Dziewczynka w szkole
fot. Adobe Stock

Ekspert: „Wpływ protestów na wzrost zachorowań jest NIŻSZY niż otwarcia szkół”

„Bylibyśmy w zupełnie innym świecie, gdyby szkoły nie otworzyły się we wrześniu” – powiedział na antenie TOK FM dr. inż. Piotr Szymański, ekspert z grupy MOCOS (MOdelling COronavirus Spread). Jednocześnie premier obwinia o stan rzeczy protestujących.
Aleksandra Zaborowska
Dziewczynka w szkole
fot. Adobe Stock
„Wzrost liczby zakażeń z powodu protestów może wynosić nawet 5 tys. każdego dnia” – jak powiedział premier Morawiecki. Powołał się on na szacunkowe badania i prognozy naukowców z Interdyscyplinarnego Centrum Modelowania (ICM) na Uniwersytecie Warszawskim. ICM jednak zaprzecza, jakoby z ich analiz można było wyciągnąć takie wnioski.

Czy strajki spowodowały wzrost zachorowań?

ICM wydało oświadczenie, w którym możemy przeczytać, że „w symulacjach ICM założono dwa poziomy skuteczności wprowadzenia stref żółtej i czerwonej na terytorium całego kraju, co przekłada się na prognozowane liczby stwierdzonych przypadków. W obecnym stadium rozwoju modelu nie jesteśmy metodologicznie przygotowani, aby uwzględnić w sposób odpowiedzialny tego typu zgromadzenia jako odrębny czynnik. W związku z powyższym nieuprawnione jest stwierdzenie, że z modelu ICM UW wynika, iż protesty uliczne mogą zwiększyć liczbę stwierdzonych przypadków z 25 tys. na 31 tys.”.

Nie jest to jedyny głos po stronie ekspertów, którzy podkreślają, że naukowcy nie są jeszcze w stanie realnie oszacować wpływ strajków na rozwój zachorowań – informowała o tym także prof. Anna Gambin, także na antenie TOK FM.
Redakcja poleca: Czy przejmujesz się smogiem? [SONDA ULICZNA]
Smog truje nas, ale musimy jakoś z nim żyć. Czy my się jeszcze nim przejmujemy? Zapytaliśmy o to przechodniów.

Szymański: W Polsce nikt nie zbiera danych

„Na pewno wpływ tych protestów jest znacznie niższy niż wpływ otwarcia szkół (…) Żaden model w Polsce nie jest obecnie w stanie uwzględnić wpływu protestów wprost - to znaczy powiedzieć, że protesty się przełożyły na tyle zakażeń i tyle zgonów. To jest po prostu niemożliwe, bo nie mamy na to danych. Nie ma z czego tego modelować” – podkreślił naukowiec.

Aby stworzyć taki model, zdaniem Szymańskiego, wymagane by były dane, które mogłaby zebrać „w najlepszym razie władza Chin”, która posiada scentralizowane dane z GPS-ów obywateli. Ekspert uważa jednak, że można jak najbardziej lepiej kontrolować statystyki w szkołach:

„Jesteśmy w stanie modelować, jak rozprzestrzenia się wirus w szkole. Mamy jakąś populację szkoły, możemy wymodelować kontakty między uczniami. I to niemiecka część naszego zespołu zrobiła we wrześniu dla Berlina, dla Nadrenii-Palatynatu. Dla Polski jest jednak to bardzo trudno modelować, bo nie mamy danych o tym, jak wygląda powiązanie między gospodarstwem domowym, szkołą, a innym gospodarstwem. Bo nikt tych danych nie zebrał!” – powiedział oburzony Szymański.

Chociaż w Polsce pracuje wielu dobrych ekspertów specjalizujących się w modelach i prognozach, dane są często niewystarczające, żeby wyniki mogły być wysoce prawdopodobne.

Źródło: TOK FM

Zobacz też:
Oceń artykuł

Ocena 5 na 1 głos

Zobacz także

Popularne tematy