Zmiany zasad opłat w publicznych przedszkolach
fot. AdobeStock

Twoje dziecko nie chodzi do przedszkola? I tak za nie zapłacisz!

Koniec ze zwrotem pieniędzy za nieobecność dziecka w przedszkolu. Jesteście zaskoczeni? Nie wy jedni. Jedno jest pewne: zmiany uderzą po kieszeni!
Agnieszka Majchrzak
Zmiany zasad opłat w publicznych przedszkolach
fot. AdobeStock
W styczniu w życie weszła ustawa o finansowaniu zadań oświatowych, wprowadzająca nowe zasady opłat za przedszkola. Zrywa ona z dotychczasową zasadą zwrotu pieniędzy za czas nieobecności dziecka w placówce. Problem w tym, że rodzice wciąż nie wiedzą o zmianach, a samorządy, którym podlegają przedszkola, nie są przygotowane do pobierania opłat "po nowemu".

Nieobecność ze 100 procentową opłatą

Zgodnie z przepisami ustalanie wysokości opłat za korzystanie z przedszkola to obowiązek każdej gminy. W ramach dziennego pobytu dziecku gwarantuje się 5-godzinną opiekę. Każda dodatkowa godzina nie może kosztować więcej niż 1 zł. Po stronie rodziców jest opłacenie posiłków dziecka. W przedszkolach publicznych, w przeciwieństwie do prywatnych, opiekunowie płacili tylko za czas, który dziecko faktycznie spędziło w placówce.

Ale tak było do końca ubiegłego roku. Nowa ustawa wprowadza od 1 stycznia zmiany. Odtąd opłaty będą stałe, niezależnie od tego, ile faktycznie godzin w przedszkolu spędziło dziecko. Niesie to za sobą konieczność podpisania przez przedszkola nowych umów z rodzicami. W przeciwieństwie do dotychczasowych - umów cywilnoprawnych, nowe będą miały charakter umów publicznoprawnych. Jak to ma wyglądać w praktyce? Na razie więcej jest znaków zapytania, niż konkretnych odpowiedzi.

- Samorządy nie są przygotowane do pobierania opłat po nowemu, a rodzice nadal mają pozawierane z dyrektorami przedszkoli umowy cywilnoprawne" - mówi dyrektor Zespołu Administracji Szkół i Przedszkoli w Olsztynku Mirosław Obrębski. Jak dodaje, zmiany byłyby łatwiejsze do wprowadzenia, gdyby ustawa zawierała vacatio legis, czyli okres np. kilku miesięcy na jej wprowadzenie od momentu jej uchwalenia. "Jest to zmiana w pełni uzasadniona. Jednak sposób jej wprowadzenia to terapia szokowa dla samorządu, ale przede wszystkim dla rodziców"- dodaje dyrektor. Pojawia się pytanie: czy umowy cywilnoprawne, zawierane pomiędzy dyrektorami przedszkoli, a rodzicami, straciły moc 1 stycznia?
Redakcja poleca: Gdy rodzi się chore dziecko...
Czasem ciąża przebiega bez niepokojących objawów, a mimo to na świat przychodzi chore dziecko. Jak dowiadują się o tym rodzice? Czy mogą liczyć na wsparcie?

Posiłki będzie można odliczyć

Jest jeszcze jedna rzecz do wyjaśnienia - jak liczyć opłaty za wyżywienie dziecka? "O ile opłaty za pobyt dziecka w przedszkolu powinny mieć charakter publicznoprawny, to za korzystanie z wyżywienia winny zachować charakter opłaty cywilnoprawnej" – uważa dyrektor. Chodzi o to, że w przypadku opłat za posiłki, rodzice są zobowiązani wyłącznie do pokrycia kosztów tzw. "wsadu do kotła". Jeżeli więc zgłoszą wcześniej nieobecność dziecka, to przedszkole nie ponosi żadnych kosztów, bo nie zużyło żadnych produktów do sporządzenia posiłku.

"W publicznych przedszkolach jest wyzysk"

Co sądzą rodzice przedszkolaków o zmianach? Jest sporo głosów krytyki. Nie ma co ukrywać, to odbije się na domowych budżetach. Dzieci w tym wieku chorują, często jest to kilka infekcji w ciągu roku. Bywa, że chorowity maluch cały miesiąc jest poza przedszkolem.

"W publicznych przedszkolach jest prawdziwy wyzysk" - denerwuje się pani Katarzyna z Lublina, mama 3-letniej Leny i 5-letniej Gabrysi. "W okresie jesienno-zimowym dzieci chorują przynajmniej raz, co wyklucza ich obecność w przedszkolu. Rodzic ma dwa rozwiązania. Albo absencja w pracy i niższa pensja, albo opiekunka, której trzeba zapłacić. Jeżeli do tego dojdzie jeszcze stała opłata za pobyt w przedszkolu i wyżywienie, z którego dziecko w tym czasie przecież nie skorzysta, to rachunek jest prosty" - dodaje.

Pani Katarzyna wylicza, że średni czas nieobecności dziecka w placówce podczas choroby wynosi 10 dni roboczych. "Podwójne opłaty za 2 tygodnie to lekka przesada. Przecież dziecko nie korzysta z opieki przedszkolnej w tym czasie, nie kształci się. Młodszą córkę posłaliśmy do przedszkola prywatnego. Płaciliśmy za trzy dni nieobecności w przedszkolu. I to było w porządku. Teraz płacimy za 10 dni. Wychodzi drożej" – podsumowuje mama dziewczynek.

Pani Edyta, mama 4-letniego Bartka dodaje, że w przedszkolu, do którego chodzi jej syn zwracane są jedynie opłaty za posiłki. Zmiany ocenia negatywnie. "Uważam, że to nie jest dobre rozwiązanie. Powinny być zwracane koszty za rzeczywisty pobyt dziecka w przedszkolu. Niesprawiedliwe jest naliczanie opłat w momencie, kiedy dziecko po prostu jest chore i nie uczęszcza do przedszkola. W wielu przedszkolach prywatnych tak jest. Nawet jak dziecko nie chodzi przez miesiąc, bo np. choruje, to i tak trzeba płacić" - mówi.

Nowe zasady opłat za publiczne przedszkola wprowadziły spore zamieszanie. Samorządy mają prawo do pobierania nowych opłat, ale równolegle obowiązują stare umowy między rodzicami a przedszkolami, wykluczające taką możliwość. Na dodatek okazuje się, że rodzice nie są świadomi zmian, jakie od ponad półtora miesiąca już obowiązują i faktu, że będą więcej płacić za przedszkola.

A wy co sądzicie o takim rozwiązaniu? Podzielcie się swoim zdaniem w komentarzach.

Źródło: wp

Zobacz też: 
Oceń artykuł

Ocena 1 na 1 głos

Zobacz także

Popularne tematy