dziecko mierzy poziom cukru
fot. Fotolia

Czy grozi nam epidemia cukrzycy wśród dzieci? Wywiad z diabetologiem

Najmłodsze dziecko, które zgłosiło się do Centrum Zdrowia Dziecka z cukrzycą typu 1, miało siedem miesięcy. I choć to wyjątek, liczba dzieci, u których wykrywa się cukrzycę, z roku na rok rośnie. Z dr n. med. Martą Wysocką-Mincewicz, pediatrą diabetologiem z CZD, rozmawiamy o tej trudnej chorobie.
Aleksandra Sobieraj
dziecko mierzy poziom cukru
fot. Fotolia
Dr n. med. Marta Mincewicz-Wysocka jest pediatrą, diabetologiem i endokrynologiem. Jest kierownikiem Oddziału Diabetologii w Klinice Endokrynologii i Diabetologii w Instytucie „Pomnik – Centrum Zdrowia Dziecka” w Międzylesiu k. Warszawy, przyjmuje dzieci w Poradni Diabetologicznej CZD. Jej zainteresowania naukowe to powikłania cukrzycowe, m.in. neuropatia cukrzycowa, oraz tzw. cukrzyce inne. Hobbystycznie jest ornitologiem, kynologiem i ogrodnikiem. 

Aleksandra Sobieraj: Ponoć liczba zachorowań na cukrzycę wśród dzieci w Polsce rośnie i to dosyć dramatycznie. Co się takiego dzieje? 

Dr n. med. Marta Mincewicz-Wysocka: Rzeczywiście. Ostatnie badanie epidemiologiczne z siedmiu województw wykazało, że w ciągu pięciu lat ilość zachorowań na cukrzycę wzrosła półtora raza. 

Tylko wśród dzieci?! Chodzi o oba typy cukrzycy?

– Tak. Cukrzyca typu 1 i 2 często jest wrzucana do jednego worka, ale są to różne choroby. Cukrzyca typu I dotyka głównie dzieci. To choroba autoimmunizacyjna, polega na tym, że własne komórki układu odpornościowego występują przeciwko własnym organom, konkretnie trzustce. Niszczą komórki beta i trzustka nie ma jak wytworzyć insuliny. Stąd kiedyś mówiono, że to cukrzyca insulinozależna: bo organizm nie ma własnej insuliny, trzeba ją dostarczać z zewnątrz. 

A cukrzyca typu 2?

– To zupełnie inne schorzenie, choć objawia się tak samo jak ta typu 1, czyli wysokim cukrem we krwi. Mamy najczęściej człowieka otyłego, który ma insulinooporność: jego trzustka wytwarza dużo insuliny (zdrowy człowiek ma na czczo ok. 10 mikrojednostek/ml, po posiłku 40–60, chory na cukrzycę typu 2 po posiłku – 350–400) i ta duża ilość insuliny nadal nie działa, stąd za wysoki poziom cukru we krwi. A trzustka nie jest już w stanie wyprodukować więcej insuliny. Liczba chorych na cukrzycę obu typów narasta, ale z innych przyczyn. Tych z cukrzycą typu 1, bo zwiększa się ilość chorób autoimmunizacyjnych, a z cukrzycą typu 2 – bo dostęp do jedzenia jest coraz łatwiejszy, więc więcej jest osób otyłych

I na oba typy cukrzycy chorują już małe dzieci?

– Zgadza się. Przy czym u dzieci 95 proc. to cukrzyca typu 1, a cukrzyca typu 2 tylko 1 proc. W naszym ośrodku mamy czworo dzieci z cukrzycą typu 2, a z cukrzycą typu 1 – ok. 440. Czwórka dzieci z cukrzycą typu 2 to i tak dużo, bo w innych ośrodkach trudno w ogóle znaleźć takie maluchy. Skąd je mamy? W CZD jest poradnia leczenia otyłości, gdzie leczy się ok. 1000 dzieci. Pacjenci z typem 2 przyszli do nas stamtąd. 

Cukrzyca typu 2 bierze się więc ze złej diety i otyłości. A skąd cukrzyca typu 1? 

– Gdybym to wiedziała, dostałabym Nagrodę Nobla! Wszyscy czekamy, aż ktoś to odkryje, bo będzie można walczyć z tą chorobą. Bardzo chcielibyśmy wiedzieć, skąd się bierze coraz więcej chorób autoimmunizacyjnych, bo ich liczba rośnie. Dzieci też mają ich więcej. Zdarzają się takie, które mają kilka naraz: cukrzycę, celiakię i chorobę Hashimoto. Dawniej rozwijały się one kolejno, w miarę upływu czasu, teraz wszystko się nasiliło. 

Czy na cukrzycę chorują już malutkie dzieci? Noworodki?

– Tak, ale u noworodków są to cukrzyce nieznanego pochodzenia lub uwarunkowane genetycznie. Natomiast cukrzyca typu 1 najwcześniej występuje po kilku miesiącach od urodzenia. Zdarzają się już okołoroczne dzieci z cukrzycą typu 1 – to jednak naprawdę rzadkie przypadki. Natomiast liczba cukrzyków narasta z wiekiem. Był moment, że najczęściej zachorowywały dzieci 5–9-letnie, ale od zawsze najczęściej zapadają na cukrzycę nastolatki. Potem zachorowalność maleje wśród 15–18-latków. Są też cukrzyce typu 1 u osób dorosłych – ale to pojedyncze przypadki.  

Co jest sygnałem ostrzegawczym, że dziecko może mieć cukrzycę?

– Jeśli chodzi o cukrzycę typu 1, to czerwone światełko powinno zapalić się, gdy dziecko zaczyna bardzo dużo pić (podłącza się do picia jak do kranu), więcej siusiać (zwłaszcza nocą, jeśli już normalnie nie siusiało). I chudnie. Zasadniczo żadne dziecko, jeśli nie jest na rygorystycznej diecie, nie powinno chudnąć. Masa ciała może stać w miejscu (np. w okresie intensywnego wzrostu), ale nie spadać. Jeśli dziecko pije i chudnie – jest to najprawdopodobniej cukrzyca typu 1. Rekordziści z naszej poradni, zanim do nas trafili, utracili 1/3 masy ciała – czyli np. dziecko ważące około 20 kg straciło 8 kg. To bardzo dużo!

I co wtedy?

– Należy zrobić badania. Najlepiej iść do pediatry albo wykonać badanie we własnym zakresie. Prawie każda poradnia POZ ma już zresztą w gabinecie zabiegowym glukometr. Wystarczy wykonać zwykłe badanie cukru, z palca. Jeśli zauważymy, że dziecko „dziwnie” siusia, zawsze trzeba też wykonać badanie ogólne moczu. Dzięki niemu wykluczymy ewentualnie dwie choroby: sprawdzimy, czy nie ma cukrzycy i czy nie ma zakażenia układu moczowego, bo to druga choroba, która może być przyczyną chudnięcia i zwiększonego siusiania. Objawem cukrzycy mogą też być zapalenia sromu. Słodki mocz może powodować, że u dziewczynek całe krocze będzie płonące, z zakażeniem, wyprzeniami, u chłopców będą to zapalenia pod napletkiem. 

To się zaczyna nagle?

– Nie, to nie tak. Często zaczyna się powoli, np. po zwykłej infekcji. Mniej więcej po dwóch tygodniach dziecko zaczyna dużo pić, siusiać i  chudnąć. Podobnie może zadziałać duże nasłonecznienie, duży stres – jak czynnik ujawniający problem, który już gdzieś się czaił.

Mamy diagnozę: cukrzyca. Jakie jest leczenie?

– Cukrzycy typu 1 nie da się wyleczyć. Dziecko ze stwierdzoną chorobą powinno trafić na tydzień, dwa do ośrodka diabetologicznego, by nauczyć się, jak żyć z cukrzycą, zmienić swoje myślenie, nauczyć samokontroli. To, co się będzie działo przez ten czas, to inwestycja w życie dziecka: nauka mierzenia cukru i reagowania na jego poziomy, czyli utrzymywania organizmu w stanie normoglikemii – prawidłowego poziomu cukru.

Przyjacielem dziecka i jego rodziców staje się glukometr... 

– ...a także pen do wstrzykiwania insuliny, potem pompa insulinowa, która podaje insulinę w trybie ciągłym. Rodzice muszą się nauczyć obsługi tych urządzeń i dopasowywania dawek insuliny do tego, co dziecko zjadło. Muszą ważyć jedzenie, kontrolować poziom cukru i liczyć. W Polsce ponad 90 proc. dzieci korzysta z pomp insulinowych, choć w naszym ośrodku zaczynamy od podawania insuliny za pomocą pena, bo używanie go jest początkowo mniejszym szokiem niż pompa, którą trzeba nosić 24 godziny na dobę. Dopiero następnym krokiem, po miesiącu lub kilku, jest podłączenie pompy insulinowej. 

Czy cukrzycy można zapobiec? Teoria programowania żywieniowego mówi, że nieprawidłowe żywienie w dzieciństwie prowadzi do chorób cywilizacyjnych, m.in. właśnie do cukrzycy.

– Tak, ale przechodzimy teraz do cukrzycy typu 2. I to jest właśnie to, co rodzice mogą zrobić, żeby zapobiec kłopotom w przyszłości. Cukrzycy typu 1 nie jesteśmy w stanie zapobiec. Natomiast jeśli chodzi o cukrzycę typu 2, to oprócz predyspozycji genetycznej, niezwykle ważne jest niedopuszczenie do otyłości. Programowanie żywieniowe zaczyna się już w życiu płodowym, ważna jest dieta kobiety w ciąży. Potem nie wolno dziecka przekarmiać. Często tłumaczę rodzicom, że w organizmie nie da się zmniejszyć ilości komórek tłuszczowych, można je jedynie odchudzić. Zależy nam, żeby nie doprowadzać do nadmiaru tych komórek, do nadwagi, a potem otyłości, bo stąd już prosta droga do cukrzycy (typu 2) w dorosłości, a nawet już w dzieciństwie.

Co jest najgorszym błędem w żywieniu dzieci?

– Zabójczy jest wciąż panujący pogląd, że dziecko musi „dobrze wyglądać”, że „zdrowe znaczy grube”. Nieprawda! U dzieci z nadwagą zaczynają się problemy z nadmiernym obciążeniem kośćca, krążeniem, stłuszczeniem wątroby (już u 8–10-latków!). Dzieci nie mogą się nie ruszać, siedzieć przed telewizorem i jeść. W jedzeniu za dużo jest cukru, już nawet w kaszkach dla niemowląt. Ważna jest nie tylko wielkość porcji, ale i takie komponowanie posiłków, żeby miały niski indeks glikemiczny. Najgorsze są słodycze, które zawierają sam cukier. Jeśli już – bo dzieci mogą jeść słodycze w rozsądnych ilościach – to takie, które zawierają nie tylko cukier, ale też białko i tłuszcz. Ja np. jestem zwolenniczką niezbyt słodkiego sernika albo lodów mlecznych. I ważny jest ruch: rower, skakanka, hula-hop, gra w klasy. To naprawdę nie musi być nic skomplikowanego, do czego potrzeba nie wiadomo jak drogiego sprzętu. 

Najważniejsze więc to nie dopuścić do otyłości.

– Dokładnie! To jest to, co rodzice mogą zrobić tu i teraz. Otyłość u dzieci jest już ogromnym problemem. Zdrowa dieta i regularny wysiłek fizyczny: rower, bieganie, skakanie, rolki, gry zespołowe – to podstawa. Wracamy na podwórka! 

Zobacz też: Koniec bólu i kłucia: Sensor zamiast glukometru!
 
Redakcja poleca: Jakie problemy ze zdrowiem dziedziczy się po rodzicach? Wyjaśnia prof. Ewa Bartnik, genetyk - film
Połowa genów dziecka pochodzi od matki, a połowa od ojca. Czy to oznacza, że jeśli jedno z rodziców na coś choruje, dziecko także będzie chore? Zapytaliśmy o to genetyka, prof. Ewę Bartnik z Instytutu Genetyki i Biotechnologii Uniwersytetu Warszawskiego.
Oceń artykuł

Ocena 6 na 2 głosy

Zobacz także

Popularne tematy