Rodzice zabierają dzieci z domu dziecka dla pieniędzy
fot. Adobe Stock

„Na kolanach błagają, by oddać im dzieci. A potem one znów lądują u nas we łzach i siniakach…”

Pracuję w domu dziecka i często obserwuję rodziców, którzy błagają swoje dzieci o wybaczenie i powrót do domu. Ale wielu robi to tylko dla pieniędzy od państwa...
Rodzice zabierają dzieci z domu dziecka dla pieniędzy
fot. Adobe Stock
Artykuł sto jedenaście Kodeksu Rodzinnego i Opiekuńczego dotyczy pozbawienia władzy rodzicielskiej. W pogotowiu opiekuńczym dobrze znamy ten przepis. Nasi wychowankowie i ich bliscy dowiadują się o nim w momencie, kiedy na rozprawie sądowej okazuje się, jak mocno prawo może ingerować w życie rodzinne obywateli.

W naszej jednostce małoletni znajdują schronienie na kilka miesięcy, czyli na czas rozprawy oraz przydziału do rodziny zastępczej lub domu dziecka.

Każdy przypadek jest inny: dzieci z rodzin patologicznych, dzieci porzucone

Rzadko są to sieroty, w większości wypadków rodzic nie może lub nie chce wypełniać swoich obowiązków.

– Łukasz, ktoś do ciebie – powiedziałem.

Chłopak zerknął znad książki, ale ujrzawszy przybysza, spuścił wzrok.

– Jestem zajęty – odburknął. – Niech przyjdzie później. A najlepiej nigdy.
– Ale Łukasz, ja jestem trzeźwy. I pracuję. Pogadajmy chwilę – odezwał się błagalnym tonem mężczyzna.
– Niech tata wchodzi – zgodził się chłopak po dłuższej chwili.

Zamknąłem drzwi, ale zostałem w pobliżu i nasłuchiwałem, aby zapobiec ewentualnym kłótniom i bójkom. To się u nas zdarzało. Stosunki pomiędzy rodzicami a przebywającymi tu dziećmi dalekie były od normalności. Jednak tym razem wizyta przebiegała spokojnie. Ojciec Łukasza po kilku minutach wyszedł. Płakał.

– Woli iść do bidula, niż męczyć się ze mną w domu – wychlipał. – Niech pan mu coś powie. W końcu jesteśmy rodziną

Wzruszyłem ramionami. Kiedy rozpoczynałem pracę, naiwnie litowałem się nad spłakanymi rodzicami.

Ale szybko się nauczyłem hamować niewczesne współczucie

Zbyt wielu podopiecznych pojawiało się u nas z powrotem i to w trybie awaryjnym, nierzadko z siniakami.

– Ja naprawdę chcę coś zmienić – mówił ojciec Łukasza.

Musiał się przed kimś wygadać.

– Żona umarła kilka miesięcy temu. Tylko jego mam. Ale w sądzie mówili, że jestem dysfunkcjo-la-lny, czy jakoś tak.

Fakt, trudne słowo na opisanie smutnego zjawiska. Poprowadziłem go do wyjścia.

– Panie, ja sobie tak wczoraj myślałem, co będzie za jakiś czas. Bo jak byłem młody, to i kumpli miałem, i dziewczyny, i mnóstwo rodziny żyło. Wesoło było. Teraz został mi tylko brat, co pod Krakowem mieszka i nie bardzo mnie lubi. No i on – wskazał na pokój Łukasza. – A jak teraz mi go wezmą, to za dwadzieścia lat nawet mnie na ulicy nie pozna – pociągnął nosem.
– Jak się pan poprawi, to do pana wróci – pocieszyłem spłakanego ojca.

Wiedziałem, co mówię. Dzieci, choćby nie wiem jak skrzywdzone, prawie zawsze chciały wrócić do rodziców. Człowiek musi czuć przynależność, inaczej umiera od środka. Niestety rodzice zgłaszali się do swoich pociech często jedynie dla pieniędzy, niedługo przed osiemnastką, kiedy wychowanek domu dziecka dostaje na usamodzielnienie pewną kwotę od państwa.

Tak, wtedy wszyscy kochają swoje dzieci i ich pieniądze

A ostatnio pojawił się nowy powód, o którym odwiedzający ojciec wspomniał przed samymi drzwiami wyjściowymi.

No i zawsze pięćset złotych by co miesiąc wpadło…

Wracając do swojego gabinetu, zastanawiałem się, jak odróżnić dobre intencje od pazerności. Może ten człowiek rzeczywiście chce zmienić swoje życie. Jego postawa w okresie odseparowania syna i chęć poprawy mogą być dla sądu jakimś argumentem.

Potem zajrzałem do Łukasza. Siedział nadal nad książką, ale jego zamyślony wzrok wbity w ścianę dowodził, że myślami krąży gdzieś indziej.

Pił wódę, bił matkę i mnie – Łukasz powiedział beznamiętnym tonem. – Potem byłem już za silny, ale jak mama odeszła…

Głos mu się załamał. To było u nas na porządku dziennym. Dzieci nie wytrzymują napięcia. Chłopak, szesnaście lat, silny i wysoki, płakał nad swoim losem jak przedszkolak.

Nigdy mi nic nie dał, nigdy nie zrobiliśmy niczego razem, po prostu mnie nie chciał – brzmiało to, jakby Łukasz się tłumaczył ze swojej niechęci do ojca, a przecież to on był ofiarą. – Może on naprawdę chce się zmienić?

W ostatnich słowach zadźwięczała nieśmiało nadzieja. To było również typowe. Każde dziecko marzy o kochającej się rodzinie. Westchnąłem z powątpiewaniem:

– Być może.

Ojciec odwiedzał Łukasza regularnie

Jakby naprawdę chciał nadrobić stracone lata. Nie poczułem od niego ani razu alkoholu. Starał się. Łukasz z dnia na dzień odzyskiwał wiarę w możliwość odmiany swojego losu. Jednak ja nadal wątpiłem. Być może to doświadczenie, a być może zgorzknienie, które przychodzi wraz z kolejnymi porażkami w życiu. Podczas jednej z wizyt odciągnąłem mężczyznę na bok i zagadnąłem:

– Dogadujecie się, jak widzę.

Ojciec Łukasza skinął głową. Miał dobry humor. Nie odnosiło się wrażenia, że przychodzi do syna na siłę.

– Niedługo rozprawa – kontynuowałem. – Jeśli pan nie straci praw rodzicielskich, to co pan zrobi?
– Jak to co? – moje pytanie go zaskoczyło. – Wrócimy razem do domu.
– Zarobi pan na was obu? Łukasz to jeszcze dziecko. Musi się uczyć, a nie martwić o utrzymanie siebie i ojca.
– Zarobię – zapewnił niepewnie.

Łukasz wyznał mi, że ojciec w zeszłym miesiącu stracił pracę. Po rozmowach z mężczyzną odniosłem wrażenie, że cała sytuacja go przerasta. Pewnie nie pierwszy raz. Całkiem prawdopodobne, że zachowywał się tak w wielu momentach swojego życia i ciąg tych frustracji uczynił go takim, jakim teraz jest.

Jednak dla mnie najważniejsze było dobro Łukasza

Z jednej strony powinien mieć rodzinę, z drugiej zagubiony życiowo opiekun to prosta droga do alkoholizmu i innych patologii. Oni o tym nie wiedzieli, ale zespół pogotowia opiekuńczego również przygotowuje opinię dla sądu. Musiałem go wybadać odnośnie kierujących nim pobudek i postanowiłem przy tym nieco zablefować.

– A zdaje pan sobie sprawę, że w takich sytuacjach jak wasza sąd decyduje, że wszelka pomoc pieniężna z MOPS-u, pięćset złotych i wszystko inne idzie tylko na rachunek Łukasza. Po prostu założymy mu osobne konto w banku i pan nie zobaczy z tego, co on dostanie, ani grosza. Wszystkim zarządza kurator.

Zapadła długa chwila ciszy. Aha, trafiłem w czuły punkt.

– Naprawdę? – na twarz mężczyzny wypłynął rumieniec wzburzenia.
– Oczywiście, może pan sprawdzić w kodeksie – ciągnąłem.
– Ech, wy i te wasze kodeksy! – warknął z zawziętą miną.

Zbliżył się do mnie i wycedził ze złością i jakąś dziwną determinacją:

– To mój syn i żadne pięćset plusy ani inne ochłapy nie są ważne. Zmarnowałem szesnaście lat, ale mogę naprawiać to przez resztę życia. Oddajcie mi dziecko, a zarobię na niego i na wszystko, czego będzie potrzebował.

Odwrócił się i odszedł szybkim krokiem w stronę pokoju Łukasza. Stałem na pustym korytarzu. Byłem zadowolony. Czułem, że moim nielegalnym fortelem pomogłem mu podjąć ostateczną decyzję. On zresztą pomógł mi podjąć moją w sprawie opinii o wychowanku i jego stosunkach z ojcem. Łukasz został z tatą.

Trzy tygodnie później sąd podjął decyzję o nieodbieraniu praw rodzicielskich. Niedługo potem chłopak przeniósł się z powrotem do swojego domu. Pożegnaliśmy się. Życzyłem mu, żebyśmy się nigdy więcej nie spotkali. Na koniec podszedł do mnie ojciec Łukasza.

– Podpuściłeś mnie pan z tym osobnym kontem, co? – uśmiechnął się.

Kiwnąłem głową.

– I dobrze, przynajmniej teraz wiem, co dla mnie ważne. A jeżeli chodzi o pieniądze, to…
– Zrobi pan, co zechce – wtrąciłem. – Byle Łukasz nie ucierpiał.
Zgodnie z pana radą założę mu konto i będę wpłacał tam wszystkie dodatki, na jego przyszłość. Wie pan, szkoła, wyjazdy, lepsze ubrania. Dopóki mam jego, mam po co żyć. Późno to zrozumiałem, ale lepiej późno niż wcale. Chciałbym podsyłać panu co miesiąc wyciąg z konta. Byłby pan takim naszym osobistym kuratorem, co? Zgoda? Jak nie dotrzymam słowa, może mi pan napluć w twarz.

Cóż, sam mu ten pomysł podrzuciłem, więc nie pozostało mi nic innego jak się zgodzić. Poza tym strzeżonego Pan Bóg strzeże. Postanowiłem mu zaufać i zaufałem, ale liczyło się przede wszystkim dobro dziecka. Nie chciałem kiedyś wyrzucać sobie, że znowu dałem się nabrać, a za mój błąd zapłacił Bogu ducha winny Łukasz.

Mateusz, lat 46

Czytaj także:
Redakcja poleca: Redaktorki Mamotoja.pl o byciu mamą [CHWILA WZRUSZEŃ NA DZIEŃ MATKI]
Na co dzień tak jak i Wy jesteśmy mamami. Z wszystkimi tego, radosnymi i nie tylko radosnymi, konsekwencjami. Posłuchaj, co jest najpiękniejsze w byciu mamą dla dziewczyn z Mamotoja.pl i... napisz nam swoją własną historię!
Oceń artykuł

Ocena 5 na 1 głos

Zobacz także

Popularne tematy