, i szybko zaczęła składać całe zdania. A przy tym była taka dociekliwa!

Chodziłyśmy razem na spacery, piekłyśmy ciastka… A potem, kiedy poszła do przedszkola, bardzo mi jej brakowało. Klara upierała się, że dobrze jej zrobi towarzystwo innych dzieci… No i chyba tak rzeczywiście było. 
 
– Pięknie układa puzzle i buduje z klocków – chwaliły Anetkę panie przedszkolanki, a ja puchłam z dumy. – Kiedyś będzie świetna z matematyki! Może zostanie architektem?

Anetka miała zaledwie 5 lat, kiedy nauczyła się czytać

Przychodziła do mnie z książeczką, ja pokazywałam litery, a ona sama składała je sobie w całość. Kiedy poszła do przedszkola, czekała ją jeszcze jedna zmiana w życiu.
 
– Babciu, będę miała siostrzyczkę! – oznajmiła mi wesoło.
 
– Albo braciszka – dodał Hubert. Biedak, tak bardzo chciał mieć syna… 
 
Tym razem Klara wcześnie poszła na zwolnienie. Chodziła po sklepach, żeby kupić wyprawkę dla dziecka i ubrania ciążowe dla siebie, słuchała muzyki klasycznej, zaczytywała się w książkach o wychowaniu…
 
– Przecież ty to wszystko wiesz – mówiłam. – Masz już jedno dziecko!
 
– Mamo, ja nie zdawałam sobie sprawy przy Anecie, że każdy szczegół jest taki ważny! – odpowiadała. – Nawet słuchanie odpowiedniej muzyki może wpłynąć na uzdolnienia dziecka!
 
Nie wiem, czy wpłynęło na uzdolnienia mojej młodszej wnuczki – ale na jej urodę, i owszem! Już na porodówce nie była taka czerwona i pomarszczona jak inne noworodki, ale miała wijące, blond loczki. I prawie w ogóle nie płakała! 
 
– Musi mieć śliczne imię, takie jak ona – wzdychał Hubert, który porażony urodą córki, szybko pogodził się z brakiem syna. 
 
I nie wiem, jakim cudem, ale udało mu się przemycić w USC Kleopatrę. Chyba musiał kogoś okłamać, że mała ma zagraniczne korzenie. W domu jednak wołaliśmy na nią Pati.

Anetka bardzo kochała siostrzyczkę i w ogóle nie była o nią zazdrosna. Przeciwnie, siadała przy łóżeczku i nuciła jej piosenki, których nauczyła się w przedszkolu. 
 
Klara tym razem cieszyła się macierzyństwem. Zrezygnowała nawet z pracy, by móc zająć się córkami. A głównie – jedną. Każdą wolną chwilę spędzała, strojąc Pati w nowe szmatki i czesząc jej loczki w wymyślne fryzurki.
 
– Ciężko mi przejść przez galerię – żaliła się żartem – bo wszystkie kobiety zatrzymują się nad wózkiem i podziwiają małą. A ile razy musiałam już odmawiać udziału w reklamie!
 
– Lepiej byś zobaczyła, czy Aneta radzi sobie z lekcjami – zauważyłam, bo starsza wnuczka poszła już do pierwszej klasy.
 
– Mamo – przewróciła oczami Klara. 
 
– Wiesz, jaka Aneta jest samodzielna. Założę się, że wcale nie chce mojej pomocy!

Najlepiej czuła się w warsztacie dziadka!

I tak Anetka wychowywała się praktycznie sama. Klara zajęta była Pati, którą wysłała na zajęcia baletowe i gimnastykę. Aneta z początku też na nie chodziła, ale Klara w końcu machnęła na nią ręką, kiedy okazało się, że nie potrafi zrobić dobrze piruetu. Hubert też nie był lepszy i nigdy nie zabierał córki na mecze ani na wyprawy wędkarskie, choć mała właśnie takie rozrywki najbardziej lubiła.
 
– To taka mądra dziewczynka – wyrzucałam im nieraz. – Nie każdy musi być taki przymilny i wdzięczny jak Pati!
 
Klara i Hubert cieszyli się z kolejnych wygrywanych przez Anetkę konkursów matematycznych i plastycznych, ale co z tego, skoro w ogóle jej nie rozumieli. Biedne dziecko, najlepiej czuło się w warsztacie stolarskim mojego męża.
 
– Sama sobie zrobiła to pudełeczko! – pokazywał mi dumny Staszek trochę koślawo zbitą skrzyneczkę. 
 
Ja zaś spędzałam z wnuczką dużo czasu nad… maszyną do szycia! Anetka okazała się bardzo pojętna.
 
– To takie fajne, łączyć ze sobą materiały, żeby powstała całkiem nowa rzecz! – ekscytowała się Anetka. 
 
Kiedy była w szóstej klasie, jakieś dwa miesiące przed urodzinami Pati, poprosiła mnie, żebym poszła z nią do pasmanterii kupić kilka różnych materiałów.
 
– To będzie niespodzianka dla Pati – wyjaśniła mi w tajemnicy.
 
No to się nie wtrącałam i nawet nie wchodziłam do warsztatu, gdzie obydwoje ze Staszkiem pracowali wieczorami.
 
– Mówię ci, co ta dziewczyna wymyśliła! – zachwycał się mąż. – Wszyscy trupem padną!

No i prawie padliśmy... 

Na przyjęcie urodzinowe Pati, przywieźliśmy ze Staszkiem spore, pięknie zapakowane pudło. Ja nie wiedziałam, co jest w środku, ale mąż i Anetka wiedzieli i siedzieli jak na szpilkach, czekając aż Pati rozpakuje prezent. Kiedy w końcu zdarła papier z pudła, wszyscy wstrzymaliśmy oddech, a potem westchnęliśmy.

Naszym oczom ukazał się domek dla lalek.  Ale co to był za domek! Kuchnia i pokój na dole, na górze jeszcze dwa pokoje, a wszystkie sprzęty: łóżko, stół, krzesła – wystrugane z drewna. Malutkie okna dało się otwierać, a do tego Anetka własnoręcznie uszyła firaneczki, narzuty, poduszki i sukienki dla lalki.
 
Pati rzuciła się siostrze na szyję z radości. A Klara i Hubert spojrzeli po sobie.
 
– Sama to wszystko zrobiłaś? – nie mógł uwierzyć Hubert. – No, córcia, zdolności to chyba masz po mnie! – powiedział z dumą.
 
– Za to gust po mnie! – wtrąciła się Klara, patrząc na śliczne, różowe pokoiki.
 
– Zabiorę cię do Inwałdu, to taki park, gdzie można oglądać miniatury średniowiecznych zabytków – zaproponował Hubert, ściskając Anetkę.
 
– A w piątek pójdziemy we dwie do galerii i kupię ci jakieś fajne materiały! – Klara nie pozostawała w tyle.
 
Mrugnęłam okiem do Staszka. „To chyba cud!” – pomyślałam sobie. „Rodzice wreszcie docenili swoje dziecko!”

Czytaj także:
Redakcja poleca: Redaktorki Mamotoja.pl o byciu mamą [CHWILA WZRUSZEŃ NA DZIEŃ MATKI]
Na co dzień tak jak i Wy jesteśmy mamami. Z wszystkimi tego, radosnymi i nie tylko radosnymi, konsekwencjami. Posłuchaj, co jest najpiękniejsze w byciu mamą dla dziewczyn z Mamotoja.pl i... napisz nam swoją własną historię!
Oceń artykuł

Ocena 5 na 1 głos

Zobacz także

Popularne tematy