Nie mogłam wybaczyć ojcu, że mnie porzucił
fot. Adobe Stock

„Nienawidziłam ojca za to, że mnie porzucił. Po latach okazało się, że to mama go ode mnie odcięła”

Nie sądziłam, że kiedykolwiek będę chciała wybaczyć ojcu to, że go przy mnie nie było. Ale może warto spróbować?
Nie mogłam wybaczyć ojcu, że mnie porzucił
fot. Adobe Stock
Przez całe życie nienawidziłam ojca. Właściwie tak naprawdę wcale go nie znałam, ale żal za krzywdę, jaką mi wyrządził, tkwił we mnie niczym drzazga od dzieciństwa aż po dorosłość. Żyłam w przekonaniu, że ojciec mnie porzucił.

Ale po kolei… Moja mama w młodości była śliczną i wrażliwą dziewczyną. Po maturze poszła do studium nauczycielskiego w mieście odległym aż o czterysta kilometrów od rodzinnej Łodzi. Dlaczego tak daleko? Nie wiem, nigdy o tym nie mówiła. W każdym razie zamieszkała na północy Polski, w miasteczku położonym prawie nad morzem. Po skończeniu szkoły zatrudniła się w miejscowej podstawówce jako nauczycielka języka polskiego.

Wtedy poznała mojego tatę, który był kierowcą

Podobno straciła dla niego głowę – tak opowiadała mi znajoma mamy – czego efektem była ciąża. Moja mama, wychowana w tradycyjnej rodzinie, uważała, że skoro będzie dziecko, to powinien być i ślub. Chciała wyjść za ojca, ale on nie bardzo miał na to ochotę. Żeby go nieco przycisnąć, za namową koleżanki, wybrała się do jego rodziców i powiedziała im, że jest z Adamem w ciąży, a on nie chce się żenić.

Podobno mój ojciec się wtedy wściekł i zerwał z mamą. Ale mną się interesował. Przyszedł zobaczyć mnie do szpitala, kiedy się urodziłam. Dał mi swoje nazwisko i płacił alimenty. Chyba nawet czasami się ze mną widywał, bo jak przez mgłę pamiętam, że kiedyś przewiózł mnie i mamę swoim samochodem. Nie przypominam sobie marki, ale coś mi świta, że było to niebieskie auto. Najwyraźniej to spotkanie z ojcem wywarło na mnie duże wrażenie...

Wszystkie koleżanki miały dwoje rodziców, a ja tylko mamę

Kiedy miałam sześć lat, przeprowadziłyśmy się do Łodzi. Tam poszłam do szkoły, do tej samej, w której zaczęła pracować mama. O ojcu w ogóle nie było w domu mowy. Jakby nie istniał. Za to mama była dla mnie najczulszą, najcieplejszą i najbardziej kochającą istotą na świecie.

Mimo to czasami brakowało mi ojca. Właściwie to nawet często. Kiedy patrzyłam, jak inni ojcowie rozpieszczają swoje dzieci, jak zabierają je na sanki czy na rower, było mi przykro. Pamiętam, że kiedyś popłakałam się, gdy zobaczyłam mebelki z drewna, które mojej najbliższej koleżance na urodziny wystrugał z drewna jej tata. Wtedy nie było w sklepach tylu zabawek, o mebelkach można było tylko pomarzyć…

Ja marzyłam o tacie. Mama, choć kochana, nie miała dla mnie za wiele czasu. Pracowała od rana do późnego popołudnia, w domu też zawsze miała coś do zrobienia. Codziennie starała się jednak pomagać mi w odrabianiu lekcji.

Kiedy byłam starsza i zaczynałam więcej rozumieć, mój żal do ojca stawał się coraz większy

Któregoś dnia, już jako nastolatka, zapytałam mamę wprost:

– Dlaczego ojciec mnie nie chciał?

Dziś rozumiem, jak bardzo brutalne to było z mojej strony, ale wtedy nie zdawałam sobie z tego sprawy. Mama bardzo się zdenerwowała.

– Przecież prosiłam, żeby nie poruszać tego tematu – krzyknęła. – Staram się, jak mogę, żeby niczego ci nie brakowało, a ty myślisz o ojcu? Sądzisz, że z nim byłoby ci lepiej?

Nie pytałam jej już więcej o ojca. Postanowiłam jednak wyciągnąć coś od cioci. Ona też nie za bardzo chciała rozmawiać, ale zdradziła mi, że mój ojciec żyje i ma się całkiem dobrze. Po naszym wyjeździe założył rodzinę, ożenił się, urodziła mu się córka… Czyli miałam przyrodnią siostrę! To był dla mnie szok.

Przez kilka dni chodziłam jak struta, ale nie powiedziałam mamie, czego się dowiedziałam. Nie znałam adresu ojca. Ale nawet gdybym znała, nic by to nie zmieniło. Przecież bym do niego nie pojechała. Bo i po co? Po to, żeby rzucić mu w twarz, jak bardzo mnie skrzywdził i jaki mam do niego ogromny żal?

Na studiach poznałam Pawła, wyszłam za niego za mąż, urodziłam dzieci

Przestałam myśleć o ojcu, ten temat już mnie nie interesował. Nasze relacje z mamą układały się znakomicie. Mieszkała blisko i zanim dziewczynki nie podrosły, opiekowała się nimi. Obie uwielbiały babcię, a ona je. Któregoś roku, jak zawsze w dniu Wszystkich Świętych, wybraliśmy się na rodzinne groby.

Akurat staliśmy nad grobem rodziców mamy, gdy Kasia, moja dziesięcioletnia wówczas córeczka, zapytała:

– Mamo, a gdzie jest grób dziadka?

Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Szukając ratunku, spojrzałam na mamę. Zapadła niezręczna cisza.

– Dziadek nie ma grobu, bo jeszcze nie umarł – odezwała się w końcu mama, wyraźnie zmieszana. – Ale jest tak daleko, jakby go nie było. Jakby nigdy nie istniał, Kasiu.

Kasi ta odpowiedź chyba wystarczyła, bo nie drążyła już tematu. A ja zrozumiałam, że córka musiała kiedyś wypytywać babcię o dziadka, a ona musiała jej coś powiedzieć.
 

Trzy lata temu mama miała zawał, zmarła nagle w swoim domu, nawet nie zdążyłyśmy się pożegnać. Pomimo wsparcia męża i bliskości córek, mój świat legł w gruzach. Przecież przez dużą część życia miałam tylko ją.

Byłam zaskoczona tym, że Iza od wielu lat wiedziała o moim istnieniu

W zeszłym roku przez Wielkanocą, przeglądając internet, trafiłam na stronę zrzeszającą nauczycieli języka angielskiego, którego ja również uczę. Wśród różnych twarzy jedna przykuła moją uwagę – młodej kobiety, bardzo do mnie podobnej. Tylko włosy miała blond, a ja jestem szatynką.

Spojrzałam na jej nazwisko i zamarłam... Brzmiało tak samo, jak moje panieńskie, które nosiłam po ojcu. Przejrzałam jej profil – pochodziła z Pomorza, z okolic, w których mieszkałam z mamą we wczesnym dzieciństwie. Długo zastanawiałam się, czy wysłać do niej wiadomość. W końcu się odważyłam. Zapytałam, czy jej ojcem jest… – tu podałam personalia ojca.

„Tak. Jesteś moją siostrą? Jeśli tak, podaj mi, proszę, swój numer telefonu” – odpisała.

Od razu do mnie zadzwoniła. Okazało się, że wiedziała o moim istnieniu, ale nie znała mojego obecnego nazwiska po mężu, ani adresu zamieszkania. Nasza rozmowa była długa i wzruszająca. Postanowiłyśmy się spotkać. Ze względu na żal do ojca, nie chciałam jechać do niej. Ustaliłyśmy więc, że spotkamy się w Łodzi.

Podczas tego spotkania Iza opowiedziała mi, jak dowiedziała się o moim istnieniu. Była wtedy nastolatką.

– Szukając w domu jakichś dokumentów, natknęłam się wśród nich na zdjęcie ojca z małą dziewczynką. Trzymał ją na rękach, przytulał. Kiedy zapytałam go o to zdjęcie, powiedział, że to jest jego córka Sylwia.

Iza wspominała, że bardzo przeżyła tę chwilę. Była wściekła na ojca, że ukrywał przed nią rodzinną tajemnicę. Zrobiła mu wtedy wielką awanturę.

– To moja siostra! Dlaczego ja nic o niej nie wiem? Dlaczego jej nie znam? – krzyczała. – Jej mama pokłóciła się ze mną, gdy Sylwia była jeszcze bardzo mała, bo nie chciałem się z nią ożenić – starał się tłumaczyć ojciec. – Powiedziała, że skoro tak, to już nigdy nie zobaczę ani jej, ani dziecka. Zabrała małą i wyjechała daleko stąd. Nie mogłem ich później znaleźć.

Podobno ojciec przyjechał do Łodzi i próbował nas szukać. Obszedł wiele szkół, pytając, czy w którejś z nich nie pracuje moja mama. Nie znalazł jej jednak i wrócił do siebie. Po wyjeździe z Pomorza mama przestała nawet pobierać od niego alimenty. Nie znał jej adresu, więc nie wiedział, dokąd ma je wysyłać.

„A może nie chciała, żeby ojciec kontaktował się za mną?” – przemknęło mi przez myśl, kiedy usłyszałam te wszystkie informacje od Izy.

Długo potem o tym rozmyślałam. Dręczyła mnie myśl, że ojciec być może chciał mieć ze mną kontakt, skoro mnie szukał.

Czyżby mama mu na to nie pozwoliła?

Ale skoro mnie szukał, to dlaczego tak szybko zaprzestał? A może nie miał innej możliwości? Pytań i wątpliwości było dużo. Złapałam się na tym, że próbowałam usprawiedliwiać ojca. Tego, który przez całe życie w moich myślach był egoistycznym, podłym draniem. Najwyraźniej zaczęłam postrzegać go nieco inaczej. Bałam się tej myśli, w pewnym sensie ona mnie przerażała.

Po spotkaniu z Izą korespondowałam z nią e-mailowo i czasami do siebie dzwoniłyśmy. Napisała mi, że powiedziała ojcu o wizycie u mnie. Podobno był bardzo poruszony, wypytywał, jak wyglądam, czym się zajmuję, czy mam rodzinę. Przyznał, że bardzo chciałby się ze mną spotkać. Biłam się z myślami, czy powinnam się na to zdecydować. Mój mąż, widząc, jak mnie to dręczy, powiedział:

– Jeśli nie zobaczysz się z ojcem, nigdy nie da ci to spokoju i wciąż będziesz o tym myśleć. Albo wykrzyczysz mu swoją złość, albo przynajmniej wysłuchasz jego wersji.

Pomyślałam, że Paweł ma rację. Postanowiłam spotkać się z ojcem. Czemu nie połączyć tego z urlopem? Znalazłam pensjonat nad morzem, zarezerwowałam noclegi dla mnie, dla męża i dla córek. Potem napisałam do Izy, kiedy przyjeżdżam. Miała umówić mnie na spotkanie z ojcem.

Chyba nigdy wcześniej tak się nie denerwowałam, jak przed tą wizytą u ojca. Pojechałam tam sama, mąż i dzieci zostały w pensjonacie. Drzwi otworzyła mi Iza. Zaraz za nią wyszedł starszy pan. Niewysoki, siwy, grubawy. Nie wiedział, co powiedzieć, trzęsła mu się broda.

– Dzień dobry – powiedziałam, starając się nie okazywać emocji.
– Dzień dobry, zapraszam.

Moje dwie córeczki pokochały dziadka od pierwszej chwili

To było dziwne uczucie, widzieć obcego mężczyznę i wiedzieć, że jest on moim ojcem. Na stole w pokoju leżało nasze zdjęcie – najwyraźniej to, o którym opowiadała mi Iza. Nie miałam takiego, ale bardzo podobne, oba musiały zostać zrobione tego samego dnia. Miałam na sobie tę samą sukienkę, stałam, trzymając ze rękę ciocię. Tę, od której dowiedziałam się o ojcu.

– Wybacz, że cię nie odnalazłem – zaczął ojciec i się rozpłakał.

Mnie też polały się łzy. Odbyliśmy długą rozmowę, w której potwierdziło się wszystko, co opowiadała mi Iza. Wynikało z niej, że ojciec nie chciał ożenić się z moją mamą, ale chciał uczestniczyć w moim wychowaniu. Jednak mama nie zgodziła się na taki układ i postanowiła wychować mnie samotnie.

Wyjechała ze mną i zerwała z ojcem wszelkie kontakty. Rozmawialiśmy w cztery oczy. Wcześniej jednak poznałam żonę ojca, która przyjęła mnie ciepło, poczęstowała domowym ciastem. Ona od początku znajomości z ojcem wiedziała o moim istnieniu. Nie rzuciłam się ojcu na szyję po tych wyznaniach.

Nie potrafiłam powstrzymać żalu, który nagromadził się we mnie latami

Ale spojrzałam już nieco inaczej na jego zachowanie. Czy miałam żal do mamy? Trudno powiedzieć. Zrobiła dla mnie tak wiele, o nic nie chciałam jej obwiniać. Na pewno w tym momencie brakowało mi jej bardziej niż kiedykolwiek. Gdyby żyła, o wszystko bym ją zapytała...

Ojciec powiedział, że chciałby poznać moje córki i męża. Umówiliśmy się na wspólne spotkanie za trzy dni, przed naszym powrotem do Łodzi. Mój mąż, który zna się na motoryzacji, od razu nawiązał z ojcem nić porozumienia. Ale najbardziej rozczuliła mnie reakcja dziewczynek. Ojciec pokazał im swoje króliki i gołębie, które hoduje. Były zachwycone, o wszystko go wypytywały. A kiedy się żegnaliśmy, po prostu przytuliły się do niego. A przecież jeszcze niedawno w ogóle nie miały pojęcia, o jego istnieniu.

– Do widzenia, dziadku – powiedziała Kasia. – Teraz ty musisz do nas przyjechać! Dobrze?

Ojciec spojrzał na mnie.

– Oczywiście, serdecznie zapraszamy – dokończyłam to, co zaczęła córka.

Trochę jakby z rozpędu, ale w sumie sama chciałam to powiedzieć, tylko brakowało mi odwagi.

Ojciec ze swoją żoną i z Izą mają przyjechać do Łodzi w przyszłym tygodniu. Postaram się przyjąć ich najlepiej, jak potrafię. Już układam menu, które podam. Ale wiem, że nie ono będzie najważniejsze. Mamy sobie dużo do opowiedzenia, do wyjaśnienia. Boję się tej wizyty, ale jednocześnie bardzo się na nią cieszę. Zastanawiam się, czy uda nam się naprawić ponad trzydzieści lat trudnych uczuć i emocji? Czy to w ogóle możliwe? Wnuczki niecierpliwie czekają na dziadka. Na plastyce Kasia zrobiła dla niego piękne gołębie z origami. Paulinka narysowała laurkę, a w niej duże, czerwone serce. Czy ja kiedyś otworzę przed ojcem swoje?

Sylwia, 37 lat

Czytaj także:
Redakcja poleca: Nie taka zwykła woda – jak Oliwka z AZS odzyskała radość życia dzięki pobytowi w Avène [WIDEO REPORTAŻ]
Nieprzespane noce, rozdrapane rany na całym ciele, bandaże chroniące przed zakażeniami... Oto codzienność dziecka chorego na atopowe zapalenie skóry. Oliwka, bohaterka tego reportażu, miała mnóstwo szczęścia – wygrała konkurs, w którym nagrodą był 3-tygodniowy pobyt w Uzdrowisku Avène. Zobacz, jakie efekty przyniosła jej kuracja Wodą termalną.
Oceń artykuł

Ocena 5 na 1 głos

Zobacz także

Popularne tematy