strażaczka, gender
fot. Fotolia

Dziewczynka może być strażaczką!

Czterdzieści minut potrzebowała Joanna Piotrowska, prezeska Fundacji Feminoteka, by pokazać pięciolatkom, że mogą być, kim tylko chcą. Nie tylko nauczycielkami, fryzjerkami czy księżniczkami. Mogą być też np. strażaczkami. Rozmawiamy o stereotypach płciowych.
Tatiana Audycka-Szatrawska
strażaczka, gender
fot. Fotolia

Trudno nie zacząć od pytania o gender. Nadal błędnie odczytujemy to słowo.

Gdy dziecko przychodzi na świat, to rodzice zwykle wiedzą, czy urodziła się dziewczynka, czy chłopiec. To płeć biologiczna. Oprócz niej jest jeszcze płeć społeczno-kulturowa, czyli właśnie gender (z ang. płeć). Gdy kobieta jest w ciąży, często odpowiada na pytanie, czy spodziewa się córki czy syna. Te niewinne pytanie jest emanacją oczekiwań społeczeństwa, które płciom przypisuje konkretne role. Zresztą różne badania potwierdzają, że rodzice, gdy dowiedzą się, jakiej płci będzie dziecko, inaczej zwracają się do przyszłej dziewczynki, a inaczej do chłopca. Gender pokazuje, że kobiety nie rodzą się z naturalnymi skłonnościami do sprzątania i gotowania, a mężczyźni – do polowania czy majstrowania w aucie. Te role narzuca nam społeczeństwo. Oczywiście jest część dziewczynek i chłopców, którym to się podoba, ale nie jest tak, że wszyscy chłopcy kochają auta, a wszystkie dziewczynki lubią różowy. To dorośli mówią dzieciom, że mają się tak a tak zachowywać i że taki a taki kolor przypisany jest do danej płci. Zresztą to się zmienia, bo kiedyś niebieski był dziewczyński, a różowy chłopacki. Dzieci tego nie wiedzą, ale szybko od nas to przejmują. Ograniczając dzieciom wybór, działamy na ich niekorzyść. 

Ma Pani na myśli wybór zawodu?

Chętniej uczymy się, gdy mamy motywację, jak coś nas pasjonuje. Jeżeli dziewczynka interesuje się motoryzacją, mogłaby rozwijać się w tym kierunku i w przyszłości zostać np. projektantką samochodów. Jeśli jednak usłyszy, że to zajęcie nie jest dla dziewczynek, to może się zamknąć na to, co ją interesowało. Tak samo jest z chłopcami. Być może dlatego nie narodził się jeszcze drugi Janusz Korczak, bo chłopcy słyszą, że zajmowanie się dziećmi jest niemęskie, to zadanie kobiet. Kto studiuje na kierunkach humanistycznych? Kobiety! Nie dlatego, że chłopców to nie interesuje, tylko na pewnym etapie socjalizacji daliśmy im do zrozumienia, że to nie jest zawód dla nich. Na Zachodzie zachęca się już mężczyzn do studiowania np. pedagogiki.

Prowadziła Pani warsztaty z gender w przedszkolach.

Okazało się, że już przedszkolaki mają głowy nabite stereotypami. Gdy pytałam dzieci, kim chciałyby być, to dziewczynki odpowiadały, że księżniczką, nauczycielką, fryzjerką, czasem lekarką. Ta księżniczka pojawiła się pod koniec lat 90. i można to wiązać się z zalewem różowych książek o księżniczkach. Natomiast chłopcy chcą być policjantami, żołnierzami, lekarzami, strażakami. Tylko w jednej grupie dziewczynki marzyły o tym, by być policjantkami. Okazało się, że akurat w tej grupie to kobieta-policjantka opowiadała im o swoim zawodzie. I to już wystarczyło, by dziewczynki mogły się z nią utożsamić. To ważne, bo wszędzie są te księżniczki! Trudno jest trafić na film czy książkę, w których dziewczynka pokazana byłaby w innej roli. Chłopcy mają lepiej, bo w chłopięcej literaturze bohaterowie są różnorodni: wojownik, strażak, podróżnik, odkrywca, także książę, który... ratuje księżniczkę. Rodzice, by nie powielać stereotypów, kupują dzieciom książki o zwierzątkach. Ale to też pułapka, bo w tych książkach bardzo często mama-miś siedzi w kuchni, a tata-miś opowiada o tym, co się dzieje poza domem. I to jest powielanie tego samego stereotypu. Trzeba znaleźć taką opowieść, która przekraczałaby granice tego, co mogą dziewczynki, a co chłopcy.

Czy nauczyciele inaczej traktują dziewczynki, a inaczej chłopców?

Gdy w Szwecji wprowadzano do programów przedszkoli obowiązek przestrzegania równości płci, okazało się, że kadra nauczycielska, mimo ogromnej wiedzy i przeszkolenia, nie potrafiła oderwać się od stereotypów. Bo gdy działamy w stresie, to pierwsze, co z nas wychodzi to to, co mówili do nas rodzice. Analiza wykazała, że częściej rozmawiano z chłopcami niż z dziewczynkami, więcej poświęcano im czasu, dawano im więcej przestrzeni, by mogli się zaprezentować. Z kolei dziewczynkom częściej zwracano uwagę niż chłopcom, którzy zachowali się podobnie jak one. Walka ze stereotypami to długi proces. Dla niektórych stereotypy to coś naturalnego, bo tak są przyswojone. 

Już chłopcy w przedszkolu wiedzą, że to, co dziewczyńskie, jest gorsze.

Gdy to odkryłam, przeraziłam się. Spytałam cztero- i pięciolatki, dlaczego chłopcy nie mogą chodzić w spódniczkach. Bo to dziewczyńskie - odpowiadali. Ale co to znaczy? W końcu usłyszałam, że dziewczyńskie to takie bleee, że to coś gorszego. Chłopcy mówili to pewnym głosem, jako coś oczywistego. I wszystko to słyszały dziewczynki. I one też już wiedzą, że to, co dziewczyńskie, jest gorsze. Co się potem dzieje, jeśli nie dostaniemy wsparcia od rodziców i od środowiska, w którym żyjemy? Otóż marnujemy masę czasu i energii na to, by udowadniać sobie i światu, że wcale tak nie jest. Mogłybyśmy ten czas poświęcić na zabawę, czytanie, zdobywanie wiedzy, ale nie możemy, bo zajęte jesteśmy udowadnianiem, że wszystko z nami OK. Z kolei chłopcy już w wieku czterech i pięciu lat wiedzą, że ten cały kobiecy świat jest jakiś niepoważny, bo niemęski. I mają na to masę dowodów, znajdują je w filmach, książkach, z obserwacji otoczenia. 

Jakie są konsekwencje takiego działania?

Popychamy dziewczynki, by wybierały zawody opiekuńcze. Nie ma w tym nic złego, tylko niech to będzie ich wybór, a nie przymus. Ale warto, by wiedziały, że będą mniej zarabiać, bo wszystkie zawody sfeminizowane są gorzej opłacane. Trudniej będzie im znaleźć pracę czy samodzielnie się utrzymać, przez co mogą być zależne od swoich partnerów, co jest jednym ze źródeł przemocy, choćby ekonomicznej. Na zajęciach z rodzicami powtarzam, by przestali powielać stereotypy, jeśli nie chcą, by ich synowie nie zaczęli palić, pić, brać narkotyki, nie wylądowali w wiezieniu. Pokazuję im statystyki, Coraz młodsi chłopcy sięgają po używki, i robią to wcześniej niż dziewczynki. Dlaczego? Bo jest taki stereotyp, że chłopak powinien pić i palić, bo wtedy jest fajnym kolesiem. Podobnie jest z agresywnym zachowaniem. Jest na to przyzwolenie, by chłopcy w ten sposób rozwiązywali konflikty. Mówimy chłopcom, by nie okazywali uczuć, a przecież tak samo jak dziewczynki potrzebują bliskości. Co robią? Popychają się, wyśmiewają, szturchają... Nie mówmy im, że jeśli chcą komuś okazać uczucia, to powinni to zrobić w ładny sposób, nie krzywdząc drugiej osoby. Rosną w poczuciu, że okazywanie uczuć w taki agresywny sposób jest OK, bo to jest chłopackie i aprobowane.  I stąd tzw. końskie zaloty. Dziewczynki przejmują je, bo... tak chłopcy mają. Gdy słyszą od dorosłych, że to dlatego, iż się komuś podoba. I to jest potworne, bo dajemy komunikat dziewczynce: że jeśli ktoś narusza twoje granice, to powinno ci się to podobać.

Co mogą zrobić rodzice, którzy chcieliby uciec od stereotypów?

Proponuję tygodniowy eksperyment. Przez ten czas niech wszystko, co wpadnie w ich ręce, poddali analizie. Jakie mogą być tego konsekwencje, że np. w filmie atakowana kobieta nie broni się, tylko czeka na wybawcę? Jeśli sprzątamy, to kto co robi i dlaczego?  Posłuchajmy, co do siebie mówimy, jak zwracamy się do dzieci. Gdy przychodzą znajomi, zwykle mówią do dziewczynki, że ślicznie wygląda, jakby nie można było spytać o książkę, którą czyta. Chłopiec w takiej sytuacji usłyszy, że jaki jest duży i silny. Polecam też świetnie napisaną książkę Agnieszki Graff "Świat bez kobiet”.

Mam wrażenie, że lata miną, gdy cokolwiek się zmieni.

Mnie otuchy daje to, że niewiele trzeba, by zmienić myślenie dzieci. Na koniec warsztatów w przedszkolu spytałam moje pięciolatki, czy dziewczynka może zostać strażakiem. Na co wyrywał się chłopiec i krzyknął z całą stanowczością, że nie. Myślę sobie, że coś źle zrobiłam, bo nie o taką odpowiedź mi chodziło. Pytam tego chłopca dlaczego, a on na to, że dziewczynka może być... strażaczką. Już po 40 minutach warsztatów tyle można osiągnąć!


ZOBACZ TEŻ: Wywiad z psycholożką dziecięcą – co z tą płcią, co z tym gender?

 
Redakcja poleca: Dziecko chodzi na palcach – czy to norma, czy zaburzenie? [WIDEO]
Przyczyn, dlaczego dziecko chodzi na palcach, może być wiele – od niegroźnych po powody chorobowe, np. porażenie mózgowe lub obciążenia genetyczne. Chodzenie na palcach u dziecka wymaga konsultacji ze specjalistą, aby w razie potrzeby wdrożyć leczenie.
Oceń artykuł

Ocena 6 na 2 głosy

Zobacz także

Popularne tematy