dziecko, placz, mama
fot. fotolia

Popsute dziecko - felieton matki po wizycie w szpitalu

O służbie zdrowia, która nie zawsze leczy tak, jakbyśmy chcieli, popsutym dziecku i jeszcze bardziej popsutej matce.
Marta Kabulska
dziecko, placz, mama
fot. fotolia
- To dziecko jest popsute! Nie umie mówić. Trzeba zgłosić się z nim do laryngologa! Wiesz chociaż, kto to laryngolog?! - pyta dyżurna lekarka moją kilkuletnią córkę.
- To dziecko ma imię! Nazywa się Nel i jest moją córką, która słyszy te słowa tak samo, jak ja! - wołam ... niestety tylko w myślach.

Drugi dzień stycznia był dość wietrzny i zimny. Zaczynało się ściemniać, kiedy dojechałyśmy do szpitala. Jeszcze tylko pozostało nam (graniczące z cudem) znalezienie miejsca parkingowego pod szpitalem i już  byłyśmy gotowe na spędzenie kilku godzin na szpitalnym ostrym dyżurze. Otwierając drzwi nowego szpitalnego oddziału dziecięcego, pełnego ciepłych barw i dziecięcych rysunków, myślałam, że zmieniło się coś więcej niż tylko kolor farby na ścianach. Tak, poza odmalowaniem wstawiono wielkie akwarium, które jak magnes przyciąga i uspokaja zapłakane maluchy. Myślałam, że zmianom w wyglądzie szpitali towarzyszą zmiany w podejściu pracowników służby zdrowia do pacjenta (przynajmniej tego najmłodszego). Wciąż naiwnie wierzę w ludzi, chcę widzieć w nich dobro. Wierzę, że ktoś pracujący z chorymi dziećmi robi to z pasji i chęci pomocy drugiemu człowiekowi. Pomagać powinno się jednak całościowo, nie tylko lecząc fizyczne rany, ale również obniżając (a przynajmniej próbując) poziom stresu u chorego dziecka. Jak bardzo błędne jest moje podeście, uświadomiły mi słowa lekarki, do której zgłosiłam się z podejrzeniem złamania palca u mojej córki, a wyszłam z diagnozą "popsute dziecko wymagające konsultacji laryngologicznej".

Jak popsuło się moje dziecko...

Patrzyłam na przerażoną kilkulatkę stojącą z palcem wielkości małego balonika i koloru śliwki w zupełnie obcym pomieszczeniu z ludźmi w nieskazitelnie białych strojach niczym kosmici, którzy delikatnie obracając się na swoich obrotowych krzesłach w prawo i lewo, w prawo i w lewo – zupełnie jakby ktoś ich zahipnotyzował – wyrzucają z siebie słowa: Co się stało?
Pytają, więc zaczynam opowiadać, co sprawiło, że palec mojej córki zmienił się z malutkiego paluszka w wielki krzywy palec niczym paluch wiedźmy z bajki o "Jasiu i Małgosi".
- A dziecko nie umie powiedzieć?
Umie - nie umie, czy to ma teraz znaczenie? - myślę i milknę. Karcący ton głosu lekarki sprawił, że sama zmieniłam się w przestraszoną kilkulatkę. Najchętniej wyjąkałabym: „Nnnnie wiem, czy umie" i uciekła. Ale jestem matką, powinnam być lwicą i walczyć. Zamiast tego stoję i słucham, jak kobieta w białym stroju zaczyna wyśmiewać moje dziecko.
- Nie umie mówić! Popsuta, widzi Pani? - zwraca się do pielęgniarki i ciągnie dalej – Co za popsute dziecko!
Redakcja poleca: Piniata – jak ją zrobić? Instrukcja krok po kroku (film)
Piniata to coraz popularniejszy element dziecięcych przyjęć. Przedstawiamy prosty sposób, jak samodzielnie zrobić efektowną piniatę. Choć nie jest to skomplikowane, warto zabrać się do pracy z odpowiednim wyprzedzeniem, aby piniata zdążyła wyschnąć.

Ujmuj się za innymi, zwłaszcza jeżeli nie mogą ująć się sami za sobą

Dlaczego nie reaguję? Bo potok słów, który by się ze mnie wylał, gdybym tylko otworzyła usta, zalałby lekarkę tak bardzo, że nie byłaby w stanie już zdiagnozować dziecka? A może dlatego, że boję się, żeby na tym nie ucierpiała Nel? Ale przecież ona już cierpi! Chyba zbyt mocno wpajano mi w dzieciństwie uprzejmość dla innych.
Ilu z nas przeżyło takie sytuacje, kiedy powinno się za kimś ująć, ale tego nie zrobiło? "Ujmuj się za innymi, zwłaszcza jeżeli nie mogą ująć się sami za sobą" - pisze Regina Brett, autorka książki "Bóg nigdy nie mruga".

Siedząc w miękkim welurowym fotelu z kubkiem przyjemnie pachnącej, jeszcze parującej kawy odtwarzam po raz kolejny całą szpitalną sytuację. Próbuję zrozumieć, dlaczego osoba niosąca pomoc dzieciom, wyśmiewa je, dlaczego lekarz zszywający brodę mojej drugiej córki nie słuchał jej próśb i krzyków, tylko kazał mi się na niej położyć, by zablokować jej ruchy moim ciałem? Dlaczego, gdy powinnam zareagować, nie zrobiłam tego? Dlaczego nie mówię tego, co myślę i nie walczę o prawa innych, gdy oni sami nie są w stanie się bronić?
A ty czy zawsze stajesz po właściwej stronie? Czy reagujesz, gdy ktoś ze znajomych opowiada rasistowskie czy seksistowskie żarty? Czy powstrzymujesz matkę krzyczącą na ulicy na dziecko? Czy twój bunt jest jedynie wewnętrzny? A może stać cię, żeby uwolnić go i pokazać innym swój sprzeciw?

Zobacz też: Mam chore dziecko – niech świat się dostosuje!
Oceń artykuł

Ocena 6 na 4 głosy

Zobacz także

Popularne tematy