Teściowa mnie upokarzała, bo nie urodziłam chłopca
fot. Adobe Stock, natalialeb

„Teściowa mnie upokarzała, bo nie dałam mężowi syna. Dwiema wnuczkami nie była zainteresowana”

– Bo wiesz, synku – teściowa uśmiechnęła się przymilnie. – W naszej rodzinie od pokoleń rodzili się sami chłopcy. Jeśli Ola spodziewa się dziewczynki, to… Cóż, chciałabym mieć pewność, że twoja żona jest ci wierna.
Teściowa mnie upokarzała, bo nie urodziłam chłopca
fot. Adobe Stock, natalialeb
– No cóż, może następnym razem się uda. Do trzech razy sztuka – teściowa westchnęła wymownie i wyszła z sali, stukając obcasami o posadzkę.

Na swoją drugą, dopiero co urodzoną wnuczkę spojrzała tylko raz, z wyraźnym niesmakiem. Nawet jej nie dotknęła… Aż mnie zmroziło. Wiedziałam, co prawda, że w rodzinie Kuby liczą się tylko chłopcy. I mimo że od pierwszego USG mówiliśmy jego rodzicom, iż na świat przyjdzie nasza druga córka – do ostatniej chwili liczyli jednak na pomyłkę lekarzy i na to, że urodzę syna.

No, ale takie zachowanie – tego było już za wiele!

Co ta dziewczyneczka, słodko śpiąca jak aniołek, tym ludziom zawiniła, że tak ją potraktowali? Za kogo się uważali? Na dodatek świadkiem tego upokorzenia była moja siostra…

Ze wstydu odwróciłam zaczerwienioną twarz do okna, licząc na to, że Lidka niczego nie zauważy. Niestety, przed bystrym okiem mojej siostry niewiele można było ukryć. Przyjrzała mi się bacznie i powiedziała:

A tę starą wiedźmę co dzisiaj ugryzło? Taka wielka pani, a nie wie, że jak się przychodzi do szpitala, do noworodka, to się nie denerwuje mamy i mówi same miłe rzeczy o maleństwie?
– Ona tak zawsze… – odpowiedziałam cicho, kątem oka patrząc na słodko śpiącą Andżelikę – Nie mów, że do tej pory tego nie zauważyłaś. Ja już się przyzwyczaiłam. Natalka też – dodałam, nie potrafiąc ukryć łez, które nieoczekiwanie napłynęły mi do oczu.

Nawet nie chciałam sobie wyobrażać, co czuje moja starsza córeczka przez to, że ma takich a nie innych dziadków!

Nigdy nie przepadałam za swoją teściową

Z wzajemnością zresztą. Ta okropna baba, dyrektorka miejscowego liceum, od pierwszej chwili, odkąd zaczęłam spotykać się z Kubą, dawała mi do zrozumienia, że nie jestem wystarczająco dobra dla jej syna.

– To kim twój tata jest? Listonoszem? – pytała na przykład głośno przy obiedzie, na który zaprosiła całą śmietankę towarzyską naszego miasteczka, a później, kiedy potwierdzałam, znacząco przewracała oczami.

Listonosz w jej mniemaniu był kimś gorszym, zerem, nikim, kimś, kim tacy jak ona, wykształceni i z jakimi takimi pieniędzmi – mogli pomiatać. Ona zawsze wyobrażała sobie, że Kuba, jej ukochany, wypieszczony jedynak, zwiąże się z jedną z córek jej licznych „przyjaciółek”.

– Miał się wżenić w rodzinę lekarzy albo stomatologów. W ostateczności mogła być i ta właścicielka sieci butików. A wyszło, jak wyszło – mówiła bez ogródek, nie przejmując się, że ja to wszystko słyszę i czuję się upokorzona.

Na szczęście po swojej stronie zawsze miałam Kubę

Dlatego im dłużej trwała nasza znajomość, tym częściej w odpowiedzi na niewybredne zaczepki przyszła teściowa słyszała ode mnie:

– Tak, pochodzę z niebogatej rodziny. Moi rodzice ciężko pracują. Nie wstydzę się tego. Jestem z nich dumna.

Myślę, że właśnie ten mój spokój sprawił, że teściowa w końcu zaakceptowała moje pochodzenie. Szybko jednak miałam się przekonać, że to nie był jedyny problem tego babsztyla związany ze mną. Tak naprawdę – to był dopiero początek!

To było kilka miesięcy po ślubie. Od samego początku planowaliśmy z Kubą dużą rodzinę, więc kiedy zorientowałam się, że jestem w ciąży, bardzo się ucieszyłam. Niestety, teściowa szybko mi tę radość zepsuła:

– Kiedy poznacie płeć dziecka? – zwróciła się do Kuby, swoim zwyczajem zupełnie ignorując moją obecność.
– Mamo, na to jeszcze za wcześnie – roześmiał się mój mąż.

Ale ja już poczułem ostrzegawcze ukłucie w sercu.

„Co ta baba znowu knuje? Po co jej teraz, w pierwszych tygodniach ciąży, płeć dziecka?” – zastanawiałam się.

– Bo wiesz, synku – teściowa uśmiechnęła się przymilnie. – W naszej rodzinie od pokoleń rodzili się sami chłopcy. Jeśli Ola spodziewa się dziewczynki, to… Cóż, chciałabym mieć pewność, że twoja żona jest ci wierna, ale za długo żyję na tym świecie, żeby wierzyć tym młodym kobietom z długimi nogami.

Czy ta kobieta jest normalna?

Dopiero co ogłosiłam jej nowinę, która w każdej innej matce wzbudziłaby falę ciepłych uczuć – a ona podejrzewa, że zdradziłam jej syna. Tak się tą sytuacją zdenerwowałam, że tego samego dnia znalazłam się w szpitalu z krwotokiem.

Myślicie, że ten wstrętny babsztyl odwiedził mnie chociaż raz? Nic podobnego! Przez przypadek usłyszałam tylko od szwagierki, że plotkuje w rodzinie, iż „pewnie sumienie mnie ruszyło i chcę się pozbyć dowodu zdrady”.

Nie chciałam się więcej denerwować, więc przez kolejne miesiące ciąży po prostu starałam się unikać teściowej. Zwłaszcza od momentu, gdy Kuba przekazał jej informację, że spodziewamy się jednak dziewczynki:

– Cóż, nie wszystkim szczęści się za pierwszym razem – westchnął ponoć ten babsztyl bez serca.

Nie zamierzałam podobnych bzdur komentować. Tym bardziej że teściowa na szczęście porzuciła swoje niedorzeczne teorie na temat zdrady. Dobre i to. Po cichu zresztą liczyłam na to, że kiedy nasza córeczka już przyjdzie na świat, będzie jak w normalnej rodzinie: matka Kuby pokocha ją nad życie i będzie niemożliwie rozpieszczała, jak to zwykle robią babcie.

Niestety… Kiedy Natalka się urodziła, teściowa odwiedziła mnie jeszcze tego samego dnia w szpitalu:

– Dziewczynka – powiedziała, krzywiąc się wyraźnie.
– A kogo się mama spodziewała? Godzilli? – warknęłam, bo mnie wkurzyła.

A nie wiedziałam jeszcze wszystkiego.

– Przyniosłam wam prezent – teściowa cedziła powoli słowa, nawet nie patrząc w stronę becika ze swoją jedyną wnuczką. – Położę tutaj. Do widzenia.

Po tych słowach wyszła, nie obdarzywszy nas nawet jednym spojrzeniem. Byłam naprawdę zaintrygowana.

Co też ten babsztyl nam przyniósł?

Po niej wszystkiego można było się spodziewać… Zaciekawiona, niecierpliwie rozerwałam opakowanie.

No nie. To nie może być to, co ja myślę... Ta kobieta przechodziła samą siebie.

– Kuba! – wrzasnęłam; nie zwracałam w tym momencie uwagi na leżące obok mnie kobiety. – Kuba! Spójrz tu natychmiast, co wyprawia twoja matka!

W pudełku leżała elegancko zawinięta w papier, owinięta wstążką… koparka. Olbrzymia koparka z jakimiś zielonymi zygzakami. Nie był to idealny prezent dla noworodka, a już na pewno nie dla dziewczynki.

– Kuba, tak dalej być nie może – zbuntowałam się wtedy. – Ona najwyraźniej zamierza udawać, że Natalka jest chłopcem. Nie możemy jej na to pozwolić. Ona zniszczy naszej córeczce psychikę.

Mąż zaczął mnie wtedy uspokajać i tłumaczyć, że jego matka na pewno nie chciała zrobić nic złego i być może miała po prostu w domu tę koparkę i postanowiła nas nią obdarzyć, ale ja wiedziałam swoje.

Tej kobiecie naprawdę odbiło

Tym bardziej że to wcale nie była jednorazowa akcja. Przez kolejne lata matka Kuby uparcie odmawiała przyjęcia do wiadomości faktu, że dziewczynki lubią lalki, kredki, misie – przynajmniej takie rzeczy lubiła nasza Natalka. Od babci Wiesi regularnie dostawała – samochodziki, koparki, elektroniczne roboty…

Nie pozostawało mi nic innego, jak traktować całą sprawę jako przejaw dziwnego poczucia humoru babci. Dużo mnie to kosztowało. Zwłaszcza gdy Natalka z nocowania u babci wróciła z obciętymi na krótko włosami.

– Takie są łatwiejsze w obsłudze, a wy nigdy nie macie czasu – wyjaśniła lakonicznie teściowa, gdy usiłowałam protestować.

Oczywiście, ja wiedziałam swoje – teściowa po prostu chciała, żeby Natalka jak najbardziej przypominała, przynajmniej wyglądem, wymarzonego chłopca. Ale komu miałam to tłumaczyć? Mąż uważał, że przesadzam i że nic złego się przecież nie dzieje, a ja zwyczajnie nie miałam już siły na ciągłe kłótnie.

Starałam się po prostu, żeby znienawidzony babsztyl jak najmniej czasu spędzał z moją córką. Było to tym łatwiejsze, że Natalka wcale nie ciągnęła do babci Wiesi. Była już sporą dziewczynką i pewnego dnia poskarżyła się nam, że u babci „jest strasznie nudno, bo babcia nigdy się z nią nie bawi”.

Włącza jej tylko telewizor i wzdycha, że z chłopakiem miałaby mniej kłopotu. Nawet nie chciałam tego komentować. Cała sytuacja trochę się uspokoiła, kiedy oznajmiliśmy rodzinie, że spodziewamy się drugiego dziecka.

– Tym razem musi się wam udać – wymknęło się wtedy teściowej.

Przezornie nic na to nie powiedziałam, choć oczywiście swoje pomyślałam.

Kilka dni później matka Kuby naprawdę mnie zaskoczyła

Początkowo myślałam nawet, że będzie to zaskoczenie pozytywne… O, ja naiwna! Zapukała do moich drzwi kilka dni po tym, jak oznajmiliśmy rodzinie wspaniałą nowinę, i zaczęła wypakowywać na blat w kuchni ogórki, ziemniaki i kartony soku pomidorowego.

– Mamo, to nie jest moja pierwsza ciąża. Wiem, że trzeba jeść dużo warzyw i owoców – uśmiechnęłam się, naiwnie licząc na to, że starsza pani po prostu chciała o mnie zadbać.

Niestety, to nie było w jej stylu.

– Tu nie chodzi o warzywa i owoce – sarknęła matka Kuby. – Chodzi dokładnie o to, co ci przyniosłam: ziemniaki, pietruszka, ogórki, sok pomidorowy. I żadnego nabiału.
– Liczy mama na to, że jak po ciąży wypadną mi wszystkie zęby, to Kuba mnie zostawi? – nie mogłam się powstrzymać od złośliwego komentarza.

Ale po starszej pani spłynął on jak woda po kaczce.

– To nie było śmieszne – wzruszyła ramionami. – Te warzywa to stary sposób na urodzenie chłopca. Dużo potasu i sodu, mało wapnia i chłopak gwarantowany.

A więc to znowu stara śpiewka! Miałam ochotę wyrzucić tę wiedźmę z domu. Powstrzymałam się w ostatniej chwili… Ale ona nie ustawała w wysiłkach. Chyba naprawdę myślała, że dając mi te głupie porady, robi mi przysługę.

Kilka dni później Kuba przeczytał mi SMS od swojej matki: „Mam nadzieję, że Marta się nie odchudzała. Czytałam, że chude kobiety częściej rodzą dziewczynki”.

Miałam tego serdecznie dość

A już naprawdę zaczęłam się bać ataków tego babsztyla, kiedy w połowie ciąży usłyszeliśmy, że będziemy mieli drugą dziewczynkę.

– Nie cieszysz się? – spojrzałam zdziwiona na Kubę, który miał jakoś podejrzanie ponurą minę.
– No wiesz, rodzice tak bardzo czekali na wnuka… – mruknął mój mąż, unikając mojego wzroku.

Tego było już za wiele. Do tej pory wydawało mi się, że to tylko ta stara wariatka miała fiksację na punkcie chłopca. Teraz zobaczyłam, że udało jej się przekonać także Kubę. Koniec świata. Tej ciąży mój mąż nie przeżywał tak, jak poprzedniej.

A kiedy na świat przyszła Ania, zmył się ze szpitala zaraz po „obowiązkowej” wizycie ojcowskiej…

Zostałam sama z noworodkiem i siostrą

Czułam się strasznie. Nie potrafiłam dłużej Lidki oszukiwać. Musiałam jej to wszystko opowiedzieć…

– I ty im na to wszystko pozwalasz? – Lidka otworzyła szeroko oczy ze zdumienia. – Do tej pory nie pogoniłaś tej wiedźmy ze swojego życia? I Kuby też, skoro tak bardzo jest za swoją mamusią.
– Wiesz, staram się ją zrozumieć – powiedziałam cicho. – Ona ma tylko syna. Nie wyobraża sobie, że córka też może dać radość. Kiedyś tłumaczyła mi, że po prostu chłopaki mają w życiu łatwiej.
– Te czasy dawno minęły! – Lidka aż wstała ze złości. – Bronisz tej wiedźmy, a nie przyjdzie ci do głowy, co może czuć Natalka, a za chwilę i Ania, kiedy cały czas będzie słyszeć, jaka to szkoda, że nie jest chłopcem.
– To co ja mam robić? – szepnęłam.
– Jeszcze się pytasz? – parsknęła moja siostra. – Dziwię się, że sama dawno na to nie wpadłaś. Dziękuj Bogu, że masz dwie zdrowe, cudowne dziewczynki. I jak najszybciej pogoń ze swojego życia tego babsztyla! Powiedz jej, że jeśli jeszcze raz przyjdzie w odwiedziny do Natalki z czołgiem, wozem strażackim czy czymś w tym stylu, to pokażesz jej od razu drzwi!

Poczułam ulgę. Przez moją teściową jeszcze chwila a sama zaczęłabym myśleć, że coś jest ze mną nie tak, bo nie mam syna… I nie doceniłabym tego, jakie mam wspaniałe córki!

Sięgnęłam po telefon. Pewne sprawy nie mogły czekać. Albo Kuba będzie się cieszył z naszej rodziny takiej, jaka jest, albo nasze drogi muszą się rozejść. Zawsze pozostawały mi dwie wspaniałe córeczki. I żadna z nich nie musiała być chłopcem, żeby udowodnić mi, jak bardzo są cudowne.

Wybrałam numer komórki męża.

Marta, lat 31

Czytaj także:
Redakcja poleca: Płeć dziecka: czy lekarz może się pomylić - film
Na jakiej podstawie ginekolog określa płeć dziecka i kiedy wynik badania USG w ciąży może być fałszywy?
Oceń artykuł

Ocena 5 na 1 głos

Zobacz także

Popularne tematy