GRY
 
 

Kochane dzieci! Nie, nie zrobię dla was wszystkiego!

Wiecie, że bardzo was kocham i powinnam powiedzieć, że zrobiłabym dla was wszystko... Tyle tylko, że to nieprawda! Jest kilka rzeczy, których dla was nie zrobię i wierzcie mi: tak będzie lepiej dla wszystkich.

nie wyręczać dzieci przy jedzeniu
fot. Fotolia
Samo to, że czegoś chcecie, nie wystarczy. Chciałabym, żebyście wyrosły na fajnych ludzi: samodzielnych, szanujących bliźnich, odmienność i ciężką pracę. Dlatego właśnie nie mogę dołączyć do chóru rodziców powtarzających jak mantrę, że dla swoich dzieci zrobiliby wszystko. Oto, czego dla was (ani za was!) nie zrobię – lepiej przeczytajcie tę listę już teraz i nawet nie proście. Zaoszczędzi to nam łez, ataków histerii, frustracji i woli ucieczki z cyrkiem (wy) lub przystojnym wokalistą pewnego amerykańskiego zespołu (ja).

1. Nie pokroję parówki

Ten obraz pozostanie ze mną do końca życia: siedzimy przy stole w większym rodzinnym gronie, a jeden z ojców pyta swoją 12-letnią córkę, obrażoną na cały świat, czy pokroić jej parówkę. Wstrząsnęło to mną do głębi i to właśnie wtedy postanowiłam, że muszę bardziej przyłożyć się do waszej edukacji. Dlatego kiedy niedawno, droga córko, strzeliłaś focha, że podałam ci makaron z niewymieszanym sosem, wiedziałam, że już nigdy nie podam ci go inaczej. Krójcie swoje parówki! Mieszajcie makaron. Smarujcie chleb masłem. Macie sprawne ręce, ćwiczcie motorykę. Wierzę w was. Ku chwale rodziny!
Redakcja poleca: Zgodne wychowywanie dziecka – film
Zastanawiasz się jak razem zgodnie wychowywać malucha? Twój mąż chce grać z malcem w piłkę, a ty upierasz się przy teatrze. To da się pogodzić.

2. Nie poniosę tornistra

Do szkoły podstawowej miałam 3 km, które każdego ranka pokonywałam pieszo. Już od pierwszej klasy chodziłam sama, z koleżankami mieszkającymi w sąsiedztwie. Te spacery były genialne! Mam tyle historii z tego czasu (Kasiu, Iwono, pamiętacie kładkę nad "plantacją bananów"?!) i koniecznie muszę wam je kiedyś opowiedzieć. I tak sobie szłyśmy codziennie pod górkę, pod wiatr, w deszczu zacinającym w nasze przemarznięte twarzyczki (buty miałyśmy!), a na naszych 7-letnich plecach - o zgrozo! - tornistry.
Wiecie, kiedyś to były takie tornistry, których nikt nie ważył – nawet puste były cięższe od tych współczesnych, a że w szkole nie było szafek na podręczniki, już w pierwszej klasie nosiłyśmy wszystkie elementarze i kajety ze sobą. Tam i z powrotem, w sumie 6 km dziennie. Dlatego nie, nie uważam, że coś się stanie, jeśli przez te 2 minuty spaceru do waszej podstawówki, poniesiecie swoje plecaki wypełnione piórnikami, śniadaniówką i rysunkami ze świetlicy. Sorry. Z drugiej strony, wy mojej torebki z połową dobytku też nie nosicie, prawda?

3. Nie kupię nowego zestawu Lego, kiedy zgubicie jeden klocek

Trochę jestem rozdarta. Z jednej strony serce pęka mi z dumy i wzruszenia, kiedy widzę, jak wspaniale razem bawicie się klockami, budujecie te swoje krainy, pułapki na smoki i klatki dla królików, z drugiej ten wieczny bałagan towarzyszący waszej zabawie rozkłada mnie na łopatki. Nawet fajnie, że bałaganicie, wszak wasza mama też do największych pedantek nie należy i coś tam przez pół życia mruczała rodzicom o artystycznym nieładzie (nie powiem wam za to, co sądzę o kaligrafii, bo naprawdę ładnie piszecie! Niechybnie po tacie). Dużo gorzej jednak, że co tydzień musimy przechodzić przez to samo piekło, kiedy macie posprzątać.
I pamiętasz, synku, kiedy zabrałeś do przedszkola ten mini-pojazd z Chewbaccą, a ja powiedziałam, żebyś tego  nie robił, bo klocki mogą się pogubić? A pamiętasz, że właśnie tak się stało? No właśnie. Nie kupię ci nowego. Chcę, żebyście byli odpowiedzialni za swoje rzeczy. Jeśli chcecie mieć bałagan, proszę bardzo, ale nie przychodźcie do mnie z płaczem, że coś zgubiliście. Nie, te rzeczy nie zostaną zastąpione swoimi klonami (nowymi rzeczami za to pewnie tak, bo babcie nie są skłonne odpuścić).

4. Nie podrzucę wam do szkoły zapomnianych rzeczy

Raz – dobrze. Drugi raz? Z pewnym oporem. Ale jeśli znowu zapomnicie swojego zeszytu, projektu, klapków na basen lub całego tornistra*, nie wrócę się do domu po to, żeby go wam przywieźć. Ustalmy pewne zasady: ja dbam o to, żebyśmy wstali o odpowiedniej porze, żebyście zjedli swoje śniadanie, a zimą wypili też ciepłe mleko przed wyjściem i żebyście stawili się w szkolnej szatni przed dzwonkiem. Zapewniam wam też garderobę i prowiant do szkoły. Ale swoje zadanie w kwestii pamiętania o zabraniu ważnych rzeczy, uważam za wypełnione w momencie, kiedy zadaję pytanie: "Projekt/klapki/zeszyt spakowany"?.  Odpowiedzialność, znowu. 
* dla ewentualnych postronnych czytelników: tak, moja córka zapomniała całego tornistra do szkoły. Nie zapomniała za to o ulubionej zabawce, którą chciała tego dnia pokazać koleżankom. Tak, to był ten drugi raz: dowiozłam.

5. Nie rozwiążę konfliktu z kolegą

Powiedzmy to sobie jasno: będę zawsze stać po waszej stronie, kiedy ktoś wyrządzi wam krzywdę. Nie zgadzam się jednak na rozwiązywanie waszych konfliktów z koleżankami i kolegami o to, że któraś z was rozsypała drugiej kredki, a kolega stwierdził, że Star Wars to nuda. Jeśli z tego powodu zamierzacie gniewać się na siebie przez kolejne pół roku: trudno. Mogę wam za to obiecać, że zawsze was wysłucham, kiedy martwicie się konfliktem z rówieśnikami, mogę coś doradzić, jeśli będziecie tego potrzebować i mogę wam udzielić wsparcia.
W życiu będzie wiele sytuacji konfliktowych, z którymi przyjdzie się wam zmierzyć,  dlatego to właśnie teraz musicie zacząć się uczyć, jak sobie radzić w tych momentach. W przyszłości też nie porozmawiam w waszym imieniu z waszym szefem, współpracownikiem, panią w mięsnym ani partnerem/partnerką.

6. Nie będę zawsze stać po waszej stronie

To może brzmi bardzo dosadnie i sama źle się czuję pisząc te słowa, bo oczywiście, że będę po waszej stronie, kiedy będzie wam źle (patrz wyżej). Ale jeśli potraktujecie kogoś z pogardą, wyszydzicie, zrobicie mu przykrość, nie zawaham się powiedzieć, że to było niewłaściwe. Mogę też od was wymagać, żebyście przeprosiły osobę, wobec której zachowaliście się źle.
Kiedyś – podczas tej wspomnianej już wędrówki do szkoły – wpadłam z koleżanką na fantastyczny w swej złośliwości pomysł: rozrzuciłyśmy w ogrodzie nielubianego sąsiada kapustę kiszoną (no tak, w tych zamierzchłych czasach, jedną z naszych ulubionych przekąsek nie były chipsy lecz kupowana w sklepiku kapusta na wagę. W papierowej torebce, którą też wrzuciłyśmy do ogrodu! Tak wiem, wy nie lubicie kapusty). Sąsiad poskarżył mamie, a ona kazała mi iść go przeprosić. Czułam się wstrętnie i byłam wściekła, że każe mi to zrobić. Ale czy miałam złe intencje zaśmiecając jego wypielęgnowany trawnik? Tak. Czy należały mu się przeprosiny? Tak. Myślę, że powinniśmy brać odpowiedzialność za swoje działania i chciałabym, żebyście się tego nauczyły teraz, żeby w przyszłości być lepszymi partnerami, przyjaciółmi i ... rodzicami.

7. Nie odrobię zadania

Tak, znam bardzo dobrze angielski i mogłabym zrobić to ćwiczenie za was, ale szczerze mówiąc – nie chce mi się. Poza tym ja już swoje zadania domowe odrabiałam. Nie jestem nawet w stanie zliczyć, ile ich było! Teraz wasza kolej. Na dodatek jestem taka retro (a może zwyczajnie uciążliwa), że uważam, to za niewychowawcze. Innymi słowy: chętnie wam coś wytłumaczę, ale nie odrobię za was zadania domowego. Nie narysuję też rysunku do szkoły, nie napiszę opowiadania, nie wykonam miesięcznej mapy pogody w mieście stołecznym Warszawie, którą musicie przynieść na zajęcia z przyrody. Hej! Edukacja to praca! Ja też mam różne zadania, zauważyliście?

8. Nie kupię wam komputera, tabletu i telefonu

Co!? - zakrzykniecie niczym babcia Patryka z jednej z waszych ulubionych książek. Spokojnie, teraz wam nie kupię. Za rok czy dwa raczej też jeszcze nie. Uważam, że wystarczy wam tyle czasu z technologią, na ile pozwalam wam teraz. Ba! Może was to zmartwi, ale poczytuję sobie za wychowawczy sukces to, że potraficie się bawić analogowo. A kiedy już nie będzie się dało dłużej uniknać tematu komputera w dziecięcym pokoju, znajdę sposób na to, żebyście nie spędzali przed ekranem całych popołudni. I tak, wtedy też będę kontrolować to, co robicie w sieci i w jakie gry gracie.  Pomyślcie za to jakie to fajne, że dzięki tym rodzicielskim restrykcjom uważacie teraz wyjście do lekarza za świetną przygodę – w końcu można pograć w poczekalni na telefonie mamy!

9. Po 13. urodzinach przestanę was wypuszczać z domu

Dobra, żartowałam, tak naprawdę to chciałabym, żebyście zamieszkali na stancji tudzież w innej bursie od razu po maturze, żeby doświadczyć samodzielnego studenckiego życia (i trochę też dlatego, że planuję wtedy robić te wszystkie egoistyczne i samolubne rzeczy, dla których teraz nie ma sprzyjających warunków: będę podróżować, chodzić do teatru, kina, robić kolacje dla przyjaciół, spotykać się z koleżankami w kawiarni przy filiżance rumianku itd., itp.).
Musicie jednak liczyć się z tym, że będę dużo bardziej  kontrolującym rodzicem niż kiedyś moi i w szkole średniej najprawdopodobniej będziecie musieli się nieźle nagimnastykować, żebym was puściła w podróż po Europie z grupą rówieśników, festiwal nad morzem czy inną 18-tkę w górach. Dlaczego? Bo ja jeździłam, bywałam, miód i wino pijałam. I szczerze mówiąc, teraz myślę, że najważniejszym zadaniem dla nastolatków i ich rodziców jest przetrwanie. Dosłownie. Spotkajmy się po drugiej stronie: po 25 r.ż. jest już nieźle, tak około 30-tki będzie już bardzo dobrze, ale grunt to nie zginąć w wieku nastoletnim! I ja się o to zatroszczę, możecie być pewni. 

Pewnie mogłabym tak jeszcze długo, ale najważniejsze punkty chyba już wyliczyłam... Tak poza tym to oczywiście kocham was nad życie i zrobiłabym dla was prawie wszystko!

Zobacz też:
Doładuj
Przeładuj