Medycyna alternatywna to bajka? Dr Łukasz Durajski na tropie mitów (ty też w nie wierzysz?)

Rodzice, czytając blogi i fora internetowe, nie wiedzą, że przy klawiaturze siedzi hydraulik albo agentka ubezpieczeniowa – mówi dr Łukasz Durajski, który w rozmowie z nami, a także na swoim blogu, w telewizji i w mediach społecznościowych, rozprawia się ze szkodliwymi mitami na temat zdrowia i medycyny.
Karolina Stępniewska
lek. med. Łukasz Durajski
fot. archiwum prywatne

Witamina C jako lek na całe zło, borelioza jako wytłumaczenie wszystkich dolegliwości, rutynowe odrobaczanie dzieci i oczywiście szczepionki jako broń masowego rażenia - dr Łukasz Durajski rozprawia się z największymi mitami, w które wierzą rodzice i z medycyną alternatywną.

Kiedy czytam wypowiedzi w internecie, mam wrażenie, że rodzicom łatwo jest się zagubić. 

dr Łukasz Durajski: - Faktycznie – internet obfituje w rozmaite porady udzielane przez anonimowe osoby, które, nie mając nic wspólnego z medycyną, doradzają innym.

Jakie są najdziwniejsze pomysły na zdrowie i leczenie dziecka, z którymi spotkał się pan w swojej praktyce?

Jedną z ciekawszych historii jest rutynowe odrobaczanie dzieci. Po pierwsze to ogromny błąd. Dziecko to nie pies! Po drugie, gdy mamy wątpliwości, należy zgłosić się do lekarza i je wyjaśnić, bądź wykonać odpowiednie badania, jak chociażby morfologia czy badanie kału. Pewna mama zgłosiła się do mnie w związku z tym, że postanowiła u „naturoterapeuty” odrobaczyć dziecko. Po kilku godzinach od zażycia specyfików, które otrzymało, trafili do mnie z gorączką ponad 39˚C. Dziecko było apatyczne, podsypiające. Temperatura nie ustępowała po lekach przeciwgorączkowych, które mama sama podawała. Miała ze sobą listę specyfików i przyszła upewnić się, czy to dobre postępowanie. Dziecko miało przejść przez etapy oczyszczania czakr
  Po pierwsze nie wiem, nie znam się, nie jestem czarodziejem. Po drugie nie znam tych specyfików! Nie mam pojęcia, jak działają, bo przecież nikt ich nie przebadał. Mama pytała, czy ta temperatura wynika z faktu, że czakry się otworzyły. I ja znów: nie mam pojęcia. W badaniu trudno było znaleźć przyczynę, skierowałem dziecko do szpitala. Czy warto ryzykować jego zdrowiem? Czy warto eksperymentować na własnym dziecku? Czy warto narażać je na niepotrzebną śmierć? Na to pytanie muszą sobie odpowiedzieć rodzice, bo to oni w takich momentach biorą odpowiedzialność za jego zdrowie i życie. Jestem bezsilny, bo jak się coś zaczyna źle dziać, to dopiero wtedy rodzice przypominają sobie, że lekarz istnieje. A przecież można było wrócić do tego „czarodzieja-naturoterapeuty”. Dlaczego tego nie zrobili, skoro nie ufają lekarzom? Dlaczego dopiero w sytuacji zagrożenia zdrowia i życia pojawiają się u lekarza?

Wiadomo przecież, że kochamy swoje dzieci najbardziej na świecie. Dlaczego więc tak łatwo wierzymy w podobne bajki?

Jest grupa osób, która kocha „alternatywę”. Stoję na stanowisku, że nie ma pojęcia „medycyna alternatywna”, bo albo medycyna jest, albo jej nie ma. Nie możemy traktować metod przez nikogo niesprawdzonych jako skuteczne. Homeopatia jest tego najlepszym przykładem. Nie możemy na równi stawiać eksperta z danej dziedziny i samozwańczego pseudoeksperta, który spędził 200 godzin w internecie. Oczywiście każdy ma prawo mieć wątpliwości, ale powinien je rozwiewać u eksperta. Czy z zepsutym samochodem jedziemy do rzeźnika? Albo czy do zepsutej pralki wezwiemy fryzjera? Bardzo często coś, co jest dla nas niejasne, sprawia, że po prostu wierzymy w bzdury. To właśnie niewiedza sprawia, że jesteśmy podatni na tego typu błędne sugestie.

Może jednak winni są też lekarze, którzy tracą autorytet w oczach rodziców? Nie mają czasu, mówią trudnym językiem. W tej sytuacji autorytetami stają się blogerzy i inni rodzice.

Nie wiadomo, na kogo zwalić winę, ale na pewno doradców niemedycznych jest coraz więcej. Pacjenci, czytając blogi i fora internetowe, nie wiedzą, że przy klawiaturze siedzi hydraulik albo agentka ubezpieczeniowa. Absolutnie nie krytykuje tych zawodów, ja jednak nie doradzam swoim pacjentom, jaką rurę do łazienki powinni kupić, albo które ubezpieczenie jest korzystniejsze, bo się po prostu na tym nie znam. 

W przypadku medycyny samozwańczych znawców jest niestety mnóstwo. Musimy być szczególnie ostrożni, kogo słuchamy. Najlepiej sprawdzać źródło informacji, bo jeżeli ktoś pisze: „koleżanka słyszała od sąsiadki”, to musi wiedzieć, że taka informacja jest po prostu do wyrzucenia do kosza. Ale są też dobre źródła wiedzy w internecie. W blogosferze istnieje obecnie także wielu przedstawicieli środowiska lekarskiego i nie tylko. Sam też prowadzę blog dla rodziców DoktorekRadzi.pl, gdzie posty przygotowuję na podstawie aktualnej wiedzy medycznej, w oparciu o polskie i światowe zalecenia, a na blogu znaleźć można również posty innych specjalistów.

Spróbujmy odczarować kilka mitów. Witamina C jako remedium na wszystko, cudowny zamiennik antybiotyków, środek na raka i szkarlatynę.

To największa bzdura ostatnich lat. Okropnym jest zalecanie witaminy C, o której wiadomo, że na raka nie zadziała, osobom, które walczą o własne życie. To jest po prostu nieludzkie. Powinno być karalne.
  • Mit 1: witamina C wzmacnia odporność. Tak, ale pod warunkiem, że jest zażywana regularnie, a nie tylko w okresie infekcji. 
  • Mit 2: witamina C lewoskrętna jest najlepsza. Taka witamina nie istnieje w tabletkach. Po prostu jej nie ma. Lepiej spożywać ją w diecie niż w suplementach. 
  • Mit 3: duże ilości witaminy C mają działanie zbawienne. Nie. Przyjmowanie jej w zbyt dużych ilościach nie działa, z tego powodu, że ma ograniczone wchłanianie, resztę organizm wypłukuje. Wchłania się tylko do pewnego poziomu i tyle! Można ją przedawkować.
Dla przykładu po spożyciu 200 mg witaminy C wchłonięte zostanie około 70–90 proc. A co z resztą? Nic, po prostu wysikasz. Podobnie, gdy przyjmiemy ponad 1 g na dobę. Komu służy takie dawkowanie? Na pewno firmom farmaceutycznym! Sic! Niestety.

Szczepienia wywołują autyzm?

Och, bzdura kompletna! Już tyle razy zostało to udowodnione w rzetelnych badaniach naukowych. Dlaczego rodzice nadal uważają, że autyzm jest po szczepieniach? To proste. U dzieci najłatwiej rozpoznać go około 18–24. miesiąca życia. Szczepionkę przeciwko odrze, śwince, różyczce podajemy w 13–14. miesiącu życia. I jasne jest, że ta koincydencja czasowa jest dla rodziców łatwa. Niemniej pamiętajmy, że autyzm ma głównie podłoże genetyczne.

To może szczepionki zawierają chociaż szkodliwe substancje?

Bzdura kolejna. Dla przykładu – chodzi o tiomersal (tlenek rtęci), który obecnie jest wykorzystywany już tylko do produkcji szczepionek DTPw (błonica, tężec, krztusiec), nie ma go w szczepionkach 5w1 i 6w1. Dlaczego boimy się tego tlenku rtęci, skoro jest niegroźny i dlaczego nie jest groźny? Odpowiem przewrotnie: czy sól kuchenna to substancja zabójcza. Jeżeli nie przesadzamy z jej ilością, to nam nie zaszkodzi. Tak samo jest z tlenkiem rtęci (tiomersalem). Sam sód (Na), czyli soda żrąca, jest zabójczy, sam chlor stężony (Cl) jest groźny, ale już chlorek sodu (NaCl), czyli sól kuchenna, nie.

A może wciskanie szczepionek rodzicom to tylko zmowa koncernów, a to, że nie ma już niektórych chorób to po prostu kwestia lepszej higieny?

Najlepiej to widać w krajach, gdzie poziom higieny się nie zmienia, a wprowadzenie szczepień ratuje życie. Takim rejonem jest np. Afryka.

I kolejny mit: gorączki u dziecka nie powinno się zbijać. Nawet tej bardzo wysokiej. Tak twierdzą niektórzy rodzice.

Gorączkę zbijamy, a stan podgorączkowy nie. Gorączka to temperatura powyżej 38˚C. Musimy pamiętać, że wszystko zależy od wieku dziecka. Im młodsze, tym szybciej powinniśmy pójść z nim do lekarza. Wysoką gorączkę intensywnie zbijamy.

A co z boreliozą? Teraz wszystko się nią tłumaczy.

Jak nie wiadomo, o co chodzi, to na pewno jest to borelioza! Na szczęście mamy możliwość zdiagnozowania, czy jesteśmy chorzy na boreliozę. Nie musimy gdybać.

Pytanie filozoficzne: dokąd zmierzamy z tym wszystkim?

Myślę, że popadamy w zbyt dużą paranoję. Jesteśmy hipochondrykami. Boimy się chorób, ale już profilaktyki w postaci szczepień nie chcemy stosować. Mówimy, że poprawiła się higiena, ale już 60 proc. panów i 30 proc. pań nie myje rąk po wyjściu z toalety. Dzieci trzymamy pod kloszem, stwarzamy im nienaturalne warunki, np. dezynfekując pokój, nie pozwalamy im się hartować. 

Przypomnijmy sobie swoje dzieciństwo. Czy z tego powodu umarliśmy? Chrońmy się przed tym, przed czym możemy, ale w rozsądny sposób. A przede wszystkim sprawdzajmy, skąd bierzemy informacje. Nie dajmy się zapędzić w kozi róg fanatyków teorii spiskowych. 
dr Łukasz Durajski - rezydent pediatrii, lekarz medycyny podróży. Przewodniczący Zespołu ds. szczepień w Okręgowej Izbie Lekarskiej w Warszawie. Członek Klubu Młodych Wakcynologów Polskiego Towarzystwa Wakcynologii. Prowadzi blog www.DoktorekRadzi.pl, a w TVN Style program, w którym rozprawia się z mitami.
Redakcja poleca: Nie szczepisz dziecka? Jesteś ostatni w kolejce do przedszkola! Dobry pomysł? [WIDEO]
Dlaczego należy szczepić dzieci? Zobacz, wypowiedź eksperta - prof. Alicja Chybicka, pediatra i przewodnicząca Parlamentarnego Zespołu ds. Dzieci.

Ocena (2 oceny)

5.5
Więcej:
Doładuj
Przeładuj

Popularne tematy

To Cię zainteresuje

Narzędzia dla mam

Więcej

Rozwój przez zabawę

Bezpieczne lato z dzieckiem