Kobieta w ciąży
fot. Adobe Stock, NDABCREATIVITY

„Renata >>wpadła<< i szukała naiwniaka, którego wrobi w alimenty. Wybrała mnie, a ja prawie wpakowałem się w to bagno”

„Gdybym posłuchał intuicji, to może opamiętałbym się wcześniej. A tak dbałem, dmuchałem i chuchałem nad nią i moją >>córeczką<<. Zrozumiałem także, dlaczego Renata tak bardzo nie chciała, żebym uczestniczył w porodzie. Liczyła na to, że się nie wyda”.
Kobieta w ciąży
fot. Adobe Stock, NDABCREATIVITY
Chodziłem zdenerwowany po szpitalnym korytarzu. W tej chwili z jednej strony cieszyłem się, że Renata uparła się rodzić sama, bez mojego udziału, ale z drugiej tym bardziej się denerwowałem. Na sali porodowej wprawdzie nie miałbym na nic wpływu, ale przynajmniej widziałbym, co się dzieje, a to także ważne w podobnej sytuacji. Lecz moja młodziutka żona twierdziła, że porodówka to nie miejsce dla mężczyzny. „Mój brat był przy porodzie u swojej żony – powiedziała – i potem nabrał do niej niechęci. To nie są widoki i zapachy dla każdego mężczyzny”. Nie upierałem się. Tym bardziej że przecież rodziła dużo przed terminem. Pewnie i tak bym został wyproszony.
 
W ogóle to wszystko spadło na mnie tak jakoś nagle, że nie zdążyłem ochłonąć. Zaledwie pół roku wcześniej byłem swobodnym kawalerem z odzysku, zbliżającym się do lat średnich, a dzisiaj miałem zostać ojcem.

Chciałem, by ktoś zagościł w moim życiu

To nie ja zaczepiłem Renatę, jakoś tak samo wyszło, kiedy podeszła do kontuaru. Lokal był porządny, nie żadna mordownia. Czekałem na kolegę, mieliśmy wypić po piwie i ustalić parę spraw związanych z pracą. Makler giełdowy tak naprawdę nigdy nie ma wolnego, ale z drugiej strony zdarzają się chwile, kiedy jest spokój i można odpocząć. Dlatego nie denerwowałem się, że to czy owo trzeba załatwiać poza normalnymi godzinami pracy.
 
Jednak Rysiek nie przychodził, a ja piłem już drugie piwo. Nie miałem wprawdzie w czubie, jednak coraz mniej chciało mi się gadać o interesach. Wyczułem ruch po prawej, spojrzałem. Kobieta, czy może raczej jeszcze dziewczyna około dwudziestu pięciu lat, nie więcej. Ładna, nawet bardzo ładna brunetka. Widząc mój wzrok, uśmiechnęła się lekko.
 
– Nie przyszła? – spytała, ale tak niezobowiązująco, ewidentnie żeby coś powiedzieć, skoro już wymieniliśmy uśmiechy.
Mogłem to zignorować, kiwnąć tylko głową, coś mruknąć i więcej byśmy się nie zobaczyli.
 
– Raczej nie przyszedł – roześmiałem się. – Zostałem wystawiony.
 
– Ach, więc pan z tej opcji? – w jej głosie brzmiała wesołość, ale w spojrzeniu ujrzałem coś jakby rozczarowanie.
 
– Ależ skąd! – zaprotestowałem. 
 
– Czekam na kolegę… – zerknąłem na zegarek. – A raczej czekałem. Bo jeśli usiądzie obok mnie taka śliczna dziewczyna, powiem mu, gdzie ma sobie pójść, jeśli się zjawi.
 
Roześmiała się i wdrapała na wysokie krzesło obok.
 
– Tylko proszę sobie za dużo nie wyobrażać – powiedziała wciąż z uśmiechem, ale jednocześnie bardzo poważnie. – Też zostałam wystawiona. Nie, nie przez chłopaka. Przez kolegę. Mieliśmy się przygotowywać do audytu.
 
Nie mogę powiedzieć, żeby ta sytuacja nie zrobiła na mnie wrażenia. Młoda kobieta rozmawiała ze mną i ewidentnie wydawała się zainteresowana kontynuacją tej niespodziewanej znajomości. Mile mnie to połechtało, chociaż rzeczywiście nie wyobrażałem sobie zbyt wiele. Nigdy nie byłem typem łowcy kobiet, najczęściej wystarczał mi niezobowiązujący flirt.

Tym razem stało się inaczej

Ranek zastał mnie we własnym łóżku. Tak – we własnym, ale nie samego. Spojrzałem na spokojną twarz dziewczyny śpiącej obok. Ta noc była cudownym wspomnieniem, zwieńczonym tym, o czym marzy każdy mężczyzna. Wypiłem jeszcze dwa piwa, a ona dwa drinki, ale nie byliśmy pijani. I to też było przyjemne. Oddaliśmy się sobie z pełną świadomością, nikt nie mógł niczego zrzucić na tak zwany odmienny stan świadomości. Dziwiło mnie trochę, że taka młoda kobieta zainteresowała się właśnie mną, ale przecież cuda na świecie się zdarzają.
 
A teraz obudziła się, uśmiechnęła i zrobiła z ust dziubek, żebym ją pocałował. Byłem szczęśliwy, czułem całym sobą, że to nie jest tylko przelotny romans. A przede wszystkim, nagle zdałem sobie sprawę, jak bardzo pragnę, żeby w moim życiu wreszcie ktoś zagościł. I zagościł. Renata wprowadziła się do mnie już po dwóch tygodniach. Poprosiłem ją wprawdzie o to, ale byłem zdziwiony, że tak łatwo się zgodziła.
 
– Teraz tak jest – wyjaśniła. – To nasi dziadkowie się zastanawiali i robili ceregiele. Dobrze nam ze sobą, więc w czym problem?
 
A problem pojawił się już po niecałym miesiącu.
 
– Nie mam okresu – oznajmiła Renata.

– Kup test, jak będziesz wracał z miasta.
 
Położyła się. W ostatnich dniach nie czuła się najlepiej, ale myślałem, że to jakieś przeziębienie. Oczywiście, test kupiłem, prosząc w duchu wszystkich świętych, żeby wypadł negatywnie. Jakoś nie miałem ochoty na potomstwo i komplikowanie sobie życia. Tyle że życia nie interesowały moje życzenia.
 
– Patrz – powiedziała Renata, kiedy następnego ranka wyszła z łazienki. W dłoni trzymała test, a na teście kreseczki widniały w obu okienkach. – Będziemy mieli dzidziusia, tatuśku!
 
Nie wydawała się zmartwiona. W pierwszej chwili przeleciało mi przez głowę, że – jakby to określił mój serdeczny kumpel Marek – laska chce mnie złapać na potomka. Ale odgoniłem tę myśl. Przecież zapewniała, że jest bezpieczna! Widziałem też u niej jakieś tabletki, twierdziła, że antykoncepcyjne. Popytałem z miejsca u znajomego łapiducha.

– Takie rzeczy się zdarzają – usłyszałem. – Wystarczy, że coś tam się zadziało w organizmie kobiety, jakieś procesy się opóźniły, albo przyspieszyły, i gotowe.
 
Zagryzłem wargi i udawałem, że się bardzo cieszę. A potem naprawdę zacząłem myśleć z przyjemnością o potomstwie. Nawet jeśli Renata złapała mnie na dziecko, mówi się trudno.
 
– Ożenisz się ze mną? – padło nieuchronne pytanie.
 
Co niby miałem odpowiedzieć? Dorosły, odpowiedzialny mężczyzna wie doskonale, co i kiedy powinien zrobić.

Gdy pielęgniarka wyszła i powiedziała, że zostałem ojcem wspaniałej dziewczynki, z miejsca spytałem, jak się mała czuje i jakie są rokowania.
 
– Bardzo dobre – odparła kobieta, nieco zdziwiona. – Dlaczego pan pyta? Dziesięć w skali Apgar, zdrowa. Teraz śpi. Może pan ją zobaczyć, przez szybę na razie…
 
– Jak to dziesięć? – zdumiałem się. 
 
– Przecież to wcześniak! Siedmiomiesięczny, jeśli dobrze liczę.
 
Wytrzeszczyła na mnie oczy, potrząsnęła głową.
 
– Pierwszy raz słyszę o wcześniaku ważącym trzy osiemset, wrzeszczącym wniebogłosy i rwącym się do piersi – powiedziała. – Co pan wymyślił?

Jak ja mogłem być taki naiwny?!

To była chwila, kiedy do mojej skołatanej głowy zakradło się straszne podejrzenie. Zrozumiałem także, dlaczego Renata tak bardzo nie chciała, żebym uczestniczył w porodzie. Nie chodziło o to, że to nie jest wydarzenie dla mężczyzny. Chodziło o coś zupełnie innego. Liczyła na to, że sprawa jakimś cudem się nie wyda.
 
– Chce pan zobaczyć małą? – spytała pielęgniarka.
 
– Nie, chcę najpierw ustalić coś innego – warknąłem i odwróciłem się na pięcie.
 
Pognałem do baru, w którym poznałem Renatę. Tam wszystko zrozumiałem.
 
– Wrobiłaś mnie – powiedziałem spokojnie. Byłem zły, ale uznałem, że taką sprawę muszę załatwić bez okazywania emocji. – Wrobiłaś mnie w cudze dziecko!
 
– To twoja córka i dobrze o tym wiesz!
 
Pokręciłem głową.
 
– Byłem w tym lokalu, w którym się poznaliśmy i pogadałem z barmanem. Tym samym, który nas wtedy obsługiwał. Opowiedział mi o tobie parę ciekawych rzeczy, doskonale cię pamięta…
 
Renata poczerwieniała ze złości.
 
– No i co ci powiedział?
 
– Że niezła z ciebie latawica – nadal zachowywałem spokój. – Byłaś tam stałą bywalczynią, a facet przypuszcza nawet, że… Sama wiesz… Nie muszę mówić.
 
– Puszczalską, tak? – Aż uniosła się na łokciu. – I komu wierzysz, mnie czy jakiemuś fagasowi z byle knajpy?
 
Patrzyłem na nią i wprost nie mogłem uwierzyć, że związałem się z tym dziewuszyskiem o złych oczach.
 
– Na szczęście jakiś czas temu wynaleziono badania genetyczne. Ustalimy prawdę, choć to na pewno trochę potrwa.
I wtedy dopiero odkryła karty.
 
– Ale do tego czasu będziesz musiał płacić na mnie i małą – warknęła. – Uznałeś ją, każdy sąd każe ci nas utrzymywać aż do wyroku.
 
Nie odpowiedziałem. Nie chciało mi się. Ze szpitala udałem się prosto do prawnika. Nie, na pewno nie dam się wrobić już bardziej niż do tej pory. I tak zapłacę niezłe frycowe za naiwność.

Marek, 30 lat

Czytaj także:

 
Redakcja poleca: Redaktorki Mamotoja.pl o byciu mamą [CHWILA WZRUSZEŃ NA DZIEŃ MATKI]
Na co dzień tak jak i Wy jesteśmy mamami. Z wszystkimi tego, radosnymi i nie tylko radosnymi, konsekwencjami. Posłuchaj, co jest najpiękniejsze w byciu mamą dla dziewczyn z Mamotoja.pl i... napisz nam swoją własną historię!
Oceń artykuł

Ocena 5 na 1 głos

Zobacz także

Popularne tematy