Marihuana medyczna
fot. Fotolia

Lekarz od marihuany: rodzice go błogosławią, szpital… nie pozwala mu leczyć

„Zastosowanie konopi jest szerokie w medycynie” – mówi dr Marek Bachański, lekarz, który od lat stosuje marihuanę leczniczą w terapii padaczki u dzieci.
Marihuana medyczna
fot. Fotolia

W 2014 r. dr Marek Bachański, neurolog z Centrum Zdrowia Dziecka, wprowadził innowacyjną terapię dzieci chorych na padaczkę lekooporną. Efekty terapii były wspaniałe: liczba napadów padaczki spadła u niektórych pacjentów nawet o 90 procent. Jednak, jako że terapia była oparta na marihuanie medycznej, Centrum Zdrowia Dziecka w krótkim czasie nie tylko zakazało jej kontynuowania, lecz także… skierowało do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez Marka Bachańskiego.

Rodzice chorych dzieci stanęli murem za lekarzem. Także sąd, po dwóch latach procesu, prawomocnym wyrokiem stwierdził, że zarzuty wobec dra Bachańskiego są bezpodstawne i nakazał Centrum Zdrowia Dziecka przywrócenie lekarzowi jego dawnego stanowiska.

Został pan oczyszczony z zarzutów stawianych Panu przez dyrekcję Centrum Zdrowia Dziecka. Jak się Pan z tym czuje?

Marek Bachański: Dobrze. Zarzuty okazały się nietrafione. Ktoś je dogłębniej przeanalizował i stwierdził, że nie ma podstaw by posądzać mnie o złe działania; podobną opinię, już wcześniej, bo 13 stycznia 2016 wydał rzecznik odpowiedzialności zawodowej, a prawie rok później pod koniec 2016 decyzję wydała prokuratura, stwierdzając, że w moim działaniu nie było żadnego zagrożenia życia leczonych przeze mnie pacjentów.

Odstąpili od dalszych procedur?

Trzeba powiedzieć wprost, że te oskarżenia się nie sprawdziły, wszystko było nieuzasadnione.

A co z pana pracą w Centrum Zdrowia Dziecka?

Jest.

To znaczy?

Chodzę tam do pracy, chodzę i chodzę i nie wiem co będzie dalej.

Może pan leczyć tam pacjentów?

Rozmawiam z panią dyrektor, jak ma wyglądać moja praca. W tej chwili pracuję w pracowni diagnostycznej, czyli opisuję badania EEG.

Zna się Pan na tym?

Tak. To jest rzecz, którą kiedyś się zajmowałem, ale to tylko badania diagnostyczne. Niestety nie mogę leczyć pacjentów.

Czy może pan ich leczyć gdzie indziej?

Przyjmuję prywatnie, ale wiadomo, że nie każdy może sobie na taką prywatną wizytę pozwolić. Chciałbym być szerzej dostępny, a takim miejscem jest właśnie Centrum Zdrowia Dziecka. Na razie rozmawiam o tym z panią dyrektor.

To ta sama pani, która Pana zwolniła?

Ta sama. Ma się zastanowić nad moim powrotem do Centrum i przyjmowaniem pacjentów.

Zobacz także: Marihuana leczy dzieci z padaczką

Ilu jest takich pacjentów, którzy czekają na Pana?

Naszkicujmy tło. Pacjentów z rozpoznaniem padaczki opornej na leki jest dużo, ostrożnie szacując dorosłych i dzieci jest ok. 115 tys. To jest liczba pacjentów, którą neurolodzy ogólni i dziecięcy opiekują się w naszym kraju. Są to osoby, które mają ciągły problem z chorobą, częste napady, które wymagają leczenia i wielokrotnych wizyt w poradniach i szpitalach. Jest to ogromny problem dla całego społeczeństwa. Częstsze napady u dorosłych powodują kłopoty w pracy, nieobecność. Choroba dzieci angażuje rodziców, którzy szukają pomocy i nierzadko rezygnują z pracy by poświęcić się ratowaniu zdrowia a często i życia dziecka. Pacjentów, którzy potrzebują pomocy są tysiące.
 
Uwaga! 22 czerwca 2017 r. Sejm przyjął ustawę o legalnej marihuanie medycznej (przeciwko glosowało tylko dwóch posłów: minister Zbigniew Ziobro i premier Beata Szydło). Dzięki przyjętej ustawie chorzy będą mogli w aptekach dostać preparaty z konopii leczniczych. Wszystkie leki na bazie konopii są dostępne wyłącznie na receptę.

Gdzie rodzice mogą szukać pomocy?

Przede wszystkim w swoim miejscu zamieszkania. Niestety niewielu lekarzy leczy medyczną marihuaną i wie jak leczenie przeprowadzić. Formalnie lekarz musi napisać wniosek i przekazać go konsultantowi. Ryzyko jest takie, że jeśli konsultant, który zatwierdza wnioski nie okaże życzliwości, to wniosek może zostać odrzucony. 

Zna pan takie przypadki?

Niestety znam. 

Lekarz naraża się także na negatywną ocenę ze strony innych kolegów, woli się więc nie wychylać. 

Nadal mało jest takich lekarzy, którzy mogliby zaproponować tego rodzaju leczenie. Lekarze wiedzę i doświadczenie nabywają stopniowo, na to potrzeba czasu, a pacjent tego czasu nie ma. Podam przykład. Zadzwoniła do mnie koleżanka – lekarka – z pacjentem nowotworowym, który potrzebowałby leczenia marihuaną; wiemy, że działa ona skutecznie w wielu przypadkach onkologicznych, działa również przeciwbólowo, a jednocześnie dzięki niej zmniejszamy zapotrzebowanie na inne leki opioidowe, które mają swoje działania niepożądane. W takich trudnych przypadkach każdy dzień zwłoki działa na niekorzyść pacjenta. Dlatego tak ważne jest by lek z marihuaną był dostępny od ręki, na miejscu, a nie zagranicą. 

Jak to wygląda w innych krajach?

Może być tak, że na formalną zgodę na otrzymanie preparatu leczniczego z marihuaną pacjent onkologiczny czeka bardzo krótko. Tak jest na przykład w Niemczech, gdzie Kasa Chorych ma na wszystkie formalności trzy dni.

To dlatego, że tam leczenie medyczną marihuaną jest znane i akceptowane.

W Słowenii czy Izraelu dzieci są leczone właśnie w taki sposób, a lekarze mają większe możliwości pomocy. W Izraelu lekarz, który oczywiście musi mieć określoną specjalizację, czyli być neurologiem dziecięcym, ma do wyboru ok. 90 szczepów marihuany, z których wybiera najlepsze i wypisuje na nie receptę. Te szczepy są dostępne natychmiast, są dobrej jakości. Lekarza więc nic nie ogranicza w pracach terapeutycznych, a pacjenci mają korzyść z takiego systemowego podejścia. Miejsce takiego leku powinno być w aptece.

Mamy problem nie tylko z dostępnością leku ale także brakiem lekarzy, którzy wiedzą jak leczyć medyczną marihuaną. 

Z powodu organizacji naszej służby zdrowia lekarz ma ograniczone możliwości szkolenia się. Jeśli lekarz rodzinny przyjmuje po 50 pacjentów dziennie, jak ma się doszkalać? Kiedy przyjmuje taką liczbę pacjentów, to nie myśli o zdobywaniu wiedzy ale o odpoczynku. Jest to poważna przeszkoda systemowa - praca lekarza jest naciągnięta do granic możliwości, co jest ze szkodą i dla lekarza i dla pacjenta. 

Brakuje lekarzy i brakuje leku. Boimy się jednak uprawy w Polsce, bo istnieje ryzyko, że marihuana może stać się łatwo dostępna w celach inne niż medyczne. 

Takie obawy należy zrozumieć, ale też warto je przeanalizować i racjonalnie ocenić. Morfina jest u nas od dawna, potencjał uzależniający morfiny jest znacznie większy a jednak jest ona dostępna w aptekach i chorzy lek dostają. Używajmy ściśle medycznego argumentu. Medyczna marihuana to nie jest nic wygórowanego ani specjalnego, co burzy zastany porządek. Odwołujmy się do dobrych przykładów krajów, w których leki są dostępne i można wybierać takie, które mają większą zawartość THC albo takie które mają tylko CBD. W Polsce na razie nie mamy żadnego wyboru. 

Co to jest THC i CBD?

THC to tetrahydrokannabinol, substancja o właściwościach psychoaktywnych, wywołuje stan odurzenia. Ale także działa przeciwbólowo, hamuje nudności i wymioty, zmniejsza nadmierne napięcie mięśni, działa przeciwbakteryjnie, przeciwzapalnie. Ma też działanie rozkurczające oskrzela i zmniejszające nadmierne ciśnienie śródgałkowe występujące np. u osób z jaskrą. Nie jest więc substancją służącą tylko do wprowadzania w stan "bycia na haju". CBD to kannabidol, działa uspakajająco, przeciwlękowo, przeciwdepresyjnie, przeciwbólowo i przeciwdrgawkowo. Modeluje działanie THC.

Na czym więc polega zasadnicza różnica między marihuaną medyczną a rekreacyjną?

Kiedyś od jednego kolegów po fachu, dr Jarosza, usłyszałem taką odpowiedź: różnica polega na tym w jakim celu lek stosuję. Cel leczniczy jest taki, że ma pomóc choremu w złagodzeniu dolegliwości, cel rekreacyjny ma zadziałać psychoaktywnie. Cel jest istotny, bo zastosowanie konopi jest szerokie. Marihuana, która ma w swoim składzie przewagę THC (czyli ta, która działa psychoaktywnie) może mieć zastosowanie w onkologii, bo tam ilość THC jest ważna. Marihuana w skład której wchodzi CBD oraz THC ma zastosowanie w preparatach używanych w chorobach neurologicznych u dorosłych np., w stwardnieniu rozsianym. A trzeci przykład zastosowania marihuany, to tam gdzie mamy tylko CBD bez właściwości psychoaktywnych. Tak rodzaj medycznej marihuany może służyć większości dzieci z padaczką oporną na leki. 

Zobacz także: Czy Polska kocha dzieci? – zastanawia się prof. Alicja Chybicka

Ile osób pan wyleczył?

Nie liczyłem. Ale tych pacjentów, u których nastąpiła widoczna a wręcz spektakularna poprawa jest coraz więcej. Należy też krytycznie stwierdzić, że nie dla każdego pacjenta takie leczenie może być odpowiednie lub nie u każdego może zadziałać. 

Dużo pacjentów przychodzi do Pana?

Przyjmuję kilku pacjentów dziennie, nie każdy dostaje takie samo leczenie. Najpierw przeprowadzam wywiad, dokładną analizę, potem dopiero ustalamy sposoby leczenia: dieta ketogenna, diagnostyka do leczenia neurochirurgicznego lub podawanie preparatów zawierających kannabinoidy, czyli medycznej marihuany. Trafiają do mnie pacjenci z badań klinicznych, które się toczą w Polsce.

Wywiad-rzekę z Markiem Bachańskim o zastosowaniu marihuany leczniczej w medycynie wydało wyd. Edipresse Książki. Kupisz na Hitsalonik.pl

Leczenie marihuaną jest znane od tysiącleci. Od kilkunastu lat marihuana na nowo powraca jako lek w tzw. medycynie zachodniej. Można te dwa światy połączyć?

Marihuanę stosowano w starożytnej medycynie chińskiej, to co obserwujemy na świecie to powrót do korzeni medycyny. Nie ma w tym sprzeczności. Lekarz powinien wybierać w leczeniu to jest skuteczne, łączyć nowe rozwiązania ze starymi sposobami, znanymi od lat.  Co więcej, są przykłady na to, że tam gdy zawodzą współczesne rozwiązana, pomocą – a czasami jedynym ratunkiem - może być medyczna marihuana.

Jak w tej historii z Charlotte Figi?

Ta dziewczyna z zespołem Dravet (jeden z zespołów padaczki opornej na leki) leżała bez kontaktu ze światem, miała do 300 napadów tygodniowo. Po tym jak lekarze zastosowali medyczną marihuanę udało się opanować chorobę na tyle, że Charlotte teraz może chodzić do szkoły. 

Wyobrażam sobie co musieli czuć rodzice. Ale też dla lekarza taka spektakularna poprawa jest wielkim przeżyciem. To musi dawać radość i sprawiać satysfakcję. Panu często się to zdarza?

Lubię ten moment, kiedy widać pierwsze rezultaty, kiedy udaje się poważną chorobę zaleczyć. Każdy lekarz chciałby mieć takich pacjentów jak najwięcej. Pacjentów przyjmuję każdego dnia, ale a takich pozytywnych wyników nie mam codziennie, więc kiedy się to zdarza jest to ogromna radość i dla rodzica i dla lekarza. Przypomina mi się ostatnia wizyta rodziców, kiedy na spotkaniu ze mną nie potrafili ukryć emocji. Płakali tylko dlatego, że dziecko nie miało już napadów, że zaczęło się rozwijać. Każdy chciałby przeżywać takie momenty jak najczęściej.

O czym pan jeszcze marzy?

Trudnych pacjentów jest dużo i raz na kilka lat powinna się pojawić nowa metoda by kolejnej grupie można było pomóc. Staram się cały czas pracować nad kolejnym sposóbem na leczenie, mam pomysły i marzę o tym bym mógł je zrealizować. 

Jeden pomysł już pan zrealizował.

Tak, to leczenie padaczki opornej na leki dietą ketogenną i taką terapię świat medycyny docenia. Jest skuteczna, jest więc potrzebna i powinna być wszędzie dostępna. 

Nie jest? 

W wielu klinikach neurologicznych nie podejmuje się leczenia tą dietą. Przyjeżdżają do mnie pacjenci z końca Polski by takie leczenie otrzymać, bo tam gdzie mieszkają nie ma go, mimo, iż jest to leczenie zaaprobowane powszechnie w oficjalnej medycynie. Nie w każdym przypadku zadziała ale warto go spróbować i dać szansę dzieciom na odzyskanie zdrowia i lepsze życie.
Redakcja poleca: Jak zrobić lampion z dyni? Instrukcja krok po kroku [WIDEO]
Robienie lampionu z dyni to jedna z tradycji halloweenowych. Gotowy lampion może zdobić dom przez całą jesień, a nie tylko w święto duchów. Podpowiadamy, jak go zrobić w kilku prostych krokach (i co zrobić, żeby przetrwał dłużej!).
Oceń artykuł

Ocena 5 na 3 głosy

Zobacz także

Popularne tematy