GRY
 
 

Lekarze dziecięcy – wstyd mi za was! - felieton wkurzonej matki

Szpital dziecięcy nie dla dzieci?! Lekarz, zamiast pomagać, przegania moje córki! Co się dzieje ze służbą zdrowia?!

Żal do lekarzy dziecięcych
fot. fotolia
Widziałaś kiedyś seriale takie jak „Chirurdzy”, „Ostry dyżur” czy „Na dobre i na złe”? Udając się z dzieckiem do państwowego lekarza, wyczyść swoją pamięć ze wszelkich scen, które pamiętasz z filmów. Rzeczywistość może cię bardzo zaskoczyć. W serialu zwanym „leczenie dziecka w państwowej służbie zdrowia” spotkasz się z pretensjami zamiast empatii, złością górująca nad chęcią pomocy, kłótniami, żalami itp. Z każdym kolejnym dzieckiem (a mam ich troje) rosła lista przykrych sytuacji, których byliśmy świadkami bądź uczestnikami. Po 12 latach wychowywania dzieci myśleliśmy, że jesteśmy przygotowani na wszystko, a jednak nasi lekarze zawsze potrafią zaskoczyć i to niestety niepozytywnie :(

Szpitalna historia, o której chcę zapomnieć

Zbliża się północ, czyli już 2 godzina wyczekiwania mojego męża z 3 dzieci na jednym z oddziałów ratunkowych w warszawskim szpitalu. Wypadek córki nie był na tyle groźny, żeby panikować (a może przy trzecim dziecku już się w ogóle nie panikuje), więc spokojnie (na ile to możliwe z dziećmi) czekają na szpitalnym korytarzu w otoczeniu uśmiechających się ze ścian zwierzątek. Niestety tylko one w tej palcówce się uśmiechają. Personel już chyba dawno zapomniał o satysfakcji, jaką można czerpać z pracy. Nie wymagam wybuchów radości o północy, lecz zwykłego przyjaznego uśmiechu do dziecka, które bądź co bądź znalazło się w tym miejscu, bo stało mu się coś złego. 

Kiedy pielęgniarka zza lady przywołuje mojego męża, do szpitala wchodzi ciężarna z dzieckiem. Rafał, jako dobrze wychowany człowiek postanawia ją przepuścić. Oj, szybko dowiedział się, jaki błąd popełnił!
- Proszę stać na swoim miejscu! Co to za zamiany? - wrzeszczy wściekła pielęgniarka.

Cóż pierwsze zaskoczenie zaliczone. Niestety chwilę później przyszedł czas na kolejne.

Kolejne wyczekiwanie samotnego taty z dziećmi (przebywałam wtedy na służbowym wyjeździe) zakończyło się wezwaniem do gabinetu Rafała wraz z poszkodowaną po zjeździe z dmuchanej zjeżdżalni córką i TYLKO nią!

- Proszę pozbyć się tych dzieci! - wrzasnął lekarz, gdy zobaczył mojego męża wchodzącego do gabinetu z trójką dzieci.
- Co mam z nimi zrobić? - zapytał zszokowany Rafał.
- Proszę je zawieźć do domu! - usłyszał szybką odpowiedź lekarza.

Dla przypomnienia: jest północ, w domu nikogo nie ma, odczekali już swoje na korytarzu, nie padło ani jedno pytanie o przyczynę wizyty. 

Gdym to była ja, pewnie najpierw posłusznie bym wyszła, a dopiero później przeanalizowała sytuację i zareagowała. Na szczęście szok Rafała trwał krótko, a zastąpiła go złość, którą przywołał lekarza do porządku. 
Redakcja poleca: Dr Piotr Gietka: Dziecięce szpitale powinny przypominać sale zabaw! [WIDEO]
Przyjazna atmosfera w szpitalu zmniejsza stres u dziecka i wspomaga leczenie. O domowej atmosferze w szpitalach, kolorowych salach i o tym, dlaczego choroby reumatyczne dotykają nawet małe dzieci, opowiada dr Piotr Gietka z Instytutu Reumatologii.

Czy lekarze na pewno myślą o dzieciach?

Jak czuły się w całej tej sytuacji moje dzieci? Co czuła córka, która za chwilę miała być badana przez obcą, wrzeszczącą osobę? Ja czuję żal i rozczarowanie, podobne do tego, gdy lekarka z tego samego szpitala rok wcześniej naśmiewała się z mojej nieśmiałej (a może przerażonej) córki, czy tego, gdy parę lat wcześniej lekarz kazał mi położyć się całym ciężarem ciała na dziecku, by się nie ruszało, gdy zszywał mu brodę. 

Za takich polskich dziecięcych lekarzy jest mi wstyd! Rodzicom leczącym dzieci państwowo życzę wiele cierpliwości, z pewnością będzie wam potrzebna.

Zobacz też: Gdzie są lekarze, ja pytam?! Rodzicu, witamy w bestialskim Polish reality
Doładuj
Przeładuj