pierwszy dzień szkoły
fot. Fotolia

Już nigdy nie będę mamą przedszkolaka - mój malutki synek idzie do szkoły!

I po co mi się tak spieszyło? Jak nigdy wcześniej czuję, że mogłam bardziej cieszyć się wczesnym dzieciństwem moich dzieci. Nie popełnijcie tego błędu, co ja, proszę.
Karolina Stępniewska
pierwszy dzień szkoły
fot. Fotolia
Stało się. Jutro ostatni dzień wakacji i dyżuru przedszkolnego, a za dwie noce (w naszym domu upływający czas odmierzany jest nocami) mój syn, ubrany w białą koszulę i zakupione specjalnie na tę okazję granatowe spodnie, stanie pośród innych 6- i 7-latków w zatłoczonej sali gimnastycznej, w której przez następne lata będzie witał i żegnał kolejne etapy edukacji.

Nie, żebym nie była na to gotowa. Nie, żeby on nie był gotowy. Teoretycznie wszystko jest w porządku: mój syn chce uczyć się czytać i pisać, zna swoją szkołę, bo przez ostatnie dwa lata codziennie odprowadzał do niej siostrę. Ja myślę, że przez kolejny rok w przedszkolu po prostu by się nudził.... A jednak, na tym głębszym, emocjonalnym poziomie w końcu mnie dopadło – mnie, uchodzącą za twardo stąpającą po ziemi realistkę. Ze starszą córką było inaczej, bo w domu nadal miałam jednego malucha, ale teraz już koniec: już nigdy nie będę mamą przedszkolaka. Mój maleńki synek idzie do szkoły! Ratunku!

Będzie odrabiał zadania domowe zamiast się bawić. Będzie dostawał oceny. Świadectwa. Być może uwagi. Pozna nowych przyjaciół i przeżyje nowe rozczarowania. Już nie będzie siadał do śniadania przy malutkim stoliku i nie będzie zjadał zupy mlecznej z innymi przedszkolakami, wśród upomnień pani, żeby nie mlaskać/nie śpiewać/nie wiercić się. Będzie miał śniadaniówkę, a w niej opakowane w folię aluminiową kanapki. To takie dorosłe! A przecież on jest jeszcze taki malutki...

Przesadzam, prawda? Na pewno będzie dobrze. I tak jest lepiej. Trzeba iść naprzód. Rozwijać się. Szkoła jest fajna, spodoba mu się. Tylko dlaczego mi tak smutno? To proste: bo jestem mamą. Wiecie, jak to jest - chcemy na dłużej zatrzymać chwile ich dzieciństwa, nacieszyć się niemowlęctwem, a jednocześnie coś nas ciągle gna do przodu: ach, kiedy będę mogła się wyspać, kiedy wreszcie będę mogła na chwilę wyjść sama z domu, kiedy zacznie jeść to, co my, kiedy nauczy się mówić, kiedy pojedzie sam do babci... 

A potem przychodzi ten moment, że stoimy za drzwiami przedszkola i płaczemy wraz z naszym dzieckiem, które nie chce zostać tam bez mamy, machamy na pożegnanie dziecku wyjeżdżającemu na szkolną wycieczkę, tłumaczymy zawiłości dojrzewania... I myślimy sobie: trzeba było bardziej cieszyć się tymi chwilami, nie poganiać czasu, celebrować wieczorne czytanie i przytulanie przed snem, cieszyć się wycieraniem małych ciałek po kąpieli, rozczesywaniem kołtunów w zmierzwionych włosach. 

Ta refleksja, że już nigdy nie będziemy trzymać w ramionach własnego niemowlęcia, nie będziemy mamami przedszkolaków, a potem uczniów podstawówki, a w końcu nasze dzieci zaczną nas odwiedzać tylko w wakacje i święta, nie jest prosta. Więc nie popędzajmy już czasu, ale też nie starajmy się go zatrzymać na siłę. Celebrujmy codzienność i cieszmy się każdym dniem i kolejnym etapem rozwoju dzieci. Pozwólmy naszym przedszkolakom rozwijać samodzielność i pozwólmy innym nas pocieszać, kiedy ze wzruszenia ściska nas w gardle, bo nasze maleństwa okazują się nagle takie duże

Zobacz też:
Redakcja poleca: Czy dziecko może nie chodzić do szkoły, tylko uczyć się w domu? - film
Nie podoba ci się klasyczny model edukacji? Wolałabyś, by twoje dziecko było traktowane indywidualnie? Masz dość szkolnych skostniałych zasad? Chciałabyś mieć większy wpływ na to, jaką wiedzę zdobywa dziecko? Zastanów się nad domową edukacją i obejrzyj film, na czym ona polega.
Oceń artykuł

Ocena 6 na 2 głosy

Zobacz także

Popularne tematy