GRY

Dlaczego dzieci grymaszą przy stole i nie chcą jeść – wyjaśnia dietetyk

Jak duży żołądek ma niemowlę? Ile może zjeść na obiad małe dziecko? Sprawdź, co może być przyczyną słabego apetytu i jak sobie poradzić z maluchem, który nie chce jeść.

Dlaczego niemowlę nie chce jeść?
fot. AdobeStock
Słaby apetyt dziecka spędza sen z powiek niejednego rodzica. Tylko czy słusznie? Czy niemowlę nie je, bo nie chce? Czy może dlatego, że nasze oczekiwania są zbyt duże – pytamy Katarzynę Błażejewską-Stuhr, która jest dietetykiem i mamą.

Często zgłaszają się do Pani rodzice niejadków?

– W gabinecie pojawiają się rzadziej. Nie jest to pewnie na tyle silna obawa o dziecko, żeby wybierać się do specjalisty. Jeśli przychodzą, zawsze udaje mi się przekonać malucha do kilku dań lub zachęcić w inny sposób do zjedzenia czegokolwiek. I to rodziców uspokaja. Pytania o słaby apetyt częściej słyszę w sytuacjach prywatnych – od babć lub rodziców, którzy martwią się, że dziecko ma mało urozmaiconą dietę.

To są małe dzieci?

– Najczęściej tak. Maluchy, które nie chcą eksperymentować, które mają tylko kilka ulubionych potraw. Kilka razy jednak zdarzyło mi się słyszeć opowieść o dziecku w wieku szkolnym, jedzącym wyłącznie makaron z oliwą lub samą zupę pomidorową. Ale to odosobnione przypadki.

Co sprawia, że niemowlę je za mało? 

– Tu zawsze zadaję pytanie – czy na pewno za mało. Wielokrotnie okazywało się, że porcje, które niepokoiły rodziców, były w normie i nie istniało ryzyko niedożywienia dziecka. Żołądek rocznego malucha jest wielkości filiżanki. Nie możemy oczekiwać, że dziecko w tym wieku zje miskę zupy z warzywami i kaszą, a za chwilę wciągnie drugie danie. Musimy sobie uświadomić, że znaczenie ma również sposób, w jaki karmimy malucha. Aby stwierdzić, czy niemowlę rzeczywiście je za mało, proszę rodziców o spisanie wszystkiego, co udało się maluchowi w danym dniu zjeść. Gdy wliczą w to chrupki wepchnięte na placu zabaw, pół drożdżówki, które dostał w wózku, żeby nie płakał, słodki napój wypity przy okazji, okazuje się, że kalorycznych niedoborów nie ma. Są, oczywiście, błędy jakościowe. I nad tym muszą popracować ci opiekunowie, którzy – gdy dziecko na śniadanie zje niewiele – „dopychają” je czymś podczas zabawy albo dokarmiają słodyczami i przekąskami. A potem się martwią, że znów nie chce obiadu.

Jakie błędy żywieniowe mają jeszcze na sumieniu rodzice?

– Robią zbyt małe przerwy między posiłkami, przez co dziecko nie zdąży zgłodnieć, czyli de facto podjada cały dzień. Poza tym, że podczas jednego posiłku zjada odpowiednio mniej, dochodzi też u niego do zaburzeń trawienia. Przez to może mieć niedobory i objawy niedożywienia. Nasz żołądek nie ma przegródek na poszczególne posiłki i potrzebuje czasu na strawienie pokarmu. Jeżeli coś jest trawione częściowo i zjemy kolejną porcję, ta strawiona i nie strawiona zmieszają się i przemieszczą do jelit, przez co proces trawienia nie zostanie zakończony i mniej wartości odżywczych trafi do krwiobiegu.

Czy przyczyny słabego apetytu są inne u niemowląt niż u starszaków?

– Częściowo tak. Są niemowlaki, które nie odessą się od piersi, póki cokolwiek z niej płynie lub dopóki nie usną. Są też dzieci, które od karmienia odrywa każdy szmerek. W takiej sytuacji trzeba bardzo dbać o warunki, w jakich je karmimy. Nie powinniśmy robić krótkich częstych karmień, bo mleko mamy ma zmienny skład – najpierw ma napoić dziecko, więc jest bardziej rozwodnione, potem coraz gęstsze i kaloryczne. Jeżeli niemowlak kończy na tym „rozwodnionym”, może być gorzej odżywiony. U starszych dzieci najczęściej przyczyną słabego apetytu są problemy behawioralne. Dzieci często wyrażają swoje kłopoty przez bunt dotyczący jedzenia, bo nie mają innych możliwości. Nie powiedzą, że coś je niepokoi i przez to zaciska im się żołądek oraz nie mają apetytu. Jeśli dziecko nagle przestaje jeść, porozmawiajmy z nim spokojnie, spytajmy, co u niego słychać, jak się miewa. Może to głos, że coś się dzieje niepokojącego.

Jak odróżnić niejadka, którego możliwości przeceniają rodzice, od dziecka, które ma rzeczywisty problem z jedzeniem?

– Część dzieci, które odmawiają jedzenia, cierpi na chroniczne zaparcia i dlatego posiłek źle im się kojarzy. Dokucza im uczucie zalegania pokarmu w maleńkim brzuchu i nasilają to ruchy jelit po posiłku. Jedzenie przypomina o niemiłej w ich przypadku czynności wydalania. W takiej sytuacji zwykle pomaga uzupełnienie diety w błonnik i wodę, podanie probiotyków i zadbanie o komfort dziecka. Czasem dużą rolę u niejadków odgrywają czynniki psychologiczne. Dziecko mało je, przez co skupia na sobie uwagę całej rodziny. Mama gotuje trzy wersje obiadu, tata robi samolocik i pociąg, babcia dzwoni i dopytuje, czy maluch już zjadł. Wszyscy wokół są niezwykle zestresowani. W takich warunkach posiłek zaczyna kojarzyć się dziecku z nerwami. Ostatnio coraz częściej obserwuję też maluchy, które marudzą przy jedzeniu ze względu na konsystencję dań, sposób ich podania, kolor. Czasami są to zaburzenia ze spektrum problemów sensorycznych – dzieci mają opór przed jedzeniem o danej strukturze i wtedy pomaga terapia SI. Są też maluchy, które jedzą wszystko, a tylko u babci marudzą i kapryszą, żeby wymusić to, co lubią najbardziej. Celowo poruszam ten drażliwy temat, bo znam takie zachowania bardzo dobrze. Prowadzą do przekarmiana dziecka, które w wieku nastu lat trafia do mnie z otyłością. Gdy poznaję jego historię, dowiaduję się, że kiedyś nic nie chciało jeść, a jak polubiło kluseczki z cukrem i masłem, to dostawało je cztery razy dziennie i potem utyło.

Jak wychować dziecko, które nie tylko lubi jeść, ale przede wszystkim lubi zdrowe jedzenie? Z badań wynika, że maluchy, które słyszą, że coś jest zdrowe, nie chcą tego wziąć do ust.

– Dzieci uczą się głównie przez naśladownictwo. Jeżeli do 5. roku życia maluch razem z rodzicami je zdrowo – i to samo co oni – to jest duża szansa, że będzie tak jadł potem. Oczywiście, są dzieci uparte, ale my też tacy bądźmy! Proponujmy te same zdrowe dania co jakiś czas. Dzieci rzadko od razu kochają brukselkę, szpinak, jarmuż i kaszę – ale wiem, że jak zobaczą rodziców jedzących te potrawy i nie dostaną innych zamienników, to się przyzwyczają. Jeżeli dziecko nie lubi razowego pieczywa i dostanie białą bułkę, to nie liczmy na to, że następnego dnia wybierze razowy chlebek. Konsekwencja w karmieniu jest tak samo ważna jak w każdej innej dziedzinie wychowywania. Z tego względu dzieci nie powinny dostawać słodyczy do 2–3. roku życia. W ogóle. Wliczam w to banany, winogrona i powidła od babci. Bo to są słodkie smaki, które ludzie preferują atawistycznie.

Skąd mamy wiedzieć, ile dziecko powinno zjeść, żeby mogło dobrze się rozwijać? Po czym możemy poznać, że jest niedożywione?

– Jeżeli dziecko funkcjonuje prawidłowo, rozwija się i przybiera na wadze w miarę regularnie, nie musimy się martwić. Pediatrzy zwracają uwagę na stan odżywienia swoich małych pacjentów. To, że na bilansie nie mówią: „O, dziecko je!”, nie oznacza, że tego nie sprawdzili, tylko że nie ma potrzeby o tym rozmawiać. Każde dziecko ma w książeczce zdrowia siatkę

centylową, na której widać, jak się rozwija od urodzenia. Jeżeli zawsze jest w danym centylu, nawet niskim, nie ma się co martwić, aż do momentu, gdyby z niego „spadło”, czyli nagle zaczęło ważyć mniej w stosunku do norm. Mój syn jest w trzecim centylu i wiem, jak lekarze tego pilnują. Przebadaliśmy Tadzia i wszystko jest w porządku. Pediatra, która nie widziała syna, ale słyszała o jego wadze, kazała nam przyjechać do siebie, żeby go odżywiać w szpitalu. Gdy zobaczyła roczne, chodzące i mówiące dziecko, powiedziała: „jest szczupły, ale bystry”. Lekarze widzą, gdy faktycznie dzieje się coś niepokojącego. Gdy pojawia się obawa niedożywienia dziecka, bada się jego krew,  poziom białka, ewentualnie część elektrolitów.

Z Pani bloga wynika, że nie narzeka Pani na apetyt swoich dzieci, co więcej – starszy syn polubił też kucharzenie…

– Co więcej – ulubioną zabawą młodszego, dwuletniego Tadzia, jest „restauracja”, w której sprzedaje swoje ulubione dania – lody i jajka. Nie zawsze jest oczywiście tak różowo jak na blogu. Był moment, że Staś w wieku 4–6 lat nagle przestał ładnie jeść, grymasił, nie chciał ryb, które wcześniej uwielbiał, a sałata nie mogła nawet leżeć obok jego talerza. Przeczekaliśmy to. Na szczęście pił dużo świeżych soków i koktajli, a teraz znowu je wszystko. Moi chłopcy od maleńkości dostają do jedzenia zdrowe produkty, to dla nich norma. Kiedyś chciałam zrobić Stasiowi frajdę i zamówiłam dla niego pizzę, a potem usłyszałam, że mu ona nie smakuje... 

Katarzyna Błażejewska-Stuhr, dietetyk kliniczny i psychodietetyk. Autorka bloga „Mama w wielkim mieście” (kachblazejewska.pl) i licznych publikacji o żywieniu dzieci (m.in. „Uczta dla maluszka”), a także czterech książek z przepisami na koktajle. Mama Stasia i Tadzia

Zobacz też:
Redakcja poleca: Fałszywy niejadek: kto to taki? – film
Moje dziecko nic nie je! – takie zdanie brzmi dramatycznie, ale czy jest prawdziwe? Zdaniem dr Agnieszki Jarosz prawdziwy niejadek to rzadka rzecz w przyrodzie. Wielu małych niejadków bardzo lubi jeść i co więcej: je całkiem sporo. Tylko, że nie to, co trzeba.
Doładuj
Przeładuj