Małgorzata Gierada-Radoń, położna
fot. Piotr Ratajski

Poród i karmienie piersią: co się zmieniło przez 20 lat (a co nie?) – mówi położna

Porody rodzinne i poradnie laktacyjne to w Polsce nowość ostatnich lat. Co jeszcze się zmieniło w opiece nad noworodkiem i jego mamą, a co nadal nie? Pytamy położną i konsultantkę laktacyjną, Małgorzatę Gieradę-Radoń, która już od 20 lat przyjmuje porody i uczy młode mamy karmić piersią.
Sylwia Niemczyk
Małgorzata Gierada-Radoń, położna
fot. Piotr Ratajski
Gdybyśmy cofnęły się w czasie o 20 lat, jakość porodów i porad laktacyjnych mogłaby nas nie tylko zdziwić, ale dosłownie przerazić. Małgorzata Gierada-Radoń, jedna z pierwszych konsultantek laktacyjnych w Polsce i położna wyróżniona przez Fundację „Rodzić po ludzku” chwali zmiany, ale mówi też, że ciągle jest dużo do zrobienia w opiece okołoporodowej nad kobietą.

*Małgorzata Gierada-Radoń, położna, certyfikowana konsultantka laktacyjna, Prowadzi szkołę rodzenia i poradnię laktacyjną (www.szkola-magiera.pl), jest członkinią Polskiego Towarzystwa Konsultantów i Doradców Laktacyjnych.

Pamięta Pani swój pierwszy poprowadzony poród?

Oczywiście, bardzo to przeżywałam. Fajna dziewczynka się nam wtedy urodziła. Ale tak samo dobrze pamiętam większość „moich” porodów i tak samo cieszę się z rodzicami z narodzin ich dzieci. Wciąż zdarza się, że razem płaczemy ze szczęścia.

Dwadzieścia lat temu położne nie mogły same przyjmować dzieci na świat, bo to było zadanie ginekologa. Dziś jest już inaczej, prawda?

Od wielu lat to położne prowadziły poród, ale rzeczywiście jeszcze do niedawna pod koniec musiał być obecny ginekolog i pediatra, który oglądał noworodka po narodzinach. Dzisiaj tak jest tylko wtedy, gdy np. na świat przychodzi wcześniak. Poród fizjologiczny od początku do końca prowadzę ja, przyjmuję maleństwo na świat, oceniam według skali Apgar, kładę mamie na brzuchu, a potem, jeszcze na łóżku porodowym, pomagam jej przystawić dziecko do piersi. Dopiero potem noworodek jest mierzony, ważony i badany. Pediatra ma na to 12 godz. od porodu.

Tak jest już w każdym szpitalu?

Pewnie nie, ale mam nadzieję, że tak będzie. Mam to szczęście, że od dwudziestu lat pracuję w szpitalu św. Zofii w Warszawie, który przeciera szlaki w polskim położnictwie. U nas już wiele lat temu kładło się duży nacisk na komfort rodzącej. To ona rodzi, ja tylko czuwam, czy wszystko idzie dobrze, pomagam oddychać albo zmienić pozycję. Cieszę się, że poród w przeciągu ostatnich lat stał się intymnym zdarzeniem, a nie zabiegiem medycznym.

Zmieniło się też u nas podejście do porodu rodzinnego. Ucichły dyskusje „być albo nie być?”, bo już oczywiste jest, że być.

Tak, ale może się pani zdziwi, że ja jednak wolałam, gdy te dyskusje miały miejsce, bo dzięki nim decyzje o porodzie rodzinnym były bardziej przemyślane. Teraz wcale nierzadko widzę, że tata siada na sali porodowej z laptopem na kolanach. Nawet jeżeli poród rodzinny jest w naszych czasach już oczywistym wyborem, to dalej dobrze byłoby, gdyby wcześniej partnerzy dokładnie przegadali, jak go sobie wyobrażają.

Czytaj także: Poród rodzinny – opinie ojców

A czy, tak jak porody, zmieniły się też kobiety, które przychodzą na porodówkę?

Bardzo! Widzę to wyraźnie, tym bardziej, że po dwudziestu latach mojej pracy zdarza mi się już prowadzić ciąże i porody kobiet, które kiedyś przyjmowałam na świat. Na pewno dziś kobiety są bardziej świadome i lepiej przygotowane, często przychodzą z gotowym planem porodu. To wielka zmiana na lepsze. Z drugiej strony często przy omawianiu planu porodu wyczulam mamy na to, że czasami ze względu na bezpieczeństwo dziecka konieczne jest nacięcie krocza albo cięcie cesarskie. Wiele „dołków” poporodowych bierze się stąd, iż w ciąży kobiety nie dopuszczają nawet takiej myśli, że podczas porodu mogą zdarzyć się sytuacje trudne.

Wiele „dołków” wiąże się też z karmieniem piersią, które też bywa trudniejsze, niż się wydawało w ciąży.

W karmieniu piersią bardzo ważne są pierwsze godziny i dni po porodzie. W standardach okołoporodowych, czyli wytycznych dla lekarzy i położnych, jest zalecenie, by mama i noworodek pierwsze dwie godziny spędzili w kontakcie skóra do skóry, aby mogli się ze sobą zapoznać. Co jednak istotne, nie przystawiamy maluszka od razu do piersi. Czekamy aż będzie gotowy: zacznie kręcić główką w poszukiwaniu piersi albo wręcz podpełznie i sam się przystawi.

Polecamy: Jak wspomóc laktację?

Widziała Pani takie pełzające maleństwa?

Wiele razy! To niesamowity widok, kiedy noworodek sam dociera do piersi. On wie, gdzie się kierować, bo siara ma zapach wód płodowych, a noworodki mają bardzo rozwinięty zmysł węchu. Taki pierwszy kontakt sprzyja więzi mamy i dziecka i bardzo ułatwia karmienie piersią.

No tak, tylko że najczęściej kłopoty z karmieniem zaczynają się już po wyjściu ze szpitala. Zastoje, zapalenia piersi…

Na szczęście jest coraz więcej poradni laktacyjnych, do których można się zwrócić w razie kłopotów z karmieniem. Wszystkim młodym mamom radzę, żeby jeszcze przed porodem zorientowały się, gdzie mogą uzyskać pomoc.

Nie wystarczy zapytać położnej środowiskowej?

Często wystarczy, ale tutaj moja rada też się sprawdza. Żeby położna środowiskowa odwiedziła nas już w pierwszych dniach po porodzie, jeszcze w ciąży trzeba wypełnić w przychodni deklarację wyboru położnej. Dzięki temu po powrocie do domu wystarczy tylko zadzwonić do przychodni i umówić się na wizytę.

Jak wygląda takie spotkanie? Wiele mam czuje się przed nim jak przed egzaminem.

Każda mama ma prawo do 4 tzw. wizyt patronażowych położnej środowiskowej. Podczas nich może poprosić o pomoc np. w przystawieniu dziecka do piersi czy wykąpaniu go. Położna środowiskowa nie przychodzi, żeby oceniać mamę, ale by jej pomóc. Nie ma sensu przed wizytą położnej gorączkowo sprzątać mieszkanie i zmieniać szlafrok na sukienkę, a tak nieraz mamy robią, niestety.

W takim razie kiedy prosić o pomoc położną, a kiedy wybrać się do konsultanta laktacyjnego?

Położna pomoże np. w prawidłowym przystawieniu dziecka, ale często nie będzie umiała doradzić w razie większych kłopotów. Wtedy konieczny będzie konsultant laktacyjny.

Dlaczego?

Bo wiedza o karmieniu w ostatnich 20 latach bardzo się zmieniła, a część położnych i lekarzy poprzestała na tej zdobytej dawno temu. Miesiąc temu zgłosiła się do mnie mama, która miała nawał mleczny, czyli fizjologiczny wzrost laktacji. W szpitalu, dokąd zadzwoniła z pytaniem, jak sobie z nim poradzić, poradzono jej, by nachyliła się nad wanną, puściła na piersi ciepły prysznic i – uwaga! – kołysała nimi tak, by jedna pierś mocno uderzała o drugą. Dobrze, że postanowiła się upewnić, czy naprawdę tak powinna robić – bo absolutnie nie powinna! Albo inny przykład: zastój pokarmu. Część położnych i lekarzy będzie masować piersi, tymczasem w ten sposób można uszkodzić przewody mleczne. Zastój leczymy poprzez częste, długie i prawidłowe karmienia. A jeśli kłopoty wracają, to trzeba poradzić się konsultanta laktacyjnego.

O co pytają mamy podczas konsultacji laktacyjnych?

Często o to, co ile godzin karmić. Wciąż pokutuje stara zasada o karmieniu co trzy godziny, choć od lat mówimy, że dziecko karmi się na żądanie, minimum 8 razy na dobę.

Tylko, że karmienie na żądanie to jedno, a „wiszenie na piersi” to drugie.

W pierwszych dniach po porodzie dziecko ma wisieć, a nawet powiem więcej: jeśli nie wisi, to zachęcajmy, żeby wisiało. Poprzez takie częste ssanie ono stymuluje laktację i buduje swoje poczucie bezpieczeństwa. Ale jeśli dziecko non stop domaga się karmienia w późniejszych tygodniach, to trzeba sprawdzić, czemu tak się dzieje. Może jest np. problem z efektywnym ssaniem? Tutaj znowu może pomóc położna środowiskowa na 2–3. wizycie lub konsultant laktacyjny.

Porównując obecną opiekę okołoporodową i tę sprzed 20 lat, to co zmieniło się na plus?

Trudno wymienić wszystko. Cieszy mnie, że w naszych czasach rodząca może decydować o tym, jak wygląda jej poród. Że już tyle wiemy o karmieniu piersią. Że nikt już dziś nie mówi, że spanie z dzieckiem jest niehigieniczne albo że rujnuje rodzinę. Bardzo dobrze, że sporo mówi się już o depresji czy traumach poporodowych.

A czego wciąż jeszcze jest za mało?

Tu też mogłabym długo wyliczać. Mało mówi się o tym, że dzieci z cesarskiego cięcia, jako że nie przeszły przez kanał rodny i nie miały odpowiedniej stymulacji, potrzebują więcej dotyku i bliskości. Niewiele mówi się o roli ruchu w ciąży – jest bardzo ważny nie tylko dla mamy, ale i rozwoju płodu. Wciąż znikome jest wsparcie karmienia naturalnego. Wiem, że babcie chcą dobrze, ale jeżeli, analizując, czemu dziecko płacze, pytają mamę „A co zjadłaś?”, to zamiast jej pomóc – szkodzą. Po porodzie karmiąca mama wcale nie musi zmieniać diety. Alergia nie występuje tak często, jak myślano jeszcze do niedawna. Zresztą nie tylko brak wiedzy o karmieniu u naszych najbliższych jest problemem. To ciągle jest lekcja do odrobienia dla ginekologów, pediatrów i położnych.
Redakcja poleca: Jak wygląda sala porodowa - film
Zwiedzamy porodówkę razem z położną - zobacz, jak wygląda łóżko porodowe, worek sako i kącik noworodkowy.
Oceń artykuł

Ocena 4 na 10 głosy

Zobacz także

Popularne tematy