GRY
 
 

"Mamo, posłuchaj, chcę ci coś powiedzieć..."

Mama – telefon – dziecko to zdradziecki trójkąt. Nikt nie wyjdzie z niego zwycięsko... Czy przypadkiem wszystkie nie przesadzamy z przywiązaniem do naszych smartfonów? Znam czarodziejską moc internetu. Nie znam za to osoby, która potrafi się jej skutecznie oprzeć. Niestety, dzieci to też dotyczy.

mother talking on the phone
fot. fotolia.com

Sama mam parę ulubionych adresów, pod którymi chętnie znikam na godzinkę albo dwie. Przyznaję, czasami robię to w trakcie zajmowania się dziećmi, dlatego nie rzucam pierwsza kamieniem. I podejrzewam, że nie jestem jedyną taką mamą. Dobrze wiem, jak łatwo utonąć w morzu ciekawostek, pięknych zdjęć i zabawnych filmików! Wystarczy jeden klik i człowiek wpada w sieć. 

Plac zabaw? Ja tu pracuję!

Trudno powiedzieć, kto jest w tej sytuacji bardziej stratny – rodzic, czy dziecko. Rodzice nie potrafią przestać pracować, to fakt. Każdego tygodnia obserwuję w pobliskim parku mamusie i tatusiów przyssanych do swoich smartfonów i tabletów. Pociecha wspina się po drabinkach, a oni odpisują na mejle, oddzwaniają, kończą swoje projekty. Nie marnują ani chwili! Za wyjątkiem tych chwil, kiedy ich dzieci są jeszcze małe i chcą spędzać z nimi czas. Później to nie będzie już takie oczywiste. 

Dzieci z kolei tracą uwagę rodziców i są piekielnie zazdrosne o wszystkie urządzenia, którym poświęcamy czas. Małe dziecko chce, żeby mama zajmowała się tylko nim i kropka! Tak zachowywał się mój syn, tak zachowuje się teraz moja córka i tak zachowują się wszystkie inne dzieci, zanim się usamodzielnią. Ten mechanizm tkwi głęboko w ludzkiej naturze i jest niezależny od czasów, w jakich żyjemy. Dziecko ma w nosie postęp technologiczny i wszystkie aplikacje tego świata. Dziecko chce być z mamą, a nie z mamą, która odpisuje na mejle. 

Redakcja poleca: 10 najczęściej popełnianych błędów wychowawczych
Starasz się być świetnym rodzicem, a twój maluch nadal jest niegrzeczny? Czasem warto spojrzeć na siebie, by odkryć, gdzie leży problem...

Notatki z terenu

Mój telefon pamięta początki ery GSM i jest to moje jedyne alibi w sprawie rodzice vs. internet. Bez komputera nie mam szans połączyć się z jakąkolwiek stroną, portalem ani aplikacją. Dlatego na placu zabaw i w tramwaju nie pozostaje mi nic innego, jak obserwować innych. Rodziców i dzieci.

No właśnie, dzieci. Pamiętacie, jak od małego lubią naśladować mamusię i tatusia? W mojej rodzinie do legendy przeszła historia pt. „Ojciec do wanny”. Jakiś czas temu mój 4-letni wówczas syn bawił się z koleżanką w dom. Ona była mamą, a on tatą. W kilka minut pokazali nam, jak nas widzą. Dziewczynka, która odgrywała (swoją) mamusię, zaczęła pielić grządki. Na to mój syn – naśladując typowe zachowanie swojego taty, który uwielbia się kąpać – odpowiedział jej: „W takim razie ojciec idzie do wanny”. 

One nas widzą!

Teraz przenieśmy się z wanny przed ekran. Ile razy dziennie dziecko widzi mamę lub tatę (lub oboje) z nosem w którymś z urządzeń elektronicznych? Myślcie sobie, co chcecie, ale one naprawdę nas obserwują. A potem powtarzają "typowe" zachowania rodziców. To wcale nie jest dziecięca złośliwość, tylko naturalna potrzeba uczenia się od starszych i naśladowania ich. Jeśli więc widzą, jak X godzin dziennie spędzamy przed komputerem lub z telefonem w dłoni, logiczną reakcją dziecka będzie chęć powtórzenia tego.  

Obawiam się, że to tutaj tkwi źródło magnetycznego przyciągania elektronicznych urządzeń już od najmłodszych lat. Przebiegłość producentów i reklamodawców jest jakby mniej istotna. Żadne dziecko nie posłucha zakazu korzystania z tabletu, jeśli wciąż będzie widziało kolorowy blask ekranu na twarzach rodziców. Uwierzcie, oni i tak się tego wszystkiego nauczą. W przyszłej dekadzie to nasze dzieci będą nam mówić, jak korzystać z telepatii. Teraz najcenniejsze, co możemy im dać, to nasz czas i my sami. 

Czytaj też:
Doładuj
Przeładuj