mama, niemowlę

Czy będę umiała kochać tak samo?

Test mocno wpijał się w dłonie. Wydawało mi się, że pod palcami wyczuwałam różowy paseczek, który pojawił się przed chwilą. – Jestem w ciąży. Czemu dopiero teraz?
mama, niemowlę
Czułam się, jakbym zamiast głowy miała mikser, w którym euforia mieszała się z paniką. Ciąża... Upragniona, wyśniona, wymarzona. Dlaczego nie pojawiła się przed rokiem, tylko teraz? Teraz, kiedy wreszcie po tylu latach oczekiwania na cud macierzyństwa czułam się spełniona jako matka?

Z pokoju obok dochodziło rozkoszne pomrukiwanie Maciusia i powtarzająca się fraza kołysanki nuconej przez mojego męża Marka. Bo to on budził się na każde stęknięcie naszego synka i pędził do niego, kiedy tylko wydawało mu się, że mały jest przemoczony, głodny albo po prostu spragniony ojcowskiego towarzystwa. – Cieszysz się nim przez cały dzień, niech chociaż noce będą tylko dla mnie – prosił mnie tak serdecznie, że zawsze mu ustępowałam. Rozumiałam dobrze, jak wiele dla niego znaczy bliskość synka, chociaż... Maciuś nie zawsze był nasz. Adoptowaliśmy go, kiedy miał trzy i pół miesiąca. Gdy nie mieliśmy już nadziei na poczęcie własnego dziecka.

Minione dziesięć lat wspominam jak najgorszą torturę polegającą na podsycaniu nadziei, w sytuacji gdy tak naprawdę tej nadziei już nie ma. Bo o posiadaniu całej gromadki dzieciaków marzyliśmy od chwili, gdy zdecydowaliśmy się na małżeństwo. Tylko... Po trzech latach lekarz zapowiedział nam, że do spełnienia marzeń o rodzicielstwie dzieli nas długa, ciężka droga. Byliśmy młodzi i pełni wiary, więc bez wahania poddaliśmy się terapiom zalecanym przez lekarzy. Robiliśmy tak przez siedem długich lat.

W końcu zdecydowaliśmy się na zapłodnienie in vitro i przeżyliśmy dramatyczne chwile, kiedy okazało się, że mimo ponawianych prób nie doszło do zapłodnienia. Nasze wymarzone dziecko śniło się nam po nocach, a w dzień... w dzień znów byliśmy sami, pocieszając się, że może kiedyś, może w końcu się uda.

Nie pamiętam, które z nas pierwsze wspomniało o adopcji. Może zrobiliśmy to jednocześnie, bo w obojgu zakiełkowała myśl, że skoro nie możemy mieć własnego dziecka, to z jakimś innym podzielimy się naszą miłością?


W dniu jedenastej rocznicy naszego ślubu zrobiliśmy sobie prezent. Zgłosiliśmy się do poradni adopcyjnej i złożyliśmy podpisy pod oświadczeniem, że chcemy adoptować dziecko. Chcecie chłopca? Dziewczynkę? Macie jakieś preferencje? – pytały nas panie z placówki, a my patrzyliśmy na nie nic nierozumiejącym wzrokiem, bo było nam wszystko jedno, jakie będzie nasze dziecko. Przecież rodzonego też się nie wybiera, kocha się takie, jakie jest.

Przez kilka miesięcy pilnie chodziliśmy na zajęcia dla przyszłych rodziców. Zdaliśmy egzamin i... Pół roku później odebraliśmy telefon, że w domu dziecka na drugim końcu Polski czeka na nas pewien bardzo młody człowiek. Pędząc do niego, złamaliśmy prawie wszystkie przepisy drogowe, ale kiedy go wreszcie zobaczyliśmy, byliśmy pewni, że to on. Nasz synek. – Ma oczy prawie takie jak twoje. – Marek śmiał się przez łzy, patrząc, jak tulę do piersi dzieciątko. Próbowałam zrewanżować się stwierdzeniem, że malutki uśmiecha się jak on, ale łzy szczęścia uniemożliwiały mi powiedzenie czegokolwiek. Jeśli kiedykolwiek miałam wątpliwości, czy pokochamy obce dziecko jak własne, w tamtej chwili przestałam je mieć. Byłam pewna, że pokochamy...

Do dziś, gdy wspominam tę chwilę, czuję to samo wzruszenie i wilgoć pod powiekami. Teraz też. Teraz, kiedy w prawej ręce zaciskam kawałek plastiku, który zaświadcza, że pod moim sercem budzi się do życia nowa istota. Nasze dziecko. Czy będę je kochać tak samo mocno, jak kocham Maciusia? A może przestanę kochać Maćka, bo wszystkie uczucia przeleję na to, które dopiero we mnie zaczyna kiełkować? W uszach mi dudni, moje serce przyspiesza. Nagle czuję ogarniający mnie spokój.

I pewność – przecież już teraz kocham dwójkę moich dzieci. Tak samo prawdziwie, tak samo mocno. Za chwilę wejdę do sypialni i powiem obu moim mężczyznom: – Chłopaki, szykujcie się! Za kilka miesięcy będziecie mieli jeszcze kogoś do kochania.

Monika, 34 lata
Redakcja poleca: Jak endometrioza wpływa na płodność kobiety? – film
Dowiedz się, od czego zależy to, czy kobieta z endometriozą będzie mogła zajść w ciążę. Jakie techniki leczenia i zapłodnienia stosuje się u kobiet z wcześnie zdiagnozowaną endometriozą?
Oceń artykuł

Ocena 6 na 1 głos

Zobacz także

Popularne tematy