Moja żona usunęła ciążę za moimi plecami
fot. Adobe Stock, drubig-photo

„Moja żona usunęła ciążę za moimi plecami. Marzyłem o dziecku, nie mogłem dłużej z nią być”

„Potwierdzam zabieg. Wtorek, godzina 9.00”. Zadzwoniłem pod numer, spod którego wysłano wiadomość. – Gabinet ginekologiczny doktora… – usłyszałem kobiecy głos. Rozłączyłem się, bo nic więcej już nie potrzebowałem wiedzieć.
Moja żona usunęła ciążę za moimi plecami
fot. Adobe Stock, drubig-photo

– Karol, co ty tak ciągle przed tym komputerem siedzisz? – zdenerwowała się moja żona.

– Przecież mówiłem ci, Marysiu, odpowiadam na służbowe maile.

– O dwudziestej drugiej?

– To bardzo ważne.

Mówiłem prawdę.

To było ważne, choć nie dotyczyło pracy

Czekałem na maila od kogoś, kogo nigdy nie widziałem, z kim nigdy bezpośrednio nie rozmawiałem, ale wiedziałem o tej osobie bardzo dużo...

Kiedyś myślałem, że takie historie zdarzają się tylko w komediach romantycznych. On i ona wchodzą na jakiś internetowy czat, zaczynają ze sobą rozmawiać. Potem przenoszą korespondencję na prywatne adresy, flirtując niewinnie. A później zaczynają czuć do siebie coś więcej i chcą się spotkać w „realu”, aby zweryfikować swoje marzenia z rzeczywistością.

Ale to wszystko wydarzyło się w moim życiu naprawdę. Tylko happy endu, jak w komedii romantycznej, brakowało. Bo ona, kasiek81, po prostu przestała odpisywać na moje maile. Właśnie wtedy, kiedy dogrywaliśmy ostatnie szczegóły naszej randki w parku koło fontanny. Chociaż oficjalnie oboje tego tak nie nazywaliśmy.

Ja byłem przecież żonaty, ona miała męża

Ale czegoś nam w tych małżeństwach brakowało… Mąż kasiek81 robił karierę w międzynarodowej firmie. Bardzo dużo pracował, jeździł po całym świecie, właściwie nie było go w domu. A ona chciała mieć prawdziwą rodzinę, z co najmniej dwójką dzieci, wspólnie spędzanymi weekendami i wieczorami, w które będzie czytała dzieciom bajki na dobranoc.

Marzyłem o tym samym. Za to moja żona odkładała myśli o dziecku na wieczne nigdy. Jak mówiła, chciała użyć najpierw trochę życia, zobaczyć kawałek świata. Dlatego tak dobrze nam się rozmawiało z kasiek81.

Do czasu, aż korespondencja się urwała. Napisałem do niej kilkanaście maili, które pozostały bez odpowiedzi. Próbowałem szukać jej na różnych internetowych forach, czatach. Bez rezultatu. Zniknęła w wirtualnym świecie na dobre. A za mało o niej wiedziałem, żeby móc ją odszukać w „realu”.

Nie miałem pojęcia, co się z nią stało

Do głowy przychodziły mi najróżniejsze scenariusze. Zaczynając od takiego, że zwyczajnie uznała, iż posunęła się w naszym flircie za daleko i postanowiła go zakończyć. Przez taki, że jej mąż przeczytał moje maile i zagroził jej rozwodem, a ona się tego przestraszyła, bo zapewniał jej życie na wysokim poziomie.

Aż po taki, że zdarzył się jakiś nieszczęśliwy wypadek i kasiek81 nie żyje. Żadnego z tych scenariuszy nie miałem jak zweryfikować i powoli godziłem się z myślą, że moja internetowa znajomość to już przeszłość. Po pół roku tej ciszy zacząłem się nawet zastanawiać, czy to wydarzyło się naprawdę, czy tylko mi się wydawało?

Wszystkie maile od niej starałem się jak najszybciej usuwać ze skrzynki, żeby przypadkiem nie zobaczyła ich moja żona. Nie miałem więc żadnego dowodu na ten romans. Wszystko to zbiegło się w czasie z tym, że zaczęło lepiej układać się w moim małżeństwie.

U Marysi obudził się wreszcie instynkt macierzyński. Zaczęła mówić o tym, że chciałaby już mieć dziecko. Na początku były to tylko deklaracje. Ale kiedy zacząłem naciskać i zażartowałem, że nie mamy co myśleć o dziecku dopóty, dopóki wciąż będzie brać pigułki antykoncepcyjne, demonstracyjnie wyrzuciła je do ubikacji.

Niestety, pigułki okazały się być nie jedyną przeszkodą

Po roku starań namówiłem żonę na wizytę u specjalisty. Dostała leki hormonalne i choć miała opory przed ich zażywaniem (twierdziła, że przytyje po nich 20 kilo), w końcu się na to zdecydowała. Leczenia bardzo szybko przyniosło efekt. Byliśmy w ciąży!

Marysia sama wydawała się być początkowo zaskoczona sukcesem. Ja natomiast byłem wniebowzięty. Zacząłem już planować urządzenie pokoju dla naszego dziecka. Zająłem się też całym domem i żoną, która bardzo źle się czuła.

I wtedy przeczytałem ten SMS. Przypadkiem. Była sobota, żona spała, a ja przygotowywałem obiad. Komórki wyciszyłem, żeby nie zakłóciły małżonce snu, ale miałem je przy sobie w kuchni. Zobaczyłem, że do Marysi przyszła jakaś wiadomość. Postanowiłem zerknąć, czy to coś ważnego i czy jest sens ją budzić. Numer, spod którego nadszedł SMS, nic mi nie mówił.

Za to jego treść mnie zmroziła

„Potwierdzam zabieg. Wtorek, godzina 9.00”.

Jeszcze, jakby nie chcąc wierzyć w to, co przeczytałem, zadzwoniłem pod numer, spod którego wysłano wiadomość.

– Gabinet ginekologiczny doktora… – usłyszałem kobiecy głos.

Rozłączyłem się, bo nic więcej już nie potrzebowałem wiedzieć. Poszedłem natychmiast do sypialni i brutalnie potrząsnąłem ramieniem żony. Otworzyła oczy i spojrzała na mnie półprzytomnie.

– Coś się stało? – zapytała.

– Chcesz usunąć ciążę!

– Ale Karol… to nie tak.

– A jak?

– To znaczy ja… Zastanawiam się…

– Jesteś umówiona we wtorek na zabieg – rzuciłem na łóżko jej komórkę. – Pewnie potem powiedziałabyś, że poroniłaś…

– Dlaczego odbierasz mój telefon?

– Nie odwracaj kota ogonem. Chcesz usunąć czy nie?! – Marysia milczała.

– Odpowiedz...

– Tak, chcę! Nigdy nie chciałam tego dziecka. To wszystko przez ciebie!

– Przecież cię nie zmuszałem.

– Ale cały czas o tym mówiłeś… I jeszcze ta kobieta, z którą pisałeś maile jako ten Lolek1979… No nie patrz tak na mnie, wiem o twoim romansie. Maile usuwałeś szybko ze skrzynki, ale z kosza wyrzucałeś je znacznie rzadziej.

– To… to… to nie był żaden romans…

– Tylko co? No?

– To cię nie usprawiedliwia.

– Nie usprawiedliwiam się. To ja mam w sobie to coś, a nie ty. I to wyłącznie moja decyzja, czy usunę tę ciążę czy nie!

– Tak? No to przyjmij do wiadomości, że jeżeli to zrobisz, to będzie koniec naszego małżeństwa.

Tak naprawdę wiedziałem, że jeśli nawet Marysia tego ostatecznie nie zrobi, to nasze małżeństwo i tak już należy do przeszłości.

Chciałem na nią wpłynąć, żeby zrezygnowała z aborcji

Przeszkodzić nie miałem jak. Gdybym nawet doniósł na gabinet, w którym się umówiła, to i tak znalazłaby inny. Przecież nie mogłem jej zamknąć w więzieniu i nadzorować 24 godziny na dobę.

W poniedziałek, gdy wróciłem z pracy, nie zastałem w domu Marysi. Nie było też większości jej rzeczy. Wyglądało na to, że się wyprowadziła. Nie odbierała oczywiście telefonu. Nawet jej matka nie miała pojęcia, co się z nią stało.

Zgłosiłem zaginięcie żony na policji, ale bez większych nadziei na jej odnalezienie. Przeżyłem ciężkie dni.

Martwiłem się o dziecko, ale również o Marysię

Wiedziałem, że może sobie zrobić coś złego, bo teraz władzę nad nią ma nie rozum, lecz burza hormonów. Po dwóch tygodniach Marysia niespodziewanie pojawiła się w naszym mieszkaniu. Spojrzałem na jej brzuch i...

– Zabiłaś nasze dziecko – powiedziałem.

– Czyli jednak nic nie przemyślałeś i nadal chcesz rozwodu. No trudno. Ale ja nikogo nie zabiłam. To nie był człowiek…

– Wynoś się stąd!

Nie potrafiłem wzbudzić w sobie żadnych pozytywnych uczuć w stosunku do kobiety, która jeszcze wciąż była moją żoną, ale teraz wydawała mi się potworem.

Chciałem się jak najszybciej od niej uwolnić

Dlatego przystałem na warunki zaproponowane przez jej adwokata, choć dzięki temu dostawała więcej, niż się jej należało. Po podziale majątku stać mnie było na kupno kawalerki. Wyprowadziłem się tam i zacząłem nowe życie. A przynajmniej próbowałem zacząć...

I wtedy znów zacząłem myśleć o kasiek81. Postanowiłem, że napiszę do niej maila, bez nadziei, że odpowie. Tymczasem nazajutrz znalazłem w skrzynce list.

Pytasz, co u mnie słychać? Dużo. Zbyt dużo, żeby o tym pisać. Gdybym to zresztą zrobiła, pewnie znów skasowałabym tego maila. Tak jak dwa lata temu, gdy próbowałam odpowiedzieć na twoje poprzednie listy. Dlatego jeśli nadal masz ochotę, spotkajmy się. Może tam, gdzie planowaliśmy wtedy, w niedzielę, o dwunastej?

W parku koło fontanny zjawiłem się dużo wcześniej. Nie chciałem przyjść w ostatniej chwili. A może chciałem raczej najpierw zobaczyć, jak wygląda kasiek81. Usiadłem na ławce nieopodal fontanny i czytałem gazetę, czasem tylko spoglądając sponad jej płachty.

Obok mnie baraszkował najwyżej półtoraroczny malec, który dopiero co nauczył się chodzić i chętnie korzystał z nowej umiejętności. Dlatego co i raz jego mama musiała podnosić go z ziemi i otrzepywać mu rączki. A gdy malec odbiegł kawałek, wołała za nim: „Karolek, wracaj!”.

Mimo że dwunasta dawno już minęła, koło fontanny wciąż nie pojawiła się żadna osoba, którą mogłaby być kasiek81. Chciałem już nawet odejść, gdy nagle matka półtorarocznego szkraba zapytała:

– Przepraszam, czy pan jest… – zawahała się. – Lolek1979?

– Tak, a skąd… Kasiek81?

– Po prostu Kaśka – wyciągnęła do mnie rękę na powitanie.

– Karol… Ale…

– Ja też przyszłam wcześniej. Widać oboje mieliśmy ten sam pomysł. Karolek chodź tutaj! – zawołała.

Mój imiennik przydreptał i podał mi rękę na powitanie

A potem wrócił do zabawy. Spojrzałem na Kasię.

– Czyli w końcu mąż dał się przekonać.

– To… bardziej skomplikowane.

– Mam dużo czasu. Jeśli masz ochotę, opowiedz.

– Najchętniej nie mówiłabym tego nikomu. Ale chcę, żebyś zrozumiał, dlaczego przestałam do ciebie pisać – usiedliśmy na ławce.

– Oczywiście...

– Wtedy, kiedy mieliśmy się spotkać, postanowiłam porozmawiać z mężem. Tak szczerze. Żeby wiedzieć, czy jest sens kontynuować to małżeństwo. On się bardzo zdenerwował tą rozmową. Zrozumiał z niej tylko tyle, że chcę go zostawić, żeby mieć dziecko z kimś innym. Uderzył mnie, przewrócił na łóżko i krzyknął „Chcesz bachora?! To ci go zaraz zrobię” – urwała i zobaczyłem w jej oczach łzy.

Milczałem, chociaż mnie zmroziło.

– Potem miałam taką chwilę, że chciałam usunąć ciążę. Ale pomyślałam, że to dziecko jest niewinne. Jednak mężowi nie mogłam darować. Zgłosiłam wszystko na policję, wystąpiłam o rozwód. Chciał mnie przekupić, żebym wycofała skargę, to wtedy będzie płacił większe alimenty. Ale ja wolałam, żeby to było w papierach, żeby nigdy nie rościł sobie praw do Karolka.

– Dlaczego nic mi nie napisałaś?

– Próbowałam. Ale tobie jednemu jakoś wstydziłam się do tego przyznać. Bałam się, że nie będziesz chciał się wiązać z kobietą, która urodzi dziecko z gwałtu…

– Ale w ten sposób traciłaś okazję, żeby ze mną być – powiedziałem z pretensją.

– Błagam cię, nie wymagaj ode mnie logiki. Byłam w szoku...

– Przepraszam. Ale musisz wiedzieć, że to, co powiedziałaś, sprawia, że jeszcze bardziej cię podziwiam. I kocham.

Weszliśmy do tego parku jako prawie obcy sobie ludzie. A wyszliśmy jako para, która chce razem iść przez życie. I choć nasza historia nie do końca pasuje do schematu komedii romantycznej, to tak jak one, kończy się jednak happy endem. 

Karol, lat 32
 

Czytaj także:

Redakcja poleca: Czy jesteś za zaostrzeniem przepisów pozwalających na aborcję? [SONDA ULICZNA]
Zaostrzenie przepisów ustawy antyaborcyjnej wzbudza gorącą dyskusję społeczną. Zapytaliśmy przechodniów, co myślą na ten temat. Jesteście ciekawi odpowiedzi? Zobaczcie sondę!
Oceń artykuł

Ocena 6 na 2 głosy

Zobacz także

Popularne tematy