tata, mama, niemowlę

Jak zbliżyć tatę do rodziny - rozmowa z psychoterapeutą

O tym, do czego potrzebny jest dziecku ojciec, dlaczego czasem bywa zagubiony i jak ważny jest dobry związek między rodzicami, rozmawiamy z Rafałem Bornusem, psychiatrą i psychoterapeutą z Laboratorium Psychoedukacji w Warszawie.
Aleksandra Sobieraj
tata, mama, niemowlę
Tata współczesny nie ma łatwo. Od własnego ojca nauczył się stania z boku (a raczej leżenia na kanapie). Tymczasem żony oczekują wspólnych porodów i bliskości od nardzin dziecka. I mają rację. Bliskość jest ważna. A ojciec jest jedną z najważniejszych osób w życiu dziecka

Proszę nam pomóc zrozumieć ojców. Dlaczego są tuż obok, a jakby daleko?

Rafał Bornus: Najprościej mówiąc – ojcowie nie radzą sobie, bo nie mieli dobrych wzorców. To dla nich rola słabo znana. Są stremowani, nie potrafią się odnaleźć. Często też są zbyt bierni – oczekują, że żona określi sytuację. Proszą: „Określ moją rolę, daj mi instruktaż”. To bezradność. Poza tym ciągle wyobrażenie o roli ojca jest takie, że on ma zapewniać byt rodzinie, czyli skupiać się na tym, co jest poza domem. Ma skutecznie zadbać o rodzinne gniazdo.

No tak... Ale teraz mówi się, że tata ma działać niemal jak mama, przejmować zadania, które do niedawna były kojarzone tylko z nią.

Rafał Bornus: Są dwie tendencje: żeby być tradycyjnym mężczyzną-myśliwym, który poza domem walczy, zapewniając byt rodzinie, oraz nowoczesnym, który jest blisko i funkcjonuje na równi z matką. I to też jest powód bezradności: którą drogą pójść? Teraz jest moda, że ojciec ma być obecny przy porodzie, co jednym mężczyznom odpowiada, a innym nie. Ale ulegają – i stąd opowieści o ojcach mdlejących na sali porodowej. To anegdoty, jednak one wskazują, jak mężczyźnie trudno się odnaleźć. Tworzy się błędne koło: jeżeli mężczyzna miał słaby kontakt ze swoim ojcem lub go nie miał, czyli brak mu dobrego wzorca, to nie ma odniesienia, jaki ma być, jaka jest jego rola. A nawet jeśli miał dobry wzór, to może on być nieaktualny.

To po co dziecku ojciec?

Rafał Bornus: Na początku dla dziecka całym światem jest mama (myśli, że dziecko i mama to jedna osoba). Ale potem powinno się dowiedzieć, że jest jeszcze ktoś trzeci, kto nie jest tak blisko. Z pierwotnej pary matka-dziecko tworzy się trójkąt dziecko-mama-tata. To istotne, by ono od początku w nim funkcjonowało. To uczy, że mama ma swoje zdanie, tata swoje i ja też mogę je mieć – stopniowo, jak będę dorastał. A gdy dziecko jest wychowywane np. przez samotną matkę, to jest tylko para i wydaje mu się, że gdy mama coś mówi, to tak jest, bo nie ma odniesienia. Między mamą a dzieckiem nawiązuje się zbyt silna relacja. I często samotnym mamom, które wychowują jedno dziecko, trudno jest się z nim rozstać, gdy ono dorasta. A gdy trudno się rozstać z mamą, to ciężko jest stworzyć nowy związek. 

Ten trójkąt jest tak ważny?

Rafał Bornus: Bardzo. Dziecko musi czuć się kochane przez mamę i tatę, ale też widzieć, że rodzice się kochają. Że między nimi jest ciepła relacja, są gesty, słowa, które to potwierdzają. Wtedy jest szczęśliwe. Gdy nie ma ojca, czegoś brakuje. W trójkącie dziecko ma więcej okazji, by uczyć się funkcjonowania w wielu relacjach. Bo gdy są trzy osoby, to jest więcej niż trzy relacje. Jest relacja dziecko-rodzice, dziecko z mamą i tata, dziecko z tatą i mama. To potrzebne, by orientować się nie tylko w osobistych związkach, ale też w życiu społecznym, np. we współpracy w zespole.

Jakie są jeszcze zadania taty?

Rafał Bornus: Uważa się, że ojciec ma przekazywać zasady i normy moralne, społeczne, bo on funkcjonuje bardziej na zewnątrz, choć też w domu. To nie znaczy, że matka tego nie umie – chodzi o to, by nie robiła wszystkiego. Opieka, wymagania, nauka, dopilnowanie – dla jednej osoby to ogromne obciążenie. Dzięki ojcu ciężar się rozkłada. Ale też trzeba to traktować elastycznie.

Zobacz też: Obalamy 5 mitów na temat ojcostwa

Ojciec uczy funkcjonować w społeczeństwie, prawda?

Rafał Bornus: Mama jest z dzieckiem blisko i ma największy wkład w dbanie o dom. Tata też jest w domu, ale bardziej poza nim. Jednak również przynosi do domu trochę życia społecznego, opowiada o nim – uczy równowagi. Dziecko wie, że i dbanie o dom, i o to, co poza nim, jest ważne. Ale może być i tak, że to tata zostaje w domu z dzieckiem (np. w drugim roku życia – tak bywa w Szwecji), a mama idzie do pracy.

Zobacz też: Dziecko po szwedzku

Często tata wraca z łowów, siada na kanapie i… tyle. 

Rafał Bornus: Ojcowie nie wiedzą, jak się znaleźć w trójkącie. Młodzi rodzice często mówią: jak byliśmy we dwoje, było fajnie, ale urodziło się dziecko i coś się zepsuło. Jest rozczarowanie. Kobieta zwykle instynktownie odnajduje się jako matka i jest szczęśliwa, choć zmęczona. Ojciec czuje się odsunięty. Problem rośnie, jeśli nie ma dobrej komunikacji i wtedy młodzi ojcowie stają się bierni. W końcu zmęczona mama też staje się znużona wyłączną opieką nad dzieckiem i rośnie frustracja: czemu on mi nie pomaga?! A nie dostrzega, że ona też nie potrafiła nawiązać współpracy.

To wymaga dużej świadomości z obu stron.

Rafał Bornus: Tak, czasem dopiero z pomocą psychologa, psychoterapeuty udaje się coś naprawić. To często nie jest zła wola, ale brak dogadania, jak będąc rodzicami, pozostać parą. Bywa też, że dobra para staje się dobrą spółką „Rodzice”.

I odmierzają: ja to, ty to….

Rafał Bornus: Właśnie. Żyjemy w czasach, gdy nastawienie na zadanie jest ważne. Trzeba zarobić, kupić, posprzątać… I część rodzin skupia się na dobrym podziale obowiązków – każdy robi swoje, nikt nikomu nie przeszkadza. Rodzina staje się firmą – dziecko zadbane, ale relacje niekoniecznie. Gubi się para...

Jak pomóc biernemu tacie?

Rafał Bornus: Porozmawiać. Ale najpierw mama musi się zastanowić, jak ona widzi przestrzeń dla męża przy dziecku i powiedzieć, czego oczekuje. On też musi powiedzieć o swoich wyobrażeniach. Wiele osób chce powielać to, jacy byli ich rodzice, a jeszcze więcej wie, czego nie chce robić jak oni. To duża sztuka, by umieć o tym rozmawiać.

A gdy ojca nie ma? Pracuje w innym mieście i zjawia się tylko na weekend.

Rafał Bornus: …albo rodzice są po rozwodzie. To trudniejsze. Im dłużej to trwa, tym bardziej więzi się rozluźniają. Ale są też rodziny, które mimo rozstania rodziców dogadują się i są w kontakcie, omawiają na bieżąco sprawy dzieci, są w ich życiu. A one w ich. Dobre więzi rodzinne można porównać do ogrodnictwa – wymagają codziennego, regularnego dbania, a nie podlania dwa razy w roku. To sprzyja rodzinnemu życiu i jest możliwe nawet w sytuacjach ekstremalnych. Jeżeli rodzice, nawet po rozwodzie, dogadują się, to dzieci są często nawet bardziej zadbane niż wtedy, gdy mama i tata są na miejscu.

Zobacz też: Gdy mama i tata się rozwodzą
Redakcja poleca: Czy ojcowie są tak samo dobrymi rodzicami, jak mamy? [SONDA ULICZNA]
O to, czy ojcowie są tak samo dobrymi rodzicami, jak mamy zapytaliśmy przechodniów. Zobacz co mieli do powiedzenia!
Oceń artykuł

Ocena 4 na 4 głosy

Zobacz także

Popularne tematy