Mężczyzna, któremu żona utrudnia kontakt z synem
Adobe Stock, Photographee.eu
Prawdziwe historie

„Była żona utrudnia mi spotkania z synem, bo jest zazdrosna o nową partnerkę. Kłamie, a sąd i tak stoi po jej stronie”

„Mariola zamykała przede mną drzwi, gdy przyjeżdżałem po Łukaszka. Wymyślała u niego dziwne choroby i jakieś napady lęku przed kontaktem ze mną. Gdy złożyłem skargę do sądu na jej zachowanie, odpowiedziała mi pozwem o… znęcanie się psychiczne nad dzieckiem”.
Z żoną rozstałem się siedem lat temu. Po dziewięciu latach małżeństwa Mariola uznała, że nic nas już nie łączy i odmówiła prób ratowania związku. Nie chciała nawet separacji. Żadnych okresów przejściowych i czasu do namysłu. Przyznam, że choć byłem zdruzgotany, to niezaskoczony takim obrotem sprawy. Od jakiegoś czasu czułem, że coraz bardziej oddalamy się od siebie. Pasję do gór i romantyczną miłość wymieniliśmy na kredyt mieszkaniowy, dziecko i obowiązki. Ja marzyłem o licznej rodzinie, żona wolała się rozwijać, zarzucając mi, że przy tak niskich zarobkach mam problem z utrzymaniem i jednego dziecka. Nie zgadzałem się z nią, ale zdawałem sobie sprawę z tego, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Mariola zawsze miała oczekiwania finansowe, którym trudno było sprostać.
 
Rozwód dostaliśmy niemal od ręki i równie sprawnie podzieliliśmy prawa opieki nad synkiem oraz majątek. Zostawiłem żonie mieszkanie i wychowanie Łukaszka, uznając, że na tym etapie rozwoju mama jest mu bardziej potrzebna od ojca. I to był mój błąd. Każdego dnia żałuję, że na pytanie sędziego czy chciałbym, aby syn został ze mną, odpowiedziałem przecząco. Dostałem szansę, jaką rzadko otrzymuje się w polskich sądach, i niestety ją zmarnowałem. Nie myślałem jednak, że kiedykolwiek będę miał z tego powodu kłopoty.

Redaktorki Mamotoja.pl o byciu mamą [CHWILA WZRUSZEŃ NA DZIEŃ MATKI]

Początkowo nic nie zapowiadało kryzysu

Właściwie nasze życie zmieniło się jedynie o tyle, że nie przebywałem na co dzień w domu i nie musiałem spełniać zachcianek żony. Poza tym robiłem wszystko, co do mnie należało: woziłem Łukaszka do szkoły, na zajęcia pozalekcyjne, do dziadków i lekarza, jeśli zaszła taka potrzeba. Co dwa tygodnie zabierałem go do siebie, czyli do mojej skromnie urządzonej kawalerki, i spędzałem z nim tyle czasu, ile tego potrzebował. 
 
Oprócz wpłacanych regularnie alimentów kupowałem mu ubrania, smakołyki i opłacałem wizyty u dentysty. Jeśli w danym miesiącu zarobiłem trochę mniej – od dawna utrzymuję się ze zleceń – to żona brała wydatki na siebie, a potem się rozliczaliśmy. Często odnosiłem wrażenie, że po rozwodzie dogadujemy się znacznie lepiej niż przed nim. Może dlatego, że skupialiśmy się na najważniejszej dla nas sprawie, czyli dobru Łukaszka. W zasadzie po dwóch latach od rozstania uchodziliśmy wśród znajomych za wzór rozwodników.
 
Sytuacja nie zmieniła się nawet wtedy, gdy Mariola poznała Jacka. Nieco młodszego od nas, bo jesteśmy równolatkami, kawalera na kierowniczym stanowisku. Nie zarabiał może kroci, ale dla niej wystarczająco dużo. Spodobało mi się, że postanowiła poznać nas ze sobą, nim powiedziała o ich związku Łukaszkowi czy swoim rodzicom. Nie będę kłamał, poczułem ukłucie w sercu, kiedy wpatrywała się w Jacka maślanymi oczami, ale bardziej z powodu swojej samotności niż z zazdrości. Spotkanie z nimi natchnęło mnie do zmiany stylu życia.
 
Od rozwodu swój czas dzieliłem między pracę, syna a mieszkanie, lecz postanowiłem to zmienić. Zacząłem częściej spotykać się z dawnymi znajomymi. Zainteresowałem się bieganiem, zapisałem na amatorskie treningi piłki nożnej, schudłem, zmieniłem sposób odżywania i styl ubierania się. Ani się obejrzałem, a wpadłem w oko Asi, sekretarce w jednej z firm, z którymi współpracowałem. Asia była miłą, uczynną dziewczyną, ale nie miałem pewności, czy nasza znajomość przerodzi się w coś poważniejszego, dlatego zwlekałem z poinformowaniem kogokolwiek z rodziny. Asia taktowanie nie naciskała, ja się zastanawiałem. Być może zbyt długo? Nie mam pojęcia, faktem jest, że podczas jednego z naszych spotkań wpadliśmy na moją byłą żonę.
 
Wszyscy byliśmy skrępowani nieoczekiwanym spotkaniem, ale postarałem się najlepiej jak umiałem, wybrnąć z sytuacji i zaproponowałem kolację we czworo. Postanowiliśmy się zdzwonić, a ja, nie czekając, aż plotki rozejdą się po mieście, następnego dnia poinformowałem rodziców, że już nie jestem samotnym rozwodnikiem. Obiecałem też Asi, że wkrótce pozna Łukaszka.

Spotkania w asyście pani kurator? Niech tak będzie

Spotkanie z moimi rodzicami, podobnie jak z byłą i jej partnerem, przebiegło w miłej atmosferze, ale Łukaszkowi nie spodobała się ciocia. Nie chciał przywitać się z Asią ani potem z nią bawić. Na jej pytania odpowiadał monosylabami, stale dopominając się mojej uwagi. Nie wiedziałem, jak zachowywał się wobec Jacka, więc postanowiłem nie przejmować się i to samo powiedziałem Asi.
 
– Na pewno potrzebuje czasu, w końcu rozwód rodziców zmienił całe jego życie – pocieszałem swoją dziewczynę i zarazem sam siebie.
 
Jednak po kolejnym spotkaniu z Łukaszkiem i Asią zadzwoniłem z prośbą o radę do Marioli. Odebrała cała w skowronkach i próbowała mnie uspokoić, jednocześnie ciągle mnie komplementując. Poczułem się dziwnie, ale puściłem jej słowa mimo uszu. Trudno jednak było nie zauważyć, że od kiedy poznała moją dziewczynę, zrobiła się wobec mnie bardziej serdeczna. Wziąłem to za dobry znak, bo bardziej od zachowania byłej zastanawiała mnie postawa Łukaszka wobec Asi. Coraz częściej zdarzało się, że bywał wobec niej niemiły. Reagował krzykiem na każdą jej próbę nawiązana z nim kontaktu. Raz nawet zamachnął się na Asię, a gdy przywołałem go do porządku, wtulił się we mnie i rozpłakał. Widziałem, że jest zagubiony, więc postanowiłem wyjechać z nim gdzieś na weekend. 
 
Chciałem spędzić z synkiem i dowiedzieć się, co jest grane. Nie zdążyłem, bo ku mojemu zaskoczeniu późnym popołudniem dołączyła do nas Mariola.
 
– Będzie jak za dawnych lat – uśmiechnęła się, wysiadając z auta na polu namiotowym.
 
Wściekłem się i nie ukrywałem, że nie tak wyobrażałem sobie te dwa dni. W złości zapytałem byłą, co sądzi o tym jej chłopak i czy on też do nas dołączy, ale ona tylko się rozpłakała. Po godzinie wiedziałem już, że związek Marioli rozpadł się niemal tuż po naszym spotkaniu we czworo. Dla Jacka kobieta z dzieckiem była jedynie chwilową odskocznią, z czym nie potrafiła poradzić sobie zdruzgotana Mariola. Zrobiło mi się jej żal, więc pozwoliłem jej zostać, ale spała w osobnym namiocie, który szczęśliwie wziąłem ze sobą.
 
Na tym jednak się nie skończyło, bo rano Mariolka zaczęła zachowywać się tak, jakbyśmy byli razem. Nadskakiwała mi, próbowała się do mnie tulić, nie chciała zostawić mnie z synem ani na chwilę. Zachowywała się tak, jakbyśmy byli na randce. Znosiłem jej zaloty do czasu, gdy powiedziała przy Łukaszku, jak to fajnie byłoby znowu być rodziną. Wtedy nie wytrzymałem i kazałem się jej pakować. W odpowiedzi urządziła mi karczemną awanturę. Zaczęła zarzucać Asi pastwienie się nad Łukaszem, a mnie egoizm, groziła, że jeśli nie rozstanę się ze swoją dziewczyną, to ona drastycznie ograniczy mi kontakty z synem.
 
Przyznam, że zaniemówiłem z wrażenia, bo w najgorszych snach nie spodziewałem się takiego obrotu sprawy. Niestety, Mariola wcieliła swoje słowa w życie. Wspólnie ze swoimi rodzicami zaczęła utrudniać mi spotkania z dzieckiem. Zamykała przede mną drzwi, gdy przyjeżdżałem zabrać Łukaszka do siebie, wymyślała u niego dziwne choroby, niedyspozycje i jakieś nieprawdopodobne napady lęku przed kontaktem ze mną. Przysyłała swoich rodziców pod szkołę, żeby zabierali wnuka, zanim ja zdążyłem po niego przyjechać.

Słyszałem płacz syna i serce pękało mi z żalu

Gdy postanowiłem działać i złożyłem skargę do sądu na jej zachowanie, odpowiedziała mi pozwem o… znęcanie się psychiczne nad dzieckiem. Znalazła jakąś psycholog, która nawet bez spotkania ze mną oceniła, że Łukasz jest przeze mnie manipulowany i zastraszany. Gdy odwiedziłem tę panią, próbując jej wytłumaczyć, że za nocne moczenie się syna i jego stany lękowe odpowiadania matka, i to jej manipulacjom powinna uważnie się przyjrzeć, kobieta… wezwała policję. Dlatego ja także zacząłem wzywać funkcjonariuszy, kiedy żona nie chciała wydać mi synka. Za zamkniętym drzwiami słyszałem jego płacz i serce pękało mi z żalu. Policjanci wzruszali jedynie bezradnie ramionami. 
 
Czasami udawało im się wymusić wydanie mi dziecka, ale z reguły woleli się nie angażować. Szczęśliwie zawsze miałem po swojej stronie Asię. W tym roku mijają trzy lata mojej wojny o dziecko. Sąd niby nie przychylił się do próśb mojej byłej o ograniczenie mi praw do syna lub nawet całkowite ich pozbawienie, ale też nie wpłynął na zmianę postępowania Marioli, jakby był bezradny wobec jej kłamstw. W zamian przydzielił nam kuratora, który ma mi towarzyszyć podczas spotkań z synem. 
 
Z jednej strony, podobno ma mnie pilnować, żebym nie zrobił chłopcu krzywdy, z drugiej, daje mi gwarancję, że w ogóle dojdzie do naszego spotkania. Pani kurator widzi, jak dziecko jest nastawiane przeciwko mnie, i za każdym razem skrzętnie to odnotowuje, ale też, podobnie jak sąd, nie może zapanować nad Mariolą. Po prostu matce wolno wszystko. Nawet kłamać. 

Damian, 39 lat

Czytaj także:
Chłopiec, który został sam
Adobe Stock, anaumenko
Prawdziwe historie
„Siostra zostawiła synka bez opieki. Biedny błąkał się i szukał mamy, która bawiła się w klubie”
„Dopiero co ochłonęłam po awanturze z Marleną. Jak to ona powiedziała? >>To wszystko twoja wina. Gdybyś nadal zajmowała się Kubą, nic złego by się nie stało<<. Bezczelna gówniara. Przecież to nie ja zostawiłam dziecko na całą noc bez opieki”.

Marlena to moja siostra. Młodsza i nieodpowiedzialna. Wyszła za mąż tuż po maturze, zaledwie po pół roku znajomości i mniej więcej po roku się rozwiodła. Miała wtedy 21 lat.   – To była totalna pomyłka, fatalne zauroczenie. Ten facet kompletnie nie nadawał się do życia. Było, minęło, nie ma o czym gadać – mówiła, gdy pytałam ją o powód rozstania.    W tym nieudanym związku udane było chyba tylko jedno: dziecko. Kubuś był naprawdę słodkim chłopcem i szybko stał się ulubieńcem całej rodziny. Zwłaszcza babci. To właściwie ona zajmowała się wnukiem, bo mojej siostrze po zakończeniu urlopu macierzyńskiego zwyczajna rola matki przestała odpowiadać. Zamiast po pracy wracać do domu i opiekować się synkiem, wolała chodzić do klubów, spotykać się ze znajomymi. Nie podobało mi się to.   – Marlena, ogarnij się! Nie głupio ci tak wykorzystywać mamę? Przecież ona nie jest już najmłodsza! Nie ma siły siedzieć od rana do nocy z maluchem! – zżymałam się.   Ale siostra tylko machała ręką.   – Przestań się wtrącać! To nie twoja sprawa! A poza tym wcale jej nie wykorzystuję! Sama każe mi wychodzić wieczorami. W przeciwieństwie do ciebie rozumie, że jestem jeszcze młoda i muszę się wyszaleć – odpowiadała.    Gdy to słyszałam, wszystko się we mnie ze złości gotowało. Zastanawiałam się, jak ona może być taką egoistką! Półtora roku temu mama nagle zmarła. Na zawał. Bardzo przeżyłam jej śmierć. Siostra odczuła stratę jeszcze bardziej boleśnie. Z dnia na dzień straciła nie tylko ukochaną osobę, ale też opiekunkę do dziecka. Kubuś miał co prawda już 4 lata i chodził do przedszkola, ale przez resztę dnia trzeba było się nim zająć. Do Marleny szybko dotarło, że musi zapomnieć o rozrywkowym życiu. I wydawało się, że się z tym pogodziła.   –...

Chłopiec, którego porzuciła matka
Adobe Stock, Evrymmnt
Prawdziwe historie
„Folgowałam córce, bo wychowywałam ją samotnie. To moja wina, że wpadła, gdy miała 16 lat i porzuciła syna”
„Obchodziłam się z nią jak z jajkiem. Byle tylko byle mnie nie zostawiła... To moja wina, że mąż odszedł. Więc biedna Elizka cierpiała niejako przeze mnie. Pozwalałam jej na wszystko, żeby pozbyć się poczucia winy. No i przesadziłam. Szkoda, że tak późno to do mnie dotarło”.

Nigdy nie miałam dobrego kontaktu z córką. Eliza ma trudny charakter. Już jako dziecko często się buntowała. A czas jej dorastania najchętniej wymazałabym z pamięci. Przeciwstawiała mi się na każdym kroku, uciekała z domu, chodziła na wagary. Koszmar! Wychowywałam ją sama, bo mąż odszedł od nas, gdy Eliza była mała. Czasem myślę, że to dlatego tak dała mi popalić, zwyczajnie zabrakło jej twardej ręki ojca.    Największe problemy zaczęły się, gdy córka poszła do gimnazjum. Wtedy już zupełnie nie potrafiłam się z nią dogadać, żadne metody wychowawcze nie pomagały, nawet rozmowy z psychologiem uznała za głupie. Weszła mi na głowę, a ja początkowo tego nie zauważyłam, tak bardzo chciałam, żeby była szczęśliwa. Z czasem sytuacja mnie przerosła. Eliza rządziła mną, po prostu robiła, co chciała, a ja nie miałam wpływu na jej zachowanie. Wciąż wyrzucałam sobie, że jestem złą matką, ale nie umiałam tego zmienić. Nie wiedziałam – jak.    Jakoś tak w połowie drugiej klasy Eliza wdała się w złe towarzystwo. Wtedy też poznała tego swojego „chłopaka”. Zwykły osiedlowy cwaniak, który ani uczyć się nie chciał, ani żadną pracą się nie zhańbił. Był starszy od Elizy i czułam, że sprowadza ją na złą drogę. Po spotkaniach z nim wracała jakaś inna, pobudzona, zamykała się w swoim pokoju. Zrobiła się krnąbrna i opryskliwa. Zaczęła też nosić jakieś dziwne ciuchy.   – Zostaw mnie w spokoju! To nie twoja sprawa – zbywała mnie, gdy pytałam o tego jej Patryka.   – Usiądź, porozmawiajmy... – prosiłam.    – Weź, przestań! – odburkiwała.    – Eliza! Mamy tylko siebie. Kto cię lepiej zrozumie niż ja – tłumaczyłam.   – Odczep się! Jestem prawie dorosła! – krzyczała na odchodne.   ...

Moja córka przeżyła w dzieciństwie traumę
Adobe Stock, ruslanshug
Prawdziwe historie
„Moja 7-letnia córka przeżyła straszny wypadek. Jej trauma trwała latami i doprowadziła do opłakanych konsekwencji”
„Dorosły pewnie długo nie mógłby sobie poradzić z takimi traumatycznymi przeżyciami, a co dopiero dziecko. Natalia dorastała, a trauma jej nie opuszczała. Dla koleżanek była dziwolągiem, a nastolatki w swoich sądach potrafią być brutalne”.

Czy przegrałam walkę o własne dziecko? Czy jestem jedyną, która widzi to, że ten facet wykorzystał kruchą psychikę mojej córki, aby przejąć nad nią władzę? I gdzie w tym wszystkim jest etyka lekarska? Natalia od zawsze była bardzo wrażliwa i delikatna Od urodzenia patrzyła na świat wielkimi przestraszonymi oczami, jakby zastanawiała się, co jej może zrobić złego. Ale być może z wiekiem poradziłaby sobie ze swoimi lękami, gdyby nie tragedia, którą przeżyła. Kiedy miała siedem lat przeżyła straszny wypadek. Na samochód, którym podróżowała ze swoim tatą, spadł ładunek z jadącej przed nimi ciężarówki. Jakaś część od rolniczej maszyny, która odbiła się od maski naszego forda i trzasnęła z całym impetem w przednią szybę. Mój mąż zginął wtedy na miejscu, a rozpędzony samochód zjechał do rowu, gdzie dachował. Natalka, siedząca z tyłu w foteliku, miała mnóstwo szczęścia, że auto przejechało wtedy między drzewami porastającymi pobocze, bo inaczej pewnie także by zginęła. A tak, nie miała właściwie żadnych fizycznych obrażeń. To wydarzenie zostawiło jednak silny ślad w jej psychice. Trudno się temu dziwić… Dorosły pewnie długo nie mógłby sobie poradzić z takimi traumatycznymi przeżyciami, a cóż dopiero dziecko. Po wypadku moja córeczka zaczęła się moczyć w nocy Budziła się także często z krzykiem, zalana łzami, a nawet zwyczajnie płakała przez sen. Ale najgorsze było to, że moje dziecko zaczęło tracić kontakt z rzeczywistością, zamykając się w swoim świecie. Nauczyciele w szkole byli zaniepokojeni tym, że Natalia się często zamyśla i kompletnie wtedy nie zwraca uwagi na to, co się wokół niej dzieje. – Staje na środku korytarza w czasie przerwy i tak stoi – relacjonowały. – Nie przeszkadza jej, że dzieci wokół biegają, potrącają ją... Jest...

Nasze akcje
dziecko na szczepieniu
O szczepieniach

Szczególne znaczenie szczepień przeciw pneumokokom u niemowląt i dzieci w dobie pandemii COVID-19

Partner
Miasteczko Zmysłów 2
Małe dziecko

Odwiedź Miasteczko Zmysłów i poznaj jego atrakcje!

Partner
KINDER Niespodzianka WSCW
Rozwój dziecka

Poznaj świat emocji dziecka! Ruszyła akcja Widzę, Słyszę, Czuję, Wiem

Partner
Polecamy
Porady
ile dać na komunię
Święta i uroczystości

Ile dać na komunię w 2022: ile do koperty od gościa, dziadków, chrzestnej i chrzestnego

Maria Nielsen
Podróż kleszczowy
Poród naturalny

Poród kleszczowy: wskazania, powikłania, skutki dla matki i dziecka

Ewa Janczak-Cwil
co kupić na chrzest
Święta i uroczystości

Co kupić na chrzest? Prezenty praktyczne i pamiątkowe [GALERIA]

Joanna Biegaj
zapłodnienie
Starania o dziecko

Zapłodnienie: przebieg, objawy, kiedy dochodzi do zapłodnienia

Magdalena Drab
400 plus na żłobek
Aktualności

400 plus dla dziecka na żłobek: zasady, warunki, wniosek

Ewa Janczak-Cwil
Pierwsza komunia święta
Święta i uroczystości

Prezent na komunię: pomysły na prezenty modne i tradycyjne (lista)

Magdalena Drab
biegunka w ciąży
Zdrowie w ciąży

Biegunka w ciąży: przyczyny i leczenie rozwolnienia w ciąży i przed porodem

Ewa Janczak-Cwil
Pieniądze na dziecko
Prawo i finanse

Świadczenia na dziecko: co przysługuje po urodzeniu dziecka 2022? [ZASIŁKI, ULGI]

Małgorzata Wódz
Czop śluzowy
Przygotowania do porodu

Czop śluzowy – co to, jak wygląda, kiedy odchodzi?

Joanna Biegaj
plan porodu
Lekcja 2

Plan porodu: jak go napisać, czy jest obowiązkowy? Wzór do druku

Małgorzata Wódz
wyprawka dla noworodka wiosna
Noworodek

Wyprawka dla noworodka: wiosną to obowiązkowa lista! (ubranka i rzeczy do wózka)

Małgorzata Wódz
twardy brzuch w ciąży
Zdrowie w ciąży

Twardy brzuch w ciąży – kiedy napięty brzuch jest powodem do niepokoju?

Ewa Cwil
pozytywny test ciążowy
Ciąża

Pozytywny test ciążowy – co dalej? Kiedy test ciążowy jest fałszywie pozytywny?

Joanna Biegaj
plamienie implantacyjne
Objawy ciąży

Plamienie implantacyjne: co to jest, jak wygląda, ile trwa? Czy zawsze występuje w ciąży?

Małgorzata Wódz
jak ubrać dziecko na spacer
Pielęgnacja

Jak ubrać niemowlę i starsze dziecko na spacer, by nie było mu za zimno ani za gorąco?

Małgorzata Wódz
Pozycje wertyklane do porodu
Poród naturalny

Pozycje wertykalne do porodu: dlaczego warto rodzić w pozycji wertykalnej?

Dominika Bielas
wody płodowe
Przygotowania do porodu

Jak wyglądają wody płodowe? Jak je rozpoznać?

Beata Turska
9 miesięcy w 4 minuty: tak powstaje życie
Przebieg ciąży

Rozwój płodu tydzień po tygodniu – ten film wzruszy każdego!

Joanna Biegaj