Piotr Hartmann, pediatra
fot. mat. prasowe

Dr Piotr Hartmann: Jak leczę swoje dzieci? Najczęściej wcale nie leczę

Dr Piotr Hartmann jest pediatrą i tatą trójki synów. Pytamy go o to, jak dba o ich zdrowie? Co robi, gdy złapią katar albo przeziębienie? W jaki sposób wzmacnia ich odporność i co trzyma w domowej apteczce? Odpowiedzi mogą zaskoczyć!
Sylwia Niemczyk
Piotr Hartmann, pediatra
fot. mat. prasowe
Piotr Hartmann, lekarz pediatra. Prezes zarządu Fundacji Rozwoju Pediatrii, członek zarządu oddziału warszawskiego Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego. Pracuje w Klinice Pediatrii w Szpitalu Bielańskim i prowadzi indywidualną praktykę lekarską. Prowadzi comiesięczne bezpłatne warsztaty dla rodziców w klubie „Mamy Czas” na warszawskich Bielanach.

Łatwo jest leczyć własne dzieci??

Zazwyczaj tak, chociaż oczywiście nie robię przy nich wszystkiego. Na szczepienia i bilanse zdrowia chodzimy do naszej poradni zdrowia.

Dlaczego? Nie chce się Pan kojarzyć własnym dzieciom ze strzykawką i kłuciem?

Raczej chodzi mi o to, że pielęgniarka z przychodni, która codziennie wykonuje kilkanaście szczepień, na pewno zrobi to lepiej ode mnie. Z kolei jeśli chodzi o bilanse zdrowia, to po prostu wolę czasami pokazać dzieci innemu pediatrze, na zasadzie „drugiego oka”.

Nas, zwykłych rodziców, niepokoi każda dziecięca gorączka, ale Pan ma chyba jeszcze gorzej, ze względu na wiedzę o wszystkich możliwych powikłaniach nawet małego kataru...

Tylko że o tych potencjalnych komplikacjach najczęściej słyszę właśnie od rodziców-laików! Ja, dzięki temu, że mam wiedzę, zachowuję większy spokój. Nie denerwuję się np. gdy moje dzieci gorączkują, bo wiem, że tak powinno być. Jestem nawet zadowolony, bo gorączka dowodzi, że układ odpornościowy dziecka działa prawidłowo. Tak samo nie przejmuję się zwykłymi katarami, bo mam świadomość, że to nie choroba, ale jak najbardziej prawidłowa reakcja organizmu na atak wirusów.

Co w takim razie Pan robi, gdy Pana synowie złapią katar?

Nic szczególnego. Z niewielkimi infekcjami dzieci same sobie świetnie radzą. Rodzicom, którzy przychodzą do mnie z przeziębionymi maluchami, zawsze powtarzam, że lepiej by dla nich zrobili, gdyby do mnie nie przychodzili. Wyjątkiem będą niemowlęta do 3. miesiąca życia. U takich maleństw każda infekcja może rozwijać się bardzo szybko, dlatego u nich nawet katar jest groźny. Starsze maluchy, póki nie dzieje się nic większego od kataru, trzymamy jak najdalej od przychodni.

Dlaczego?

Żeby nie narażać ich na dodatkowe, często poważniejsze infekcje. Pamiętajmy, że pediatra zajmuje się leczeniem głównie chorób zakaźnych, a to znaczy, że przed jego gabinetem mogą siedzieć obok siebie dzieci z anginą, ospą wietrzną, biegunką. Jeśli zetknie się z nimi dziecko, które ma tylko katar, to może wyjść od lekarza bardziej chore, niż przyszło. Poza tym powiedzmy sobie szczerze, że zakatarzonemu dziecku wizyta u lekarza nie pomoże, bo nie ma lekarstwa na katar. Jedyne, co możemy i co powinniśmy robić, to dawać dziecku dużo do picia, żeby ten katar miał się z czego produkować. Ewentualnie nawilżamy nosek wodą morską albo zakraplamy sól fizjologiczną.

Czytaj także: Jak lekarze leczą kaszel u swoich dzieci

Ile razy dziennie trzeba zakraplać?

Tyle, ile razy sobie dziecko pozwoli. Jeżeli wydzielina jest wodnista i sama wypływa, to w ogóle nie musimy nic wpuszczać do noska, ale jeśli gęstnieje i zaczyna zalegać, to można – i warto – psikać wodą morską nawet co godzinę. Po zapuszczeniu wody albo soli fizjologicznej układamy dziecko na brzuszku, żeby mogło głębiej oddychać i wydmuchiwać to, co zalega mu w nosie. Jeżeli jest to bardzo mały niemowlak, który nie lubi leżenia na brzuchu, to dobrze byłoby ułożyć go sobie na klatce piersiowej, oczywiście ze świadomością, że zaraz nasza koszulka będzie nadawała się już tylko prania.

I naprawdę tylko tyle?

Jeszcze tylko trzeba wycierać to, co wypłynie, żeby wydzielina nie podrażniała skóry pod noskiem. Jeżeli nosek jest zatkany i mimo zakroplenia nic z niego nie wypływa, można kilka razy dziennie użyć aspiratora do odciągania wydzieliny – ale bez przesady. Generalnie zasada jest taka, że im mniej, tym lepiej. Często mam wrażenie, że rozczarowałem rodziców, zalecając ich dziecku tylko dużo snu, dużo picia i dużo świeżego powietrza, ale na zwykłe przeziębienia naprawdę działa tylko to.

Wspomniał Pan przed chwilą o układzie odpornościowym. Co możemy robić, aby go wzmacniać?

Wzmacnianie odporności to modny temat, ale w gruncie rzeczy dziecko, które ma odpowiednią dietę i często przebywa na świeżym powietrzu, nie potrzebuje już nic więcej. Jego odporność wzmocni się sama, z biegiem czasu. Podawanie zdrowym dzieciom wszelkiego rodzaju witaminek czy wzmacniających suplementów nie ma sensu. O wiele ważniejsze jest zadbanie np. o to, żeby dziecko się wysypiało. Z niemowlętami nie ma problemu, bo one śpią , ile chcą, ale już wiele rocznych dzieci, chodzących do żłobka, śpi za krótko. Jeszcze gorzej jest z przedszkolakami. Wieczorem rodzice chcą z dzieckiem spędzić trochę czasu, więc zwlekają z usypianiem, a rano muszą zerwać je z łóżka, żeby zdążyć przed pracą odstawić do placówki. Często potem narzekają u mnie w gabinecie, że żłobki czy klubiki malucha to jedna wielka wylęgarnia chorób, ale nie myślą o tym, że winne są nie tylko wirusy, lecz także ciągłe niewyspanie dziecka.

Co tata-pediatra ma w domowej apteczce?

Z podstawowych rzeczy mam leki na bazie paracetamolu i ibuprofenu. Ważne jest jednak tutaj, żebyśmy zawsze wiedzieli, w jakim stężeniu jest paracetamol czy ibuprofen w lekarstwie, które podajemy dziecku.

Co to znaczy?

Jeszcze kilka lat temu wszystkie dziecięce syropy z paracetamolem miały to samo stężenie substancji czynnej, czyli 120 miligramów w 5 mililitrach. Dzisiaj są trzy różne stężenia do wyboru: 120, 250 i 500 mg. Dlatego, nawet jeśli lekarz zaleci, żeby dawać dziecku, powiedzmy, 5 ml jednego leku z paracetamolem, to wcale to nie znaczy, że innego leku z tym samym paracetamolem też mamy dawać 5 ml. Bo być może ten drugi lek, chociaż na bazie tej samej substancji czynnej, jest słabszy albo silniejszy. Podobnie jest z ibuprofenem – tutaj mamy do wyboru dwa stężenia. Zawsze polecam rodzicom, żeby zrobili sobie taką tabelkę: tyle i tyle np. Apapu, tyle i tyle Ibufenu, tyle i tyle Nurofenu itd. I co jakiś czas ją modyfikowali, bo dawki leku zależą od wieku i wagi dziecka.

Co warto mieć w domu oprócz leków na gorączkę?

Na pewno jakiś lek przeciwhistaminowy w kroplach, na wypadek nagłej reakcji alergicznej. Poza tym zawsze mam probiotyk: warto go podawać nie tylko, gdy dziecko już ma biegunkę, ale też np. profilaktycznie, gdy wiemy, że w żłobku czy klubiku pojawiła się jakaś infekcja rotawirusowa. Podawanie probiotyku „na wszelki wypadek” może zmniejszyć ryzyko choroby albo sprawić, że – jeśli się już ona pojawi – przebiegnie lżej. Poza probiotykiem, preparat nawadniający w saszetkach, do rozmieszania z wodą. To też jest konieczny lek podczas biegunki, szczególnie u najmłodszych dzieci.

Czy w Pana apteczce znajdzie się jakiś antybiotyk?

Rzeczywiście zawsze w apteczce jakiś antybiotyk mam, ale nie zalecam tego samego rodzicom. Trzymam go tylko na wypadek jakiejś choroby na weekendowym czy wakacyjnym wyjeździe – przecież nie wszędzie blisko jest apteka. Generalnie jednak wszystkie leki na receptę powinny być używane w jednej konkretnej sytuacji. Nawet jeśli kolejna infekcja u malucha według rodzica wygląda tak samo jak poprzednia, to często trzeba ją leczyć inaczej. Bakteryjne infekcje, a tylko na nie działa antybiotyk, są zresztą dużo rzadsze niż wirusowe. Ten mój antybiotyk też zwykle się przeterminowuje: wyrzucam, kupuję drugi i tak w kółko.

Na wypadek jakiej wyjazdowej choroby Pan go kupuje? Anginy?

Niekoniecznie anginy. Antybiotykiem leczy się też np. bakteryjne zapalenie ucha: tam będą w grę wchodziły głównie pneumokoki. Oczywiście zapalenie ucha bardzo często jest wywołane przez wirusy, ale jeśli ból i gorączka nie mijają po dwóch dobach, to trzeba iść do lekarza jeszcze raz, bo być może do gry włączyły się bakterie. Pediatra powinien wtedy po raz drugi zajrzeć do ucha, żeby sprawdzić, czy nie pojawiła się ropna wydzielina, i zdecydować, czy nie trzeba włączyć antybiotyku. Zresztą przy każdym katarze dziecko powinno mieć obejrzane ucho. Jeśli lekarz tego nie robi, to warto przemyśleć jego zmianę.
Antybiotyk podaje się również podczas zakażeń układu moczowego – to częste infekcje, drugie w kolejności po chorobach układu oddechowego. Wskazany będzie też w większości zapaleń płuc, które przecież też nierzadko przytrafiają się małym dzieciom.

Niczego nie pominęliśmy z Pana apteczki? Może witamina C?

Nie mam. Badania wykazują, że podawanie wit. C nie zmienia przebiegu choroby. Z witamin mam tylko wit. D, z suplementów diety – kwasy omega 3. Coraz więcej badań dowodzi, że suplementacja tych obu środków jest wskazana u małych dzieci.

A granulki homeopatyczne albo bańki?

Nie stosuję niczego, czego działanie nie jest poparte naukowo. Ani w leczeniu swoich dzieci, ani tych, które przychodzą do mojego gabinetu.

Czy szczepi Pan dzieci dodatkowymi szczepionkami?

Tak, wykupuję dodatkowe szczepienia i to samo zalecam wszystkim rodzicom. Według mnie szczególnie ważna jest szczepionka przeciw pneumokokom. Powiedzmy wprost, z powodu infekcji pneumokokowej dzieci mogą umrzeć i nie chodzi mi tu tylko o sepsę, ale np. też o ciężkie zapalenia płuc albo o zapalenia ucha, które mogą penetrować do układu nerwowego i wywołać zapalenie opon mózgowych.

Sceptycy powiedzą, że na pneumokoki mamy przecież antybiotyki.

A ja im odpowiem, że antybiotyk nigdy nie załatwia całej sprawy. Owszem, pomaga organizmowi uporać się z chorobą, wybija bakterie, ale są sytuacje, że zarazków jest już tak dużo albo zdążyły już poczynić tak wielkie szkody, że antybiotyk nie pomoże. Widziałem w naszym szpitalu dużo przypadków ciężkich chorób pneumokokowych i założę się, że gdyby ci sceptycy też je widzieli, nie mieliby już żadnych wątpliwości, czy szczepić, czy nie. Wielu rodziców zrzuca winę na lekarzy: że nie zdążyli rozpoznać choroby, że zaniedbali, tymczasem prawda jest taka, że infekcje pneumokokowe rozwijają się szybko. Nieraz jest tak, że rano dziecko czuje się jeszcze w miarę dobrze i żaden lekarz nie będzie w stanie wykryć u niego zakażenia bakteryjnego, a wieczorem już diagnozuje się ciężkie zapalenie płuc.

Poza szczepionką przeciw pneumokokom jakie jeszcze Pan by szczególnie polecił?

Przeciw grypie i przeciw ospie wietrznej. Te dwie choroby są bagatelizowane przez rodziców – często słyszę od nich: „Ale przecież małe dzieci nie chorują na grypę” – a to nieprawda. Chorują nawet niemowlęta, i to ciężko. Tak samo nieprawdziwe jest przekonanie, że skoro dziecko nie chodzi do żłobka czy przedszkola, to się nie zarazi grypą. Małe dzieci zwykle ją łapią w domu. Z kolei ospa, niby błaha choroba, niesie ryzyko ciężkich powikłań i spadku odporności.

Poznaj kalendarz szczepień Babyonline! – wszystko o chorobach, szczepionkach i odczynach poszczepionkowych

Jaką jedną radę dałby Pan, jako pediatra i jako doświadczony ojciec, młodym rodzicom?

Pewnie bym poradził, by poszukali lekarza, któremu będą umieli zaufać, i trzymali się go. Dziecko powinno leczyć się u tego samego pediatry, który będzie je znał, wiedział, jak ono przechodzi infekcje, czy ma np. skłonność do wysokiej gorączki. Dzieci w bardzo różny sposób chorują. Lekarz, który widzi malucha wiele razy, łatwiej zauważy jakieś odstępstwo od normy i szybciej dobierze odpowiednie leczenie.

Dziękuję za rozmowę.

Redakcja poleca: Znany dziennikarz: Te dzieci w przyszłości odkryją nowe leki. A my skorzystamy! [WIDEO]
Twoje dziecko choruje częściej niż inne? Skoro tak, to nie tylko je lecz, ale też spróbuj zainteresować nauką. Wśród noblistów i odkrywców wielu było takich, którzy chorowali jako dzieci - mówi Wojciech Mikołuszko, dziennikarz i popularyzator nauki.
Oceń artykuł

Ocena 5 na 4 głosy

Zobacz także

Popularne tematy