GRY
 
 

Tata na wychowawczym

Jestem tatą na wychowawczym. Niektóre dziewczyny nazywają mnie bohaterem. Niektórzy faceci patrzą na mnie jak na kosmitę. A co na to moje dzieci?

fot. Edipresse
Panowie, przyznajcie szczerze: ile czasu spędzacie codziennie z własnymi pociechami? Godzinę, dwie, a może więcej? Jak często udaje wam się zdążyć na wieczorną kąpiel? Czy nawet jeśli jesteście w domu, zawsze kąpiecie swoje dziecko?

Jeszcze przed narodzinami Kubusia zrobiłem rachunek sumienia i – niestety – nie wypadł on najlepiej. Okazało się, że w ciągu ostatnich dwóch lat kąpałem Agatkę mniej więcej co drugi wieczór – a robię to zawsze, gdy jestem w domu. Wniosek? Tylko połowę wieczorów w miesiącu spędziłem z malutką. Nie najlepszy wynik, prawda?

Nie chodzi jednak tylko o kąpiele, ale przede wszystkim o to, by własnych dzieci nie oglądać wyłącznie w weekendy. Dlatego postanowiłem to zmienić i już za kilka tygodni przestaję... pracować! Wybieram się na długi urlop. Wychowawczy.

Przed decyzją o urlopie wychowawczym taty

Oczywiście, że decyzji nie podjąłem pochopnie. Zastanawiałem się nad tym pomysłem przez kilka miesięcy (!), wnikliwie rozważyłem wszystkie za i przeciw. Przeanalizowałem także rodzinne finanse, charakter mojej pracy i pracy mojej żony. Wziąłem pod uwagę posłanie dzieci do żłobka i wynajęcie opiekunki, gdybyśmy jednak oboje mieli pracować.

Jaki wniosek? Uwierzcie mi, wybór nie był trudny. Moja żona zarabia więcej, choć spędza w pracy mniej czasu niż ja. No i nie wyobrażaliśmy sobie, że oddamy naszego kilkumiesięcznego maluszka do opiekunki ani tym bardziej do żłobka.
Redakcja poleca: Jaką rolę w twoim dzieciństwie odegrała babcia? [SONDA ULICZNA]
O to, jaką rolę w naszym dzieciństwie odegrała babcia zapytaliśmy przechodniów. W niedzielę obchodzimy Dzień Babci i z tej okazji życzymy wszystkim babciom dużo zdrowia i uśmiechu!

Plusy urlopu wychowawczego taty

Co zyskam, idąc na urlop wychowawczy? Na pewno mnóstwo bezcennego czasu spędzonego z brzdącami i szansę, by obserwować, jak dorastają. To jest czas, którego nikt nie cofnie. Moje dzieci tylko raz będą małe, a ja na zawodową pracę będę miał jeszcze caaaałe życie. Prawda, że reszta jest w sumie nieistotna?

Przez ostatnie dwa lata, czyli po narodzinach Agatki, obserwowałem w domu, jak bardzo męczące i monotonne może być życie młodej mamy. Dziecko, dom, praca, dziecko, dom i tak w kółko. Widziałem, jak dla Małgosi opieka nad Agatką staje się uciążliwym i – muszę to przyznać – przykrym obowiązkiem. Zresztą wcale jej się nie dziwię.

Dlatego mam nadzieję, że kiedy ja będę na urlopie wychowawczym, a moja żona przez większość dnia w pracy, na nowo zatęskni za naszymi dziećmi. I czas spędzony z nimi stanie się znów radością, a nie rutyną i przymusem.

Urlop wychowawczy: rozterki taty

To wszystko jednak są tylko moje wyobrażenia. Tak naprawdę nie mam zielonego pojęcia, jak się potoczy nasze rodzinne życie. I staram się odpowiedzieć na tysiące pytań. Czy sprawdzę się w nowej roli? Czy nasze dzieci zaakceptują, to, że ich mamy nie ma w domu, a przynajmniej nie tyle co kiedyś? Czy nie będę miał dość tej monotonii, tego, że każdy dzień będzie taki sam: pobudka, śniadanie, spacer, obiad, gry i zabawy, kolacja, kąpiel? Czy nagle nie zatęsknię za pracą i zawodowymi wyzwaniami?

Mam nadzieję, że zrozumiecie, dlaczego nie mogę się doczekać tego urlopu. Chciałbym się wreszcie przekonać, jak to będzie, kiedy to ja, a nie moja ukochana żona, będę wychowywał nasze dzieci. Oczywiście część znajomych patrzy na mnie trochę tak, jakbym się urwał z choinki. Facet na wychowawczym? Pytają mnie, jak to sobie wyobrażam. I czy jestem świadomy tego, że po miesiącu prawdopodobnie zacznę marzyć/śnić/myśleć o ucieczce z domu? Tak najczęściej mówią moi koledzy. Natomiast koleżanki wręcz przeciwnie: gratulują decyzji, obiecują trzymać kciuki, a czasem nawet nazywają mnie bohaterem.

– Bohaterem nazwiecie mnie za rok, jak wszystko pójdzie dobrze – odpowiadam im zwykle. I zaraz dodaję, że przecież takimi bohaterami jak ja są miliony kobiet i – zaledwie – garstka mężczyzn na całym świecie, którzy decydują się zostać w domu ze swoimi dziećmi. I naprawdę nie ma w tym nic nadzwyczajnego.

Tata na co dzień

Choć mam mnóstwo obaw, jestem pewien, że się uda. Że sprawdzę się w nowej roli i że wreszcie będę tatą na co dzień, a nie tylko od niedzieli. Ciągle pamiętam relacje Małgosi z czasów, kiedy intensywnie pracowałem i nie spędzałem zbyt wiele czasu w domu. Agatka dopytywała mamę, kiedy tata wreszcie wróci z pracy. Gdy dzwonił telefon, zawsze pytała, czy to tatuś. A kiedy ktoś pukał do drzwi, rzucała się w ich stronę i krzyczała "tatuś!". I wiem, jak bardzo była rozczarowana, gdy okazywało się, że to jednak ktoś inny.

Zobacz też:
Doładuj
Przeładuj