Dzieci wróciły do przedszkoli, postawa rodziców przeraża
fot. Adobe Stock

Postawa rodziców przedszkolaków przeraża: „Dostałeś syrop na gorączkę, to dasz radę wytrzymać kilka godzin”

Dzieci wróciły do przedszkoli, a rodzice już zaczynają kombinować, np. zbijając dziecku gorączkę, by przeszło kontrolę przy wejściu do placówki. Z drugiej jednak strony, np. katar w okresie jesienno-zimowym jest u dzieci normą, a teraz wyklucza to maluchy z brania udziału w zajęciach. Pojawia się także kwestia tego, że nie każdy rodzic może pozwolić sobie na zostanie z dzieckiem w domu.
Joanna  Biegaj
Dzieci wróciły do przedszkoli, postawa rodziców przeraża
fot. Adobe Stock
Rozpoczął się rok szkolny, dzieci wróciły również do przedszkoli. Choć Główny Inspektor Sanitarny podał jasne wytyczne dla przedszkoli w związku z koronawirusem, mówiące między innymi o tym, że przeziębione dziecko nie powinno przychodzić do przedszkola, niektórzy rodzice całkowicie to lekceważą.

Nieodpowiedzialna postawa rodziców

„Jestem załamana zachowaniem niektórych ludzi, brakiem odpowiedzialności. Zamurowało mnie” - powiedziała Martyna Bylina, mama 4-latka. Odprowadzając syna do przedszkola, kobieta usłyszała, jak jeden z rodziców mówi dziecku, że dostało syrop na gorączkę, więc da radę wytrzymać w przedszkolu:

„Zamurowało mnie, stałam i nie wiedziałam, co mam powiedzieć. Przeżyłam szok, kiedy usłyszałam, jak kobieta mówiła do syna: „wiem, że się źle czujesz, ale dostałeś syrop na gorączkę, to dasz radę wytrzymać kilka godzin". Po chłopcu było widać, że nie najlepiej się czuje – mówi pani Marta. Sytuacja jednak i tak skończyła się tym, że rodzic został wezwany do przedszkola, by odebrał dziecko. Jednak przez to nieodpowiedzialne zachowanie rodzica pozostałe osoby były narażone na niepotrzebne ryzyko.
Redakcja poleca: Dzieci szybciej zdrowieją w odnowionych salach szpitalnych - film
Z badań przeprowadzonych w Wielkiej Brytanii wynika, że odpowiednia aranżacja szpitalnych sal poprawia najmłodszym pacjentom samopoczucie i skraca czas leczenia nawet o 21 proc.

Przedszkole w czasie pandemii

Za jakiś czas dzieci przyzwyczają się do nowych warunków, pojawia się jednak pytanie, czy nadal będą mogły brać udział w zajęciach, skoro wyklucza z nich nawet katar (tak częsty o tej porze roku). Niektórzy rodzice nie stosują się do zaleceń i robią wszystko, np. podają lek przeciwgorączkowy, by dziecko przeszło kontrolę gorączki przy wejściu do przedszkola. Rodzice muszą iść do pracy, uciekają się więc do różnych metod, niestety kosztem innych. Być może nie mają innego wyboru, mogą jednak skorzystać z dodatkowego zasiłku opiekuńczego.

Katar od października do marca jest normą

Pani Monika z Warszawy zwróciła uwagę na coś innego, mianowicie – jej dziecko od jakiegoś czasu powinno być w przedszkolu, nie może jednak bo dokucza mu przewlekły katar. Dodatkowo w dobie koronawirusa nie może ona pójść z dzieckiem do przychodni. „Żadnej gorączki, żadnego suchego kaszlu. Normalnie na tym etapie dziecko poszłoby do przedszkola, a teraz wszyscy się w takiej sytuacji męczą niepotrzebnie” - mówi pani Monika, mama 3-letniego Stasia.
Pani Monika jest zdania, że nie powinno się podawać leków przeciwgorączkowych, by dziecko wytrzymało podczas zajęć, jednak uważa też, że obostrzenia związane z niewinnym katarem (który zazwyczaj pojawia się u dzieciaków w okresie jesiennym) spowodują, że za kilka tygodni grupa przedszkolna będzie składała się z dwóch, trzech osób. 

 

 

Wypowiedź wirusologa

Sprawę skomentował także wirusolog dr Tomasz Dzieciątkowski: „Słyszałem z ust różnych rodziców, że nie wezmą L4, a puszczą dziecko do placówki po uprzednim podaniu leku przeciwzapalnego. To jest nieodpowiedzialne. W przypadku koronawirusa czy wirusa grypy oczywiście zagrożenie jest większe niż w przypadku przeziębienia”.

Według wirusologa takie podejście rodziców w okresie jesienno-zimowym może mieć wpływ na to, jak będzie funkcjonować cała placówka: „W przypadku COVID-19 zakażenia u dzieci najczęściej przebiegają bardzo łagodnie, natomiast narażony będzie personel przedszkola. Jeżeli chodzi o wirusy grypy, zakażenia u dzieci potrafią być ciężkie”.

„Nie powinniśmy patrzeć wyłącznie na koniec własnego nosa, ale zadać sobie pytanie, czy posłanie dziecka w epidemii, które potencjalnie nie najlepiej się czuje, jest odpowiedzialnym postępowaniem. W mojej opinii to jest zwyczajny egoizm i brak myślenia, jak to może wyglądać u innych osób. Pamiętajmy, że nasza wolność kończy się tam, gdzie zaczyna wolność drugiego człowieka” - podsumował wirusolog.

Źródło: kobieta.wp.pl​

Zobacz także: 
Oceń artykuł

Ocena 5 na 1 głos

Zobacz także

Popularne tematy