GRY
 
 

A może inne mamy radzą sobie lepiej ode mnie?

Czasami wydaje mi się, że wszystko robię tylko powierzchownie. Was też dopada refleksja, że innym jakoś łatwiej przychodzi dorosłość?

wielozadaniowość
fot. Fotolia
Moja córka narysowała niedawno rysunek przedstawiający naszą rodzinę i swoje ulubione zabawki. Na obrazku była ona z podpisem "uśmiechnięta", był tata – żartowniś, płaczący młodszy brat i ja, czyli mama. Podpis pod moją, udaną skądinąd, podobizną głosił: "zmęczona mama". Także udany, przyznaję z żalem. Dodatkowo na rysunku stałam jedną nogą na poduszce. Oczywiście lewą.



Kiedy kolejnego dnia żonglowałam obowiązkami, które przychodzi mi wykonywać z racji wieku, pracy zawodowej i posiadania dzieci w wieku wczesnoszkolnym, naszła mnie refleksja, że może mnie po prostu brakuje jakiejś cechy, która sprawiałaby, że pamiętanie o wszystkim, dopinanie spraw na ostatni guzik, niezapominanie o ważnych sprawach, terminach i rzeczach do zrobienia, byłoby łatwiejsze i nie kończyłoby się wiecznym poczuciem, że na wszystko brak mi czasu i ciągle jestem w biegu? Może inne mamy radzą sobie lepiej? Może to ze mną coś jest nie tak?

Czy ja jestem wybrakowana?

Nie sposób być kobietą i nie być mistrzynią wielozadaniowości. Myślę, jednak, że odbywa się to dużym kosztem własnym, a to nie może być dobre. Moja sytuacja nie różni się jakoś szczególnie od sytuacji innych kobiet. Mieszkanie i wszystkie rzeczy z nim związane – zakupy, opłaty, sprzątanie, góra prania. Dzieci i wszystkie rzeczy z nimi związane – jedzenie, ubrania, szkoła, opłaty, czas i uwaga. Praca zawodowa – dojazdy, obowiązki, czas. Mężczyzna – samodzielny i dzielący ze mną część wymienionych wyżej obowiązków.

Skoro więc tyle innych kobiet obecnie, a wcześniej moja mama, ciotki, babcia i nieznajome kobiety, też mają i miały to wszystko do zrobienia, dlaczego ja mam ciągłe poczucie niedoczasu? Dlaczego zawsze chce mi się spać, o czymś nie pamiętam lub nie mogę się zrelaksować, bo jestem pewna, że o czymś zapomniałam? Może brakuje mi jakiegoś ważnego elementu, który sprawia, że płynnie wykonuje się swoje obowiązki i ma się czas na bycie wypoczętą?
Redakcja poleca: Jaką rolę w twoim dzieciństwie odegrała babcia? [SONDA ULICZNA]
O to, jaką rolę w naszym dzieciństwie odegrała babcia zapytaliśmy przechodniów. W niedzielę obchodzimy Dzień Babci i z tej okazji życzymy wszystkim babciom dużo zdrowia i uśmiechu!

Chcę spać!

Przyznaję, mam problemy ze snem, więc diagnoza postawiona przez moją córkę wydaje mi się wyjątkowo trafna i świadczy o dobrym zmyśle obserwacji. Ale jak tu się wyspać, kiedy codziennie trzeba wstać o 6.30, a pamiętam z czasów swej świetności (czytaj: młodości), że mój naturalny zegar każe mi się kłaść spać o 3.00 i wstawać o 12.00? No ale szkoła, praca – nie ma rady. Rekompensuję to sobie kładzeniem się do łóżka o 21.00, ale mój organizm wie swoje: za wcześnie do łóżka, za wcześnie do życia. Kojarzycie ten moment, kiedy otwieracie rano oczy i czujecie się wyspane? Ja też nie. 

Dodatkowo mam taki feler, że jeśli mam coś do zrobienia to źle sypiam. I nieważne, czy to coś jest ciężką pracą, czy oczekującym mnie miłym wydarzeniem – wystarczy, że coś przebudzi mnie w nocy, a ja pomyślę o tej sprawie i już mogę pożegnać sen do kolejnego wieczoru. Ostatnio przez 3 dni z rzędu budziłam się o 5.00 rano, bo cieszyłam się, że będziemy mieć dawno niewidzianych gości na weekend. W efekcie, kiedy goście przyjechali, ja padałam o 22.00, bo byłam skrajnie niewyspana. Super, naprawdę.

Weekend – ratunku!

No i weekend. Czekam cały tydzień na te 2 dni wolnego, żeby w końcu obudzić się później, odpocząć, spędzić fajnie czas z rodziną. I co? Budzę się o tej samej porze, co w tygodniu i nie mogę się zrelaksować, bo myślę, że jest tyle rzeczy do ogarnięcia. Sprzątam, gotuję, piorę, robię zakupy spożywcze na cały tydzień, poświęcam czas i uwagę dzieciom i mężczyźnie, nawet znajduję czas na film wieczorem i relaksującą kąpiel, ale weekend kończy się o 5 dni za wcześnie, a ja nadal w tyle głowy mam to, że jeszcze nie posprzątałam w szafach, nie starłam kurzu, nie zagrałam w obiecaną planszówkę i nawet nie zmyłam z paznokci odpryskującego lakieru. Kładę się spać w niedzielę wieczorem i znów jestem zmęczona i marzę o weekendzie. Czy ze mną jest coś nie tak?

Wiem, co robić, ale...

Wiecie, napisałam w swoim życiu kilka (-naście/-dziesiąt) tekstów poradnikowych, rozmawiałam z wieloma mądrymi ludźmi, którzy zawodowo zajmują się radzeniem innym, a mimo wszystko przychodzi ten moment, kiedy myślę, że brakuje mi jakiejś cechy, która sprawiłaby, że dorosłość przychodzi naturalnie i bez wysiłku. Tęsknię za czasem dla siebie i brakiem pośpiechu. Za tym, żeby nie trzeba było wydzierać życiu czasu na chwile z rodziną, chwile dla siebie, chwile na sen.

I pomyślałam sobie, że mimo tej wiedzy teoretycznej, którą z większym lub mniejszym powodzeniem, stosuję w praktyce, przydałoby się odwrócenie ról: może podpowiecie mi, jak się nie przejmować tym, że tyle rzeczy nadal niezrobionych, że o czymś na pewno zapomniałam i że znowu nie odpoczęłam? A może podpowiecie mi, jak zacząć ogarniać perfekcyjnie rzeczywistość? I napiszcie mi, proszę, czy inne mamy naprawdę radzą sobie lepiej? Czy Wy też tak miewacie jak ja? Powspierajmy się trochę, co Wy na to?

Zobacz też:
Doładuj
Przeładuj