Pozwałam rodziców o alimenty
fot. Adobe Stock, Studio Romantic

„Rodzice nigdy się mną nie interesowali. Zarabiali góry pieniędzy i myśleli, że to wystarczy. Pozwałam ich o alimenty”

Dyrektorka wezwała inspektora z MOPS. Odnotował, że mieszkamy w ładnej willi, że w domu jest czysto, a ja w swoim pokoju mam komputer, telewizor i szafę pełną ubrań… Rodzice śmiali się głośno i mówili, że to wszystko jakaś pomyłka, że ostatnimi czasy miałam problemy z głową.
Pozwałam rodziców o alimenty
fot. Adobe Stock, Studio Romantic
Moi rodzice? Nie chcę ich znać! Wykreśliłam ich ze swojego życia i serca. Dobrze im tak, za to wszystko, co mi zrobili. Chociaż wydaje mi się, że zbytnio z tego powodu nie cierpią, bo ja, ich córka, jedynaczka – w ogóle ich nie obchodzę!

Pieniądze. W naszym domu tylko o tym się rozmawiało

Moi rodzice prowadzili dwa odrębne biznesy i wszystkie ich dialogi kręciły się wokół tego: Kto ile ich zarobił? Ile trzeba zapłacić podatku? Dlaczego ojca interes rozwija się lepiej? Dlaczego matka chce dokapitalizować firmę… I tak dalej. Nigdy nie spytano mnie, jak idzie mi w szkole.

Ojciec nigdy nie wziął mnie na kolana, nie przytulił, nie powiedział, że mnie kocha i jestem dla niego najpiękniejsza na świecie. Z tamtego czasu pamiętam tylko jedną szczęśliwą niedzielę. Rodzice zabrali mnie do wesołego miasteczka. Chyba kłócili się jak zwykle, ale wśród ludzi, w gwarze otaczających mnie rozmów i skocznej muzyki, nie słyszałam ich. Siedząc na karuzeli i wirując, patrzyłam w niebo i szeptałam:

– Boże, gdybyś mógł dać mi tyle radości, ile w tej chwili, choćby tylko jeden raz w miesiącu, to przysięgałam, że będę najlepszą uczennicą nie tylko w klasie, ale i w całej szkole.

Ale taka niedziela już nigdy więcej się nie powtórzyła.

Za to w domu wybuchały coraz częstsze awantury

Słyszałam je rano, słyszałam, gdy wracałam ze szkoły i kiedy kładłam się spać. Próbowałam nie słuchać wyzwisk, jakimi obrzucali się moi rodzice – kiedy podnosili głosy, nakładałam na uszy słuchawki i rozkręcałam muzykę na maksa. Przez jakiś czas to pomagało. Kiedy skończyłam piętnaście lat, oboje zaczęli szukać u mnie poparcia dla swoich racji.

Tak więc kiedy odrabiałam lekcje, matka nieoczekiwanie wpadała do mojego pokoju. Najpierw szlochała. Przytulała mnie, odsuwała od siebie, znowu przytulała i cały czas powtarzała:

– Pamiętaj, nigdy nie wychodź za mąż, za żadnego faceta. Najpierw zrobi ci bachora (czy to miało być o mnie?), potem będzie chciał, żebyś dawała mu d… co noc, a i tak sam na boku będzie miał kilka dziwek. Tak, tak, mówię o tym skur… twoim ojcu, co lata za młodymi dupami i rżnie wszystkie, które mu się nawiną pod…

Tak właśnie moja mama mówiła do piętnastoletniej córki!

Kiedy już wykrzyczała się i wypłakała, wychodziła z mojego pokoju, trzaskając drzwiami, jakbym to ja była wszystkiemu winna. Nie musiałam patrzeć, gdzie skieruje swoje kroki. Szła do barku. Nalewała sobie solidnego drinka i zaczynała picie, które kończyło się około północy.

Po jej wyjściu przychodził do mnie ojciec. Mówił, żebym nie słuchała tej starej kur… I radził, żebym, jak tylko dorosnę, znalazła sobie faceta i uciekła z domu, w którym życie zatruwa nam „ten upierdliwy koczkodan”.

Moim rodzicom było obojętne, jakie mam wyniki w nauce i kim chcę zostać w przyszłości. Według nich miałam tak dobrze, jakbym była pączkiem obtoczonym w lukrze. Od dziecka miałam nianię, która potem, gdy dorosłam, była też naszą gosposią.

Jeśli kiedykolwiek byłam szczęśliwa, to tylko dzięki Michalinie

To ona pierwsza pokazała mi ZOO, nauczyła jeździć na rowerze, była dumna z moich piątek i namawiała, żebym coraz więcej rysowała, gdyż bardzo podobają się jej moje prace. To ona uspokajała mnie, gdy dostałam pierwszą miesiączkę. Pod koniec szkoły średniej miałam już dosyć. Chciałam, żeby rodzice wreszcie zwrócili na mnie uwagę.

Przestałam się uczyć. Po pierwszym półroczu miałam sześć dwój. Wtedy oboje zrobili mi dziką awanturę, że jestem niewdzięczna, że nie potrafię docenić tego, co dla mnie robią. Wściekły ojciec zakazał mi siadania ze wszystkimi przy stole. Miałam jeść na stojąco przy kuchni z cynowej miski. W niej codziennie znajdowała się zupa kartoflana. Miało tak być do czasu, aż znowu nie zostanę piątkową uczennicą.

– Może to cię nauczy szanować nasze starania, żeby nie brakowało ci ptasiego mleka – wysyczał. – Pieniądze trzeba szanować, nawet jeśli przychodzą do ciebie tak łatwo.

Jadłam więc tę zupę przez trzy miesiące

Znowu miałam same piątki. Następnego dnia po zebraniu semestralnym, na którym matka dowiedziała się, że jestem znowu najlepsza w klasie, poszłam do pobliskiego domu dziecka. Poprosiłam o spotkanie z dyrektorką. Kiedy znalazłam się w jej gabinecie, zaczęłam błagać ją, żeby przyjęła mnie do siebie, że już dłużej nie mogę wytrzymać w domu, że to ponad moje siły.

Potem opowiedziałam swoją historię. Niestety, dyrektorka nie mogła spełnić mojej prośby. Za to po kilku dniach w naszym domu pojawił się inspektor wysłany z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej. Odnotował, że mieszkamy w ładnej willi, że w domu jest czysto, a ja w swoim pokoju mam komputer, telewizor i szafę pełną ubrań… Rodzice śmiali się głośno i mówili, że to wszystko jakaś pomyłka, że ostatnimi czasy miałam problemy z głową.

Przeżyłam wtedy kolejny szok.

Oni nie widzieli niczego nagannego w swoim zachowaniu

– Kłócimy się – przyznali przed inspektorem – ale jakie małżeństwa się nie kłócą? To prawda, czasami pijemy w domu alkohol. Ale nigdy nie była do nas wzywana na interwencję policja. Poza tym, w której z rodzin nie pije się alkoholu?

Po wyjściu inspektora ojciec zrobił mi dziką awanturę. Zagroził, że jeśli jeszcze raz wykręcę mu taki numer, to nie mam już czego szukać w jego domu. Po słowach: „w moim domu”, do rozmowy włączyła się matka:

Jakim „twoim” domu? On należy również do mnie!

Minutę później zapomnieli o mnie, kłócąc się o to, kto więcej zapłacił za boazerie, terakoty, meble… Następnego dnia przyszła do mnie nasza gosposia, a w rzeczywistości moja najlepsza przyjaciółka.

Ułożyłyśmy plan, który miał przynieść mi wyzwolenie

Znowu wzięłam się za naukę. Po maturze zdałam do Akademii Sztuk Pięknych. Nikt tego w domu nawet nie zauważył. Zresztą żadne z rodziców nigdy nie spytało, na jaki kierunek się wybieram i kim chcę w życiu zostać! Pewnego dnia, kiedy rodzice pojechali do swoich firm, spakowałam rzeczy i przeniosłam się do mieszkania gosposi.

Złożyłam też w sądzie pozew alimentacyjny wobec moich rodziców. Byli zszokowani, kiedy spotkaliśmy się w sądzie. W trakcie procesu przedstawiłam wielu świadków. Ze względu na wysokie zarobki rodziców sąd przyznał mi dwa tysiące złotych alimentów. Wystarczy mi na wynajęcie mieszkania i skromne życie.

Kiedy opuszczaliśmy salę sądową, ojciec podszedł do mnie i syknął.

– Nigdy ci tego nie daruję!

Odpowiedziałam z równą zaciętością:

Ja też wam nigdy nie zapomnę tego, co zrobiliście z moim dzieciństwem.

W ten sposób nasze drogi się rozeszły.

Monika, 18 lat

Czytaj także:
Redakcja poleca: Co sądzisz o ojcach niepłacących alimentów? [SONDA ULICZNA]
O to, co sądzisz o ojcach niepłacących alimentów na swoje dzieci zapytaliśmy przechodniów. Zobacz co mieli do powiedzenia - to nie były miłe słowa!
Oceń artykuł

Ocena 6 na 2 głosy

Zobacz także

Popularne tematy