dziecko u lekarza
fot. Fotolia

Bądź miła dla pielęgniarek i lekarzy dziecka, bo pożałujesz!

Masz czasami ochotę powiedzieć coś niemiłego lekarzowi dziecka? Pielęgniarce? Lepiej tego nie rób, chyba że chcesz zaszkodzić dziecku. Dlaczego?
Karolina Stępniewska
dziecko u lekarza
fot. Fotolia
Pozwólcie, że zanim wyjaśnię, dlaczego lepiej być zawsze uprzejmym w stosunku do lekarzy i pielęgniarzy opiekujących się naszymi dziećmi, opowiem wam historię, która przydarzyła się mnie i mojej córce. Historię dnia, w którym chciałam być bardzo - ale to bardzo! - niemiła dla całego szpitala.

Czy ten nos jest złamany?

Moja córka złamała nos podczas ferii zimowych. Po powrocie do domu miała udać się na kontrolę do poradni otolaryngologicznej w celu postawienia ostatecznej diagnozy. Miała skierowanie z SOR w miejscowości, w której doszło do wypadku. W Warszawie okazało się, że przyszpitalne poradnie - także te w najbardziej znanych szpitalach pediatrycznych - nie mają czasu sprawdzić, czy dziecka nos jest rzeczywiście złamany. To znaczy miały czas, ale dopiero za 3 miesiące. Do tego czasu dziecko ewentualnie może sobie pochodzić ze złamanym nosem, prawda? Najwyżej złamie się go ponownie i nastawi. A że będzie zdeformowany? Przecież piękno jest subiektywne, co nie?

Na szczęście w jednym szpitalu dziecięcym poziom zaangażowania i empatii pań pracujących w rejestracji był większy i udało się zapisać dziecko do lekarza w krótkim terminie. Laryngolog potwierdził diagnozę: złamanie nosa. Konieczne nastawienie w znieczuleniu ogólnym. I tu niestety znowu przestało być miło. 
Redakcja poleca: Jak powinna przebiegać wizyta u pediatry - film
Na co powinni przygotować się rodzice i czego warto wymagać od lekarza dziecięcego?

W szpitalu z dzieckiem

Moja córka, wówczas 8-letnia, bała się znieczulenia i zabiegu. Wyjaśniłam jej, jak będzie to wyglądać, uspokoiłam. Nikt nie mógł nam powiedzieć, kiedy odbędzie się zabieg, dziecko od rana na czczo, w poczekalni rozmowy rodziców, którzy nie doczekali się na zabieg poprzedniego dnia – ot, typowa polska rzeczywistość szpitalna. W pewnym momencie wywołano nazwisko córki i kazano mi zjechać windą z nią na piętro, gdzie znajdowały się sale operacyjne.

Wchodzimy do sali przedzabiegowej, każą mojej córce położyć się na łóżku i bez słowa wyjaśnienia czy ostrzeżenia podają znieczulenie. Nawet nie zdążyłam jej uprzedzić, ani pożegnać się z nią przed zabiegiem! W ten oto sposób moje dziecko nagle i nieoczekiwanie było nieprzytomne, a mnie kazano wracać do poczekalni kilka pięter wyżej. Długo czekałam. Jak na taki mały zabieg, trwało to zdecydowanie za długo! Oczywiście w tym czasie nie otrzymałam żadnych informacji o córce. W końcu, po jakichś 3-4 godzinach, przywieźli moją na wpół przytomną córkę. Zapłakaną i nieszczęśliwą. "Te panie były takie niemiłe dla mnie, mamusiu!" - to były jej pierwsze słowa do mnie. Wyszeptane wśród ogromnych łez. 

"Ale z ciebie beksa!"

Kiedy córka doszła do siebie po znieczuleniu, opowiedziała mi, co się wydarzyło. Obudziła się po zabiegu na sali, na której leżała jeszcze jedna dziewczynka. Jak to ze znieczuleniem ogólnym bywa, nie miała pojęcia, co się wydarzyło, nie miała poczucia czasu, który upłynął. Ostatnia rzecz, którą pamiętała, to moment, kiedy kładła się na łóżku w pokoju, do którego weszła ze mną. Teraz nie było mnie przy niej, dwie pielęgniarki zajmowały się drugą dziewczynką, która też właśnie się wybudzała po operacji, a moja córka myślała, że wciąż jest przed zabiegiem. Zaczęła płakać. Bała się. Pielęgniarki początkowo nie zwracały na nią żadnej uwagi, ale w końcu jedna z nich... nakrzyczała na nią. Powiedziała jej, że jest beksą i ma przestać się mazać. Żadna do niej nie podeszła.

Zero empatii. Mówimy tu o przestraszonym 8-letnim dziecku, które wybudza się ze znieczulenia ogólnego, nie wie, gdzie jest, co się dzieje, chce do mamy, ma zabandażowane pół twarzy. Mówimy o personelu medycznym wyszkolonym do pracy z dziećmi. W szpitalu pediatrycznym. 

Co byście zrobiły w takiej sytuacji, drogie mamy? Poszłybyście zrobić awanturę? Złożyłybyście skargę? Ja się bałam. Wierzcie mi - wszystko się we mnie gotowało ze wściekłości. Czułam się zraniona tak bardzo jak moja córka, która jeszcze przez wiele dni była smutna i przeżywała okrucieństwo pielęgniarek. Ale bałam się, że jeśli coś powiem, to będą nas traktować jeszcze gorzej. Na wysokości zadania stanął tata - złożył skargę, zażądał wyjaśnień.

Bądź miła, jeśli chcesz, żeby wyleczyli ci dziecko?

Niestety, lekarze i pielęgniarki często czują się jak bogowie i chociaż czasami chciałoby się zwrócić im uwagę i być równie nieuprzejmym, lepiej się powstrzymać. Dowiedli to właśnie naukowcy z Uniwersytetu w Tel Awiwie (Izrael). Przeprowadzili badanie, z którego wynika, że niemiłe zachowanie rodzica względem lekarzy i personelu medycznego w szpitalu ma negatywny wpływ na leczenie i traktowanie dziecka. Zaobserwowali, że niemiła uwaga rodzica poskutkowała problemami komunikacyjnymi w zespole, błędami diagnostycznymi i gorszą jakością opieki medycznej nad dzieckiem. Jak przekonują autorzy badania, nie wynika to ze złej woli personelu szpitala, tylko z faktu, że jeśli ktoś jest dla nas niemiły, gorzej wykonujemy swoje obowiązki. 

A co z tego wynika dla nas, rodziców? Dbajcie o prawa swoich dzieci i nie zgadzajcie się na złe traktowanie, ale zwracając uwagę lekarzom lub pielęgniarkom, róbcie to w kulturalny i opanowany sposób i nie dajcie się ponieść emocjom. Przecież chcemy, żeby jakość opieki medycznej, którą otrzymuje nasze dziecko była najwyższa!

Zobacz też:
Oceń artykuł

Ocena 4 na 3 głosy

Zobacz także

Popularne tematy