Do domu mojej siostry wprowadziła się nowa kobieta z dziećmi
fot. Adobe Stock, JackF

„Nawet nie zapytał dzieci o zdanie, kiedy sprowadził do domu nową kobietę z jej bachorami"

Szwagier poinformował mnie, że jego nowa dziewczyna i jego dzieci zamieszkają z nim i moimi siostrzeńcami. Dla nich to byli obcy ludzie, nawet ich wcześniej nie zapoznał, dzieci nadal były w żałobie po mamie...
Do domu mojej siostry wprowadziła się nowa kobieta z dziećmi
fot. Adobe Stock, JackF
Nie oczekiwałam, że mój szwagier będzie samotny do końca życia. Ale też miałam nadzieję, że poczeka trochę dłużej… Moja siostra zmarła 2 lata temu. Nowotwór kości. Zostawiła trójkę dzieci: 16-letniego dziś Adama, 14-letnią Maję i 5-letniego Kubusia.

Wszyscy byliśmy zdruzgotani. Marcin, jej mąż, też

Ale to silny facet. Dla dobra dzieci szybko się pozbierał. Jestem mu za to bardzo wdzięczna. Gdy zaczęły się wakacje, starał się, by wyglądały tak normalnie, jak tylko się da. Adam pojechał na swój obóz harcerski, Maja na windsurfing, Kubuś na wieś do prababci Heli. Potem wspólny dwutygodniowy wyjazd na Cypr. Jak co roku – tylko zamiast Agi, pojechałam ja.

Dzieciaki dobrze się bawiły, Kubuś płakał i wołał mamę tylko wieczorami. Potem zaczęła się szkoła. Marcin starał się, jak mógł, ale bez mojej pomocy pewnie nie dałby rady. A bardzo mu zależało, żeby dzieci wiedziały, że pomimo braku mamy dom i rodzina funkcjonują bez zarzutu. Rano szkoła i przedszkole. Po południu tenis Adama, teatr Mai, judo Kubusia. A jeszcze angielski, gitara. I wspólny obiad wieczorem, a po nim śpiewanie i czytanie.

Jak za czasów, gdy była Aga

Minęły dwa lata, a dzieciaki rosły. Kubuś jakiś czas temu zrozumiał, że mama nie wróci. Przestał budzić się w nocy z płaczem. Bardzo się ciągle staramy, by ją pamiętał. Pokazujemy mu zdjęcia, filmy. I kiedy już wydawało się, że wszystko wraca do jakiej takiej normy, Marcin zadzwonił do mnie wieczorem.

– Magda, muszę ci coś powiedzieć. Dzieci jeszcze nie wiedzą, wolę, żebyś usłyszała to pierwsza. Od kilku miesięcy spotykam się z kobietą. Ma na imię Ania i też ma trójkę dzieci. Wczoraj zaproponowałem jej, żebyśmy wszyscy zamieszkali razem.

Słyszałam, co do mnie mówi szwagier, rozumiałam poszczególne słowa, ale nie nie rozumiałam przekazu… „Kobieta? Dzieci? Mają się wprowadzić? Czy on oszalał?!”.

– Zaraz, zaraz, powoli. O czym ty, do cholery, mówisz?
– No chyba wyraziłem się jasno. Jestem znowu zakochany. Moja dziewczyna i jej dzieci zamieszkają z nami.
– Czy ty to przemyślałeś? Rozmawiałeś z dziećmi? One w ogóle wiedzą o tej twojej Ani?
Jutro się dowiedzą. I poznają swoje nowe przyszywane rodzeństwo. Wiem, że pewnie będą chciały ci się pożalić. Dlatego cię uprzedzam.
– Marcin. Czy ty siebie słyszysz? Skoro wiesz, że będą się chciały „pożalić”, to wiesz, że nie będą, łagodnie mówiąc, zadowolone. A mówiąc wprost – poczują się zdradzone, porzucone i oszukane… Błagam cię. Zastanów się jeszcze. Może Kuba uzna to za fajną przygodę, ale Adam i Maja są w trudnym wieku. Mają swoje nastoletnie rozterki. Na pewno nie przyjmą tego łatwo.
– Magda. Jestem ich ojcem i to jest moja decyzja. Nie zadzwoniłem, żeby pytać cię o opinię. Tylko ci zakomunikować fakty. Ania i jej dzieci mieszkają w dwóch pokojach na trzynastym piętrze w bloku na Ursynowie. U nas jest wystarczająco miejsca dla nas wszystkich. Pora, żeby moje dzieci nauczyły się dzielić tym, co mają. Dobranoc.

Marcin się rozłączył. Byłam przerażona

Fakt, pewnie moi siostrzeńcy byli uprzywilejowani, rozpieszczeni. Był taki moment, że Marcin, żeby zrekompensować im brak matki, spełniał każdą ich zachciankę. iPady, iPhone’y, drogie rowery, ciuchy… Było go stać. Marcin jest dyrektorem wielkiego banku.

Rodzina mieszkała w przedwojennej willi na Saskiej Kępie. Każde dziecko miało swój pokój. Prywatne szkoły, dodatkowe zajęcia, zagraniczne wakacje. Niejeden raz, także gdy żyła Aga, próbowałam im zwracać delikatnie uwagę, że powinni przykręci dzieciom śrubę. Trochę więcej dyscypliny, jakieś ograniczenia. Ale nigdy ani siostra, ani szwagier mnie nie słuchali. Jednak taka nagła terapia na pewno nie przyniesie dobrych rezultatów. Nie tędy droga. To się skończy katastrofą. Próbowałam działać.

Zadzwoniłam do pani Marii, mamy Marcina

– Kochana, tak, słyszałam o tym pomyśle. Już tydzień temu. Powiedziałam, co o tym myślę. Od tamtej pory Marcin się nie odzywa. Zagroził mi, że jak nie zmienię podejścia, to więcej nie zobaczę wnuków. A, dodał jeszcze, żebym się pogodziła z tym, że teraz mam ich sześcioro. Nie mam pojęcia, kim jest ta Ania. Ale jedno jej trzeba przyznać – udało jej się okręcić Marcina wokół palca.

Cały następny dzień nic się nie działo. Ale ledwie wróciłam do domu, mój telefon zwariował. Zaczęły przychodzić wiadomości od Adama i zobaczyłam, że mam trzy nieodebrane połączenia od Mai. Zaczęłam od niej.

– Ciociu, czy ty wiesz, co tata robi? On sprowadza do domu tę swoja babę i jej bachory. Nie będę już mieć swojego pokoju! Mam mieszkać z jakąś Dominiką. Ciociu! To jest nasz dom, mój pokój, dlaczego tata to robi? Czy on już zapomniał o mamie? Co się dzieje?

Maja, jak to się zdarza w jej wieku, mieszała dbałość o swoją wygodę z troską o pamięć matki. Ale rozumiałam, o co jej chodzi. Tylko niewiele mogłam zrobić. Obiecałam, że może do mnie dzwonić, kiedy chce i mnie odwiedzać, byle za wiedzą taty. Rozmowa z Adamem była jeszcze trudniejsza.

– Ucieknę z domu. Tata oszalał. Nie zostanę w tym domu ani chwili dłużej, jak ta zdzira i jej bachory przekroczą jego próg. Dobrze wiem, że połowa tego domu była mamy. I że ja i Maja, i Kubuś dziedziczymy po niej. Za dwa lata będę współwłaścicielem domu i wtedy nie ma zmiłuj – wywalę te czeredę na bruk – wykrzyczał mi w słuchawkę, zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć.

Próbowałam z nim rozmawiać, tłumaczyć, że tak nie można mówić o innych ludziach, że ich nie zna, że to na pewno nie tych dzieci wina. Adam pokrzyczał, poprzeklinał, ale w końcu zgodził się ze mną, że pewnie dzieci Ani też nie są zachwycone tą sytuacją.

Obiecał, choć jakoś niemrawo, że da im szansę

– Ale tej Ani w życiu nie zaakceptuję. Nie zrobię tego mamie – zakończył dyskusję. w niedzielę wprosiłam się do Marcina na obiad.

Chciałam zobaczyć na własne oczy, jak to wszystko wygląda. Wiedziałam, że będzie trudno, ale jak zobaczyłam tę blondynkę w fartuszku mojej siostry krzątającą się po jej kuchni, ścisnęło mnie w gardle. Każdy mebel w tym pomieszczeniu, każdy sprzęt, Aga wybrała sama. To była jej wymarzona kuchnia. Taka w starym, przedwojennym stylu. Na hakach wisiały miedziane garnki, czosnek i pęczki suszonych ziół.

Nowa gospodyni jeszcze nic tu nie zmieniła. Ale pewnie to zrobi…

– Dzień dobry. Magda prawda? Siostra Agnieszki? Miło mi, Ania – kobieta podała m rękę. – Jeszcze się tu nie rozpatrzyłam. Pewnie ty wiesz lepiej, gdzie co jest. Nie mogę znaleźć salaterki.

Wskazałam szafkę nad lodówką. Ania uśmiechnęła się z wdzięcznością. Zaoferowałam pomoc. Poprosiła mnie, żebym nakryła do stołu i pokroiła pomidory

– Marcin zaraz wróci, poszedł po wino – wyjaśniła.

Przez chwilę pracowałyśmy w milczeniu. Nagle do kuchni wpadła Maja i rzuciła mi się na szyję. Skakała wokół mnie, paplała. Zobaczyłam, że w salonie na kanapie siedzi dziewczynka. Maja wieszała się na mnie, śmiała się z moich żartów, jakby chciała pokazać, jak jesteśmy blisko i wzbudzić zazdrość nowej „siostry”. Trochę ją rozumiałam, ale zrobiło mi się też szkoda tamtej dziewczynki. Wytarłam ręce w ścierkę i poszłam do salonu.

– Hej, jestem Magda, ciotka Mai. A ty musisz być…
– Dominika – dziewczynka wyciągnęła do mnie rękę. Kątem oka zobaczyłam, że Maja przewraca oczami.
– Co to za imię w ogóle? Prostackie… – wyszeptała mi do ucha i zniknęła.

W końcu wrócił Marcin. Przywitaliśmy się oschle.

– Dzieci, kolacja gotowa – zawołała Ania.

Po chwili po schodach zbiegł Kuba i jakaś dziewczynka.

– Ciociu! To jest Adriana, będzie chodzić do mojej klasy. Jest starsza o rok, ale poszła rok później do szkoły. Fajnie, prawda – wyglądało na to, że chociaż Kuba nie miał problemu z nową sytuacją. Wreszcie miał w domu kogoś w swoim wieku!
– A to jest Patryk – szwagier przedstawił mi chudego, pryszczatego nastolatka. – Będzie robił w tym roku maturę. W Staszicu. To geniusz matematyczny.

Chłopak zrobił się purpurowy, usiadł i wlepił wzrok w talerz. Jedno miejsce ciągle było wolne.

– Adam, czekamy – krzyknął Marcin.

Cisza. Mój szwagier walnął pięścią w stół i już zrywał się zza stołu, gdy Ania złapała go za rękę.

– Zostaw go. Nic na siłę, proszę.

Marcin potulnie usiadł. Zaczęliśmy jeść. Rozmowa się nie kleiła

W końcu uznałam, że muszę przerwać tę krępującą ciszę.

– Ania, opowiedz, jak się poznaliście z Marcinem – zapytałam.

Nie miałam pojęcia, że dotknęłam drażliwego tematu. Maja cisnęła widelcem w talerz i wybiegła z jadalni. Dominika i Patryk z jeszcze większą uwagą zaczęli studiować swoje talerze. Tylko Kuba i Adriana chichotali i szeptali sobie coś do ucha, nie zwracając uwagi na starszych.

– Ania jest nauczycielką biologii Mai – wyjaśnił w końcu Marcin. – I jej wychowawczynią.

Okej. Zrozumiałam, że trafiłam z moim pytaniem kulą w płot

Porozmawialiśmy jeszcze o pogodzie, ogrodzie i uznałam, że mogę już się pożegnać.

– Mam jeszcze sporo roboty w domu, muszę lecieć – wybąkałam wyjaśnienie i z ulgą wyszłam na świeże powietrze. O mój samochód opierała się jakaś zakapturzona postać.

– Adam?
– Jadę z tobą. Nie wytrzymam w tym domu ani chwili dłużej.

Chciałam zaprotestować, ale w końcu dałam za wygraną.

– Dobrze. Z domu zadzwonię do twojego taty. Troszeczkę skłamię. Jak mnie wydasz, już nigdy ci nie pomogę. Zgoda?

Pokiwał głową. Grzywka opadła mu na oczy, odgarnął ją, a ja o mało się nie rozryczałam. Robił to dokładnie takim gestem, jak Aga. Dopiero zobaczyłam, jak bardzo jest do niej podobny. W domu zrobiłam Adamowi kanapki. I  zadzwoniłam do Marcina.

– Słuchaj, Adam jest u mnie. Wiesz, samochód stał otwarty, musiał się schować na tylnym siedzeniu. Zobaczyłam go dopiero pod domem. Późno już, bez sensu, żeby wracał. Niech prześpi się u mnie. Odwiozę go rano do szkoły.

Marcin nie był zachwycony, ale w końcu się zgodził.

No dobra, jak widzisz, trochę dla ciebie nałgałam. To teraz powiedz mi, jak to wszystko wygląda.

– Od jakiegoś czasu podejrzewałem, że tata ma jakąś kobietę. Znikał wieczorami, rozmawiał przez telefon z łazienki, zrobił się weselszy. Nie dopytywałem, w końcu jest dorosły. Rozumiem, że nie będzie samotny zawsze. Ale ciociu, są pewne granice. Gdy kilka dni temu oświadczył nam, że spotyka się z wychowawczynią Mai, że to poważny związek i że Ania zamieszka z nami, uznałem, że zwariował. Ale gdy okazało się jeszcze, że oprócz niej ma się do nas wprowadzić trójka dzieci – wpadłem w szał. Zbiłem ulubiony wazon mamy. Naprawdę, nie chciałem, po prostu go potrąciłem. Tata się wściekł, powiedział, że mam szlaban i że jak nie będę miły dla Ani i jej dzieci to mnie wyśle do szkoły z internatem w Szwajcarii. Ciociu, czy tata oszalał? Dlaczego on nam to robi? Muszę mieszkać w jednym pokoju z obcym chłopakiem. Ja go nie znam, nie mamy o czym rozmawiać. W sumie to już jest tak, jakbym trafił do internatu. Maja dostała tę Dominikę. Ciociu, wiem, że dziś wyglądała tak niewinnie, ale zobacz jej profil na Instagramie!

Adam wyciągnął telefon

Ledwie rozpoznałam w wymalowanej lasce prężącej się w samej bieliźnie przed lustrem tę dziewczynkę, z którą jadłam kolację.

Ciociu, ona ma trzynaście lat. Ja nie wiem, czy ta Ania jest ślepa? Nie widzi tego? Przecież to odrażające.

Ta ostatnia uwaga trochę mnie rozbawiła, bo Adam sam obserwował na Instagramie ze 30 takich wymalowanych panienek.

– Tylko Kuba jest zadowolony. Wreszcie ma się z kim bawić. Ta mała jest w niego wpatrzona jak obrazek. Wszędzie chodzi za nim jak piesek.

Nie miałam nic mądrego do powiedzenie mojemu siostrzeńcowi ponad to, że wszystko się ułoży. Posłałam mu na kanapie i poszłam do siebie. Usłyszałam zgrzyt otwieranej lodówki i otwierania butelki z piwem, ale uznałam, że dam spokój.

Chłopak niedługo skończy 17 lat. To na pewno nie jego pierwsze piwo. Zadzwoniłam do pani Marii. Opowiedziałam jej, czego udało mi się dowiedzieć.

– Najchętniej zabrałabym ich do siebie – westchnęła. – Wiem, rozpuściłabym ich, ale chociaż nie musieliby mieszkać z obcymi. Jednak Marcin nigdy się na to nie zgodzi. Nie wiem, co robić. Dobranoc.

Zasypiając, pomyślałam, że może związek z Anią zaraz się rozpadnie? I wszystko się samo rozwiąże. Nic z tego. Minęło pół roku. Związek nie dość, że się nie rozpadł, to wszedł na wyższy poziom.

– Spodziewamy się z Anią dziecka. Za miesiąc bierzemy ślub – taką rewelacją podzielił się z nami na rodzinnym obiedzie Marcin.

Byli tam jego rodzice i mój tata. I wszystkie dzieci. Zapadła głucha cisza

Przerwał ją łoskot odsuwanego krzesła.

– Wszystkiego najlepszego, Aniu, tato. Ale ja też mam nowinę. Wyprowadzam się, zamieszkam z ciocią Magdą. Wiecie, że miałem ostatnio kłopoty w szkole. Muszę mieć miejsce, gdzie będę mógł się skupić. W tym domu to się nie da, szczególnie jak przybędzie nam jeszcze noworodek. Tato, jak się nie zgodzisz, to sobie coś zrobię. Nie upilnujesz mnie. Chcesz mieć mnie na sumieniu?

Dla lepszego efektu Adam złapał w rękę nóż. Marcin nic nie powiedział. Adam cisnął nożem na podłogę i wyszedł. Jego ojciec się nie ruszył, więc pobiegłam za nim. Adam miał już spakowaną torbę i plecak.

– Ciociu, weźmiesz mnie? Przepraszam, że cię postawiłem w takiej sytuacji. Ale ja już nie mogę. Zostałem tu zupełnie sam. Widziałaś, co z Mają zrobiła ta Dominika? Nie? To popatrz.

Adam podstawił mi pod nos swój telefon. Tym razem nie był to profil Dominiki – a Mai. Zamiast zdjęć zwierzaków, krajobrazów i książek pojawiły się na nim selfie. Maja wymalowana jak stara malutka pozowała a to z dziubkiem, a to z wypiętym tyłkiem.

– Widzisz? Nasza Maja, niedoszła pisarka i lekarka weterynarii? Teraz planuje karierę w modelingu. Ciociu, tu jest dom wariatów i ja nie dam rady tu zostać.

Wiedziałam, że muszę go zabrać

Adam rzeczywiście miał ostatnio kłopoty. Zaczął wagarować. Całe wieczory spędzał w klubach („Na ulicy mam siedzieć? W domu się nie da” – tłumaczył mi).

– Porozmawiam z Marcinem. Wytłumaczę mu – że nowe dziecko, że ślub, że nie będzie miał dla ciebie tyle czasu, ile ja. Jakby Maja chciała, to też może się do mnie wprowadzić. Jakoś się pomieścimy. Ale jak rozumiem, jej jest dobrze?

Adam skinął głową.

– Nie rozumie, że się wygłupia. Ale to mądra dziewczyna, opamięta się, tylko musimy dać jej czas. Zeszłam na dół. Poprosiłam do kuchni Marcina, jego rodziców i mojego tatę.

Marcin, wiem, że ci się to nie podoba, ale powinieneś mu pozwolić pomieszkać ze mną. On się teraz buntuje, to normalne, minie mu. Zatęskni za domem, Mają, Kubą i tobą. Ale dajmy mu szansę, by sam do tego doszedł. Siłą nic nie osiągniesz…
– Wiem, że po śmierci Agi byłem mocno nieobecny – nagle odezwał się mój tata.

Miał rację. Śmierć naszej mamy i kilka lat później ukochanej pierworodnej córki, to już było dla niego za dużo. Całe dnie spędzał na cmentarzu. Miałam wrażenie, że stracił wolę życia.

– Ale posłuchajcie mnie. Magda ma rację. Ten chłopak jest z moich wnuków najbardziej podobny do Agnieszki. Udaje arogancję, ale to wrażliwy chłopak. Emocjonalny. Zawsze wydaje się, że to najmłodsze dziecko, ale ja myślę, że to on był najbardziej związany z mamą. Magda jest dla niego namiastką jej. Dajmy im szansę.

Rodzice Marcina tylko kiwali głowami. Spojrzałam na szwagra

Długo patrzyliśmy sobie w oczy.

– Zgoda. Bierz go. Ale zwroty przyjmujemy dopiero po pół roku – na koniec Marcin zdobył się na żart.
– A, jeszcze jedno. Czy ty wiesz, co to jest Instagram? Tak? To sobie obejrzyj profile swoich córek. Możesz się trochę zdziwić. Myślę, że Ania też powinna. Bo nie wierzę, że widziała i nic z tym nie zrobiła – oświadczyłam na odchodne.

Mama Marcina zrobiła przerażoną minę.

– Pani Mario, proszę się nie martwić. To tylko jakieś przebieranki. Nic takiego.

Tego dnia Adam spał na kanapie. Ale następnego dnia pojechaliśmy do sklepu i kupiliśmy łóżko

Po przesunięciu biurka pod ścianę idealnie zmieściło się w moim gabinecie.

– Możesz zrobić z tym pokojem wszystko, co jest odwracalne – zapowiedziałam. – Jasne?

Usiedliśmy też i ustaliliśmy zasady. Że w dni powszednie ma być w domu do 20. Że musi się opowiadać. Że koniec z wagarami i trawką. I że wiem, że czasem pije piwo, ale jak wróci do domu pijany, to będzie miał szlaban.

– Adam. Rozmawiam z tobą jak z dorosłym. Jak z dorosłym ustalam zasady. Wierzę, że to uszanujesz i nie zawiedziesz mojego zaufania. Prawda? – odgarnęłam mu grzywkę i spojrzałam w oczy.

Zobaczyłam w nich łzy.

Wiesz, ciociu, mówisz zupełnie jak mama. Dlaczego ona musiała odejść? – zapytał mój prawie dorosły siostrzeniec i rozpłakał się jak dziecko. Tuliłam go, głaskałam po głowie i powtarzałam.
– Nie wiem. Nie mam pojęcia. Też uważam, że to absolutnie bez sensu.

Magdalena, lat 40

Czytaj także:
Redakcja poleca: Redaktorki Mamotoja.pl o byciu mamą [CHWILA WZRUSZEŃ NA DZIEŃ MATKI]
Na co dzień tak jak i Wy jesteśmy mamami. Z wszystkimi tego, radosnymi i nie tylko radosnymi, konsekwencjami. Posłuchaj, co jest najpiękniejsze w byciu mamą dla dziewczyn z Mamotoja.pl i... napisz nam swoją własną historię!
Oceń artykuł

Ocena 5 na 1 głos

Zobacz także

Popularne tematy