GRY

Prawdziwe historia: pępowina owinęła się wokół szyi mojej córki

To był cudowny okres ciąży, bez żadnych dolegliwości, problemów. Do czasu... Gdy nie usłyszałam płaczu mojego dziecka, byłam przerażona. Przeczytaj historię Anety.
fot. mat. pras.

Wywołanie porodu

Termin porodu miałam wyznaczony na 8 grudnia, a był już 15. Moja lekarka podjęła decyzję o wywołaniu porodu. Niestety moja córcia miała inne plany. Podane leki nie zadziałały, więc po 4 godzinach wróciłam do domu.
W nocy zaczął mnie boleć kręgosłup, miałam też dziwne parcie na pęcherz moczowy.
Nad ranem zaczęły się skurcze – wtedy zrozumiałam, że maleńka chce przyjść na świat.
Zamieszanie i popłoch – w pozytywnym sensie – towarzyszył nam aż do samego szpitala. Byłam szczęśliwa i podekscytowana, że wkrótce wezmę swojego aniołka w ramiona.
Redakcja poleca: Czy warto zapisać się do szkoły rodzenia – film
Jeśli wciąż masz wątpliwości czy szkoła rodzenia jest ci potrzebna, ten film jest dla ciebie. O za i przeciw mówi nasz psycholog Adriana Klos.

Poród: co się dzieje z moim dzieckiem?!

Kolejne skurcze... Każdy kolejny coraz silniejszy. Poprosiłam o znieczulenie – ból stał się znośniejszy (przynajmniej na początku).
Kazali mi przeć. Parłam i nic. Położna nacięła mi krocze, by pomóc maleńkiej główce wyjść, ale to nic nie pomogło. Pamiętam wszystko jak przez mgłę – jakieś światła, krzyki lekarki.
Podeszła do mnie kobieta ogromnej postury, zaczęła naciskać brzuch. Dziecko wyszło, ale nie słyszałam, by płakało. Nie chcieli mi jej pokazać. Byłam przerażona: "Boże, co się dzieje?!". Zaczęłam krzyczeć i błagać wszystkich, by powiedzieli mi co się stało.
Po chwili podeszła do mnie położna i zaczęła mówić, ale ja jej nie rozumiałam (miałam wrażenie, jakby mówiła w innym języku). W końcu dotarł do mnie sens jej słów: "Twoja córka miała owinięta pępowiną szyję trzy razy, nie oddychała". Serce mi zamarło. Nie mogłam złapać oddechu. Miałam wrażenie, jakby czas się zatrzymał w miejscu.
Na szczęście po kilku minutach lekarze wrócili z małą. Była trochę sina, lecz żyła. Jej malutka główka była cała w krwiakach (tak dużych jak moja pięść). Na szczęście po badaniach okazało się, że są one niegroźne i po jakimś czasie wchłoną się. Kamień spadł mi z serca.

Teraz córcia już biega, skacze, krzyczy i dokucza swojej mamie, ale ja dziękuję Bogu za to, że pozwolił mojej córce żyć.

Praca nadesłana przez Anetę Nogę na konkurs "Prawdziwe historie ciążowo-porodowe" (edycja grudniowa).  
Doładuj
Przeładuj

Popularne tematy

To Cię zainteresuje

Narzędzia dla mam

Więcej

Internetowa szkoła rodzenia

Przygotowania do porodu