zamknięte przedszkola
fot. Adobe Stock

Przedszkola wcale nie są zamknięte? Buntują się rodzice, ale jest też luka w przepisach

Przedszkola oficjalnie powinny być zamknięte, choć rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Buntują się rodzice, jednak ze względu na lukę w prawie z własnej inicjatywy otwiera się także coraz większa liczba placówek.
Joanna  Biegaj
zamknięte przedszkola
fot. Adobe Stock
Rząd niedawno przedłużył obowiązujące obostrzenia. Oznacza to, że przedszkola nadal pozostają zamknięte. Oficjalnie placówki są otwarte dla dzieci, których rodzice walczą z pandemią koronawirusa. Do niektórych z nich jednak każdy rodzic (niezależnie od wykonywanego zawodu) może przyprowadzić swoją pociechę. Czy takie przedszkola działają wbrew przepisom? Według opinii niektórych prawników – wcale nie. Przepis jest nieprecyzyjny, a jedna z interpretacji pozwala na to, by do placówki przychodziły wszystkie dzieci. Taka sytuacja ma często także miejsce nie z powodu specyficznej interpretacji przepisów, a buntu rodziców przedszkolaków. 

Zamknięte przedszkola, a jednak otwarte?

Przedszkola będą zamknięte co najmniej do 18 kwietnia. W teorii są one otwarte jedynie dla dzieci osób, które pracują w podmiotach wykonujących działalność leczniczą, a także innych osób realizujących zadania publiczne w związku z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19. Jakiś czas temu rząd rozszerzył listę tych zawodów. Z powodu RODO nie ma jednak możliwość zweryfikowania tego, gdzie pracuje rodzic, a więc coraz więcej nieuprawnionych do tego osób posyła swoje dzieci do przedszkoli.

„U nas jest jak w filmach Barei. Przedszkola zamknięte, ale otwarte dla dzieci wiadomych. Tylko nikt tego nie może zweryfikować, kim są rodzice danego dziecka, bo jest RODO. Rodzice wypełniają wniosek i tyle. Efekt? Każde przyprowadzone dziecko musimy przyjąć” – powiedziała w rozmowie z portalem Interia.pl jedna z nauczycielek.

„Początkowo mówiło się, że dopuszczone do nauki stacjonarnej będą tylko dzieci osób walczących z COVID-19, szczególnie medyków. W rozporządzeniu zostało to ujęte tak, że przychodzą takie, których rodzice pracują w biurze jakiejś medycznej placówki. Podejrzewam też, że są i tacy rodzice, którzy zupełnie nie są ani w grupie medycznej, ani w żadnej innej uprzywilejowanej” – dodała nauczycielka. 

Inni rodzice, którzy nie są w grupie uprzywilejowanej, wychodzą z założenia, że ich dziecko ma obowiązek nauki do 18. roku życia i tym argumentują przyprowadzanie malucha do przedszkola (oczekując, że nauczycielka się nim zaopiekuje). 

Przedszkola otwierają się wbrew rozporządzeniu?

Buntują się nie tylko rodzice. Z własnej inicjatywy otwiera się coraz większa liczba przedszkoli. Każdy rodzic, niezależnie od tego, gdzie pracuje – może przyprowadzić swoje dziecko do placówki. Teoretycznie wbrew rozporządzeniu, jednak jego treść można różnie interpretować.

„Dyrektor przedszkola (…) na wniosek rodziców dzieci, którzy [tu następuje lista wyjątków – przyp. red.] ma obowiązek zorganizować zajęcia w przedszkolu, oddziale przedszkolnym w szkole podstawowej lub innej formie wychowania przedszkolnego, do których uczęszczają te dzieci” – brzmi przepis.

Przedszkola powołują się na interpretację przepisu, według której jeśli do przedszkola przychodzi jedno dziecko, którego rodzic według rozporządzenia jest uprawniony do przyprowadzania malucha do przedszkola – rozszerza się to automatycznie na wszystkie inne dzieci.

Źródło: money.pl, interia.pl

Zobacz także: 
Redakcja poleca: Kiedy dziecko jest gotowe, by pójść do przedszkola? - film
Kiedy dziecko jest gotowe do pójścia do przedszkola? Jakie umiejętności powinno posiadać?
Oceń artykuł

Ocena 5 na 1 głos

Zobacz także

Popularne tematy