mama, niemowlę, zabawa

Czy można rozpieścić niemowlę?

Dałabyś mu gwiazdkę z nieba – najchętniej co wieczór nową. Nosisz je, tulisz, pocieszasz... Ale czasem zastanawiasz się, czy nie robisz mu w ten sposób krzywdy…
Beata Turska
mama, niemowlę, zabawa
Pewnie wiele razy słyszałaś, jak twoja babcia czy koleżanka mówią: „Nie skacz tak koło dziecka, bo je zepsujesz”. „Nie daj się terroryzować!” – radzą. „Ono tobą manipuluje!” – pouczają. „Jeśli będziesz ciągle je nosić, wychowasz rozkapryszonego maminsynka!” – przestrzegają.

Mają rację? – Nie! – mówi Beata Płażewska, psycholog dziecięcy. – Noworodki i kilkumiesięczne niemowlęta nie potrafią manipulować otoczeniem, nie kalkulują: „Chcę, żeby mama przyszła, więc będę udawał, że coś mi dolega”. One naprawdę potrzebują bliskości, uwagi i tego, by możliwie szybko reagować na ich potrzeby.

Dając im to wszystko, wcale ich nie rozpieszczamy, lecz sprawiamy, że stają się ufne, odważne i samodzielne. Paradoksalnie to niemowlęta, które pozostawia się samym sobie, mogą wyrosnąć na dzieci lękliwe, niesamodzielne, domagające się ciągłej uwagi i nieustannie szukające potwierdzeń, że są wystarczająco dobre, ważne, kochane.

Głaszcz, kołysz, noś, przytulaj

Rozczulają nas zdjęcia kociaków, małpek czy foczek wtulonych w swoje włochate, ogoniaste i wąsate mamy. „Właśnie tak powinno być” – myślimy, bez wahania uznając, że taka bliskość jest czymś absolutnie naturalnym i właściwym. Skąd więc pomysł, że dzieci powinny być traktowane inaczej: z większym dystansem, chłodniej? Albo że przytulanie mogłoby im zaszkodzić?

– To jakieś strasznie nieporozumienie – mówi psycholog. – Niemowlęta potrzebują bliskiego, fizycznego kontaktu z matką zupełnie tak samo jak małe foki czy żyrafiątka. Chcą czuć jej zapach, słyszeć bicie serca, czuć ciepło jej ramion. To dla nich ważniejsze niż jedzenie i czysta pielucha.

Amerykański psycholog Harry Harlow przeprowadził przed laty słynny eksperyment: malutkim, pozbawionym mamy małpkom dał do wyboru dwie „matki” zastępcze – drucianą (z mlekiem) i zrobioną z miękkiego futerka (bez mleka). Zwierzątka wolały tę drugą, bo mogły się do niej przytulić! Z dziećmi jest tak samo. Pozbawione czułości i opieki kogoś, kogo mają „na wyłączność”, nie rozwijają się, jak należy, a nawet chorują.

W latach 30. i 40. ubiegłego wieku Margaret Ribble prowadziła badania nad hospitalizowanymi niemowlętami. Maluszki cierpiały na biegunki, nie chciały jeść i miały różne zaburzenia, które nie wiązały się bezpośrednio z chorobą, która sprowadziła je do szpitala. Badaczka doszła do wniosku, że to efekt rozłąki z matką. Inni naukowcy, Rene Spitz i Katharine Wolf, badali po II wojnie światowej dzieci z sierocińców. Choć maluchy były pod opieką lekarzy i regularnie je karmiono, marnie się rozwijały, były niespokojne i przygnębione, chorowały. Działo się tak, bo brakowało im kogoś, dla kogo byłyby najważniejsze.

Wniosek jest prosty: nie słuchaj „mądrych” rad i przez pierwsze miesiące noś maleństwo na rękach, kołysz je, przytulaj, łaskocz, masuj, głaszcz. Na pewno mu w ten sposób nie zaszkodzisz. Przeciwnie: twój wypieszczony, syty czułości malec będzie się czuł kochany i bezpieczny. I na tyle pewny siebie, że gdy przyjdzie odpowiednia pora, sam zejdzie z twoich rąk i ruszy na podbój świata.
Redakcja poleca: 12 zdań, których lepiej nie mówić do mam domowych [WIDEO]
Jeśli zostałaś z dzieckiem w domu, pracujesz na pełen etat! A nawet więcej – bo 24 godziny na dobę przez 7 dni w tygodniu. I jest to naprawdę ciężka praca! Ty dobrze o tym wiesz. Ale inni… niekoniecznie. Czy i ty usłyszałaś kiedyś jedno z takich wkurzających zdań?

Nie czekaj, aż malec się wypłacze

Niemowlę ma do dyspozycji tylko jeden sposób, by powiadomić innych, że jest mu źle: płacze. Robi to nie tylko wówczas, gdy jest głodne albo ma mokrą pieluchę. Krzycząc wniebogłosy przekazuje również wiele innych ważnych komunikatów: „Jestem zmęczony”, „Coś mnie boli”, „Zimno mi” itd. A więc płacze, bo ma powód, a nie po to, by tobą manipulować albo zrobić ci na złość.

To prawda, że czasem krzyczy także wówczas, gdy po prostu chce się do ciebie przytulić. Ale to przecież jest dla niego najważniejsze! Gdy reagujesz na jego płacz i próbujesz mu pomóc, to tak jakbyś mówiła mu: „Już dobrze, jestem przy tobie, możesz na mnie liczyć”. Dzięki temu sprawiasz, że ten nowy, obcy świat, który twoje dziecko dopiero poznaje, nie wydaje mu się taki straszny, dziwny i nieprzewidywalny.

Babcie, ciocie i znajome mają trochę racji: zostawiając maleństwo „żeby się wypłakało”, można sprawić, że w końcu zamilknie. Jednak będzie milczało nie dlatego, że zrobiło mu się lepiej, tylko dlatego, że się zmęczyło i/albo pojęło, że jego płacz i tak nic nie da. A przecież nie o to ci chodzi, prawda? Gdy będziesz działać (brać maluszka na ręce, karmić, przewijać, tulić, pocieszać, nucić kojącą melodię), tobie także będzie łatwiej, bo natura tak to wymyśliła, że choćbyś nie wiem jak się starała i tak nie będziesz w stanie słuchać płaczu obojętnie. Mamy, które czekały „aż się dziecko wypłacze”, dobrze wiedzą, jaki to koszmar.

Ciesz się bobaskiem jak najwięcej

Dzieci nie potrzebują wymyślnych ćwiczeń ani supernowoczesnych zabawek edukacyjnych, by się dobrze rozwijać. Zdobywają nowe umiejętności nieustannie: podczas zabawy z mamą albo tatą, w czasie spaceru, posiłków, pogaduszek podczas zmiany pieluszki itd. W ciągu kilku pierwszych miesięcy życia najlepszą „pomocą naukową” są dla nich kochający, cieszący się ich obecnością rodzice.

Dlatego nie wierz tym, którzy mówią, że poświęcając czas własnemu dziecku, sprawisz, że wyrośnie na rozkapryszonego kilkulatka, który nie będzie potrafił zająć się sam sobą nawet przez pięć minut. To nieprawda. Bawiąc się z maluszkiem, mówiąc do niego, uśmiechając się, kąpiąc go, robiąc zabawne miny, pozwalając, by obserwował cię, jak coś robisz itd., uczysz go mnóstwa ważnych rzeczy:
komunikowania się, panowania nad własnym ciałem, koncentrowania uwagi itd. Dajesz mu „narzędzia” – umiejętności, z których potem będzie korzystał samodzielnie.

…ale nie próbuj być ideałem

Możesz powiedzieć: „No dobrze, ale czy to znaczy, że mam być do dyspozycji dziecka non stop, 24 godziny na dobę? Nosić je nawet wtedy, gdy mdleją mi ręce? Pędzić do niego, kiedy tylko kwęknie? Bawić się z nim także wówczas, gdy zasypiam na stojąco?”. Oczywiście, że nie! I to z co najmniej trzech powodów.

Po pierwsze: choćbyś nie wiem jak się starała i tak nie będziesz w stanie odczytać wszystkich wysyłanych przez maleństwo komunikatów. Czasami zwyczajnie nie będziesz wiedziała, czego pragnie albo będziesz zbyt zmęczona, by spełnić jego życzenie. Na szczęście twój malec wcale nie potrzebuje matki idealnej. Wystarczy, że
– jak mówią psycholodzy – będziesz „wystarczająco dobra”, co oznacza, że będziesz się starała do niego dostroić i realizować jego potrzeby w miarę swoich możliwości. Dziecka nie da się uchronić przed stresem w stu procentach. To zresztą dobrze, bo w małych dawkach nie jest wcale taki zły: stymuluje, skłania malca do działania i rozwoju.

Po drugie: żeby dobrze zadbać o dziecko, musisz zapewnić sobie minimum komfortu: przespać się choć trochę, umyć głowę, przebrać w czyste ubrania. Dlatego korzystaj z pomocy innych, przede wszystkim taty maleństwa. Ono potrzebuje także jego bliskości.

Po trzecie: malca wcale nie trzeba nieustannie nosić, pocieszać, zabawiać. W latach 70. ubiegłego wieku Burton White i jego współpracownicy obserwowali na przestrzeni lat grupę maluchów. Doszli do wniosku, że najlepiej rozwijały się dzieci matek, które były dostępne i pomagały pociechom, gdy one tego potrzebowały (a nie non stop). „Ilość czasu spędzanego przez matkę z dzieckiem nie miała znaczenia; istotną zmienną była raczej giętkość matki – jej wrażliwość na potrzeby dziecka” (cytat: R. Vasta, M. Haith i S. Miller „Psychologia dziecka”).

Matki najlepiej rozwiniętych dzieci organizowały otoczenie swoich pociech tak, by mogły one swobodnie je badać. Nie zamykały ich w kojcach, dbały o ich bezpieczeństwo, podsuwały zabawki. W ten sposób wpływały na doświadczenia dziecka także wówczas, gdy nie zabawiały go osobiście.

Czasem trzeba powiedzieć NIE

Noworodek nie potrafi czekać i trudno mu się pogodzić z tym, że jego życzenie nie zostaje spełnione natychmiast. Jednak tak nie powinno być wiecznie. Trzy-, czteromiesięczny maluszek może już chwilę poczekać, aż dokończysz myć zęby albo wyprasujesz rękaw koszuli.

Im dziecko jest starsze, tym więcej sytuacji, gdy wręcz trzeba powiedzieć mu „nie” („Nie mogę się teraz z tobą bawić, bo robię obiad”, „Nie dam ci tego do rączki, bo mógłbyś się skaleczyć” itd.). Stawianie rozsądnych granic to także wyraz miłości i troski. Dzięki nim malec czuje się bezpieczniej i uczy się reguł obowiązujących w świecie. Może go sobie uporządkować „Aha, to wolno, a tego nie wolno, to jest OK, a to nie”. Ale to już zupełnie inny temat.

Na rękach? Niekoniecznie

Nie musisz nosić dziecka, by być blisko niego;
- usiądź, trzymając je w ramionach. Jeśli masz fotel bujany, skorzystaj z niego, na pewno mu się to spodoba,
- połóż maleństwo obok siebie. Wtulone w ciebie powinno szybko zasnąć,
- włóż go do chusty przeznaczonej do noszenia niemowląt. Będziesz miała obie ręce wolne.

Pozwól mu odetchnąć

Nawet bardzo mały człowiek potrzebuje czasu, by zająć się swoimi sprawami. Nie zabawiaj go, gdy:
- odwraca główkę - to znak, że jest zmęczony,
- jest czymś zajęty - na przykład wpatruje się w karuzelę, nie przeszkadzaj mu,
- jest rozdrażniony - maluchy reagują tak na zmęczenie. Pomóż mu się wyciszyć, np. nucąc kołysankę.

Superduet, czyli maleństwo i ty

Jak każda młoda mama nie zawsze wiesz, co jest dobre dla dziecka. To normalne. Jednak pamiętaj: wiesz o macierzyństwie więcej, niż ci się wydaje, wystarczy, że wsłuchasz się w siebie. Mnóstwa innych nauczy cię twój maluszek. Dlatego:

Zaufaj intuicji. Badacze zauważyli, że w kontaktach z maleństwami matki intuicyjnie dostosowują się do ich potrzeb i możliwości, np. odruchowo je kołyszą albo spędzają dużo czasu na zabawach „twarzą w twarz”. Niemowlęta to uwielbiają!

Obserwuj maluszka. Dziecko całym sobą podpowiada, czego od ciebie oczekuje: płacze, gdy mu źle, uśmiecha się rozkosznie, jakby chciało powiedzieć: „Pobaw się ze mną, widzisz, jaki jestem fajny?”, ssie piąstkę, gdy jest głodne. Z dnia na dzień będziesz rozumieć je lepiej.

Bądź cierpliwa. Wzajemne „dostrojenie się” wymaga czasu.

Beata Turska
Konsultacja: Beata Płażewska, psycholog dziecięcy



 
Oceń artykuł

Ocena 5 na 2 głosy

Zobacz także

Popularne tematy