nie wrzucaj zdjęć dziecka do sieci
fot. Adobe Stock

Nie wrzucaj zdjęć dziecka z plaży do sieci – pedofile tylko na to czekają!

Osoby o skłonnościach pedofilskich w aż blisko 50 procentach czerpią zdjęcia dzieci z mediów społecznościowych – alarmują psychologowie zajmujący się problemem sharentingu. To niepokojące zjawisko, które coraz częściej dotyczy także rodziców w Polsce – zobacz, na czym polega i co zrobić, aby uchronić swoje dziecko przed niebezpieczeństwem.
Agnieszka Majchrzak
nie wrzucaj zdjęć dziecka do sieci
fot. Adobe Stock

Zanim udostępnisz zdjęcie dziecka na Facebooku, mocno się zastanów, kto będzie je oglądał. Nie narażaj w ten sposób dziecka na kontakt z pedofilami lub na ośmieszenie! To cel letniej akcji Ministerstwa Cyfryzacji i Akademii NASK „Nie zagub dziecka w sieci”, mającej uświadomić rodzicom, jakie niebezpieczeństwa czyhają na dzieci i nastolatków w świecie wirtualnym i jak je przed tym chronić.

Sharenting – co to takiego?

Chodzi przede wszystkim o to, aby pokazać rodzicom, jak bardzo niebezpieczne mogą być konsekwencje umieszczania w mediach społecznościowych zdjęć dzieci. To niepokojące zjawisko doczekało się już swojej nazwy – naukowcy mówią o nim sharenting. Powstało z połączenia dwóch angielskich słów „share” (dzielić się) i „parenting” (rodzicielstwo).

Sharenting polega na wrzucaniu do sieci zdjęć swojego dziecka i w ten sposób nieświadomym udostępnianiu go bardzo wielu nieznanym osobom. Zdjęcia mogą trafić w niepowołane ręce (np. osób o skłonnościach pedofilskich) lub – jeżeli ośmieszają dziecko – być przyczyną jego żalu do rodziców, a także szyderstw ze strony rówieśników lub innych użytkowników sieci.

Redakcja poleca: SIDS, czyli zespół nagłej śmierci łóżeczkowej u niemowląt: jak zapobiegać?
SIDS to zespół nagłej śmierci łóżeczkowej, który dotyka niemowląt. Dzieci są pozornie zdrowe, ale pewnego dnia nie budzą się już ze snu. Jednak rodzice nie są bez szans! Można zmniejszyć ryzyko SIDS i skutecznie zapobiegać nagłej śmierci łóżeczkowej niemowląt. Sprawdź, co to za choroba, i które dzieci są szczególnie zagrożone SIDS.

Pedofile biorą zdjęcia dzieci z mediów społecznościowych

Przerażająca prawda jest taka, że osoby o skłonnościach pedofilskich pozyskują zdjęcia dzieci w dużej mierze z profili społecznościowych.

„Badania rządu australijskiego pokazały, że blisko 50 procent materiałów znajdujących się w posiadaniu pedofilii, było znalezionych w mediach społecznościowych, na niezabezpieczonych profilach" – powiedziała psycholog Anna Borkowska z instytutu badawczego NASK w telewizyjnym „Pytaniu na śniadanie".

Wiesz, kto ogląda zdjęcia twojego dziecka?

Badania NASK na temat sharentingu pokazują, że 81 proc. rodziców pozytywnie ocenia wrzucanie do sieci zdjęć swoich dzieci. Średnio co kilka dni opiekunowie umieszczają nowe zdjęcie dziecka.

Pierwszy uśmiech malucha, samodzielny krok czy słowo to wspaniałe momenty w rodzicielstwie z pewnością warte pokazania znajomym. Kiedyś zdjęcie słodkich bobasków pokazywaliśmy w albumie rodzinnym, w gronie rodzinnym i najbliższych przyjaciół, ale teraz ci nasi przyjaciele są w mediach społecznościowych" – powiedziała pedagog dr Marta Majorczyk podczas webinaru na facebookowym profilu "Nauka. To lubię".

Problem jednak w tym, że ci znajomi w sieci to tak naprawdę nieznane nam w większości przypadków osoby. Materiały z wizerunkiem naszego dziecka mogą zostać przerobione, skopiowane, pojawić się w postaci memów, które poprzez wirale rozprzestrzenią się w sieci. Albo jeszcze gorzej. Podając na przykład przy zdjęciu datę urodzenia, miejsce zamieszkania, szkołę, do której dziecko uczęszcza, stwarzamy ryzyko jego porwania.

Kidnaping cyfrowy – sztuczny profil dziecka

Kidnaping cyfrowy to przerażające zjawisko internetowe polegające na wykradaniu zdjęć małych dzieci z mediów społecznościowych ich rodziców i używaniu ich do założenia fałszywego profilu dziecka. W ten sposób powstaje w sieci jego fałszywa historia, którą wykorzystują np. pedofile.

Osoby o takich skłonnościach tworzą historie dziecka, przedstawiając ją w wykrzywiony sposób" – ostrzega psycholog i ekspertka Akademii NASK Marta Witkowska.

Można tak także stworzyć w sieci fałszywą historię choroby dziecka. „Możemy otworzyć stronę z informacją o społecznej zbiórce i znaleźć na niej zdjęcie naszego dziecka z informacją, że jest śmiertelnie chore i zbierane są pieniądze na jego leczenie" – opisuje Witkowska.

Dziecko ofiarą cyberprzemocy

Jeżeli nastolatek trafi na swoje zdjęcie przerobione w sieci, może czuć się skompromitowany i ośmieszony. „Takie zdjęcia mogą być wykorzystywane przez kolegów i koleżanki naszych dzieci w procesie cyberprzemocy, czyli szczególnego nękania ich przez rówieśników" – ostrzega psycholog Anna Borkowska.

Badania pokazują, że nastolatki w wieku od 11 do 17 roku życia w 51 proc. nie akceptują faktu udostępniania ich zdjęć przez rodziców, niestety tylko około 25 proc. opiekunów pyta się w tej sprawie o zgodę dziecka. Ponad 41 proc. dzieci doświadczyło z tego powodu nieprzyjemnych komentarzy ze strony użytkowników.

Zapobiegaj, zanim będzie za późno

Wrzucając zdjęcie do sieci dziecka, tracimy nad nim pełną kontrolę. Nawet jeżeli wycofamy zdjęcie, to niestety internet już go nie zapomni" – przestrzega Borkowska.

Stąd apel psychologów zajmujących się problematyką sharentingu, że jeżeli już rodzice udostępniają zdjęcia dziecka w sieci, to aby robili to w sposób rozważny i świadomy. Najlepiej przestrzegać kilku zasad:

  • starajmy się ukryć zdjęcie dziecka, korzystając z ustawień prywatności na naszych profilach społecznościowych,
  • ustawmy grupę znajomych, którzy będą mogli obejrzeć zdjęcie,
  • nie wstawiajmy do sieci zdjęć dziecka z plaży, kąpieli, kompromitujących lub upokarzających,
  • zapytajmy dziecko o zgodę na umieszczenie jego zdjęcia  zdaniem psychologów nawet 2-3-letnie dziecko uczy się w ten sposób zasad dysponowania własnym wizerunkiem, co zaprocentuje w przyszłości.


Źródło: nask.pl, Facebook

Zobacz także:

Oceń artykuł

Ocena 5 na 1 głos

Zobacz także

Popularne tematy