Chłopiec, który prowadzi auto
fot. Adobe Stock, vitec40

„Mój 12-letni syn jest bohaterem. Wsiadł do auta i zawiózł dziadka z wylewem do szpitala. Uratował mu życie"

„Jestem jednocześnie wściekły i dumny z mojego syna. Gdyby posłuchał się moich zakazów, dziadek zapewne by tego nie przeżył. Policja odpuściła mu mandat i potraktowała to jako sytuacje wyjątkową. A ja nie wiem, czy powinienem ukarać Kubę, czy raczej wynagrodzić i podziękować"
Chłopiec, który prowadzi auto
fot. Adobe Stock, vitec40
Kiedy Kubuś przyszedł na świat, mój ojciec po prostu oszalał na punkcie wnuka. Było to dla mnie sporym zaskoczeniem, bo wcześniej nie przepadał za dziećmi. Ze swojego dzieciństwa pamiętam go raczej jako Wielkiego Nieobecnego. Przeważnie był w pracy, wychodził z domu, gdy jeszcze spałem, i wracał, kiedy już leżałem w łóżku. Pamiętam tatę głównie z weekendów, kiedy siedział w fotelu przed telewizorem i odpoczywał. Nie było mowy, aby pograł ze mną w piłkę albo poszedł na sanki… 
 
Dlatego pewnie nie miałem z nim nigdy dobrego kontaktu. Darzyłem go szacunkiem, ale daleko nam było do kumpelskich relacji, jakie mają moi koledzy ze swoimi ojcami.  

Przyznaję, czasami nawet czułem ukłucie zazdrości  

Jak już wspominałem, dla mojego synka okazał się najczulszym i najbardziej kochającym dziadkiem. W jego domu Kubie wszystko było wolno, on sam poświęcał wnukowi każdą chwilę… Przyznaję, że gdzieś w głębi czułem nawet zazdrość, bo ja nie miałem nawet ułamka tej uwagi, którą poświęcał mojemu dziecku.
 
Na przykład, jak Kuba skończył cztery lata, ojciec kupił sobie i jemu rower, i zaczął zabierać wnuka na wycieczki po okolicy. Przez całą zimę tworzył w swojej szopie dla Kuby wielki wóz drabiniasty, aby chłopiec miał się czym bawić na wsi w ogrodzie. Strugał mu krowy i konie. 
 
– Jest lepszym dziadkiem niż ojcem… Wreszcie dojrzał do tego, aby bawić się z dzieckiem – nawet moja mama to widziała. 
 
Ale zabawa zabawą, a głupota głupotą. Wnukowi przecież nie można pozwalać na wszystko! 
 
Ta sytuacja pewnie nigdy by nie miała miejsca, gdyby nie zabrakło na tym świecie mojej mamy… Ona w życiu by nie pozwoliła na coś takiego! Ubiegłej zimy wysłaliśmy dwunastoletniego Kubę do dziadka na wieś, na całe ferie. Uznaliśmy, że wnuk aż się do tego wyrywa, a starszemu panu dobrze zrobi jego towarzystwo, bo to przecież pierwsza zima bez babci.
 
Po tygodniu pojechaliśmy z żoną w odwiedziny, no i po to, żeby podrzucić dziadkowi i wnukowi trochę domowej wałówki. Dojeżdżaliśmy prawie do chałupy ojca, kiedy zauważyłem jego cinquecento zasuwające przez pola. Śniegu było mało, ziemia zmrożona i twarda, samochodzik pruł, tylko podskakując na wybojach. 
 
– Oho, tata akurat wraca do domu – powiedziałem do Julki i wytężyłem wzrok, bo coś mi się w tym samochodzie nie podobało… 
 
Mój ojciec ma ponad metr osiemdziesiąt wzrostu, więc ledwie mieści się w swoim autku, a tymczasem 
z daleka tak wyglądało, jakby za kierownicą nikogo nie było. Auto wypadło przed nami na drogę i po kilku minutach wjechało na podwórko. My za nim i wtedy ze zdumieniem zobaczyliśmy za kierownicą… naszego syna! 
 
– Oszalałeś? Kto ci pozwolił prowadzić?! – wyciągnąłem dzieciaka z samochodu i zacząłem go szarpać. Wtedy z ust przerażonego chłopca padło magiczne słowo: 
 
– Dziadzio! 
 
Byłem pewny, że się przesłyszałem, albo że mój syn zmyśla. Ojciec nie mógł być tak nierozsądny! Dał kluczyki do samochodu dzieciakowi, który ledwie skończył szkołę podstawową?! A może jednak to mój syn je cichaczem zabrał, gdy dziadzio odbywał popołudniową drzemkę? 
 
Trudno, żebym od niego wymagał rozsądku, skoro ma dopiero dwanaście lat. A jak ruszył samochodem? Przecież od lat się przygląda, jak ja to robię, to jakoś udało mu się odpalić. Na gokartach radzi sobie nieźle, to i małym fiacikiem pojechał. 

Jeszcze jeden taki numer i nigdy go nie zobaczysz!

Mamy tor gokartowy niedaleko domu, Kuba nieraz mnie prosił o pieniądze na rundkę, i patrzyłem z zadowoleniem na popisy jedynaka. Ale co innego jazda na torze, a co innego po drogach prawdziwym samochodem! Mój ojciec jednak niespodziewanie zlekceważył tę różnicę… 

– Przecież tutaj nikt nie jeździ, więc niech sobie chłopak ćwiczy! Wysyłam go samego autem do sąsiadów po mleko, widziałeś, jak już sobie dobrze radzi za kierownicą? - wyraźnie puchł z dumy, że ma takiego wnuka. – Poza tym zima taka marna, nudzi się chłopaczysko…
 
A mnie nagle trafił szlag. 
 
– Chyba ojciec przesadza! – wycedziłem przez zęby, a potem już poszło, nie panowałem nad sobą. 
 
Nie pamiętam dokładnie, co krzyczałem, ale nie były to miłe rzeczy, zdarzały się także niecenzuralne słowa. Po minie ojca widziałem, że jest i zaskoczony, i wściekły, ale mi nie przerywał. Jego spokój jeszcze bardziej wyprowadzał mnie z równowagi, aż w końcu wrzasnąłem, że zabieram syna i więcej go nie zobaczy. 
 
Tutaj tato zbladł jak ściana, a moja żona wreszcie postanowiła wtrącić swoje trzy grosze. Zaproponowała, abyśmy nie działali w emocjach, tylko weszli do domu, napili się kawy, pogadali na spokojnie. Było to rozsądne wyjście, jednak ja za bardzo się już nabzdyczyłem. 
 
– Moja noga w tym domu nie postanie! – stwierdziłem i przesiedziałem godzinę, marznąc w samochodzie, zanim Julce udało się mnie namówić na wejście do środka. 
 
Kuba nie wrócił do domu, tylko został u dziadka do końca ferii. 
 
Przed odjazdem zapowiedziałem jednak im obu, że jeśli jeszcze raz mój syn przed otrzymaniem prawa jazdy zasiądzie za kierownicą samochodu, to mnie obaj popamiętają! Tylko co ja mam teraz zrobić? Jak się zachować, kiedy zamiast ochrzanić syna, że złamał mój zakaz, powinienem mu za to… podziękować?

Niewiele myśląc, Kuba wsiadł za kierownicę 

Kuba bowiem znowu poprowadził samochód, ale tym razem nie jechał dla zabawy czy po mleko do sąsiadów. Gnał do szpitala z chorym dziadkiem i lekarz powiedział nam jasno – mój ojciec zawdzięcza życie tylko temu, że znalazł się tak szybko na intensywnej terapii. 
 
W połowie drugiego tygodnia tych pamiętnych ferii mój tata miał wylew. Ja uważam, że sam się do tego przyczyniłem tą koszmarną awanturą, ale żona powtarza, że zanosiło się na to od dawna, bo dziadek należy do wysokociśnieniowców. Tak czy inaczej, gdyby nie Kuba… 
 
– Dziadzio nagle zbladł tak strasznie – opowiadał nam w szpitalu przejęty syn – a potem jakby jedna połowa twarzy zjechała mu w dół. Tak się dziwnie wykrzywił… Myślałem, że sobie tylko żartuje, ale zaczął coś mówić niewyraźnie. Chciał wstać od stołu i nie mógł. Wtedy się okropnie przestraszyłem – relacjonował Kuba. 
 
Nasz syn, choć jest dopiero w pierwszej klasie gimnazjum, zorientował się w końcu, że dzieje się coś złego. Złapał za swoją komórkę, żeby zadzwonić do szpitala, ale jak zwykle na wsi nie było zasięgu! 
 
– No i pamiętałem przecież, że babunia zmarła, bo karetka nie przyjechała na czas – powiedział. 
 
To prawda. Miesiącami potem wałkowaliśmy, czy mama by żyła, gdyby w porę otrzymała właściwą pomoc. Nic więc dziwnego, że Kuba przestał liczyć na karetkę, a zaczął na siebie. Jakoś udało mu się doprowadzić dziadka do samochodu… 
 
– Bałem się policji, ale pomyślałem, że to nawet dobrze, gdybym ich spotkał. Mnie by aresztowali, ale za to dziadka zabraliby radiowozem na sygnale szybciej do szpitala. 
 
Ale po drodze nie było żadnej policji, nie było także specjalnego ruchu. Mój syn dotarł więc bezpiecznie do izby przyjęć, a tam dziadkiem zajęli się już lekarze. Szpital miał obowiązek powiadomić policję, na szczęście zawiadomiono także nas i dwie godziny później byliśmy już na miejscu. 
 
– W wyjątkowych wypadkach możemy odstąpić od mandatu i powiadomienia prokuratury o wykroczeniu, a tutaj zaszła taka sytuacja. Chłopiec jest bohaterem – usłyszałem od komendanta i odetchnąłem z ulgą. 
 
Na razie tata mieszka z nami. Kuba opiekuje się dziadkiem i nie może się doczekać, aż znowu razem pojadą na wieś. A ja nadziwić się nie mogę, jak wspaniałego mam syna. Poprzednie uczucie złości ustąpiło miejsca wielkiej ojcowskiej dumie. Jakie to szczęście, że Kuba mnie nie posłuchał i wsiadł za kierownicę.
 
Redakcja poleca: Redaktorki Mamotoja.pl o byciu mamą [CHWILA WZRUSZEŃ NA DZIEŃ MATKI]
Na co dzień tak jak i Wy jesteśmy mamami. Z wszystkimi tego, radosnymi i nie tylko radosnymi, konsekwencjami. Posłuchaj, co jest najpiękniejsze w byciu mamą dla dziewczyn z Mamotoja.pl i... napisz nam swoją własną historię!
Oceń artykuł

Ocena 5 na 1 głos

Zobacz także

Popularne tematy