Fundacja Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, Jurek Owsiak, Ratujemy i uczymy ratować, pierwsza pomoc
fot. Łukasz Widziszowski

Jak dzieci uczą się ratować życie – opowiada Jurek Owsiak

Czy dziecko może komuś uratować życie? Warto uczyć dzieci pierwszej pomocy? Gdzie można znaleźć specjalne kursy dla dzieci? Nie wiesz? Koniecznie przeczytaj wywiad z Jurkiem Owsiakiem, prezesem zarządu Fundacji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.
Aleksandra Sokalska
Fundacja Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, Jurek Owsiak, Ratujemy i uczymy ratować, pierwsza pomoc
fot. Łukasz Widziszowski
Fundacja Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy w kwietniu 2006 roku stworzyła program edukacyjny „Ratujemy i Uczymy Ratować". To właśnie dzięki niemu dzieci w pierwszych klasach szkoły podstawowej mają szansę nauczyć się zasad udzielania pierwszej pomocy. Do programu szkoły zgłaszają się dobrowolnie. Fundacja edukuje wtedy nauczycieli takiej placówki i dostarcza im oraz uczniom materiały dydaktyczne (podręczniki, fantomy itp.). Efekt? Do tej pory programem objęto 26 893 nauczycieli z 12 160 szkół.

Ile dzieci nauczyło się już podstaw pierwszej pomocy dzięki waszemu programowi?

Ponad 2 miliony! To niesamowita liczba. Program „Ratujemy i Uczymy Ratować" sprawił, że w Polsce nauka resuscytacji krążeniowo-oddechowej jest powszechna, bezpłatna i dostępna dla wszystkich dzieci.

Czy wiesz: Ile kosztuje wyprawka szkolna dla dziecka?

To ogromny sukces. Mieliście takie założenia? Skąd w ogóle pomysł, żeby uczyć dzieci pierwszej pomocy?

Co do założeń i pomysłu... to trochę niezwykła historia. Zaczęło się od tego, że pojechaliśmy do Stavanger w Norwegii, aby zrobić program o firmie Laerdal, która produkuje fantomy. Przy okazji zwiedzania firmy dowiedzieliśmy się, że przygotowuje się ona właśnie do realizacji bardzo dużego zamówienia z Niemiec, ponieważ Niemcy chcą wprowadzić powszechną naukę pierwszej pomocy w szkołach. Zaczęliśmy głośno zastanawiać się nad tym, że skoro tak duży kraj bierze się za to, to może nam podpowiedzą, jak to najlepiej zrobić, i w Polsce też stworzymy taki powszechny program. Właściciel firmy obiecał, że skontaktuje nas z odpowiednimi niemieckimi urzędnikami, a póki co możemy sami zobaczyć na własne oczy, jak to działa, bo przecież w Stavanger w każdej szkole dzieci uczą się, jak udzielać pierwszej pomocy.

I zobaczyliście?

Jeszcze jak! W pięknej szkole – zadbanej, wesołej, poukładanej i przede wszystkim przyjaznej, każde dziecko na zajęcia przyszło z własnym fantomem i każde na zajęciach uczyło się, jak prawidłowo wykonywać uciski. Wróciliśmy do Polski oszołomieni, ale pełni zapału. Doszliśmy jednak do wniosku, że o ile tak bogaty kraj jak Niemcy na pewno może sobie pozwolić na kupowanie fantomów dla każdego dziecka, to my musimy pomyśleć jednak troszkę skromniej – ustaliliśmy, że dla każdej szkoły podstawowej będziemy kupować pięć mniejszych fantomów i jeden większy. I powolutku zaczęliśmy uczyć.

Niezwykłe jest to, że jakiś czas temu pojechaliśmy do Norwegii w zupełnie innej sprawie i na spotkaniu pochwaliliśmy się głośno, że mamy dokładnie taki sam program powszechnego nauczania pierwszej pomocy, jaki obowiązuje w ich kraju. Usłyszeliśmy wtedy ogromne zdziwienie, że przecież oni nie mają takiego programu! Jak było to możliwe? Okazało się, że to tylko lokalnie, w Stavanger dzieci uczyły się pierwszej pomocy w szkołach. Co więcej, Niemcy po krótkim czasie zrezygnowali z tego pomysłu, bo ich po prostu przerósł. A my nadal uczymy małe dzieci zasad pierwszej pomocy i to aż w 91 procentach szkół podstawowych!

Rzeczywiście niezwykła historia! Możesz powiedzieć, jak w takim razie Wam się udało?

Nie założyliśmy po prostu, że czegoś się nie da zrobić. Program wprowadzaliśmy małymi kroczkami, powoli, nie czekając na spektakularny sukces w błyskawicznym tempie. Podobnie zresztą jest i teraz, kiedy bardzo nam zależy na tym, by nauka pierwszej pomocy w pierwszych klasach szkoły podstawowej stała się obowiązkowa i jej zaliczenie znalazło się na świadectwie.

Czytaj też: Pytania rodziców pierwszoklasisty

A dlaczego Wam tak na tym zależy?  

Bo jeśli coś się staje obowiązkowe, to bardziej się staramy. Przykład? Kiedyś badania przesiewowe słuchu były jedynie deklaratywne. Nie wszyscy rodzice wiedzieli, że mogą z nich skorzystać, nie wszystkie szpitale je oferowały, choć mogły, niektórym się nie chciało, inni nie mieli czasu. Kiedy jednak stały się obligatoryjne, sytuacja się diametralnie zmieniła – po prostu zaczęto się przykładać i badać wszystkie noworodki.  

Przekonałeś mnie. To kiedy możemy się spodziewać przedmiotu obowiązkowego z pierwszej pomocy?

W Warszawie prawdopodobnie już w tym roku, najpóźniej w następnym. Będą to obowiązkowe cztery godziny w ciągu całego roku szkolnego, a przedmiot pierwszej pomocy będzie umieszczony na świadectwie szkolnym.


Niewiele czasu, by nauczyć się udzielania pierwszej pomocy. Uważasz, że cztery godziny na pewno wystarczą?

Tak, bo to nie jest nauka polegająca na nudnym odbębnieniu lekcji pod tytułem „Jak udzielać pierwszej pomocy". Nauczyciel może praktycznie podczas każdych zajęć przy nadarzającej się okazji rozpoczynać rozmowę, jak zachować się w czasie wypadku, co zrobić w sytuacjach zagrożenia, bo na przykład dzień wcześniej była wichura i pozrywało ludziom dachy. Może też z dzieciakami przygotować i zaśpiewać piosenkę poświęconą zasadom pierwszej pomocy – takie już nieraz były tworzone przez uczniów w wielu szkołach!

A dlaczego w takim razie obowiązkowe zajęcia będą tylko w Warszawie?

No i wracamy do naszego założenia, że wszystko można zrobić, tylko czasem robi się to troszkę wolniej, inaczej. Bardzo chcieliśmy, by Ministerstwo Edukacji Narodowej wprowadziło do szkół podstawowych obowiązek nauczania zasad pierwszej pomocy. Jednak ministerstwo w tej kwestii jest dość powściągliwe – bo potrzebna jest podstawa programowa, którą, nawiasem mówiąc, mamy, bo co będzie, jak przestaniemy to finansować... Często nie dostajemy od nich odpowiedzi na maile, jesteśmy przerzucani od osoby do osoby.

Postanowiliśmy więc pójść inną drogą i zgłosiliśmy taką propozycję pani prezydent miasta stołecznego Warszawy Hannie Gronkiewicz-Waltz. I udało się. Pomysł obowiązkowego nauczania spodobał się i już czeka na realizację.

Udało się w Warszawie, więc może inne miasta pójdą w te ślady?

Na to właśnie bardzo mocno liczymy. I w ten sposób, wolniej, bez pomocy ministerstwa, ale jednak, nauka pierwszej pomocy będzie wśród małych dzieci coraz bardziej powszechna, bo po prostu obowiązkowa.

Czy wiesz: Czego uczy się dziecko w 1 klasie?

A dlaczego właściwie tak Wam zależy na tym, by jej nauka zaczynała się już w pierwszych klasach podstawówki? Nie za wcześnie?

Nie. Właśnie w najmłodszym wieku najłatwiej wyrabia się w sobie prawidłowe reakcje. Dorośli na przykład boją się w razie wypadku głośno krzyczeć
– bo to nie wypada, bo może się pomylili i wcale wypadek tego nie wymaga. A my uczymy dziecko, że jak widzi coś niepokojącego, na przykład nieprzytomną osobę, ma krzyczeć, bo wtedy łatwiej sprowadzi pomoc. I dziecko krzyczy, a w dorosłości nie będzie miało już z tym problemu. Poza tym dorośli czasem nie chcą ratować, bo boją się, że zwyczajnie zaszkodzą. Dziecko zupełnie tak nie myśli. Dowiaduje się, że tylko dzięki pomocy może zwiększyć szanse człowieka na przeżycie, więc pomaga.

I rzeczywiście małe dzieci potrafią być aż tak odpowiedzialne?

Dzieciaki w tym wieku z dużą powagą traktują powierzone im zadania. Jeśli mówimy im, że są w stanie prawidłowo zareagować w razie wypadku, to one w to wierzą. Między innymi z tego powodu chcemy rozdać przeszkolonym dzieciom apteczki ratownicze. Wiemy, że one będą ich pilnować, jak oka w głowie, uzupełniać je, a kto wie, może dzięki temu i dorośli nauczą się, że taka dobrze zaopatrzona apteczka jest obowiązkowa w każdym domu.

Wystarczy rozdać apteczki, wytłumaczyć, jak pomagać, pokazać i już? Naprawdę tak prosto to działa?

Tak! W tym roku w ramach ogólnopolskiej akcji „Pierwsza Pomoc – To Dziecinnie Proste" w każdą trzecią środę miesiąca na 10 dworcach w Polsce organizujemy naukę pierwszej pomocy. I to właśnie dzieci, które zostały przeszkolone w ramach programu „Ratujemy i Uczymy Ratować", pokazują chętnym, głównie dorosłym, jak na przykład wykonuje się prawidłowo resuscytację. Ludzie się czasem wstydzą, odmawiają, kiedy podchodzi do nich ośmiolatek i pyta, czy może pokazać, jak uratować życie. Ale jak już dadzą się przekonać, dziwią się, że to właśnie tak wygląda, dochodzą do wniosku, że nie mieli pojęcia, jak wykonywać uciski, a przecież to... dziecinnie proste.    

Więcej o programie
Uczestnictwo szkoły w programie edukacyjnym „Ratujemy i Uczymy Ratować" oznacza, że przynajmniej dwóch nauczycieli z danej szkoły zostało nieodpłatnie przeszkolonych przez instruktorów WOŚP do prowadzenia zajęć z dziećmi w ramach programu. Oznacza to również, że wskazana szkoła otrzymała w formie darowizny niezbędny sprzęt dydaktyczny do prowadzenia takich działań (fantomy, wydawnictwa DVD, książki dla nauczycieli i dla dzieci, atrapy telefonów komórkowych do nauki wzywania pomocy). Przeszkoleni nauczyciele zostali wyznaczeni przez dyrekcję i zobligowani do prowadzenia zajęć z dziećmi z zakresu podstawowych czynności ratujących życie.
Redakcja poleca: Babyonline razem z WOŚP: rekord w jednoczesnej resuscytacji po raz 3! [WIDEO]
Załoga Babyonline już 3 raz biła rekord w jednoczesnej resuscytacji z okazji Europejskiego Dnia Przywracania Czynności Serca. Zobacz film z naszego udziału w akcji WOŚP: czy wszystko się udało?
Oceń artykuł

Ocena 5 na 1 głos

Zobacz także

Popularne tematy