Poród, kobieta podczas badania KTG
fot. Fotolia

Mężczyzna na porodówce? To może być położnik

W Polsce jest ich 64. Niewielu, ale za to wszyscy wykonują ten zawód z powołania. Do niedawna był on uważany za typowo kobiecy, ale dzięki nim - położnikom - powoli się to zmienia. Poznaj historię Radosława Niedźwiedzia.
Monika Karbarczyk
Poród, kobieta podczas badania KTG
fot. Fotolia
Radosław Niedźwiedź, 31-letni położny, wybrał ten zawód przez przypadek. Zdawał na medycynę; marzył o chirurgii. Zabrakło mu kilku punktów, by dostać się na wydział lekarski. Zaproponowano mu kilka kierunków na tzw. przeczekanie. Wybrał położnictwo. Na roku było tylko dwóch mężczyzn, jednak kolega po pierwszym stażu odszedł. On został, bo odnalazł swoją drogę. Gdy wziął w ramiona "swoje" pierwsze dziecko, wiedział, że już z tego nie zrezygnuje. Bo dla niego to nie praca, lecz powołanie. 
W pierwszych dniach na porodówce czuł ogromny stres, miał też poczucie winy, że nie może pomóc cierpiącym kobietom, choćby nie wiadomo jak się starał.  

Warto przeczytać: Zdarzają się ucieczki z sali porodowej - wywiad z położną

Położny zamiast położnej? Nie wszyscy to akceptują

– Nie sądziłem, że narodziny dziecka wiążą się z takim bólem. Tym bardziej szanuję kobiety, które chcą zostać matkami i podziwiam ich odwagę – wyznaje Radosław Niedźwiedź. I dodaje: – Ten zawód sprawił, że mogę uczestniczyć w najważniejszym i najbardziej intymnym momencie życia, w czymś, co niektórzy nazywają cudem.
Na początku swojej drogi zawodowej pracował ciężko, po kilkanaście godzin na dobę, ale do szpitala biegł uskrzydlony. Czuł się potrzebny swoim pacjentkom oraz ich rodzącym się dzieciom. Pielęgniarki, położne, widząc jego zaangażowanie pozwalały mu asystować. Uczył się przyjmować porody, nacinał i szył krocza, zakładał cewniki, pocieszał kobiety i podnosił na duchu ich mężów.
– Myślę, że mężczyźni czują się przy mnie bezpieczniej. Wiedzą, że nie wygłupią się z żadnym pytaniem, bo przecież jestem taki sam jak oni – opowiada Radosław Niedźwiedź. – Chociaż zdarzają się też zazdrośnicy, którzy nie rozumieją, że choćby mieli najpiękniejsze żony i dziewczyny na świecie, poród nie jest czasem na romans, a ja jestem w pracy, zajęty dbaniem o zdrowie ich partnerek i dzieci – dodaje.
A kobiety? Ciężarne czasem się dziwią, gdy zamiast położnej – kobiety, pojawia się położnik – mężczyzna. Ogromnej postury mężczyzna (Radosław Niedźwiedź ma prawie dwa metry). Niektóre, stremowane jego obecnością, rezygnują z jego pomocy, prosząc o opiekę kobiety. On nie obraża się, rozumie to. Z tymi, które mu zaufały przyjaźni się do dzisiaj. – Zdarzało mi się już odbierać drugi poród tej samej pary – zdradza. 

Polecamy: Co ułatwi poród - tens, żel, gaz czy coś innego?

Redakcja poleca: Poród z partnerem – film
Każda kobieta obawia się porodu. Czy warto przeżyć to wydarzenie razem z partnerem? Odpowiada nasz psycholog Adriana Klos.

Walczę o życie każdego dziecka

W swojej pracy najbardziej lubi odpowiedzialność i poczucie satysfakcji. Najważniejszy jest dla niego komfort pacjentki, bo od niego zależy zdrowie jej dziecka. 
Nie wszystkie noworodki, którym Radosław Niedźwiedź pomagał przyjść na ten świat były zdrowe i silne, dlatego zaraz po studiach położniczych wybrał pracę na oddziale neonatologii. To jeden z najtrudniejszych oddziałów szpitalnych. Po kilka razy dziennie musiał ratować życie dzieci. Niektóre z nich umierały, widział rozpacz i ból ich rodziców. Ale czuł też wielką radość, gdy udawało się uratować życie któregoś z dzieci
– Nie zakładam się z Bogiem o życie, po prostu robię swoje; najlepiej, jak umiem – mówi Radek Niedźwiedź.

Zobacz także: Jak wygląda sala porodowa? - film

Wyjechałem na Haiti ratować ludzi

Gdy czuje, że jego pomoc jest potrzebna, nie waha się ani chwili. Bez wahania poleciał na Haiti, gdy te rejony dotknęło trzęsienie ziemi. Wziął dwutygodniowy urlop, a został półtora miesiąca. 
– Na miejscu brakowało wszystkiego, zwłaszcza neonatologów, więc ratowałem dzieci. W Polsce noworodkiem w krytycznym stanie zajmuje się trzech specjalistów, tam byłem sam i sam musiałem podejmować decyzje: walczyć dalej o czyjeś życie, czy nie. Robiłem wszystko, co w mojej mocy, ale i tak wiele dzieci umarło – opowiada.
W wolnych chwilach, aby odreagować stres, naprawiał zepsuty sprzęt medyczny. Do kraju wrócił, gdy sytuacja została opanowana i na Haiti pojawiło się wystarczająco dużo specjalistów. Nie na długo. Gdy dowiedział się, że na wyspie wybuchła epidemia cholery, wrócił tam. Przyjmował porody, grzebał ofiary zarazy. Doświadczył wielu trudnych sytuacji, ale to go tylko zahartowało. Teraz nic już nie wydaje mu się straszne czy beznadziejne. 
– Czasem widzę, jak koleżankom podczas porodu puszczają nerwy, mnie niewiele jest w stanie wyprowadzić z równowagi. Na Haiti nabrałem zaufania do siebie. Zbyt wiele widziałem, żeby panikować bez powodu – opowiada Radek Niedźwiedź. 
Po powrocie do Polski rozpoczął pracę w szpitalu im. Świętej Rodziny w Warszawie, bo jego dyrektor usłyszał o położniku z pasją, który pomagał na Haiti. W tym szpitalu położny pracuje do dziś. 

Założyłem firmę, znowu jestem w swoim żywiole

Radosław Niedźwiedź oprócz odbierania porodów prowadzi również własną firmę - pobiera krew do badań w domu pacjentów. Na ten pomysł też wpadł przez przypadek. Jedna z jego pacjentek nie mogła dojechać na poranne badanie, bo musiała zostać w domu z synkiem. Zadzwoniła do Radka z prośbą o pomoc. Pojechał ze specjalistycznym sprzętem, pobrał próbkę, a potem dostarczył ją do laboratorium. 
– Pomyślałem, czemu nie robić tego zawodowo? Przecież wiele kobiet w Warszawie zdanych jest tylko na siebie, mężowie pracują całe dnie, babcie mieszkają daleko, a stanie w kolejce w przychodni z chorym dzieckiem naraża je na jeszcze większy stres. Założyłem firmę i pomagam im najlepiej, jak potrafię, czyli znowu jestem w swoim żywiole! – uśmiecha się Radek.  

Zobacz także: Poród z mężem, doulą czy może teściową?
 
Oceń artykuł

Ocena 5 na 1 głos

Zobacz także

Popularne tematy