Dziadkowie zerwali kontakt z rodzicami, bo mnie adoptowali
fot. Adobe Stock, Photographee.eu

„Dziadkowie zerwali kontakt z moimi rodzicami, bo… mnie adoptowali. Odrzucili moją matkę, bo nie mogła mieć dzieci”

„Dziadkowie mieli za złe mojemu ojcu, że ożenił się z matką wiedząc, że nigdy nie urodzi mu dzieci. Jak można być takim człowiekiem?”.
Dziadkowie zerwali kontakt z rodzicami, bo mnie adoptowali
fot. Adobe Stock, Photographee.eu

Pamiętam, jak miałem pretensje do swoich rodziców, że nadal traktują mnie jak dziecko, a ja przecież jestem już pełnoletni. Miałem wtedy 19 lat.

– Dorosły to ty dopiero będziesz – odpowiadał ze spokojem mój tata. – Do tego trzeba nabrać życiowego doświadczenia.

Nie wiem, jak długo jego zdaniem miałem go nabierać, pewnie przez lata. Żaden z nas wtedy nawet nie przypuszczał, że już wkrótce los da mi przyspieszoną lekcję dorastania.

Dwa miesiące przed moimi dwudziestymi urodzinami moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym. Nagle ja, rozpieszczony jedynak, zostałem zupełnie sam, ze swoim bólem i problemami.

Musiałem naprawdę zacząć żyć jak dorosły człowiek

Ale najpierw jakoś się pozbierać i zorganizować pogrzeb, chociaż nie miałem na to sił. Pomagali mi przyjaciele rodziców, bo dziadkowie już też nie żyli. Pochowałem rodziców w tym samym grobie, w którym leżeli rodzice mamy.

Dziadkowie zmarli, kiedy byłem kilkuletnim dzieckiem, mimo to doskonale ich pamiętam. Byłem ich ukochanym, jedynym wnukiem, poświęcali mi mnóstwo czasu. Dziadków ze strony taty nie znałem, powiedział mi, że odeszli na długo przed moim urodzeniem.

Czy nie dziwiło mnie, że nigdy nie jeździmy do nich na cmentarz? Ani trochę. W ogóle o tym nie myślałem, bo nie byłem z nimi w żaden sposób związany uczuciowo. Nawet nie wiedziałem, gdzie są pochowani.

Dwa miesiące po śmierci rodziców przyjaciel taty, prawnik, zwrócił mi delikatnie uwagę, że powinienem wystąpić do sądu o nabycie spadku.

– Wiem, że to dla ciebie trudne, ale te kwestie trzeba uregulować, mimo że jesteś jedynym ustawowym spadkobiercą – powiedział.

Nie chciałem nawet chodzić do sądu, bo nadal w sercu nie mogłem pogodzić się z odejściem rodziców, dałem więc panu Witoldowi swoje pełnomocnictwo, żeby załatwił wszystko za mnie. Zapewnił mnie, że odbędzie się tylko jedna rozprawa, a po miesiącu wyrok się uprawomocni.

– Wtedy damy znać do urzędu skarbowego, że nabyłeś spadek po rodzicach. Podatku od niego nie będziesz musiał płacić, bo jesteś synem, czyli osobą spokrewnioną z nimi w pierwszej linii – poinformował mnie.

Kiedy pan Witold przyjechał do mnie po kilku tygodniach, byłem pewny, że chodzi tylko o to, abym podpisał jakieś dokumenty.

Jego poważna mina trochę mnie jednak zmroziła

– Słuchaj, Marcin, musimy poważnie porozmawiać… – zaczął. – Twoi dziadkowie… Oni uważają…

Oni nie żyją… – przerwałem mu.

– Nie żyją rodzice twojej mamy, a ja mówię o rodzicach ojca…

– Ojca? Ależ oni zmarli jeszcze przed moim urodzeniem! – wykrzyknąłem.

– Otóż nie… Oni nadal żyją oboje i…

– Co?– byłem w szoku.

A chwilę później, gdy już to do mnie dotarło, ogarnęła mnie radość. A więc jednak mam rodzinę! Nie jestem taki samotny na tym świecie! Szybko jednak minęła mi ta euforia...

– Tylko że widzisz… Strasznie trudno jest mi to powiedzieć, ale oni oboje kwestionują twoje prawo do dziedziczenia po rodzicach – wyrzucił z siebie pan Witold.

– Dlaczego? – poczułem się, jakbym dostał obuchem w głowę.

Bo twierdzą, że nie byłeś ich synem. Zostałeś adoptowany w wieku kilku miesięcy – wiem, że pan Witold starał mi się to powiedzieć jak najdelikatniej, ale i tak ta informacja była dla mnie jak grom z jasnego nieba.

– Ja? Adoptowany? – z wrażenia zabrakło mi tchu.

– Tak, to jest prawda, zostałeś przysposobiony – potwierdził mój adwokat.

To… niemożliwe!

Przecież mam tyle zdjęć z dzieciństwa

Ale…

– Ile miałem dokładnie lat, kiedy rzekomo moi rodzice mnie wzięli z domu dziecka? – zapytałem przez ściśnięte gardło.

– Nie lat… Miałeś zaledwie trzy miesiące – padła odpowiedź.

I to by się, niestety, zgadzało… Nie miałem bowiem żadnych zdjęć z tak wczesnego dzieciństwa. Na przykład ze szpitala, świeżo po urodzeniu, czy też później, jako niemowlę. Kiedyś o to nawet zapytałem i tata powiedział mi, że nie mieli wtedy z mamą żadnego aparatu, kupili go sobie później.

Przyjąłem to tłumaczenie bez żadnej podejrzliwości. Potem robili mi przecież tyle zdjęć, że pękały od nich albumy.

– Oni mnie kochali… – powiedziałem teraz z przekonaniem.

– Wiem – potwierdził pan Witold łagodnie. – Najlepszym dowodem na to jest fakt, że kiedy rodzice twojego ojca postawili mu ultimatum, że ma wybierać: albo ty, albo oni, to zerwał z nimi stosunki.

– Dlaczego to zrobili? – nie rozumiałem.

– Może będziesz miał okazję sam ich o to spytać… Z moich informacji wynika, że mieli za złe ojcu, iż ożenił się z twoją matką, wiedząc, że ona nie może mieć dzieci, bo jest po poważnej operacji i mimo młodego wieku nie ma już jajników.

– Tak… Widziałem bliznę na brzuchu mamy, ale zawsze mi mówiła, że to po cesarskim cięciu.

– No cóż, niestety skłamała. Najwyraźniej oboje z tatą uznali, że będzie dla ciebie lepiej, abyś nie wiedział o tym, że jesteś adoptowanym dzieckiem. Nie mnie oceniać, czy postąpili słusznie, czy nie… – stwierdził adwokat.

Na chwilę zapadła cisza.

Byli moimi przyjaciółmi i bardzo porządnymi ludźmi. Ale uwierz mi, nawet ja nie wiedziałem, jaką skrywają tajemnicę, poznałem ich bowiem, kiedy miałeś pięć lat i do głowy by mi nie przyszło, że nie jesteś ich biologicznym dzieckiem.

No cóż.. Nie miałem zamiaru zastanawiać się teraz, kto ze znajomych wiedział, skoro milczała na ten temat cała moja rodzina; rodzice, dziadkowie ze strony mamy, kuzynostwo…

To nie było ważne

– I co teraz z tymi odnalezionymi dziadkami ze strony taty? Czy faktycznie mogą odebrać mi spadek? – spytałem.

– Nie. Nieważne, że jesteś adoptowany, przysposobione dzieci dziedziczą po swoich przybranych rodzicach bez żadnych ograniczeń – uspokoił mnie mój prawnik.

– Czyli że oni nie mają szans w sądzie? – upewniłem się. – Nie mogą dowodzić, że skoro nie ma testamentu…

– Nie mają szans i żaden brak testamentu nie ma tutaj nic do rzeczy. Jesteś nadal jedynym ustawowym spadkobiercą rodziców – zapewnił mnie prawnik.

– A więc… dlaczego? – pokręciłem głową. – Dlaczego mi to robią, czy oni mnie nienawidzą?

Pan Witold rozłożył ręce.

– Nie odpowiem ci na to pytanie. Jeśli chcesz, to sam im je zadaj, możesz przyjść na rozprawę do sądu.

– Ale nie muszę? – upewniłem się.

Pokręcił głową.

– Nie…

Przez następne dwa miesiące, do czasu rozprawy, biłem się z myślami.

„Mam stanąć naprzeciwko nich i zapytać, co do mnie mają, czy nie?”. Dziwiłem się bowiem nawet sam sobie, że nie tyle zabolało mnie to, iż jestem adoptowany, ile że rodzice mojego taty dawno temu wystąpili przeciwko mnie, kiedy byłem tylko małym, bezbronnym trzymiesięcznym niemowlakiem.

I nie chcieli mnie nawet znać

Co do mnie wtedy mieli i do mojej przyszywanej mamy, która przecież nie ze swojej winy nie mogła mieć dzieci? Wiem, że musiała o mnie marzyć, bo kochała mnie bardzo, podobnie jak tata.

Oni, wraz z jedynymi dziadkami jakich znałem, stworzyli mi kochający, ciepły dom, to od nich czerpałem siłę i wierzyłem od dziecka, że jestem kimś wyjątkowym, zasługującym na wszystko, co najlepsze. Zasługującym na szczęście.

Tata zawsze mi powtarzał, że jest ze mnie dumny i wiem, że był.

Dlaczego więc jego rodzice tego nie mogli zrozumieć?

Może ich kiedyś o to zapytam, a może lepiej nie…?

„W gruncie rzeczy, czy ja rzeczywiście jestem ciekaw, co złego musi w nich tkwić, że wyrzekli się własnego syna tylko dlatego, że nie chcieli znać przyszywanego wnuka?” – zastanawiałem się.

W końcu więc nie poszedłem na tę rozprawę, pan Witold mnie reprezentował. Ale nie odmówiłem sobie tego, żeby przyjść pod budynek sądu i obserwować. Nie byłem pewny, czy ich rozpoznam, przecież nie miałem pojęcia, jak wyglądają.

Tymczasem ku swojemu zaskoczeniu poznałem ich od razu! Mój dziadek okazał się bowiem niezmiernie podobny do mojego ojca. Tak samo wysoki, chudy, wręcz kościsty, z dużym orlim nosem.

„Tak by pewnie wyglądał mój tata, gdyby dożył późnej starości” – pomyślałem z rozrzewnieniem.

Ale to rozrzewnienie dotyczyło tylko mojego ojca, ten mężczyzna prowadzący pod rękę starszą kobietę był mi bowiem zupełnie obcy. Poczułem to wyraźnie, że oni ani trochę nie są moją rodziną. 
 

Marcin, lat 20

Czytaj także:
Redakcja poleca: Nie taka zwykła woda – jak Oliwka z AZS odzyskała radość życia dzięki pobytowi w Avène [WIDEO REPORTAŻ]
Nieprzespane noce, rozdrapane rany na całym ciele, bandaże chroniące przed zakażeniami... Oto codzienność dziecka chorego na atopowe zapalenie skóry. Oliwka, bohaterka tego reportażu, miała mnóstwo szczęścia – wygrała konkurs, w którym nagrodą był 3-tygodniowy pobyt w Uzdrowisku Avène. Zobacz, jakie efekty przyniosła jej kuracja Wodą termalną.
Oceń artykuł

Ocena 5 na 1 głos

Zobacz także

Popularne tematy