czas taty z synem i budowanie więzi
fot. Fotolia

Czas taty i syna: wspólne chwile budują więź

Chwile spędzone z tatą to dla syna niezwykle ważne momenty. Gdy zazwyczaj zapracowany i nieobecny w domu ojciec zostaje na cały dzień z synem, warto dobrze wykorzystać ten czas.
czas taty z synem i budowanie więzi
fot. Fotolia
Zabiegany i zestresowany ojciec na co dzień wchodzi do dziecięcego pokoju z ostrożnością odkrywcy nieznanych lądów. Nie zna zbyt dobrze pluszowych przyjaciół malca i nie wie, który miś stał się ostatnio tym „najukochańszym”. Ale w końcu przychodzi chwila, gdy obydwaj z synem mają to, o czym od dawna marzyli – czas dla siebie. Z tym, że tylko jeden z nich naprawdę oczekuje cudów. To ten mały człowiek, który liczy, że dostanie od taty wielką dawkę radości i zabawy.

Syn marzy o zabawie z tatą

Mały chłopiec czeka na to, aż będzie mógł wreszcie długo i bez ograniczeń bawić się ze swoim tatą. W końcu jest on na co dzień Wielkim Nieobecnym w rodzinnym domu. Dlatego syn nie może poczuć się zawiedziony tym wymarzonym popołudniem, sposobem spędzania czasu z ojcem. Psycholodzy są zgodni, że jeśli obaj zaczną się ze sobą nudzić już we wczesnym dzieciństwie, najdalej za kilka lat nie znajdą już wspólnego języka.

Czym się kończy ufność ojca w to, że jego syn zacznie organizować sobie zabawy, bo jest przecież „mądry, samodzielny i nad wyraz dojrzały”? Tym – odpowiada francuska terapeutka i psycholog, Florence Briere-Loth – że rodzice zaczynają niepostrzeżenie „gubić” swoje dzieci. A one z kolei zaczynają dorastać coraz wcześniej, ale dojrzewają coraz później. Dzieci stają się „stare”, szybko zaczynają papugować wygląd i zachowanie rodziców. Już nie potrzebują ani mamy, ani taty – wyjątek robią tylko w stosunku do zawartości ich portfela...

Nim mój syn, już jako dwunastolatek, odetnie się towarzysko od swoich „obciachowych” starych, czyli ode mnie i od mojej żony, chcę mu jeszcze wiele pokazać i zaszczepić. Najdalej za rok ruszymy na szlak przygody: do historycznych zamków na turnieje, na lotnicze pikniki oraz do skansenu parowozów, by obejrzeć, czy rzeczywiście „stoi i sapie, dyszy i dmucha” i czy aby na pewno: „para – buch”?
Redakcja poleca: Mężczyzna w ciąży - rewolucyjny pas pozwalający tacie poczuć ruchy płodu (VIDEO)
Marka Huggies z okazji Dnia Ojca stworzyła specjalny pas umożliwiający mężczyźnie czucie ruchów swojego nienarodzonego dziecka. Zobacz, jak to działa.

Tata czyta dziecku na dobranoc

Mój tata przeczytał mi chyba wszystkie książki świata. Robili to pewnie i inni domownicy, ale to właśnie jego spokojny głos pozostał mi w pamięci. Z zapartym tchem słuchałem o perypetiach Jasia i Małgosi, pingwina Pik-Poka, nadmuchiwanego tygrysa i Kubusia Puchatka, ale tego prawdziwego – Misia o Bardzo Małym Rozumku, a nie tej komiksowej pokraki.

Czytamy więc i my. Skoro mój syn zna połowę swego księgozbioru na pamięć, aranżujemy scenki z książek. Gadamy między sobą dialogami z „Opowieści z mchu i paproci”, „Krecika” lub „Franklina”. Kto wie, może mój chłopak zechce kiedyś zostać aktorem? Czasami scenki z książek odgrywają pluszaki i wtedy obaj urządzamy domowy spektakl. Pierwszy teatrzyk mojego syna.
Zobacz też: Dlaczego warto być tatą? 5 korzyści: to może was zaskoczyć!

Taty pomysły na zabawę z dzieckiem

Skoro obecność taty jest sama w sobie atrakcją, wspólna zabawa też powinna być nieszablonowa. W naszej rodzinie stało się już niemal zasadą, że nowe pomysły wprowadzam ja, a rozwija je żona. I tak samochody przestały kursować po nudnym dywanie, a zaczęły zjeżdżać w dół po zjeżdżalni z panela podłogowego, który został po remoncie posadzek. Pluszaki nagle zaczęły się chować po kątach lub pod poduszkami i trzeba je wszystkie odszukać. Ze wszystkich dostępnych nam klocków budujemy wieżę, która dotknie do sufitu, oczywiście po to, abyśmy się mogli tym pochwalić dziadkom. A wełniana czapka i czarne rękawiczki przeobrażają tatę w czarnego kota, którego można dogonić i złapać lub przed którym można uciekać wokół stołu w jadalni. Zasada jest jedna i święta: podczas zabawy z synem nie zajmuję się swoimi sprawami. Liczy się wtedy tylko Rysio. Nie poprawiam raportów w komputerze. Nie czyszczę butów, nie oglądam skoków Małysza, nie czytam gazety i nie porządkuję zdjęć w albumach. Żaden z nas nie może się przecież nudzić!

Ojciec-magik

Prowadzenia samochodu nauczył mnie oczywiście mój tata. Wszystko zaczęło się, gdy w wieku trzech lat dostałem mój pierwszy zdalnie sterowany samochód na baterie. Biały Wartburg z napisem MILICJA miał z tyłu długą linkę zakończoną pudełeczkiem z małą kierownicą i przyciskami umożliwiającymi jazdę w tył i w przód. Tata nauczył mnie zakręcać i parkować pomiędzy klockami rozstawionymi na dywanie. Piętnaście lat później prawdziwy plac manewrowy nie stanowił już dla mnie żadnej tajemnicy.

Uczymy się więc teraz z Rysiem. Odbijamy do siebie balony. One latają powoli, a co lata szybko? Oczywiście papierowe samoloty! Co jeszcze może latać? Suche liście, klonowe noski wirujące jak śmigiełka, strzępki taśmy magnetofonowej, którą trzeba dmuchaniem utrzymać jak najdłużej w powietrzu... Grunt to odejść od szablonowych zabaw, które mój syn ma na co dzień. Tata musi pokazać magiczne sztuki.

My name is Bond: tata uczy dziecko

Mój syn ma już ten greps opanowany do perfekcji. Teraz ćwiczymy nazwy kolorów i zabawek w języku angielskim. Trochę się nam jeszcze mylą, ale początki zawsze są trudne. Gdy bawimy się razem, wtrącam mu co pewien czas angielskie nazwy różnych przedmiotów. W naszych rozmowach padają więc słowa: „tiger”, „car”, „yellow bird” i oczywiście „grandmother” oraz „grandfather”. Rysio wszystko powtarza, niektóre zwroty nawet zapamiętuje. Gdy pójdzie do przedszkola, nauka będzie dla niego odrobinę łatwiejsza. Unikamy jedynie słowa „book” (choć kochamy książki), bo zaczynam tłumaczyć Rysiowi sens chodzenia do kościoła. No i Bóg razem z „book” mogą przekroczyć dopuszczalne granice skomplikowania i tak dosyć niezrozumiałego świata dorosłych.

Poza tym stawiamy literki. To, że Rysiowi najbardziej podoba się „T jak tata”, stanowi powód mojej dumy. Choć uczciwie ćwiczymy także kreślenie litery „M jak mama”, to jednak wciąż jest ona trudniejsza do odtworzenia. „B jak babcia” ma dwa brzuszki, a „D jak dziadek” jeden duży brzuch. Po kilku nieudanych próbach syn stawia zamaszyste „T” i oświadcza z dumą: – Te jak tata!
I wtedy właśnie można poczuć, że każda minuta spędzona twórczo z własnym synem jest naprawdę cenniejsza niż wszystkie rozrywki świata.

Zobacz też:
 
Oceń artykuł

Ocena 4 na 2 głosy

Zobacz także

Popularne tematy