dziecko, dziewczynka, uśmiech, mama
fot. Andres Rodriguez - Fotolia.com

Mama – koleżanka, kapral czy szefowa?

Mamą można być na różne sposoby. Tylko czy wszystkie są równie dobre? Zapytaliśmy o to Beatę Płażewską, psycholożkę dziecięcą.
Beata Turska
dziecko, dziewczynka, uśmiech, mama
fot. Andres Rodriguez - Fotolia.com

Dzieci uwielbiają się z nami kumplować. Są szczęśliwe, gdy się z nimi bawimy, wygłupiamy i śmiejemy. Czy to jednak znaczy, że  powinnyśmy we wszystkim traktować je jak równorzędnych partnerów? Pytamy o to Beatę Płażewską, psycholożkę dziecięcą. 

Być matką czy koleżanką?

Mama-koleżanka jest bardzo fajna. Nie każe sprzątać, pozwala opychać się czekoladą i nie odmawia, gdy się ją prosi o kupienie kolejnej zabawki. Zostawia malcowi wolną rękę: chcesz – jesz, nie chcesz – nie jesz. W jej słowniku nie ma słów "zabraniam", "musisz" ani "powinieneś". Czy wystarczy pójść w jej ślady, żeby dziecko było szczęśliwe? 

– Nie, to kiepski pomysł, bo taka mama wbrew pozorom wymaga od dziecka... zbyt wiele – tłumaczy psycholożka – Oczekuje, że samo połapie się, co jest dla niego dobre, a co nie,  nauczy się unikać niebezpieczeństw, pozna reguły, jakie obowiązują w świecie, dowie się, jakich zachowań trzeba się wystrzegać. A ono jest na to wszystko za małe i potrzebuje kogoś, kto mądrze nim pokieruje. 
 
Kilkulatek, któremu wszystko wolno, wcale nie jest szczęśliwy. Dobrze wie o tym Iwona, trzydziestoparolatka, która ma już własne dziecko. – Moja mama to  cudowna osoba: uśmiechnięta, roztrzepana, ma sto pomysłów na minutę. Gdy byłam mała, zazdrościło mi jej całe podwórko, bo na wszystko mi pozwalała, robiła niespodzianki ("Dziś zrobimy sobie wagary") i nie traktowała wywiadówek ze śmiertelną powagą ("Ojej, zapomniałam...").  A ja,  choć kochałam i kocham ją nad życie, marzyłam, że – tak jak sąsiadki – będzie wołać z okna "Iwooooonka, do dooooomuuuu!". 
 
– Choć maluchy często się buntują przeciw zakazom i nakazom, tak naprawdę potrzebują porządku, w miarę stałego rytmu dnia, jasnego przekazu "To wolno, a tego nie". W chaosie, nawet tym radosnym i kolorowym, gubią się i nie czują bezpiecznie. Chcą,  by ich rodzice byli mądrzy i silni, bo tylko wtedy są dla nich oparciem. Gdy się na podwórku stłucze kolano nie biegnie się do kumpla, tylko do mamy, która wie, co trzeba wtedy zrobić – mówi Beata Płażewska. 
Redakcja poleca: Co sądzisz o teściowych? [SONDA ULICZNA]
Zapytaliśmy przechodniów, o to jaki jest ich stosunek do teściowych. Jest ku temu dobra okazja, bo właśnie w przyszły poniedziałek, 5 marca obchodzimy Dzień Teściowej. Z tej okazji życzymy wszystkim paniom dużo zdrowia i uśmiechu.

Jeśli nie mama-koleżanka, to może mama-kapral?

Mama-kapral jest przeciwieństwem mamy-koleżanki. Wszystko musi być tak, jak ona chce:  na rozkaz, w kostkę, w szeregu.  Jeśli każe dziecku przyjść do kuchni, oczekuje, że malec wykona polecenie natychmiast. Wszystko wie lepiej, nawet to czy jest mu zimno ("Natychmiast zapnij kurtkę!"), czy jest głodne ("Masz to zjeść i koniec") i co ma mu się podobać ( Wybiera mu ubrania, przyjaciół, sposób spędzania wolnego czasu).. 
 
– Właśnie tak było w moim domu. Pamiętam, jak płakałam nad wątróbką. Brzydziłam się nawet na nią spojrzeć, ale mama nie pozwoliła mi wstać od stołu póki nie zjem. Siedziałam tak do wieczora, a potem musiałam iść spać bez kolacji. Tak było ze wszystkim. Rozkaz to rozkaz. Niewypełnienie go równa się kara – wspomina Julia.
 
–  Taki styl wychowywania to także zły pomysł. Matka-kapral żąda, by dziecko całkowicie się jej podporządkowało a więc zrezygnowało z samego siebie. Dziecko ma wykonywać rozkazy i nie dyskutować. W efekcie dziecko nie uczy się ważnych rzeczy, np. samokontroli (po co, skoro jest notorycznie kontrolowane przez nią?), wyrażania własnej opinii (ma przecież siedzieć cicho) – mówi psycholog.

Jak zostać mamą-szefową?

Najlepiej jest wówczas, gdy mama nie jest ani koleżanką, ani kapralem tylko po prostu mamą: mądrą szefową, która  pomaga, podpowiada, uczy, a czasem nakazuje, ale równocześnie szanuje malca i jego odrębność.  Taka mama:
  • Wytycza jasne granice, mówi co wolno, a czego nie, ale jeśli czegoś zabrania, wyjaśnia z jakiego powodu.
  • Akceptuje dziecko takim jakie jest, nie próbuje przerabiać go na własną modłę, jednak stara się mu pomóc wyeliminować zachowania, które są dla innych trudne do zaakceptowania. Np. żywego przebojowego dziecka nie próbuje przeobrażać w pokorne cielątko, ale nie pozwala, by wchodziło innym na głowę.
  • Jest konsekwentna, ale nie do bólu. Jeśli  wprowadza jakąś zasadę (np.  dziecko ma iść spać codziennie o 20.30),  pilnuje, by postępowało zgodnie z nią. Ale wie także, że życie pisze różne scenariusze i czasem można zrobić wyjątek  (tato wrócił z długiej delegacji, przyszli goście, są wakacje i na dworze jest jeszcze jasno).
  • Akceptuje  uczucia dziecka, daje mu prawo do złości,  ale uczy je, by wyrażało je w sposób, który jest do zaakceptowania przez otoczenie.
  • Daje dziecku prawo do dokonywania wyborów, ale nie zawsze i nie w każdej sprawie. Wie, że są sytuacje, kiedy  ma miejsca na dyskusje. Trzeba myć zęby, jeździć w foteliku, chodzić na szczepienia itd.,  czy się to dziecku podoba, czy nie.
  • Domaga się respektowania poleceń, ale...  daje prawo do dokończenia tego, co robi dziecko ("Niedługo  obiad, kończ powoli zabawę i idź umyć ręce").
  • Szanuje dziecko, jego uczucia i prawa, ale wymaga także szacunku dla siebie i innych.
  • Gdy trzeba potrafi powiedzieć "Nie", nawet jeśli wie, że jej odmowa wywoła u dziecka frustrację, ale nie mnoży zakazów bez potrzeby.
  • Mądrze kieruje dzieckiem. Podpowiada mu,  pokazuje, tłumaczy, ale nie próbuje decydować o tym, co ma lubić albo czuć.
  • Pomaga mu w rozwiązywaniu problemów, ale go w nich nie wyręcza. Jeśli np. dziecko coś przeskrobało podpowiada jak rozwiązać problem i przeprosić, ale nie przeprasza za winowajcę.
  • Nie obciąża dziecka problemami, które je przerastają (kłopotami w pracy, z mężem itd.) i  nie oczekuje, że będzie ją wspierało i pocieszało, ale nie ukrywa przed nim, gdy stanie się coś, co dotyczy także jego (np. nie udaje, że ojciec, który odszedł do innej kobiety wyjechał w delegację).
  • Nie obraża się na własne dziecko niczym koleżanka z podwórka ("Jesteś głupi! zabieram zabawki i idę"), ale jasno mówi, co jej się nie podoba ("Nie lubię jak mówisz takie słowa/zabierasz rzeczy bez pytania itd.")
  • Można na nią liczyć. Choć zachowuje się czasem jak przedszkolak  (wygłupia się, bawi,  a nawet bywa niegrzeczna), jest odpowiedzialna i silna. 


Każdy popełnia błędy

Bywasz zbyt pobłażliwa albo zbyt apodyktyczna, a czasem na zmianę taka i taka?  Każdemu to się zdarza, bo nie da się przejść przez życie nie popełniając żadnych błędów. Matki idealne nie istnieją! Najważniejsze, by nie brnąć w błędy po pachy i by wyciągać z nich wnioski na przyszłość,

 
Oceń artykuł

Ocena 6 na 1 głos

Zobacz także

Popularne tematy