GRY
 
 

Prawdziwe historie: omijałam gabinet lekarski, by nie słyszeć złych wieści

Czasami instynkt macierzyński daje o sobie znać dopiero wtedy, gdy kobieta zobaczy na teście ciążowym dwie kreseczki. Za to jest tak silny, że każde rozstanie z maluszkiem jest trudne do zniesienia. Poznaj historię Karoliny.

inkubator, wcześniak, noworodek, dziecko
fot. © Fanfo - Fotolia.com
To był ciężki czas dla mnie i mojego męża. Pogoń za karierą, wspólne życie... Ta rutyna była przytłaczająca. Postanowiliśmy, że spróbujemy postarać się o maleństwo. Od samego początku bałam się, odczuwałam lęk przed nieznanym. Tyle teraz się słyszy, jak to dziecko zmienia życie o 360 stopni i nic nie można sobie poukładać. Ale wiedziałam, że czegoś mi w życiu brakuje, czułam się niespełniona.
Przeczytaj: Późne rodzicielstwo – moda czy konieczność?

Kiedy spóźnia się okres

Brak miesiączki dał mi sygnał, że coś się dzieje. Zrobiłam test ciążowy jeden, drugi,trzeci... Postanowiłam umówić się na wizytę do ginekologa. I wtedy dowiedziałam, że od tej pory nie jestem sama. Dwa życia w jednym ciele. Moje maleństwo było już ze mną 9 tygodni. Takie maleńkie i bezbronne. Chyba od tego momentu zaczęłam odczuwać instynkt macierzyński. W domu oczywiście radość. Mąż i cała rodzina długo już czekali na ten moment. Pomyślałam, że 9 miesięcy to kawał czasu i na wszystko jeszcze przyjdzie czas. Na zakupy, badania w ciąży, dbanie o siebie. Najważniejsze, że jest! Co miesiąc chodziłam do ginekologa, wszystkie wyniki badań były w porządku. Ciąża rozwijała się książkowo. 26 lutego 2014 roku udałam się do ginekologa na wizytę. I znów wszystko wypadło wspaniale, z badania USG nic niepokojącego nie wynikało.
Redakcja poleca: Pierwsze ruchy dziecka - wideo
Kiedy kobieta w ciąży powinna poczuć pierwsze ruchy dziecka i co robić, gdy ruchy dziecka nie są wyczuwalne?

Niepokojące objawy

27 lutego obudziłam się w nocy z dziwnym bólem w krzyżu. Skorzystałam z toalety... ufff! Chwila ulgi! Trochę pochodziłam po pokoju i znowu poczułam się lepiej. Postanowiłam, że prześpię noc, a rano zgłoszę się na kontrolę. Obudziłam się rano, podczas porannej toalety zauważyłam krew. Wiedziałam, że coś się dzieje, a to dopiero 30. tydzień ciąży. Panika, lęk i obawa... To wszystko, co mi towarzyszyło. Karetka przyjechała szybko, na izbie przyjęć nie mogli się doczekać lekarza, więc pielęgniarki same zawiozły mnie do gabinetu lekarskiego na 4 piętro. Okazało się, że już jest rozwarcie na 4 palce. Od razu znalazłam się na sali porodowej. Przyszedł mój lekarz prowadzący, który był w szoku, że już rodzę. W pewnym momencie nie można było wyczuć tętna mojego dziecka. Minęło 15 minut i mój syn był już na świecie. Cały siny, ledwo usłyszałam jego płacz. Ważył zaledwie 1180 g i dostał 8 punktów w skali Apgar.
Sprawdź: Co ocenia skala Apgar?

Trudna rozłąka

Dzidziuś był w ciężkim stanie, został szybko przewieziony do specjalnej kliniki oddalonej od domu o 40 km. I od tego momentu zaczęła się ciężka walka. Czułam ogromny ból, że moje maleństwo jest tak daleko, a ja nie mogę przy nim być. Mąż pojechał sam do niego zawieźć mu potrzebne rzeczy do pielęgnacji. Zawiodłam się sama na sobie, miałam do siebie żal, nie uważałam się za matkę. Od kiedy wyszłam ze szpitala codziennie u niego byłam, choćby nawet na kilka minut. Diagnozy lekarzy były dramatyczne, wolałam omijać ich gabinet szerokim łukiem. Liczył się dla mnie tylko on. W szpitalu spędził 5 miesięcy. Zabraliśmy go do domu dopiero w sierpniu. Dopiero wtedy mogliśmy stwierdzić: Udało się! Jesteśmy rodzicami!
Teraz jestem dumną mamą roczniaka-wcześniaka. Jest wspaniały, mój, ukochany, cudowny! Z pewnością wiele mam wie, co to znaczy walka o dziecko i niepewność, co do jego życia, ale nie można się poddawać, bo dziecko jest najważniejsze i czuje, że ma rodzinę i ma dla kogo żyć!

Polecamy: Najmniejszy na świecie wcześniak uratowany w polskim szpitalu

Oto nasze maleństwo


Praca nadesłana przez Karolinę Kosek na konkurs: Udało się! Jesteśmy rodzicami!
Doładuj
Przeładuj