Dziewczyna, która choruje na białaczkę
fot. Adobe Stock, Photographee.eu

„Mam dziecko z mężem siostry, ale nikt o tym nie wie. Prawda wyszła a jaw, gdy córka zachorowała na białaczkę" 

„Ukrywałam swoją ciążę, a gdy już musiałam, powiedziałam, że ojca dziecka nie chcę znać, ale córkę kocham i wychowam. Jednak pół roku temu Ania zachorowała. Wizyty, badania i diagnoza: białaczka. Nikt, poza biologicznym ojcem nie mógł być dawcą. Od tamtego czasu Marta patrzy na mnie inaczej".
Dziewczyna, która choruje na białaczkę
fot. Adobe Stock, Photographee.eu
Marta zawsze była ode mnie mniej atrakcyjna fizycznie. Nie mówię tego złośliwie, takie po prostu są fakty. Pod względem wyglądu różniłyśmy się diametralnie.

Ja – wysoka, szczupła blondynka o nieskazitelnej cerze, podobałam się chłopcom. Ona – niska, grubsza szatynka ze śladami po trądziku na twarzy, nie cieszyła się specjalnym powodzeniem.

Marta nie jest brzydka, tyle że jej urodę widać dopiero po pewnym czasie. Przy pierwszym spotkaniu to na mnie wszyscy mężczyźni zawsze zawieszali wzrok. Nie odczuwałam z tego powodu żadnej satysfakcji. Wręcz przeciwnie – współczułam siostrze. Wspierałam ją w walce z nadwagą, ciągałam do kosmetyczek, doradzałam w kwestii stroju.

Ceniła sobie moją opinię, lecz przecież widziała, jakie ja robię wrażenie na facetach, a jakie ona. I oczywiście, pomimo wszystkich moich starań, wpadła wreszcie w kompleksy. Zwłaszcza że ja, odkąd skończyłam 15 lat, zawsze kogoś miałam, ona zaś zazwyczaj była sama.

Ale pewnego dnia poznała wreszcie tego jedynego. Wymarzonego. Opowiadała o nim z wypiekami na twarzy i błyskiem w oku. Pierwszy raz widziałam moją siostrę tak zakochaną. I martwiłam się, żeby nie doznała rozczarowania; żeby to znowu nie okazał się jakiś dupek, który po kilku tygodniach ją zostawi.

Miała już 23 lata i samotność mocno jej doskwierała

Ona chyba też obawiała się tego, co będzie, bo długo zwlekała z przedstawieniem nam ukochanego. Właściwie to wymusiłam to na niej, kupując cztery bilety do kina  – dla nich oraz dla mnie i mojego chłopaka. Umówiliśmy się w knajpce przed seansem.

Kiedy weszli, a ja spojrzałam na Darka, nogi ugięły się pode mną. Jakby piorun we mnie strzelił. Nasze spojrzenia się skrzyżowały i po plecach przeszedł mi dreszcz. Pierwszy raz w życiu nie byłam w stanie wydusić z siebie słowa. On też stał jak zamurowany i nie mógł oderwać ode mnie wzroku.

Nigdy nie czułam takich emocji, nikt nigdy tak na mnie nie działał. Niestety, wiedziałam, co to oznacza. Zakochałam się od pierwszego wejrzenia. I to z wzajemnością.

Po dwóch kolejnych spotkaniach Darek do mnie zadzwonił i poprosił o rozmowę w cztery oczy. Wahałam się, czy pójść, bo przecież nic dobrego z tego nie mogło wyniknąć! Mimo wszystko zgodziłam się.

Stało się to, czego tak się obawiałam. Facet mojej siostry wyznał mi uczucie… Podobno gdy tylko mnie zobaczył, zrozumiał, że to nie Marta jest tą jedyną.

– Pewnie macie podobne usposobienie, wspólne geny, i to mnie do niej ciągnie – westchnął. – Ale ani przez chwilę nie poczułem do niej tego, co czuję do ciebie…

– Przecież prawie wcale się nie znamy – szepnęłam wbrew sobie.

Czułam, że choćby nie wiem co, nie ukryję przed nim emocji.

– Dlatego chciałbym cię poznać bliżej…

– Nie zrobię tego Marcie – pokręciłam głową. – Ona jest w tobie zakochana. Nie przeżyłaby tego. Nie, nie mogę.

Długo wtedy rozmawialiśmy. Darek w końcu przyjął to tłumaczenie, uszanował moją wolę. Nie miał wyjścia. Jednak trudno nam było udawać, że nic się nie działo, gdy spotykaliśmy się przy rodzinnym stole, na imprezach, spacerach. Ja zerwałam ze swoim facetem, natomiast on mimo wszystko trwał przy Marcie. Chyba po to, żeby być bliżej mnie. Dobrze wiedział, że nawet gdyby ją zostawił, nie zwiążę się z nim.

Aż pewnego dnia Marta zaproponowała mi wyjazd na wczasy. Razem z Darkiem i paroma jej znajomymi. Boże, ależ ja kombinowałam, żeby się z tego wykpić! Zaprosiła mnie, bo byłam akurat sama i wydawało jej się, że cierpię. Na nic się zdały moje przekonywania i kręcenie… Nie słuchała wymówek o braku czasu.

Pewnego dnia po prostu pokazała mi kwit za wykupiony pokój w pensjonacie.

To były piękne, a jednocześnie koszmarne dni. Cierpiałam za każdym razem, gdy widziałam Darka i Martę razem. Serce biło mi jak szalone, kiedy przechodząc, muskał mnie przypadkiem lub gdy razem pływaliśmy. On też był nieswój. Marta podejrzewała, że źle się czuje w większym gronie. Na szczęście nie przyszło jej do głowy, o co naprawdę chodziło.

Nasza skrywana bliskość bolała i podniecała zarazem

 Oboje wiedzieliśmy, że powinniśmy unikać wszelkich spotkań tylko we dwójkę, a jednocześnie szukaliśmy każdej okazji, żeby być koło siebie. Aż wreszcie stało się to, co się musiało stać. 

Romantyczna sceneria i kilka wypitych drinków pewnie też miały wpływ na tamten wieczór. W każdym razie Marta trochę przesadziła z alkoholem, więc odprowadziliśmy ją razem do pokoju i ułożyliśmy do snu, a potem poszliśmy do mnie…

Tamtego wieczoru nie myślałam o niczym. Po prostu poddałam się namiętności. Jednak następnego dnia rano… okropnie zaczęło mnie dręczyć sumienie. Darek też czuł się fatalnie. Nic dziwnego, przecież zrobiliśmy świństwo mojej siostrze… On nie ukrywał, co do mnie czuje, ale przy tym przyznawał, że Marta też nie jest mu obojętna. Wtedy już byli zaręczeni… Ślub planowali zaraz po wakacjach. Nie mogłam wybaczyć sobie tego, co się stało.

Po tamtej nocy Darek chciał wszystko odwołać, zerwać z Martą. Ubłagałam go, żeby tego nie robił. I tak po dwóch miesiącach stałam przy ołtarzu jako druhna siostry i płakałam rzewnymi łzami. Wszyscy myśleli, że to ze wzruszenia; tylko ja i pan młody wiedzieliśmy, o co chodzi. On zresztą nie wiedział wszystkiego. Bo tamta noc miała na zawsze zostawić ślad w naszym życiu.

Długo ukrywałam swoją ciążę, a gdy to stało się niemożliwe, powiedziałam rodzinie, że ojca dziecka nie chcę znać, ale córkę kocham i wychowam. Rodzice byli oczywiście przerażeni i wściekli. Jednak nic nie mogli zrobić – stało się…

Zresztą, miałam już wtedy 20 lat. Mieszkałam w kawalerce po babci i pracowałam na etacie, więc sama decydowałam o swoim życiu.

Darek przez całą ciążę nic nie mówił, o nic nie pytał. Lecz gdy tylko urodziłam, przyjechał do szpitala. Pierwszy z całej rodziny. Spojrzał na maleńką Hanię z taką czułością… Zrozumiałam, że on wie.

– Nie możemy o tym nikomu powiedzieć – stwierdziłam, patrząc na jego bladą twarz. – Proszę cię. Tak będzie lepiej dla wszystkich. Przecież Marta też jest w ciąży…

– Tak nie można – wykrztusił.

– Proszę cię, obiecaj, że nikomu nie powiesz… – spojrzałam na niego błagalnie. – Zresztą nikt ci nie uwierzy, a ja się zwyczajnie wyprę – dodałam z naciskiem.

– Ale to moja córka – jęknął.

– To nie ma znaczenia…

Cieszyłam się z narodzin Ani, lecz konieczność utrzymywania wszystkiego w tajemnicy i fakt, że nie mogę dzielić tej radości z ojcem małej, były przytłaczające…

Rok później Darek dostał propozycję pracy na drugim końcu Polski. Marta szalała z radości, bo obiecano im duże, służbowe mieszkanie, ale jednocześnie martwiła się, że wyjeżdża tak daleko od rodziny. A ja… ucieszyłam się. 

Co z oczu, to z serca – przekonywałam samą siebie. No i miałam nadzieję, że teraz łatwiej będzie utrzymać wszystko w sekrecie. Mijały lata. Z Martą i jej mężem widywaliśmy się sporadycznie, tylko przy okazji rodzinnych spotkań. Widziałam, co wtedy dzieje się z Darkiem. Ja czułam to samo. 

Jednak pół roku temu Ania zachorowała. Wizyty, badania i diagnoza: białaczka

Lekarze pocieszali mnie, że to ta lżejsza odmiana i wszystko będzie dobrze, tylko potrzebny jest szpik. Najlepiej od rodziny. Ja nie mogłam być dawcą, moi rodzice też nie. Marty wyniki też się nie pokrywały.

– A ojciec dziecka? – zapytał lekarz podczas kolejnej wizyty.

Ojciec… Nie miałam wyjścia. Zadzwoniłam do Darka. Zresztą on przecież wiedział, że Hania choruje, i bardzo to przeżywał. Przyjechał następnego dnia, zgłosił się do lekarza. A kiedy przyszły wyniki, odetchnęłam z ulgą. Mógł być dawcą!

– Jak my to wytłumaczymy? – spytałam.

– Możemy udawać, że to przypadek, obcy dawcy się zdarzają… – powiedział. 

– A lekarze muszą dotrzymać tajemnicy.

Ania jest już po zabiegu; wygląda na to, że się udało. Wszyscy się cieszą, tylko Marta dziwnie na mnie patrzy. Może to moje wyrzuty sumienia budzą takie podejrzenie, ale wydaje mi się, że porównuje Anię i Darka. Ich niebieskie oczy, ciemne brwi, pieprzyk na prawym policzku… Jeszcze nic nie mówi, nie pyta, lecz boję się, że pewnego dnia odkryje nasz sekret. Co wtedy zrobię?

Iwona, 26 lat

Czytaj także:
Redakcja poleca: Redaktorki Mamotoja.pl o byciu mamą [CHWILA WZRUSZEŃ NA DZIEŃ MATKI]
Na co dzień tak jak i Wy jesteśmy mamami. Z wszystkimi tego, radosnymi i nie tylko radosnymi, konsekwencjami. Posłuchaj, co jest najpiękniejsze w byciu mamą dla dziewczyn z Mamotoja.pl i... napisz nam swoją własną historię!
Oceń artykuł

Ocena 5 na 1 głos

Zobacz także

Popularne tematy